Konsylium

Autor: WOK • • 28 sierpnia 2008 11:36

Łatwiejszy dostęp do usług medycznych, większa finansowa swoboda szpitali, ok. 6-procentowy wzrost środków publicznych na leczenie Polaków, możliwość "hospitalizacji z przyczyn nieujętych w katalogu". To istotne przesłanki, dla których kontraktowanie świadczeń zdrowotnych na 2005 r. NFZ uznaje za swój sukces. Czy jednak stanowią także powód do satysfakcji dla dyrektorów placówek i pacjentów? Tu opinie są bardzo podzielone. W ringu "Rynku Zdrowia" starcie strony związkowo-lekarskiej i przedstawiciela zarządcy naszych składek.

Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy:

NFZ zręcznie żongluje cyframi

Kontraktowanie na 2005 r. wygląda tak, że im wyżej szpital stoi w hierarchii, tym jego sytuacja finansowa będzie korzystniejsza. Zarysowała się natomiast wyraźna tendencja do pogarszania sytuacji mniejszych placówek, choćby powiatowych. Dąży się do tego, aby w wyniku kontraktów te jednostki miały relatywnie mniej środków niż np. kliniki czy szpitale wojewódzkie, lub żeby w ogóle ograniczały swoje świadczenia.
Z kontraktowaniem jest więc trochę tak, jak w czasach socjalizmu kilka ładnych okien wystawowych, a w środku sklepu już bardziej ubogo... Warto więc dokładniej przyjrzeć się rzekomemu wzrostowi środków na publiczne finansowanie świadczeń. Działania NFZ mają charakter zręcznych manewrów liczbowo-księgowych. Zwiększono limity w pewnych działach specjalistyki, a jednocześnie zmniejszono wartość punktów w tejże specjalistyce. Krótko mówiąc, zmuszono lekarzy do tego, aby za te same pieniądze robili więcej. NFZ chwali się więc tymi parametrami, które są dla niego wygodne.
Praktyka jest taka, że np. mój szpital w Stargardzie Szczecińskim, będzie miał mniej pięniędzy niż w ubiegłym roku. Tym bardziej, że ustawa oddłużeniowa nie pokryje wszystkich zobowiązań z tytułu ustawy 203, a kontrakt na 2005 r. nie pozwoli uzyskać przychodów umożliwiających wypłacenie wszystkich zaległości pracownikom.
Rozmawiałem niedawno z dyrektorem dużego szpitala, który owszem,.dostał pół miliona zł z więcej, ale tylko dlatego żeby opłacać leczenie nowotworów chemioterpią, którego... dotychczas nie opłacał. NFZ powie więc, że szpital ma znaczne lepszy kontrakt. Jednak sytuacja finansowa placówki będzie dokładnie tak samo trudna, jak w 2004 roku.
Jest jeszcze kwestia elastyczyności w przesuwaniu środków między szpitalnymi oddziałami, która została przyjęta przez środowisko z takim zadowoleniem. Tymczasem kryje się w tym niebezpieczeństwo - szpitale będą wybierać świadczenia bardziej opłacalne.
I tak, po wielkiej dyskusji o potrzebie wynagradzania za wykonaną pracę, wracamy do budżetowania. Czyli do sytuacji sprzed 1999 r., kiedy mieliśmy antymotywacyjny system finansowania służby zdrowia.

Michał Kamiński, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia:

Mamy kilka powodów do optymizmu

Bardzo ważny i dobrze rokujący na przyszłość jest sam fakt, że po raz pierwszy od 1999 roku konkurs ofert udało się tak pozytywnie rozstrzygnąć do 8 grudnia "starego roku". To naprawdę jest wielki sukces, że odsetek protokołów rozbieżności, podpisanych tam, gdzie nie doszło jeszcze do ostatecznych uzgodnień warunków kontraktu, sięga zaledwie od 0,5 do 3 procent - w zależności od rodzaju świadczeń. Dotyczy to głównie umów wieloletnich.
Optymizmem napawa też i to, że materiały konkursowe na 2005 rok zostały przesłane w ten sposób, że dyrektorzy placówek mogą teraz sprawniej zarządzać ogólnym kontraktem. Poprawione zostały katalogi, poczyniono też poważne korekty w zakresie lecznictwa ambulatoryjnego i specjalistycznego.
Przychodząc w marcu 2004 r. do NFZ postawiłem przed sobą dwa zadanie. Po pierwsze - przejść na sprawozdawczość katalogową. Po drugie - przygotować i sprawnie przeprowadzić konkurs. Teraz rozpoczynamy kolejny etap - weryfikacji katalogów i przygotowania odpowiednich materiałów w tym zakresie.
Z drugiej strony ciągle słychać o nadwykonaniach świadczeń czy też niewystarczających środkach. Tymczasem na koniec października 2004 r., mamy tylko 8-procentowy wskaźnik nadwykonań. A przecież słychać było głosy, że będzie znacznie gorzej. Nie ma takiego kraju, w którym wszystkie świadczenia byłyby pokrywane w formie powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego.
Dajemy wyraźny sygnał, iż NFZ nie zamierza ograniczać pewnych świadczeń, w tym dotyczących porodów i hospitalizacji noworodków. W tej materii nie będzie limitowania środków finansowych. Będziemy to monitorować przez cały 2005 r., aby ocenić, jak przy takim podejściu zachowuje się cały system publicznego finansowania świadczeń.
I jeszcze jeden, myślę że ważny powód do optymizmu. Otóż warto przyjrzeć się katalogowi świadczeń. Są tam m.in. tak wysokospecjalistyczne świadczenia, które w systemach zdecydowanie bardziej komercyjnych niż nasz, nie mieszczą się w zakresie powszechnego ubezpieczenia. Finansujemy więc naprawdę bardzo drogie procedury.
Jestem przekonany, że w 2005 r. system nie będzie cierpiał na takie przypadłości, jak w roku ubiegłym.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum