Kto szkodzi diagnostyce laboratoryjnej?

Autor: Ryszard Rotaub • • 16 lutego 2017 11:58

Uczestnicy Forum Medycyny Laboratoryjnej Pracodawców RP zarzucają ELŻBIECIE PUACZ, prezes Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych, że jej wypowiedzi na temat przedsiębiorców działających w obszarze diagnostyki laboratoryjnej mają populistyczny charakter i cofają tę dziedzinę do połowy XX wieku.

Kto szkodzi diagnostyce laboratoryjnej?

O anachronicznym podejściu Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych do diagnostyki laboratoryjnej ma świadczyć to, że przedsiębiorcy działają dla zysku, co - w ocenie Forum Medycyny Laboratoryjnej - jest "oskarżeniem w duchu lat 50." - czytamy w "Stanowisku Forum Medycyny Laboratoryjnej wobec wypowiedzi przedstawicieli samorządu diagnostów laboratoryjnych".

"Oczywistym jest to, że firmy prywatne dążą do zysku - z czegoś bowiem trzeba finansować rozwój, który zapewniamy. Z drugiej strony płacimy wszystkie podatki, a oskarżenia w tym stylu ze strony szefa korporacji zawodowej trzeba ocenić jako najtańszy rodzaj populizmu, obliczony na wzniecanie zawiści" - oceniają Pracodawcy RP.

Zdalna autoryzacja badań

Oprócz ideologicznych aspektów polemika koncentruje się na procedurach i sposobach wykonywanych przez diagnostów laboratoryjnych zadań. Pracodawcy polemizują z poglądem, jakoby zdalna autoryzacja wyników była czymś niewłaściwym. Twierdzą, że prezes Puacz skupia się na propagowaniu jawnej nieprawdy o rzekomej nielegalności telemedycyny w diagnostyce laboratoryjnej.

"Wbrew twierdzeniom prezes KIDL udzielanie świadczeń na odległość za pomocą środków teletechnicznych jest całkowicie legalne. Art. 3 ust. 1 ustawy o działalności leczniczej wprost to dopuszcza. A tym właśnie jest zdalna autoryzacja: wykonaniem czynności diagnostyki (ocena jakości i wartości diagnostycznej) za pomocą środków teletechnicznych. Dokonanie tej oceny potwierdza podpis diagnosty" - można przeczytać w przesłanym nam stanowisku.

Podkreśla się w nim również, że w zdalnej autoryzacji diagnosta ma takie same warunki jak lekarz radiolog: widzi wynik, widzi parametry pracy aparatów (w tym kontrole), jest w stanie dotrzeć do innych wyników pacjenta, w razie potrzeby może także skonsultować się z wykonującym badanie technikiem, który ma pełnie uprawnienia do pozostałych czynności. Podpisując wynik, diagnosta potwierdza, że wynik spełnia wymagania jakościowe i ma wartość diagnostyczną - tak jak chciał ustawodawca.

Uczestnicy Forum Medycyny Laboratoryjnej Pracodawców RP zwracają ponadto uwagę, że domaganie się od diagnosty, aby osobiście brał udział w każdym etapie badania, jest nie tylko niezgodne z prawem, ale wręcz uniemożliwia pracę w jakimkolwiek zespole medycznym.

Wyjaśniają, że w procesie leczniczym bierze udział szereg osób, w tym także diagności, którzy w laboratorium nadzorują pracę zespołu. "To, o czym mówi Pani Prezes (o osobistym udziale diagnosty - red.), może mieć miejsce w małym laboratorium, w którym dziennie badane jest niewiele próbek, a nie w dużych nowoczesnych laboratoriach, gdzie naturalną koleją rzeczy istnieje podział pracy. Tak pracują laboratoria w rozwiniętych krajach, a samorząd chce najwyraźniej cofnąć proces rozwoju diagnostyki laboratoryjnej o 50 lat".

Sądzić można, że to jest jądrem toczonego od dawna sporu między organizacjami reprezentującymi największe laboratoria i sieci laboratoriów a samorządem diagnostów laboratoryjnych i mniejszymi laboratoriami. Pierwsi są za zdalną autoryzacją i nadzorem online, drudzy opowiadają się za bezpośrednim, osobistym nadzorem diagnostów nad czynnościami wykonywanymi w laboratorium.

Pracodawcy RP tłumaczą dalej, że w nowoczesnym, skomputeryzowanym laboratorium pracownik nadzoruje procesy, które wykonują maszyny. "Nadzór ten prowadzi się i tak za pośrednictwem komputera. Nie ma znaczenia, gdzie ekran stoi - czy w laboratorium obok, czy 100 km dalej".

Zapewniają, że "w każdym zarządzanym przez nas laboratorium utrzymywany jest kontakt z lekarzem, gdy jest taka potrzeba, a komputer nie wydaje wyników, tylko wspiera pracę diagnosty".

Ubolewają, "że są w Polsce ludzie, k tórzy nie widzieli jeszcze nowoczesnych laboratoriów. Czy naprawdę KIDL zależy na tym, aby diagności nie znali trendów w diagnostyce i technologii pracy? Czy diagności chcą cofać się do połowy XX wieku?" - stawiają retoryczne pytania.

Obecność obowiązkowa

"Pragnę podkreślić, iż w pełni podtrzymuję swoje twierdzenia dotyczące zdalnej autoryzacji wyników badań laboratoryjnych" - odpowiada Pracodawcom RP Elżbieta Puacz i powołuje się na stanowisko Departamentu Organizacji Ochrony Zdrowia MZ wyrażone w piśmie z 22 listopada 2012 roku (nr MZ-OGZ-079-30204-1/DM/12), w którym wskazano, że "osoba dokonująca autoryzacji wyników badań ma obowiązek sprawdzić, czy badanie zostało przeprowadzone zgodnie z procedurą stosowaną w laboratorium i zgodnie ze sztuką medyczną w tym zakresie. Natomiast jeżeli osoba uprawniona do autoryzacji wyników badań nie jest obecna w laboratorium i nie ma bezpośredniego oglądu w postępowanie technika analityki medycznej celem weryfikacji zgodności badania z procedurą obowiązującą w laboratorium - to nie może dokonać autoryzacji".

Prezes Puacz w przesłanej nam polemice podkreśla, że powyższe stanowisko zostało podtrzymane przez Depar tament Nauki i Szkolnictwa Wyższego MZ w piśmie z 12 lutego 2015 roku (nr MZ-NS-ZM-078-5/JŚ/14(1) i cytuje znamienny fragment z tego dokumentu: "przepisy prawne jednoznacznie wskazują na obowiązek przebywania diagnosty laboratoryjnego autoryzującego wynik badania w miejscu wykonania tego badania".

KIDL przypomina, że "diagnosta laboratoryjny nadzorujący czynności technika analityki medycznej, polegające na wykonaniu oceny jakości i wartości diagnostycznej badań oraz laboratoryjnej interpretacji i autoryzacji wyniku badań, ponosi odpowiedzialność za prawidłowy przebieg dokonanych przez technika czynności". Zatem okoliczności te determinują konieczność fizycznej obecności w laboratorium medycznym diagnosty laboratoryjnego sprawującego nadzór nad czynnościami technika analityki medycznej.

Zwraca też uwagę, że z nadzorem łączy się osobista odpowiedzialność za wynik przeprowadzonych czynności. Podkreśla, że w tym wypadku chodzi zaś o czynności o wielkiej wadze dla rzetelności uzyskanego wyniku. Z tych powodów konieczna jest obecność diagnosty laboratoryjnego w laboratorium - przekonuje prezes Puacz.

Nie ma nadzoru online

Natomiast weryfikacja wykonanych czynności diagnostyki laboratoryjnej przeprowadzona w formie online ogranicza możliwość sprawowania rzeczywistego i rzetelnego nadzoru nad czynnościami wykonanymi przez techników diagnostyki laboratoryjnej. W konsekwencji uznać należy, że forma nadzoru sprawowanego online nie gwarantuje, że czynności wykonane przez osoby podlegające nadzorowi spełniają kryteria jakości i wiarygodności przeprowadzonego badania.

Zdaniem Elżbiety Puacz, "interpretacja obowiązujących przepisów prawa prowadzi do wniosku, że nadzór nad czynnościami technika analityki medycznej musi być wykonywany osobiście przez diagnostę laboratoryjnego obecnego w laboratorium podczas pracy technika. Diagnosta nadzorujący wyłącznie ostatnią fazę nie jest w stanie wziąć rzeczywistej odpowiedzialności za jej wynik" - ocenia.

Jedynie przy spełnieniu tych warunków dobro i bezpieczeństwo pacjenta może być w pełni chronione i realizowana zostaje misja zawodów medycznych wypowiedziana w słowach ślubowania diagnosty laboratoryjnego "Salus aegroti suprema lex esto" - podsumowuje prezes KIDL.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum