Kultowe maszyny mają duszę

Autor: Luiza Jakubiak • • 15 maja 2009 11:58

Jednoślad to dzisiaj idealny sposób na ominięcie korków ulicznych. Jadąc z Pruszkowa skuterem, dr Krzysztof Sankiewicz dociera do centrum Warszawy w 20 minut.

Oglądam z każdej strony ciężki i potężny motocykl BMW R1200ST. - Wygląda jak smok - nazywa rzecz po imieniu dr Krzysztof Sankiewicz, prezentując swój jednoślad. - Motor ma nietypową lampę z przodu, na którą niektórzy mówią "kapliczka". Ten model BMW nie jest już produkowany. Kiedy schodził z taśmy produkcyjnej, nie wzbudzał zachwytu, a teraz jest bardzo poszukiwany na rynku.

Wygląda jak smok i z racji swojej masy nie może być wykorzystany do motocyklowych akrobacji lub jazdy na tylnym kole. Niedoścignionym mistrzem doktora w tej sztuce jest Chris Pfeiffer, jeżdżący na motocyklu BMW F800S.

Do takiej popisowej jazdy maszyna wymaga przeróbek, bo - z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę - motor musi być do jazdy wyczynowej specjalnie przygotowany. - Kiedy młodzi ludzie próbują robić akrobacje na zwykłym, kupionym w salonie motorze, bez dodatkowego przygotowania, np. szkole jeżdżenia akrobatycznego, w dodatku na drodze publicznej, wtedy kończy się to najczęściej tragedią - dodaje doktor.

Przedmiot zachwytu

- W swoim życiu miałem kilka motorów i staram się jeździć na różnych maszynach, bo każdy motocykl służy do czego innego. Ale tak naprawdę są dwa rodzaje kultowych motocykli, które mają dusze - stwierdza Sankiewicz, wskazując na harleya i jego zdaniem niedocenianą w Polsce markę BMW: - BMW to motor z tradycjami, który podobnie jak harley sprawdził się w warunkach bojowych w czasie wojen światowych, docierając daleko na Wschód i radząc tam sobie z niesprzyjającymi warunkami pogodowymi.

Mój rozmówca przyznaje jednak, że do harleya czy BMW trzeba się przyzwyczaić, bo też inaczej się je prowadzi. Nie są tak przyjazne, jak np. motocykle japońskie, na które się wsiada, by od razu odczuć komfort jazdy.

BMW ma silnik typu "bokser", który sprawia, że po gwałtownym dodaniu gazu, następuje szarpnięcie. Z kolei wsiadając pierwszy raz na harleya, można mieć w pierwszej chwili wrażenie, że za moment silnik razem z całą maszyną się rozsypie...

Dlatego do harleya czy BMW trzeba się przekonać i je... pokochać. Ale to nie znaczy, że doktor nie lubi pojeździć na japońskich ścigaczach, które zachwycają mocą, przyspieszeniem i zakresem obrotów.

- Jestem zakochany w kawasaki zx 636 ninja - wyznaje. Nie kryje też zachwytu, mówiąc o hondzie CBR 600RR. To nie jest motocykl na dojeżdżanie do pracy, nadaje się raczej na tor wyścigowy.

Marzenia

Krzysztof Sankiewicz posiada w swojej kolekcji kilka egzemplarzy, które uratował od zagłady i składał mozolnie w swoim garażu. To jest motor SHL M04 z 1952 roku i WFM 06 z 1968 roku.

- Na renowację czeka jeszcze WFM z 1956 roku - mówi, przyznając, że musi odłożyć odnowienie maszyny na długie, zimowe wieczory.

Okazuje się, że brak czasu na kompletowanie części i składanie motoru to nie jedyny problem pasjonatów jednośladów: - Według naszego prawa, po odrestaurowaniu takiego motoru, należy odczekać cztery lata, wystąpić do sądu, udowadniając, że pojazd nie pochodzi z kradzieży i dopiero wtedy sąd może wyda wyrok, w którym pozwoli zarejestrować ten motocykl - wyjaśnia długotrwałą procedurę rejestracji Krzysztof Sankiewicz: - Z tego powodu nasze najpiękniejsze motocykle, które stanowią dobro narodowe i są zabytkami, ulegają zniszczeniu lub trafiają bezpowrotnie na złom.

W sferze marzeń na razie, tym razem ze względów finansowych, pozostaje zakup i modernizacja innego modelu BMW.

- Zawsze marzyłem o motorze BMW "Sahara" z koszem. Obecnie cena kolekcjonerska takiego odrestaurowanego motoru przekracza 100 tys. zł - mówi doktor. Inny, piękny, ale i kosztowny weteran wśród jednośladów, to BMW R35 "Osiołek".

Rekreacyjnie i turystycznie

Doktor twierdzi, że pasję do motorów odziedziczył po ojcu (lekarz pediatra), który był ich fanem.

- Już kiedy miałem 7 lat, regularnie jeździłem na motorze - wspomina Sankiewicz. Pasji doktora nie podziela ani żona, ani dzieci. Ale fanem motocykli okazuje się również dyrektor szpitala w Pruszkowie Mieczysław Brągoszewski. - Mój szef kocha motocykle i jest członkiem mojego klubu "DR" - podkreśla doktor Sankiewicz.

Obecnie motocykl to idealny sposób na ominięcie korków ulicznych. Jadąc z Pruszkowa skuterem, nasz rozmówca dociera do centrum Warszawy w 20 minut. Poza tym jednoślad nie wymaga płacenia za parkowanie. Krzysztof Sankiewicz wspomina, że jeszcze kiedy pracował w Szpitalu Bielańskim, do pracy jeździł rowerem.

- Przestałem jeździć ze względu na natężenie ruchu. Jazda rowerem stała się zbyt niebezpieczna.

Zdaniem doktora (jest także samorządowcem), metodą rozładowania tego obłędnego korka w rejonie Warszawy mogą być ścieżki rowerowe, kolejne linie WKD, więcej parkingów przy stacjach, aby ludzie mogli znaleźć alternatywny sposób poruszania się po zatłoczonych ulicach miasta. Pomóc może również edukacja i namawianie do korzystania z jednośladów.

Posiadanie motoru umożliwia także turystykę motocyklową. Jedną z pamiętnych wypraw, zorganizowanych przez klub Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi "Doctorriders", była eskapada do Szwajcarii nad Jezioro Bodeńskie: - Jazda w rejonie Alp to dla motocyklisty niezwykłe wyzwanie, ze względu na różnego rodzaju zakręty i serpentyny. Niezapomniane wrażenia pozostawia rówież wspólna jazda po autostradzie.

To spore wyzwanie organizacyjne, by kolumna motorów mogła się bezpiecznie poruszać po autostradzie: bardziej doświadczeni motocykliści osłaniają kolumnę nowicjuszy.

Uwaga na kierowców

Wspominając bezpieczne i wygodne drogi w Europie, po powrocie szybko zostajemy sprowadzeni na ziemię.

- Zauważyłem, że fotoradary w Polsce są ustawiane na drodze szybkiego ruchu bardzo gęsto, przez co jazda tą drogą staje się koszmarem. Z kolei na drogach niższego rzędu nie ma takich radarów i tam kierowcy osiągają zawrotne prędkości...

Najgorsze jednak dla motocyklisty na drodze jest zachowanie niektórych kierowców samochodów: negatywne i agresywne. - Wszystkie niebezpieczne sytuacje na drodze, jakie mnie spotkały, związane były z tym, iż nie byłem traktowany przez kierowców jako równoprawny użytkownik drogi.

Spotykały mnie złośliwości w stylu ostrego hamowania autem... - wspomina Krzysztof Sankiewicz.

Dr KRZYSZTOF SANKIEWICZ zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Powiatowego w Pruszkowie, wcześniej ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego w szpitalu w Sochaczewie. Pracował także w stołecznym Szpitalu Bielańskim.

Ukończył AM w Warszawie (I Wydział Lekarski). Radny powiatu grodziskiego (druga kadencja), pełniący funkcję członka zarządu rady powiatu. Założyciel i przewodniczący najstarszego motocyklowego klubu lekarskiego Okregowej Izby Lekarskiej w Warszawie "DR".

Zainteresowania: sport, fotografia, literatura (ostatnio Haruki Murakami i Orhan Pamuk), muzyka alternatywna, teatr, Grecja, a zwłaszcza wyspa Rodos.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum