Leczenie wygrywane jak w karcianym oczku

Autor: Sabina Augustynowicz • • 15 maja 2008 17:29

Aby otrzymać zgodę na udział w programie terapeutycznym, chory na SM musi uzyskać w kwalifikacjach do leczenia co najmniej 21 punktów

Co druga dorosła osoba poruszająca się na wózku inwalidzkim jest chora na stwardnienie rozsiane, a liczbę chorych w Polsce szacuje się na 40000-50000 osób. Pomimo takich statystyk jesteśmy jednym z nielicznych rozwiniętych krajów, które nie tylko nie mają systemowego programu leczenia SM, ale również nie stwarzają wszystkim potrzebującym dostępu do leków mogących zahamować postęp tej choroby i opóźnić niesprawność. W dodatku rezygnujemy z dostępnych dotychczas terapii.
Stwardnienie rozsiane - to choroba dorosłych, najczęściej "dopadająca" osoby pomiędzy 20. a 40. rokiem życia. Limfocyty niszczą delikatną osłonkę włókien nerwowych, mielinę, co sprawia, że zaburzone zostaje przewodzenie impulsów w tych włóknach lub wcale nie zachodzi. Efekt - to upośledzenie czynności układu nerwowego. Pojawiają się problemy z koordynacją ruchów, wzrokiem, równowagą, czuciem; dochodzi do osłabienia siły mięśni.

Taki system

Niestety, nie wynaleziono jeszcze preparatu, który doprowadziłby do całkowitego wyleczenia choroby, jednak dzięki odpowiedniej terapii lekami immunomodulującymi można znacznie spowolnić jej postępy, złagodzić uciążliwe dla pacjenta objawy i przedłużyć czas zdolności do samodzielnego aktywnego życia zawodowego i rodzinnego.
Polscy chorzy na stwardnienie rozsiane łatwego życia nie mają.
- Istniejący w Polsce program terapeutyczny jest kuriozalny - mówi prof. Krzysztof Selmaj z Katedry Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Po pierwsze - narzuca znaczne ograniczenia. Terapia lekowa bowiem oparta jest na systemie punktowym. Notabene, nie wiadomo kto jest autorem systemu punktowego, ponieważ nikt nigdy do niego się nie przyznał. Do oceny kwalifikującej wymagane jest m.in. podanie wieku pacjenta i czasu trwania choroby. Obowiązujący system umożliwia prowadzenie nowoczesnej terapii u pacjentów młodych, chorujących bardzo krótko. Jest to o tyle nieuzasadnione, że nie ma dowodów naukowych, iż pacjent, który zachoruje po 40.-50. roku życia, nie odpowie na takie leczenie tak samo, jak pacjent po dwudziestce.

Dwa lata i starczy

Aby uzyskać zgodę na udział w programie terapeutycznym, trzeba zebrać co najmniej 21 punktów, jak w grze w karciane oczko. Za wiek można otrzymać 6 pkt. - jeśli chory liczy sobie 16-40 lat, 3 pkt. - pomiędzy 40. a 60. rokiem życia i 1 pkt - gdy przekroczył 60 lat życia. Im krócej się choruje, tym system punktacji łaskawszy (0-3 lata - 6 pkt., 3-6 lat - 3 pkt., 6-10 lat - 2 pkt., powyżej 10 lat - 1 pkt). 5 pkt. pacjent może dostać za rzutową postać choroby bez objawów ubytkowych. W zakres oceny wchodzi też liczba rzutów choroby w ciągu ostatniego roku oraz - jeśli rozpoczyna się leczenie - punktowany jest stan neurologiczny w okresie między rzutami.
Limit 21 punktów, kwalifikujący lub nie do leczenia chorych na SM, nie stanowi jedynego kuriozum w zasadach terapii.
- W Polsce jest dopuszczalne jedynie dwuletnie leczenie, co jest zupełnie pozbawione sensu - twierdzi prof. Krzysztof Selmaj. Pacjentom, którzy dobrze odpowiadają na terapię, po 2 latach zabiera się ją. Muszą ponownie zapisać się w kolejkę do leczenia, a mogą w niej "postać" kilka lat.
W Klinice Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi na swoją szansę terapeutyczną czeka prawie 400 osób.

Wątpliwości Agencji

- W swoich opiniach przedstawianych m.in. w NFZ podaję, że mamy ok. 10 tys. chorych, którym należałoby zaproponować leczenie immunomodulujące - tłumaczy prof. Hubert Kwieciński, krajowy konsultant w dziedzinie neurologii, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii w Samodzielnym Publicznym Centralnym Szpitalu Klinicznym przy ul. Banacha w Warszawie. Tymczasem ze środków NFZ w 2007 roku sfinansowano leczenie zaledwie około 1000 pacjentów przy rocznym koszcie terapii wahającym się, w zależności od preparatu, od 30 do 40 tys. złotych.
Z kolejki po leczenie przy tym można wypaść, jeśli chory miałby być leczony octanem glatirameru.
- Decyzją prezesa NFZ od stycznia 2008 roku jedna czwarta programu leczenia chorych na SM została zlikwidowana - wyjaśnia prof. Hubert Kwieciński. Wycofano się bowiem z finansowania jednego z leków, który był i tak stosowany w zakresie szczątkowym w porównaniu do innych krajów UE. Jest to całkowite nieporozumienie. Ta decyzja przynosi niewielkie oszczędności, a w zamian daje duże poczucie krzywdy u chorych, którzy już na to leczenie czekają. Tym bardziej że nie ma argumentów naukowych na to, że octan glatirameru jest lekiem gorszym, a takie były podstawy decyzji NFZ o jego wstrzymaniu.
- Na podstawie jednej krytycznej publikacji Agencja Oceny Technologii wstrzymała refundację terapii - mówi prof. Selmaj. Trudno pogodzić się z taką podjętą decyzją, zwłaszcza wobec bardzo licznych pozytywnych publikacji naukowych i nowych badań dotyczących działania tego leku oraz faktu, że inne kraje europejskie nie mają do niego zastrzeżeń. Interferonbeta oraz octan glatirameru są lekami immunomodulującymi, powszechnie stosowanymi w terapii SM na świecie. Zostały zarejestrowane zarówno w Europie (EMEA), jak i w USA (FDA) do terapii SM. Rejestracja leku przez te organizacje musi wynikać z jednoznacznie pozytywnych wyników badań kontrolnych o pierwszym poziomie wiarygodności.

W ogonie Europy

- W większości krajów europejskich chorzy na SM z rekomendacjami do leczenia mają terapię refundowaną - mówi prof. Krzysztof Selmaj. Polska jest jedynym krajem Unii, który dostępu do niej nie zapewnia większości pacjentom.
Wysokiej klasy specjaliści, zajmujący się leczeniem SM, mówią jednym głosem, że stwardnienie rozsiane od dawna traktowane jest gorzej niż inne choroby przy podziale środków budżetowych na refundację leczenia. Padają zarzuty, że tę grupę pacjentów izoluje się, spycha na margines.
Nie sposób nie zgodzić się z autorytetami w dziedzinie stwardnienia rozsianego, zwłaszcza gdy zaczynamy analizować dane liczbowe, publikowane przez polskie i europejskie towarzystwa stwardnienia rozsianego. W Słowacji dostęp do leczenia ma zagwarantowanych 5% chorych, w Bułgarii - 6%, na Węgrzech - 8%, w Czechach - 9%. W większości krajów Unii Europejskiej nowoczesne leczenie ma zapewnionych ok. 30% chorych, a w USA - 45%.
Polska z dostępem pacjentów do terapii wynoszącym 2,4% plasuje się na przedostatnim miejscu w Europie przed Białorusią, mimo że polscy chorzy na SM stanowią trzecią co do wielkości grupę na naszym kontynencie po Niemczech (120 tys. chorych) i Wielkiej Brytanii (85 tys. chorych).

Bez standardów

W tych dwóch krajach "starej" Unii obowiązują opisane szczegółowo standardy, gwarantujące kompleksową pomoc i dostęp do nowoczesnych terapii. U nas program, zawierający takie standardy leczenia, został dwa lata temu przygotowany pod egidą Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego we współpracy z ekspertami medycznymi. Obejmował leczenie farmakologiczne, rehabilitację oraz opiekę psychologa.
- Rozmawiamy na temat terapii SM lekami immunomodulującymi z urzędnikami Ministerstwa Zdrowia i NFZ od ponad 15 lat. Spotykamy się czasami z dziwnymi odpowiedziami, z których wynika, że np. finansować da się laseroterapię, a nie uznaną na świecie terapię immunomodulującą. Nie tylko ja byłem obecny podczas tej rozmowy. Zostało to powiedziane w obecności trzech polskich profesorów neurologii - zapewnia prof. Selmaj.
Tymczasem brak centralnych wytycznych odnośnie obowiązku kontraktowania terapii sprawia, że w zależności od województwa dostęp do leczenia jest zróżnicowany. Jak podaje Polskie Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego, najłatwiejszy dostęp do refundacji mają pacjenci z Łodzi, Wrocławia, Zielonej Góry, najtrudniejszy - z Gdańska, Szczecina i Katowic.

Procenty nadziei

My ograniczamy leczenie, a świat idzie naprzód.
- Pierwszy poważny przełom w leczeniu SM- mówi prof. Krzysztof Selmaj - nastąpił ponad 15 lat temu, gdy pojawił się interferon-beta i nieco później octan glatirameru. Teraz jesteśmy w przededniu kolejnego przełomu - pojawienia się leków kilkakrotnie skuteczniejszych niż interferon-beta.
Zaporowa w przypadku Polski może okazać się ponownie ich cena. Strategia firm wprowadzających coraz skuteczniejsze leki przeciwko ciężkim chorobom polega na dostosowaniu ceny, niestety, do warunków rynkowych w bogatszych krajach. Dla pacjentów elekryzująca jest już jednak sama wiadomość, że istnieje lek hamujący rozwój choroby w 70%.
Podobne obawy dotyczące dostępu do najnowszych leków ma prof. Hubert Kwieciński: - Na rynku unijnym i w USA pojawił się natalizumab - nowy lek o wiele bardziej skuteczny od dotychczas stosowanych, o jeszcze silniejszym działaniu immunomodulującym. Pacjenci niewątpliwie będą oczekiwać, że go podamy, ale koszt rocznej terapii tym lekiem jest trzykrotnie wyższy niż leczenie dostępnymi obecnie. Czy będzie możliwe jego stosowanie także u naszych pacjentów, jeśli zrezygnowano z tańszej terapii?
To pytanie jak dotąd pozostaje bez odpowiedzi.

Badania trwają

Problematyce leczenia stwardnienia rozsianego (SM) i wynikom najnowszych badań nad leczeniem tej choroby poświęcono obszerną część konferencji naukowej pt. Postępy w neuroimmunologii klinicznej, która odbyła się w Poznaniu w grudniu minionego roku.
Konferencja, oprócz polskich naukowców, zgromadziła wybitnych ekspertów w dziedzinie neurologii z 9 państw europejskich oraz Izraela i USA specjalizujących się w leczeniu chorób demielinizacyjnych.Wykłady nt. SM dotyczyły m.in.: badań molekularnych pozwalających zrozumieć mechanizm odpowiedzi na leczenie w tej chorobie, nowych możliwości diagnostycznych, zastosowania przeciwciał monoklonalnych w terapii SM i badań epidemiologicznych.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum