Konieczny jest kompromis potrzeb i możliwości

Autor: Edyta Grabowska-Woźniak • • 13 kwietnia 2010 19:29

Zintegrowane bloki operacyjne z perspektywy chirurgów

Trudno wyobrazić sobie szpitalną inwestycję XXI wieku bez zintegrowanego bloku operacyjnego. Za scentralizowanym kompleksem sal operacyjnych, z których korzystają operatorzy różnych specjalności, przemawiają głównie względy ekonomiczne.
O praktycznych aspektach funkcjonowania i organizacji różnych bloków operacyjnych chirurdzy mówią jednym głosem: rozwiązania idealne nie istnieją.
Liczby działają na wyobraźnię, więc od nich zacznijmy. Jednym z największych i najnowszych zintegrowanych bloków operacyjnych w Polsce jest kompleks należący do 10. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką w Bydgoszczy.
Dane mówią same za siebie - 10 nowocześnie wyposażonych sal operacyjnych z mobilnym tomografem komputerowym uzupełnia oddział intensywnej terapii, a w niedalekim sąsiedztwie szpitalny oddział ratunkowy i Kliniczny Zakład Radiologii Lekarskiej.
Zintegrowany blok operacyjny zajmuje budynek o trzech kondygnacjach na powierzchni użytkowej 2545 mkw.
Został oddany do użytku w 2008 roku i kosztował 28 milionów złotych. Zintegrowany blok operacyjny to rozwiązanie stosowane także w mniejszych niż bydgoski szpitalach.
Blok oddany do użytku dwa lata temu w Regionalnym Szpitalu w Kołobrzegu to 4 sale z zapleczem intensywnej terapii, które zajmują w sumie 275 metrów kwadratowych powierzchni użytkowej.
Skala przedsięwzięcia adekwatna do wielkości szpitala i potrzeb oddziałów zabiegowych.

Geografi a specjalności

Jak zintegrowane bloki operacyjne oceniają chirurdzy, którzy na co dzień stają przy stołach operacyjnych? - Ocena zintegrowanych bloków operacyjnych nie jest prosta i jednoznaczna - mówi prof. Piotr Kaliciński, konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii dziecięcej i kierownik Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Transplantacji Narządów w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.
- Z jednej strony należy wskazać bezsprzeczne zalety takiego rozwiązania - jeden zintegrowany blok operacyjny pozwala na ekonomizację środków i sił, którymi dysponuje szpital, daje możliwość wykorzystania personelu, sal operacyjnych i bardzo drogiego sprzętu, zarówno diagnostycznego, jak i nowoczesnej aparatury wspomagającej chirurgię, przez wielu operatorów różnych specjalności. Nie ma jednak rozwiązań idealnych. Zbytnia integracja bloku operacyjnego może być niebezpieczna ze względów epidemiologicznych - zaznacza konsultant.
Prof. Kaliciński podkreśla, że dla bezpieczeństwa pacjentów na zintegrowanym bloku operacyjnym niezbędne jest określenie geografii użytkowania go przez różne specjalności. Nie można np. na jednej sali operacyjnej w jednym miejscu przeprowadzać zabiegów ortopedycznych i operować perforacji jelita czy transplantacji narządu. Takie epidemiologiczne zagrożenie może się pojawić przy zbyt małym bloku operacyjnym intensywnie eksploatowanym przez różne specjalności. Priorytetem w zintegrowanym bloku operacyjnym jest utrzymanie bezwzględnej czystości, w przeciwnym razie rośnie prawdopodobieństwo wystąpienia zakażeń wewnątrzszpitalnych.
- W Centrum Zdrowia Dziecka korzystamy ze zintegrowanego bloku operacyjnego, który obecnie jest już za mały - tłumaczy prof. Kaliciński. - Stoimy przed koniecznością zbudowania w naszym szpitalu nowego bloku, który będzie blokiem zintegrowanym, ale znacznie większym, z wyraźnie wydzielonymi przestrzeniami na poszczególne typy zabiegów chirurgicznych.

Za dużo "martwego czasu"

Nie ma rozwiązań idealnych. - Centralny blok jest trochę jak bezosobowa fabryka - ocenia prof. Kaliciński. - Pacjent wjeżdża na blok na czas operacji, inny zespół anestezjologiczny zajmuje się nim w trakcie zabiegu, kto inny po zabiegu na salach intensywnego nadzoru w oddziałach i klinikach. Wprawdzie właściwa organizacja i przestrzeganie standardów obiegu informacji zapewniają bezpieczeństwo pacjentowi, ale osobiście uważam zmienność personelu, który ze sobą pracuje na zintegrowanym bloku operacyjnym, za jedną z głównych wad takich rozwiązań, szczególnie w szpitalu dziecięcym - podkreśla chirurg.
Drugim problemem jest konieczność transportowania pacjentów z klinik i oddziałów na blok, co kreuje mnóstwo zmarnowanego, "martwego" czasu, który można by efektywniej wykorzystać.
Dlatego niezbędna jest doskonała organizacja i stworzenie stref przejściowych, gdzie pacjent może wcześniej być przekazany z oddziału i gdzie zaczyna się jego przygotowanie do operacji, zanim jeszcze skończy się poprzednia operacja.
Do takiej organizacji potrzeba jednak odpowiedniej liczby personelu zarówno lekarskiego, jak i pielęgniarskiego, co często jest niemożliwe.
Na zintegrowanym bloku siłą rzeczy wymagana jest duża uniwersalność personelu, pracującego np. tak jak w CZD, w różnych dziedzinach, takich jak m.in. neurochirurgia, kardiochirurgia, urologia, okulistyka, chirurgia noworodka, transplantologia. Z drugiej strony przy tak wysokiej specjalizacji dobrze jest pracować w stałym w miarę zespole, bo to oznacza większe zaufanie do współpracowników, sprawniejszy przebieg operacji i co najważniejsze - korzyść dla pacjenta.

Najważniejsi są ludzie

W Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA przy ul. Wołoskiej w Warszawie pracuje kilka bloków operacyjnych usytuowanych przy poszczególnych oddziałach i klinikach. W znacznym stopniu taka organizacja bloków wynika z faktu, że pierwsze budynki szpitalne zostały zbudowane kilkadziesiąt lat temu, a następnie odbywała się ich systematyczna rozbudowa.
Swoje bloki operacyjne mają m.in. Kliniki: Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej, Neurochirurgii, Urologii, Otolaryngologii.
Najnowszym i najbardziej nowoczesnym blokiem operacyjnym w szpitalu dysponuje Klinika Chirurgii Gastroenterologicznej i Transplantologii, której szefem jest doc. Marek Durlik, od stycznia 2010 r. pełniący również funkcję dyrektora szpitala. Najnowszy, bo liczący dopiero dwa lata blok operacyjny znajduje się w nowym skrzydle lecznicy i odpowiada wszystkim rygorystycznym normom obowiązującym w Unii Europejskiej.
Pracują na nim trzy zespoły - chirurdzy gastroenterologiczni i transplantolodzy, zespół chirurgów plastyków oraz chirurdzy laryngolodzy. - Szpital nie ma jednego zintegrowanego bloku operacyjnego i jako chirurg jestem z takiego stanu rzeczy zadowolony - ocenia doc. Marek Durlik. - Klinika, którą kieruję, ma w swojej strukturze blok z trzema salami operacyjnymi. Dysponujemy również własnymi salami intensywnego nadzoru, gdzie trafiają pacjenci bezpośrednio z sal operacyjnych po zabiegach. Własny blok przy klinice oznacza wysoki komfort pracy zarówno dla lekarzy, jak i dla pacjentów.
Ten sam zespół opiekuje się pacjentem przed, w trakcie i po operacji. To szczególnie ważne w sytuacjach, w których dochodzi do komplikacji czy powikłań pooperacyjnych.
Podobnie jak prof. Kaliciński, również doc. Durlik podkreśla niezwykłą rolę zgranego, ufającego sobie zespołu, który staje przy stole operacyjnym często w bardzo dramatycznych okolicznościach walki o życie: - Osobiście bardzo sobie cenię pracę w stałym zespole, do którego mam pełne zaufanie - podkreśla. - To znacznie podnosi poziom bezpieczeństwa pacjentów.

Reżim bakteriologiczny po szwedzku

Specjalista chirurg Ireneusz Ziobrowski, zastępca doc. Durlika w Klinice Chirurgii Gastroenterologicznej i Transplantologii, mówiąc o pracy na zintegrowanym bloku operacyjnym, na pierwszym miejscu stawia bezpieczeństwo epidemiologiczne i konieczność utrzymania żelaznego reżimu bakteriologicznego.
- Miałem okazję korzystać ze zintegrowanego bloku operacyjnego w Szwecji, w Goeteborgu, w klinice Salgranska, gdzie uczyłem się laparoskopowego pobierania nerki do przeszczepu od żywego dawcy - opowiada dr Ziobrowski. - Blok był świetnie wyposażony, nowoczesny, ale najważniejsze było utrzymanie reżimu bakteriologicznego i niedopuszczanie do rozwoju zakażeń. Na zintegrowanym bloku operacyjnym, podobnie jak na oddziałach intensywnej opieki medycznej, pacjent w ciężkim stanie jest najbardziej narażony na niebezpieczeństwo zakażenia groźnymi bakteriami. Blok operacyjny naszej kliniki funkcjonuje dwa lata i przez ten czas nie było u nas zakażenia wewnątrz bloku.
Dr Ziobrowski podkreśla, że dla utrzymania bakteriologicznego bezpieczeństwa pacjentów na blokach operacyjnych i salach pooperacyjnych ważne jest również rozsądne stosowanie antybiotyków.
- Trzeba znaleźć złoty środek, nie wolno przesadzać z antybiotykami, bo istnieje duże ryzyko, że za jakiś czas stosowane zbyt często preparaty staną się nieskuteczne.
Znacznie łatwiej zapanować nad zakażeniami wewnątrzszpitalnymi, jeśli blok operacyjny jest mniejszy i znajduje się w wydzielonej strefie jednej kliniki. - Jako dyrektor szpitala i chirurg w jednej osobie uważam, że ważna jest również odpowiedzialność i możliwość reakcji, jeśli już dojdzie do zakażenia na bloku operacyjnym - tłumaczy doc. Durlik.
- W niedużych blokach w klinikach określenie źródła zakażenia i jego eliminacja są dużo prostsze niż analogiczne postępowanie na zintegrowanym bloku operacyjnym.

Pogodzić różne życzenia

Perspektywy rozwoju bloków operacyjnych w szpitalach naszych rozmówców różnią się w sposób zasadniczy. - W szpitalach wielospecjalistycznych, takich jak Centrum Zdrowia Dziecka, nie ma możliwości wprowadzania rozwiązań, m.in.
oddzielnych bloków operacyjnych dla każdej kliniki zabiegowej, chociaż byłoby to bardziej komfortowe rozwiązanie dla pacjentów i chirurgów, pozwoliłoby na wykonywanie większej liczby operacji - mówi prof. Kaliciński.
- Pamiętać należy jednak, że w takich ośrodkach znaczna część pacjentów wymaga intensywnej terapii pooperacyjnej - dodaje chirurg. - Dlatego zintegrowany blok musi mieć wsparcie w postaci oddziału intensywnej terapii pooperacyjnej, stanowiącego całość z blokiem, a zarazem być oddzielną jednostką wobec "zwykłego" oddziału intensywnej terapii.
Prof. Kaliciński jeszcze raz podkreśla, że nie ma idealnych rozwiązań: - Życie pokazuje, że planując modernizacje bloków, trzeba brać pod uwagę globalne potrzeby szpitala, również w perspektywie następnych 10-15 lat, przewidywany rozwój dyscyplin zabiegowych, zaplecze wspomagające pracę bloku operacyjnego, system organizacji pracy bloku zapewniający odpowiednią efektywność, bezpieczeństwo pacjenta i oczywiście koszty budowy oraz codziennego funkcjonowania bloku. Wszystkie te aspekty czasem trudno pogodzić z indywidualnymi życzeniami poszczególnych klinik, które należy wypracować w postaci pewnego kompromisu już na etapie planowania.
Doc. Durlik przyznaje, że za jednym dużym zintegrowanym blokiem operacyjnym przemawiają względy ekonomiczne.
- Oczywiście mając zintegrowany blok operacyjny, łatwiej o optymalne wykorzystanie ludzi i sprzętu - tłumaczy.
- Z czysto ekonomicznego punktu widzenia rozwiązanie takie wydaje się lepsze, ale gdybym jako dyrektor szpitala dostał ekstra pieniądze na dowolnie wybraną inwestycję, nie zbudowałbym zintegrowanego bloku operacyjnego.

Odpowiedzialność za wspólną przestrzeń

Dlaczego chirurdzy wolą pracować na mniejszych blokach? Znów kluczowy okazuje się czynnik ludzki. - W mojej klinice mamy namiastkę organizacji zintegrowanego bloku, ponieważ z trzech sal korzystają trzy zespoły - wyjaśnia doc.
Durlik. - Dwie sale, które mają swoich gospodarzy, zawsze są świetnie przygotowane i czyste. Najwięcej problemów mamy z trzecią salą, z której korzystają wszyscy, bo pojawia się problem rozmytej odpowiedzialności za tzw. wspólną przestrzeń. Jak coś jest wszystkich, to jest niczyje, dlatego jestem zwolennikiem niewielkich bloków ze stałymi zespołami, usytuowanych w dużych klinikach, które są w stanie efektywnie je wykorzystywać.
Do rozwiązania pozostaje jednak trudny ekonomiczny problem efektywności i niwelowania kosztów. - W mojej klinice blok pracuje planowo do godz. 18, a gotowość do zabiegów w trybie pilnym, których nie sposób przewidzieć, tak jak np. transplantacji, zachowuje przez całą dobę. Niestety, są w moim szpitalu bloki operacyjne, które nie są efektywnie wykorzystywane - przyznaje doc. Durlik i zastrzega: - Staramy się to zmienić i mam nadzieję, że nasze starania zakończą się sukcesem.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum