Jacek Janik | 04-12-2014 12:16

Konkurencja wymusza wymianę

O potrzebie wymiany aparatury medycznej i wyposażenia polskich szpitali w perspektywie finansowej 2014-2020 oraz o problemach z tym związanych dyskutowali uczestnicy sesji "Aparatura i wyposażenie placówek medycznych" w trakcie X Forum Rynku Zdrowia.

Zdaniem Janusza Szafrańca, prezesa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych Polmed, mimo iż w ciągu ostatnich lat w tym zakresie w polskiej ochronie zdrowia dokonała się prawdziwa rewolucja, to kolejna perspektywa finansowa - na lata 2014- 2020 - stwarza możliwości inwestowania w aparaturę i sprzęt medyczny, co w wielu placówkach jest już koniecznością.

- Dokonaliśmy prawdziwego skoku cywilizacyjnego w zakresie aparatury i szpitalnego wyposażenia. Niebawem jednak minie dziesięć lat od czasu, kiedy te zmiany się rozpoczęły, a czas życia aparatury medycznej określa się właśnie na taki okres. Niedługo zatem sprzęt będzie zużyty moralnie i technicznie - tłumaczył prezes Szafraniec.

Uwolnić środki prywatne

Jak tłumaczył prezes Szafraniec, dziesięcioletnia aparatura, dobrze konserwowana, może co prawda nadal pracować, ale w związku z postępem technologicznym, nie będzie pozwalała poszczególnym placówkom na zajęcie dobrej pozycji na coraz bardziej konkurencyjnym rynku usług medycznych.

- Jeśli szpital chce być konkurencyjny i atrakcyjny, musi zabiegać o coraz bardziej nowoczesną aparaturę, aby świadczyć jak najwyższą jakość usług. Chociażby z tego powodu popyt na wysokospecjalistyczny sprzęt będzie rósł. Dopełnia tego wizja coraz dłuższego życia Polaków w dobrym zdrowiu. Aby ją zrealizować, trzeba mieć do tego potrzebne środki i narzędzia - mówił prezes Polmedu.

Zaznacza, że państwo mające ambicje bycia 20. gospodarką świata powinno zapewnić swoim obywatelom wysoki poziom zaspokajania potrzeb zdrowotnych. PKB w ciągu 20 lat wzrósł trzykrotnie i powinno nas być stać, aby usługi medyczne były świadczone z zastosowaniem najlepszej aparatury. Zdaniem prezesa Polmedu, kołem napędzającym rynek będzie także turystyka medyczna.

- Jeśli chcemy wyjść naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom społeczeństwa w tym zakresie, trzeba zmienić model finansowania inwestycji medycznych. Wydaje się, że jedynym realnym narzędziem w realizacji tego zadania jest uwolnienie środków prywatnych - mówił prezes Szafraniec.

Nie ma cudownego

rozwiązania, ale...

Na jedną z form zapewnienia placówkom na odpowiednim poziomie aparatury medycznej w czasie dyskusji wskazywał prezes zarządu Szpitali Tczewskich S.A., Janusz Boniecki, mówiąc o outsourcingu.

- Nasz szpital, który nie miał rezonansu magnetycznego ani tomografu i nie stać go było na ich zakup, ogłosił konkurs. W jego wyniku firma wstawiła do szpitala 16-rzędowy tomograf i gorszej klasy rezonans. Pół roku temu rezonans został wymieniony na najnowocześniejszy, którego klasy są zaledwie dwa w województwie pomorskim. Podobnie firmie zewnętrznej powierzono laboratorium - mówił Boniecki.

- Nigdy by nie było nas stać na zakup takiego sprzętu i wyposażenia, ale najważniejsze, że nasi pacjenci mogą z niego korzystać. Nie twierdzę, że outsourcing jest cudownym rozwiązaniem. Trzeba jednak bardzo dokładnie liczyć - co jest opłacalne dla szpitala i dla pacjenta. Te usługi, gdybyśmy je sami wykonywali, byłyby dużo droższe niż korzystając z outsourcingu - zauważa prezes Boniecki.

Jak podkreśla doc. Maciej Kowalczyk, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie Prokocimiu, do placówki, jako jedynej tego typu na południu Polski, trafiają najcięższe przypadki. Musi być więc wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt i aparaturę.

- Policzyłem, że wartość podstawowego sprzętu na wyposażeniu szpitala wynosi ok. 150 mln złotych. Jeśli wziąć pod uwagę 10-letni okres jego wymiany, co roku wartość zakupów nowego sprzętu musiałaby wynieść 10-15 mln zł. To jest ogromny problem szpitali tzw. ostatniej szansy. Nie ma referencyjności, dlatego ubiegamy się o takie same środki w NFZ, jak inne szpitale, które nie muszą być wyposażane w tak kosztowny sprzęt - stwierdził dyrektor Kowalczyk.

Dodał, że ogromnym plusem w wyposażeniu placówki były programy - nowotworowy oraz kardiologiczny. Szpital pozyskał przy tej okazji bardzo potrzebny i nowoczesny sprzęt.

- Problemem jednak jest spięcie wszystkich urządzeń w jeden szpitalny system. Często powodem są warunki przetargów, które sprawiają, że nie zawsze można kupić to, co jest najbardziej potrzebne, kompatybilne ze sprzętem, który już funkcjonuje - dodał dyrektor Kowalczyk.

Problemem jest wycena świadczeń

Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku należy do największych w Polsce - dysponuje 1350 łóżkami. Jak mówił jego dyrektor, Bogusław Poniatowski, placówka nie ma problemów z nowoczesnym wyposażeniem i aparaturą. Szpital wykonuje praktycznie wszystkie świadczenia, poza przeszczepami wątroby, trzustki i płuc, we wszystkich segmentach medycznych.

Nie ma problemów finansowych i osiąga kilkanaście milionów rocznie dochodu.

- Nie mamy problemów z najnowocześniejszymi technologiami, warsztat naszego personelu medycznego jest z najwyższej półki. Problemem jest natomiast płatnik. Jak inwestować w technologie, za pomocą których realizowaniem świadczeń nie będzie on zainteresowany - nie będzie mógł ich kupić lub będzie za nie chciał zapłacić albo zapłaci poniżej kosztów? - pytał retorycznie dyrektor Poniatowski.

- Można sobie pozwolić na to, żeby na niedużą skalę, z zysku, pokrywać straty w niektórych świadczeniach. Ale to incydentalne sytuacje. Czasem odnosi się wrażenie, że płatnik podnosi swoje wymagania jedynie po to, aby świadczeniodawcy nie byli w stanie im sprostać i żeby zakontraktować tylko tyle świadczeń, na ile stać NFZ - mówił dyrektor Poniatowski.

Na miarę epidemiologii

Jak podkreślał Marek Nowak, dyrektor Regionalnego Szpitala Specjalistycznego w Grudziądzu, mówiąc o najnowszych technologiach, o nowoczesnej, zespolonej aparaturze i wymianie sprzętu na coraz nowszy, trzeba sobie zadać sobie pytanie - czy będzie do ich wykorzystania odpowiednia liczba pacjentów?

- Nie budowaliśmy w Specjalistycznym Szpitalu Regionalnym sprzęgniętych ze sobą operacyjnych sal hybrydowych dlatego, że tego po prostu chcieliśmy. Dokładnie sprawdziliśmy przed podjęciem tej decyzji epidemiologię w regionie i dzisiaj, pomimo możliwości wykonania rocznie około tysiąca operacji - 400 kardiochirurgicznych i 600 naczyniowych - mamy kolejkę pacjentów na dwa lata - wskazywał dyrektor Nowak.

- Pamiętajmy, że szpital obejmuje swoim zasięgiem nie tylko region - każdy pacjent może się dzisiaj leczyć tam, gdzie zechce. Ale z drugiej strony musi być odpowiedzialność zarządzającego szpitalem, musi znać epidemiologię, myśleć o finansowaniu i wiedzieć, komu dedykuje swoją działalność - dodał dyrektor Nowak.

Jak przyznał, podejmując decyzję o wprowadzeniu do szpitala nowoczesnego centralnego systemu dystrybucji leków unit dose, miał problem... sam ze sobą. Musiał też odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zareagują lekarz i pielęgniarka, kiedy pozbawieni zostaną apteczki oddziałowej.

- Nie chcę mówić o oszczędnościach, ale o korzyściach, jakie przynosi system. Do jego wprowadzenia do końca panowaliśmy nad polipragmazją, przeterminowanymi lekami. Badania wykazały, że w przeciętnym szpitalu może dojść do około 600 pomyłek związanych z lekami. Dzisiaj jestem pewien, że centralny system jest jedynym sposobem, dzięki któremu można zaoszczędzić na ewentualnych odszkodowaniach za pomyłki. W skali roku oddaliśmy dzięki temu systemowi 25 tys. godzin w ręce pacjentów, przy tym samym zatrudnieniu - mówił dyr. Nowak.

Kultura

nadmiernej kontroli?

Część sesji poświęconej aparaturze i wyposażeniu szpitali została zdominowana przez problematykę związaną z jej zakupem. Zdaniem mecenasa Andrzeja Balickiego z kancelarii DLA Peiper przyczyny stosowania ceny jako ciągle jeszcze jedynego kryterium w wyborze ofert w przetargach w trybie zamówień publicznych leżą nie tylko w regulacjach prawnych, ale przede wszystkim w naszej kulturze i mentalności.

- Można to nazwać kulturą kontroli. Nie jest tak, że zamawiający nie chce stosować innych kryteriów jak cena. Jednak w sytuacji, kiedy szpital wie, że może być kontrolowany przez wiele instytucji, a w polskim systemie prawnym jest ich wiele, zadaje sobie pytanie - w jaki najmniej ryzykowny sposób może zrealizować przetarg? Często przyjmowane jest założenie, że kryterium ceny, jest najprostszym - nie tylko z uwagi na prawo zamówień publicznych, ale także ze względu na inne regulacje - np. w zakresie dyscypliny finansów publicznych - tłumaczył mec. Balicki.

Takie założenie, zdaniem prawnika, prowadzi w praktyce do sytuacji, w której cena jest stosowana nie w odniesieniu do całościowego kosztu, np. użytkowania konkretnego sprzętu w perspektywie kilkuletniej, ale jedynie do ceny zakupu. Nie zawsze jednak najkorzystniejsza cena oznacza najkorzystniejszą ofertę w dłuższym czasie.

- Obserwujemy także u wielu zamawiających, że koncentrują się na technicznych umiejętnościach przeprowadzania przetargu, śledzenia prawa zamówień, które jest często nowelizowane. Niekoniecznie już zwracają uwagę na to, żeby dokonać ekonomicznej analizy - jakie inne kryteria powinny zostać zastosowane w przetargu - dodał Balicki.

Jego zdaniem zmiana przepisów nie zmieni jednak praktyki i mentalności zamawiających: - Obawiam się, że mimo iż nowelizacja wiele zmieniła, to praktyka będzie się kształtowa m.in. w procesach odwoławczych - mówił.

Aby relacje były przejrzyste

Sesja była także okazją do podsumowania czteroletniego programu MedKompas Poland, realizowanego przez OIGWM Polmed wspólnie z Naczelną Radą Lekarską.

- Celem tego programu była chyba najważniejsza rzecz - świadomość prawna i wiedza, po obu stronach - zarówno przedstawicieli jednostek medycznych, jak i podmiotów dostarczających towary i usługi na potrzeby placówek ochrony zdrowia. Do dzisiaj udało nam się przeszkolić w sumie 2,5 tys. lekarzy oraz innych osób zatrudnionych w szpitalach. Zorganizowaliśmy ponad sto warsztatów - mówił mec. Wojciech Szefke z Izby Polmed.

Podstawowym problemem zgłaszanym podczas warsztatów realizowanych w ramach MedKompas przez jego uczestników było to, że zarówno wizytujący szpitale przedstawiciele medyczni, jak i spotykający się z nimi personel placówek, nie mając odpowiedniej wiedzy, boją się takich spotkań i podejrzeń o korupcję.

- Brak jest jasnych reguł, w jaki sposób takie spotkania mają przebiegać. Ustawodawca, z jednej strony nie przedstawia żadnych zasad, a z drugiej wymaga, aby były te spotkania przejrzyste i etyczne - mówił mec. Wojciech Szefke.

Jak podkreślił Janusz Szafraniec, prezes OIGWM Polmed, program MedKompas spotkał się z dużym zainteresowaniem, został bardzo wysoko oceniony przez wszystkie strony i trafił w zapotrzebowanie rynku w tym właśnie zakresie. Dlatego zapadła decyzja o jego kontynuacji.

Prezes Szafraniec przyznał, że ambicją Izby Polmed jest, aby warsztaty z zakresu etycznych i przejrzystych reguł w relacjach przemysłu wyrobów medycznych i przedstawicieli placówek medycznych odbyły się w każdym szpitalu w Polsce.