Lekarz z wędziskiem

Autor: Andrzej Bęben • • 15 maja 2008 11:33

Postanowił wyjechać do Polski, bo to kraj, który jest najbliżej Zachodu

Na wigilijnym stole w rodzinie Hagarów był, a jakże, karp. Po pierwsze, że internista Khalid Hagar, choć jest muzułmaninem, to dla niego święto jego żony, jej rodziny, nie jest wcale haram (tabu, zakazane). Po drugie - doktor Hagar jest zapalonym wędkarzem, więc czego, jak czego, ale ryby lubi.
W Polsce dr Hagar jest już dłużej niż w swoim rodzimym Jemenie. Nawet teraz nie ukrywa, że nad Wisłę, a właściwie do Łodzi, potem Zabrza i następnie do podczęstochowskich Koziegłów, trafił przypadkowo.
- Ojciec chciał, żebym studiował medycynę na Zachodzie - wspomina poprawną polszczyzną z charakterystycznym dla Arabów akcentem. A ojciec w społeczności arabskiej to nie tylko rodzic, ale pan i władca w rodzinie. Tym bardziej że tata 18- letniego wówczas Khalida ubogim w biednym Jemenie nie był. Te ponad sto hektarów w zielonej części tego kraju, w którym przeważają pustynie i góry, jakie miał i nadal posiada senior rodu - też coś znaczyło…
- Skończyłem szkołę, zdałem maturę. Poszedłem do wojska. Wtedy w Jemenie, a było to w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, zdrowy mężczyzna, który nie był w wojsku, nie liczył się. Miał kłopoty z podjęciem pracy, nie dostawał paszportu i tak dalej. Trochę w wojsku narozrabiałem i zamiast dwunastu miesięcy, to byłem w nim półtora roku. Wyszedłem z wojska i zacząłem zastanawiać się, gdzie to teraz będę studiował…
Miał do wyboru: albo medycyna w Jemenie, albo za granicą. I znów się jakoś tak ułożyło, że z tej zagranicy wypadł Zachód, a zostały tylko: Polska, Rumunia i Związek Radziecki.
- Postanowiłem jechać do Polski, bo to kraj, który jest najbliżej Zachodu.

***

1985 rok jakoś tam 18-letniemu Khalidowi przypominał orwellowski rok 1984. Wcześniej takiej egzotyki nie widział. Nie wiedział chociażby, że istnieją w europejskim państwie kartki na mięso. W Jemenie nie było kartek, tylko mięso. A w Polsce odwrotnie. "Dziwny kraj" - pomyślał sobie przyszły student medycyny. Cóż, taki wybrał. I zgodnie z tradycją oraz przepisami obowiązującymi cudzoziemców podejmujących naukę w kraju "trzciny, chrząszcza i Strzebrzeszyna", zaczął zakuwać polską mowę na rocznym kursie w Łodzi. Pierwsze polskie słowo, jakie utkwiło mu w pamięci, usłyszał zresztą nie w Łodzi, ale na dworcu w Warszawie. Zabrzmiało mu nieco z arabska, ale jak się później okazało, wcale nie oznaczało "brata"… Potem były studia w Zabrzu.
Wybrał tamtejszą uczelnię jak wielu jego rodaków. Teraz z medyków w Polsce został on jedyny: - Wrócili albo wyjechali na Zachód. W sumie w Polsce na stałe mieszka teraz może z pięćdziesięciu Jemeńczyków.

***

W Jemenie rybołówstwo jest ważną gałęzią gospodarki. Wędkarstwo uprawia się tam na morzu, gdyż rzeki są w Jemenie takie, jak u nas strumyki.
- Nie używa się wędzisk. Jest sznur, na końcu hak. Rzuca się to do morza i wyciąga. Jeden rzut, jedna ryba. Chciałbym, żeby można było łowić z takim efektem w Polsce!
Wędkarstwem młodego doktora zaraziła rodzina, natenczas narzeczonej Doroty. Zresztą, kiedy po raz pierwszy zaprosiła go na Wigilię, spróbował karpia.
- Karp był piękny, tym bardziej że przygotowała go Dorota. Czy muzułmanin może świętować niemuzułmańskie święta? Nie jestem ortodoksyjny. A ponadto staram się dostosować do tradycji obowiązujących w kraju wybranym za drugą ojczyznę. Skoro postanowiłem w Polsce żyć, a żyję tu już dłużej niż w Jemenie, to nie będę zmieniał tradycji obowiązujących od setek lat. A jakby to wyglądało, gdyby Polak przyjechał do Jemenu, postanowił tam żyć i zaczął wprowadzać swoje tradycje w miejsce jemeńskich? - pyta retorycznie doktor Hagar.
Wróćmy do wędkarstwa. Być może hobby doktora Khalida wzięło swój początek w karpiu przygotowanym przez narzeczoną Dorotę? Zatem polski Jemeńczyk uprawia każdy rodzaj wędkarstwa, z wyjątkiem tego na lodzie.
- Spinning tak, gruntowe tak, na sztuczną muszkę tak. Ale żeby siedzieć na lodzie, patrzeć w wyrąbaną dziurkę i marznąć? O nie, dziękuję! Khalid Hagar lubi powędkować na morzu. - W styczniu jedziemy na łososia. W maju zeszłego roku byliśmy na dorszu. No tak, jak się wędkuje na morzu, to nie z brzegu, ale z kutra. Pięć lat temu łowiliśmy pod Bornholmem. Czy jak się łowi, to się pije? Niektórzy piją i łowią. Ja nie. I nie tylko dlatego, że dla muzułmanina to haram. Uważam, że to jest po prostu niebezpieczne dla innych. Przecież jak się zarzuca i zamiast w wodę trafi się w głowę, to trzeba z całą pewnością wołać lekarza!
Doktor Hagar z przyjemnością czyta różne gazety, a "Wiadomości Wędkarskie" w szczególności.
- Złowiłem sandacza, duży był. Dzwonię więc do żony i pytam się, czy mam go przywieźć do domu, czy wpuścić. Bo jestem wędkarz, a nie mięsiarz.
Zasadniczo to wyłowione ryby wypuszczam do wody. Chyba że są ranne albo jesteśmy z kolegami na kilkudniowym wędkowaniu. No, wtedy ryby łowi się również po to, by mieć co jeść. Uważam, że wędkarstwo jest po to, żeby odpocząć i zabić czas, a nie ryby!

***

Gdyby wszyscy zabierali do domu to, co złowią, to wkrótce nie byłoby co łowić. Takie jest wędkarskie credo doktora Hagara. Rozumie więc Brytyjczyków, którzy stawiają tablice (dla Polaków) o zakazie zabierania złowionych ryb. Rozumie również (Polaków), którzy uważają, że jak się już coś złowiło, to należy to zabrać ze sobą, bo jest w tej postawie coś z pierwotnego myślistwa. Nie rozumie i nie zrozumie jednak takich wędkarzy, którzy do garnka biorą wszystko, co jest rybą. Bez względu na to, czy ma dziesięć centymetrów długości, czy metr.
Jeśli już jesteśmy przy miarach długości. Powszechnie wiadomo, że każdy wędkarz złowił (lub złowi) taaaaaaaką rybę. Doktor przyznaje, że jeszcze nie ma na koncie metrowego okazu, ale wszystko przed nim. Troć jeziorowa miała ponad dziewięćdziesiąt centymetrów, dorsz podobnie. Tyle że troć ważyła trzy, a dorsz dziewięć kilogramów. Aby zadowolić rozczarowanych tym, że polsko-jemeński doktor nie złowił jeszcze metrowej ryby, nasz rozmówca poda teraz przepis na jemeńską sanunę, czyli coś w rodzaju gulaszu z ryby:
- Niech będzie na karpiu... Rybę należy gotować przez pięć minut. Potem wybrać z mięsa ości. Następnie zasmażamy cebulę, do złotego koloru. Potem warzywa: zielona i czerwona papryka, pomidory, por, natka pietruszki, marchewka. Wszystko drobno pokroić. Potem na patelnię i podsmażyć. Następnie dodać do tego mięso z karpia, wymieszać. Jak będzie za gęste, to dolać nieco wody. Przyprawić według własnego uznania.

***

Khalid Hagar ma trzynaścioro rodzeństwa. Dwa razy więcej, niż średnia statystyczna w Jemenie. Oprócz żony Doroty (pediatry), ma też 10-letniego syna Adama i córkę, 6-letnią Lenę. Adam już jeździ z ojcem powędkować. Prędzej niż później zasadzą się na rybę nad Morzem Arabskim albo Czerwonym.
- Ostatni raz w Jemenie byłem w 1996 r. Matka i ojciec chcieliby zobaczyć wnuczki. Ale żeby tam jechać, to trzeba mieć trochę pieniędzy. Z piętnaście tysięcy na same bilety. Ojcu mówię, że jesteśmy bardzo zapracowani i jak tylko znajdziemy chwilę czasu, to przylecimy do nich. Przecież gdybym mu powiedział, że najpierw muszę uzbierać na taką wyprawę sporo pieniędzy, to by mi nie uwierzył. Ojciec uważa, że lekarze we wszystkich krajach, czy to jest Jemen, czy to Polska, czy USA, bardzo dobrze zarabiają i stać ich na to, na co nie stać wielu innych

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum