Koniec kolejek po życie?

Autor: Iwona Bączek • • 06 maja 2014 15:23

21 marca br. minister zdrowia Bartosz Arłukowicz ogłosił tzw. pakiet onkologiczny stanowiący część projektu nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Zawiera on rozwiązania postulowane przez Polskie Towarzystwo Onkologiczne, w tym długo oczekiwaną zapowiedź zniesienia limitów w leczeniu onkologicznym. Regulacje te mają wejść w życie na początku 2015 r.

P rzypomnijmy najważniejsze założenia pakietu:

Pacjent z podejrzeniem choroby nowotworowej musi jak najszybciej zostać zdiagnozowany i rozpocząć leczenie. Pierwszym etapem jest wizyta u lekarza rodzinnego, który już obecnie może zlecić 50 rodzajów badań diagnostycznych (ich lista zostanie wkrótce poszerzona).

Jeśli istnieje konieczność skierowania pacjenta do specjalisty, czas oczekiwania na wizytę nie może być dłuższy niż dwa tygodnie.

Przy skierowaniu do specjalisty pacjent otrzymuje od lekarza rodzinnego kartę pacjenta onkologicznego uprawniającą go do leczenia bez limitów w określonych terminach.

Karta jest skierowaniem dokumentującym jednocześnie cały proces diagnostyki i leczenia, aż do momentu powrotu pacjenta do lekarza rodzinnego, po zakończeniu leczenia.

Etap diagnostyki prowadzącej do potwierdzenia lub wykluczenia nowotworu nie powinien trwać dłużej niż dwa tygodnie. W takim samym czasie musi zamknąć się etap diagnostyki pogłębionej, tj. określenie rodzaju nowotworu, stopnia zaawansowania itd.

Czas od postawienia diagnozy do rozpoczęcia leczenia nie może przekroczyć trzech tygodni.

Pacjent wybiera miejsce leczenia i jest kierowany przez specjalistę do tzw. konsylium (onkolog kliniczny, chirurg, radioterapeuta, radiolog, psycholog i pielęgniarka), które wybiera koordynatora terapii oraz decyduje o sposobie i harmonogramie leczenia.

Po jego zakończeniu koordynator przekazuje pacjenta pod opiekę specjalisty odpowiedzialnego za wstępną diagnostykę i jeśli wyniki badań są dobre, chory wraca do lekarza rodzinnego.

Finansowanie bezlimitowego leczenia na poszczególnych etapach uzależnione jest od przestrzegania wymienionych przy każdym z nich terminów: czas od podejrzenia nowotworu do rozpoczęcia terapii nie może być dłuższy niż 9 tygodni.

Można leczyć "na bieżąco"

W ocenie dr. Zbigniewa Pawłowicza, dyrektora Centrum Onkologii im. F. Łukaszczyka w Bydgoszczy, rozwiązania zawarte w pakiecie onkologicznym stanowią duże wyzwanie organizacyjne dla zarządzających ośrodkami onkologicznymi. Nie oznacza to jednak, że nie sposób im sprostać.

- W styczniu br. zdecydowaliśmy się, w porozumieniu z NFZ, na rezygnację z limitowania świadczeń w onkologii. Okazuje się, że ich liczba nie wzrosła znacząco: w zabiegówce mamy trochę nadwykonań, ale wynikają one głównie z konieczności rozładowania ubiegłorocznej kolejki oczekujących. Są także niedowykonania, nie zawsze bowiem można precyzyjnie zaplanować liczbę świadczeń np. w chemioterapii niestandardowej - wyjaśnia Zbigniew Pawłowicz.

Dyrektor Centrum Onkologii w Bydgoszczy zaznacza, że już obecnie pacjenci są diagnozowani i leczeni w terminach nie dłuższych niż te określone w Pakiecie Onkologicznym.

- Nie było to większym problemem, ponieważ nasza jednostka jest zorganizowana inaczej, niż inne ośrodki onkologiczne. Dzięki call center i możliwości umawiania się na wizytę drogą telefoniczną i mailową nie ma żadnych problemów z przyjmowaniem 1-1,2 tys. pacjentów dziennie w trybie ambulatoryjnym. Jeśli chodzi o tradycyjne rejestracje, działają zaledwie dwie, co w zupełności wystarcza, ponieważ są one dedykowane wyłącznie pacjentom, którzy nie umówili się wcześniej i przychodzą "na bieżąco". Takich osób jest dziennie nie więcej niż kilkadziesiąt - mówi dyrektor.

Informacja dla pacjenta

- Mamy ponadto system informatyczny, dzięki któremu pacjent wychodzący z gabinetu lekarskiego nie biegnie do rejestracji umawiać się na kolejne badania, ale wychodzi od lekarza z pełną informacją kiedy i gdzie (łącznie z podaniem numeru pomieszczenia) ma się zgłosić. Choremu ułatwia to funkcjonowanie, a nam umożliwia normalną pracę, bez zbędnej presji i stałego nawału pacjentów - dodaje dyrektor bydgoskiego szpitala.

Zwraca także uwagę, że aby zapewnić krótkie terminy związane z koniecznością szybkiego rozpoczęcia leczenia chorych, część pacjentów została przesunięta z hospitalizacji do trybu ambulatoryjnego. Nastąpiły również zmiany dotyczące osób leczonych chemioterapią, z koniecznością dwudniowej hospitalizacji.

- To nie funkcjonowało w weekendy. W efekcie poniedziałki zaczynały się od tego, że zgłaszały się tłumy pacjentów. Ponieważ nie sposób było dalej tak pracować, zdecydowaliśmy, że będą oni przyjmowani tak, jak wypada termin leczenia, bez omijania sobót i niedziel - wyjaśnia Zbigniew Pawłowicz.

Wskazuje, że tzw. pacjenci pierwszorazowi są obecnie przyjmowani na chemioterapię na bieżąco. Podobnie jest w przypadku leczenia ambulatoryjnego i zabiegówki, czas oczekiwania na radioterapię nie przekracza natomiast dwóch tygodni.

Jeśli chodzi o pacjentów w cyklu leczenia, na chemioterapię ambulatoryjną zapisanych jest ponad 1,2 tys. osób rozpisanych na swoje terminy. Do przychodni zapisanych jest 29 tys. pacjentów - 800 pierwszorazowych, reszta w cyklu leczenia, z określonymi terminami, co oznacza, że także i oni nie czekają w długich kolejkach.

- To pokazuje, że leczenie onkologiczne można dobrze zorganizować, a w rezultacie można leczyć szybko i bez kolejek. Większy problem stanowi organizacja ścieżki od lekarza rodzinnego do rozpoznania choroby nowotworowej. Wyzwaniem będzie także stworzenie sieci pracowni patomorfologicznych: patomorfologów brakuje, nie pójdzie to zatem łatwo - ocenia dyrektor Pawłowicz.

- Jeżeli jednak choroba jest już rozpoznana, mamy ośrodki onkologiczne dobrze wyposażone dzięki Narodowemu Programowi Zwalczania Chorób Nowotworowych i gwarantujące wysoki standard leczenia. Obecnie niezbędne jest jednak określenie ich referencyjności - zwraca uwagę.

Referencyjność i standaryzacja

W opinii prof. Krzysztofa Warzochy, dyrektora Centrum Onkologii - Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, propozycje zawarte w pakiecie onkologicznym są sensowne i uzasadnione, ale pod pewnymi warunkami, które równolegle powinny być spełnione. W przeciwnym razie na niewiele one się zdadzą.

Po pierwsze: niezbędne jest ustalenie referencyjności podmiotów leczniczych udzielających świadczeń onkologicznych z określeniem zakresu ich kompetencji. Takie certyfikaty referencyjności i zakresy kompetencji powinny być przyznawane w drodze audytów wstępnych i następczych (nie rzadziej niż co trzy lata) przeprowadzanych przez zespoły audytowe powołane przez ministra zdrowia.

Po drugie: konieczna jest standaryzacja świadczeń diagnostyczno-leczniczych w onkologii w formie rozwiązań prawno-legislacyjnych (np. komunikatu ministra zdrowia lub rozporządzenia) jako obowiązujących we wszystkich podmiotach leczniczych, które realizują świadczenia ze środków publicznych NFZ.

Po trzecie: dla koordynacji i właściwej implementacji wyżej wymienionych rozwiązań konieczne jest powołanie przez ministra zdrowia Krajowej Rady ds. Onkologii i Hematologii (jej członkowie powinni wchodzić m.in. w skład zespołów audytowych).

- Należy mocno podkreślić, że powszechne uwolnienie limitów w systemie opieki onkologicznej bez standaryzacji metod diagnostyczno-leczniczych i uwzględnienia potencjału wykonawczego świadczeniodawcy nie tylko nie usprawni funkcjonowania systemu ani nie przyczyni się do skrócenia kolejek chorych oczekujących na realizację świadczeń, ale w krótkim czasie doprowadzi do niekontrolowanego (nielimitowanego) przepływu pieniędzy publicznych do świadczeniodawców realizujących najlepiej wyceniane procedury - zwraca uwagę Krzysztof Warzocha.

- Nie tylko nie przyniesie to społeczeństwu oczekiwanych korzyści zdrowotnych, ale dodatkowo uszczupli już niewystarczające środki na opiekę onkologiczną i ograniczy dostęp pacjenta z chorobą nowotworową do najbardziej potrzebnych i skutecznych metod w oparciu o skojarzone, wielodyscyplinarne i kompleksowe świadczenia diagnostyczno-lecznicze - podkreśla dyrektor COI.

"Paszport" do leczenia

Tomasz Sławatyniec, prezes zarządu Szpitala Morskiego im. PCK w Gdyni, w ramach którego działa Gdyńskie Centrum Onkologii, nie ukrywa, że zmiany zaproponowane przez ministra zdrowia w ramach pakietu onkologicznego przyjmuje z dużą nadzieją.

- Zniesienie limitów oznacza skrócenie "kolejek po życie". Ponadto pacjent ma prawo wiedzieć, gdzie i w jakim czasie może otrzymać pomoc - mówi Tomasz Sławatyniec.

- Jednocześnie dużą satysfakcję daje mi świadomość, że w Gdyńskim Centrum Onkologii chorzy już otrzymują "paszport", który pomaga im przejść całą ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną. Na pierwszej wizycie po postawieniu diagnozy, konsylium lekarzy (patomorfolog, chirurg, radioterapeuta, onkolog, psycholog, rehabilitant) przedstawia pacjentowi harmonogram kolejnych etapów terapii. Doskonale wiemy, jak ważna jest taka informacja dla chorego. Kolejnym etapem będzie stworzenie Breast Unit, co podniesie znacząco jakość i skuteczność leczenia raka piersi - dodaje.

Prezes przypomina, że na początku br. w lecznicy zapadła decyzja o zniesieniu limitów przyjęć w GCO. - Efekty są obiecujące: zniknęły kolejki do oddziałów zabiegowych (chirurgia onkologiczna, ginekologia onkologiczna). Chorzy przyjmowani są także bez długiego oczekiwania na chemio- i radioterapię. Cały czas monitorujemy wynik finansowy tego "eksperymentu", wierzymy jednak, że deklaracje ministra zdrowia ws. finansowania onkologii w Polsce nie pozwolą nam popaść w długi - zaznacza Tomasz Sławatyniec.

- Chwilą prawdy będzie otwarcie w maju 2014 r. nowej części zabiegowej GCO. Pytanie tylko, czy możemy liczyć na zwiększenie kontraktu z NFZ, bo bez tego wykorzystanie nowego obiektu nie przekroczy 50% jego możliwości - podkreśla prezes.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum