Kompetencje pielęgniarek nie mogą być marnotrawione

Autor: Jacek Wykowski • • 14 lipca 2017 11:40

W Polsce brakuje pomocniczego zawodu wspierającego pielęgniarki. To trzeba zmienić. Musimy też lepiej wykorzystać kompetencje białego personelu z wyższym wykształceniem. Takie są główne cele strategii na rzecz rozwoju pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce - zaznacza wiceminister zdrowia JÓZEFA SZCZUREK-ŻELAZKO.

Rynek Zdrowia: - Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł 26 kwietnia powołał zespół ds. opracowania strategii na rzecz rozwoju pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce, którym pani obecnie kieruje. Jego prace mają się zakończyć 31 października.

Józefa Szczurek-Żelazko: - Potrzeba opracowania strategii jest oczywista, bo pojawia się wiele problemów w obszarze pielęgniarstwa, które - nierozwiązane - w pewnym momencie mogą doprowadzić do obniżenia jakości świadczeń zdrowotnych udzielanych w podmiotach leczniczych.

Szeroki skład zespołu na pewno pozwoli na wypracowanie najbardziej optymalnych rozwiązań zarówno z perspektywy pacjentów, jak i pozostałych środowisk.

W zespole jest sekretarz stanu w MZ, pracownicy ministerialnego Departamentu Pielęgniarek i Położnych, reprezentanci ministerstw: nauki i szkolnictwa wyższego; edukacji narodowej; rodziny, pracy i polityki społecznej, a także przedstawiciele Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego i Polskiego Towarzystwa Położnych.

Ponadto do składu powołano też konsultantów krajowych w dziedzinach: pielęgniarstwo, pielęgniarstwo rodzinne, pielęgniarstwo ginekologiczne i położnicze oraz przedstawiciela NFZ. Zakładam, że zgodnie z tym, co zadeklarował minister zdrowia, taka strategia będzie gotowa do 31 października br.

- Była pani pielęgniarką, wieloletnim dyrektorem szpitala, jest pani posłanką. Tak bogate doświadczenie pozwoli szerzej spojrzeć na problemy pielęgniarstwa, m.in. w ramach kierowanego przez panią zespołu?

- Przyznam - może trochę nieskromnie - że faktycznie daje mi to legitymację do szerszego spojrzenia. Nie tylko wykonywałam zawód pielęgniarki i potem kształciłam biały personel, ale również pracowałam w samorządzie terytorialnym - byłam radną woj. małopolskiego, a obecnie jestem posłanką. Potrafię więc analizować organizację ochrony zdrowia z różnych perspektyw.

- Jakie będą najważniejsze punkty strategii dla pielęgniarstwa i położnictwa?

- Problemy i wyzwania w dużej mierze zdefiniowała szeroka debata na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym zorganizowana 27 marca br. przez Departament Pielęgniarek i Położnych Ministerstwa Zdrowia.

Strategia winna przedstawić koncepcję rozwiązania tych problemów. Główną bolączką jest obecnie brak pielęgniarek. Ich struktura wiekowa jest porównywalna do struktury wiekowej lekarzy i - podobnie jak w ich przypadku - mamy problem z zastępowalnością pokoleniową starszych kadr. Będziemy chcieli to rozwiązać.

Na pewno zajmiemy się też przedefiniowaniem systemu kształcenia w obszarze pielęgniarstwa. W tej chwili kształcenie odbywa się na poziomie studiów licencjackich lub magisterskich i ta ścieżka jest bardzo drożna. Wiemy jednak doskonale, że chociażby w Unii Europejskiej funkcjonuje wielostopniowy system kształcenia pielęgniarek, w którym jest również szkolenie zawodowe. A w Polsce brakuje zawodu wspomagającego pielęgniarki.

- Ma pani na myśli zmiany systemu kształcenia pod kątem opiekunów, asystentów medycznych?

- Powiem tak: na pewno jest to temat, k tóry chcielibyśmy - w ramach prac nad strategią - podjąć i wskazać konkretną ścieżkę. Pewne jest to, że musimy "wykształcić" zawód pomocniczy, wspierający.

Należy dążyć do tego, aby kompetencje pielęgniarek z dyplomami licencjata i magistra odpowiednio wykorzystać, a nie je marnotrawić. Nie wszystkie czynności, które w tej chwili są przypisane do zawodu pielęgniarskiego, musi wykonywać pielęgniarka z wyższym wykształceniem. Ona może koordynować opiekę, a do prostszych czynności możemy delegować przedstawicieli innego zawodu wykształconych na poziomie szkolnictwa branżowego czy policealnego. Myślę, że ten zespół wypracuje takie rozwiązania.

- Czy to prawda, że prawie połowa pielęgniarek po studiach albo emigruje, albo ucieka do innych, lepiej płatnych zawodów?

- Ta informacja - przytaczana podczas debaty na WUM - nie jest do końca obiektywna, ponieważ wkradł się do niej pewien logiczny błąd. Analizowano mianowicie liczbę absolwentek studiów licencjackich, które zgłaszają się do samorządu zawodowego o wydanie prawa wykonywania zawodu.

Nie uwzględniono natomiast w tych danych pielęgniarek, które nie wnioskują o takie prawo, ponieważ kontynuują naukę na studiach magisterskich. A jest ich całkiem sporo. Natomiast zjawisko jako takie istnieje i - choć nie jest ono jakoś szczególnie niepokojące - powinniśmy zrobić wszystko, aby pielęgniarki pozostawały w kraju.

Pamiętajmy też, że możliwość emigracji zarobkowej stworzyło wejście do Unii - nie możemy i nie chcemy tego zabraniać. Nasza strategia będzie polegała za zachęcaniu do pozostawania w kraju.

- Może wystarczy proste dorzucenie pieniędzy do koszyka i podniesienie płac?

- Oczywiście o atrakcyjności zawodu świadczy jego finansowanie i to jest bezsprzeczne. Ale nie jest to jedyny decydujący czynnik.

Bardzo ważne jest też miejsce pielęgniarki zarówno w systemie służby zdrowia, jak i w strukturze samego zespołu terapeutycznego. Liczy się także tzw. prestiż zawodu. Rozszerzenie kompetencji - chociażby możliwość wypisywania recept, kierowania na badania czy prowadzenia przez położne ciąż fizjologicznych - już ten zawód uatrakcyjniło. Dowodem na to jest wzrost liczby chętnych absolwentek liceów, które chcą zdobywać kwalifikacje pielęgniarki.

Przyznaję jednak, że wysokość płac jest bardzo ważna i w tej kwestii także będą podejmowane działania. Trwają prace nad projektem specjalnej ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych, który oczywiście obejmuje także pielęgniarki i położne.

- Nie obawia się pani, że nowy zawód pomocniczy stanie się atrakcyjniejszy dla dyrektorów szpitali i zacznie wypierać klasyczne pielęgniarki?

- Nie mam tego typu obaw. W wielu krajach taki system funkcjonuje i doskonale się uzupełnia. To kwestia uporządkowania zakresu kompetencji pielęgniarek i nowego zawodu pomocniczego. Ten obszar na pewno będzie uregulowany. Wówczas nie będzie potrzeby i możliwości zastępowania jednego zawodu drugim, bo po prostu przedstawiciel nowej profesji nie będzie miał odpowiednich kwalifikacji.

- Co jest dla pani - oprócz wypracowania wspomnianej strategii - priorytetem na najbliższy czas w ramach przydzielonych kompetencji?

- Mam wizję stworzenia kompleksowej opieki nad dziećmi i młodzieżą. Chcielibyśmy przygotować projekt, który obejmuje wszelkie działania mające na celu poprawę ich zdrowia. Ważnym elementem tego programu będzie funkcjonowanie pielęgniarek w środowisku szkolnym, a także opieka nad dziećmi uprawiającymi sport, niekoniecznie wyczynowo. W tej chwili kwestia dostępności lekarza medycyny sportowej nie jest do końca uregulowana.

Będziemy chciel i inwestować w promocję zdrowia i w profilaktykę. Pracujemy nad kompleksowymi założeniami i zapewne w niedługim czasie powstanie stosowny dokument, k tóry przedstawię ministrowi zdrowia. Jeśli uzyska akceptację, ruszymy z dalszymi pracami.

- Jaką rolę powinna zatem pełnić szkolna pielęgniarka?

- Na pewno powinna być koordynatorem edukacji i opieki zdrowotnej dzieci i młodzieży. W ostatnich latach doszło do ewidentnego rozproszenia opieki nad dzieckiem. Badania bilansowe czy szczepienia wykonywał lekarz rodzinny, a rodzice albo się na nie zgłaszali, albo nie. Pielęgniarka szkolna nie miała właściwie zdefiniowanych kompetencji, jej rola gdzieś się rozmywała. Na dodatek działania promocyjne, profilaktyczne były prowadzone przez różne podmioty.

Był y ścieżki programowe w ramach poszczególnych przedmiotów w szkołach, własne programy profilaktyczne realizował Sanepid, swoje dorzucały samorządy terytorialne, były w końcu ścieżki realizowane w ramach funduszy europejskich.

Finalnie wyglądało to często tak, że potrzeby dostosowywało się do programu, który trzeba było zrealizować. A powinno być odwrotnie. Ktoś musi te potrzeby w środowisku szkolnym definiować. Pielęgniarki mogą w tym wyzwaniu odegrać bardzo ważną rolę - ale nie tylko one.

Nie mniej istotna jest aktywność lokalnego samorządu. Nie zapominajmy, że gmina ma wpisane ustawowo w zadania własne promocję i ochronę zdrowia. W środowiskach wiejskich, małomiasteczkowych to właśnie z perspektywy gminy najłatwiej zdiagnozować problemy w obszarze zdrowia publicznego.

Skoro więc mamy w samorządach specjalistów na przykład od dróg, to dlaczego nie może być stanowiska osoby odpowiedzialnej za zdrowie publiczne?

- Sporo mówi się także o programie prokreacyjnym.

- Jest on kontynuowany. Wyłaniamy ośrodki na terenie kraju, k tóre będą realizował y zadania związane ze zdrowiem prokreacyjnym. Otworzyliśmy ośrodek w Łodzi - w innych województwach będą uruchamiane kolejne, na bazie oddziałów klinicznych.

Jesteśmy też na etapie rozpoczęcia prac zespołu opracowującego standardy opieki okołoporodowej - jestem jego przewodniczącą. Zespół ma bardzo szeroki skład, szczególnie jeśli chodzi o wiedzę, kompetencje. Podczas kolejnych spotkań będziemy starali się opracować takie standardy, by polska kobieta mogła rodzić w bezpiecznych warunkach.

- Reasumując: doświadczenie ma pani bogate i potrafi pani patrzeć na problemy polskiej ochrony zdrowia z różnych perspektyw. Czy przy tym nie pojawia się także większa świadomość ograniczeń? Ministerstwo to nie szpital czy samorząd.

- Trochę tak jest, ale z drugiej strony urzędy funkcjonują po to, by realizować zadania i potrzeby społeczne. Mają być narzędziem, a nie bytem samym w sobie. Niezależnie od urzędowych procedur w rozmowach z posłami czy urzędnikami staram się przedstawiać problemy takimi, jakimi są one rzeczywiście, w praktyce.

Sama znajomość przepisów czy nawet stanowisk dyrektorów szpitali niekoniecznie uprawnia do natychmiastowego realizowania zmian. Z reguły przecież nic nie jest czarne albo białe. Moją rolą jest pokazywanie szarości i takich niuansów, o których np. urzędnicy bez praktyki zwyczajnie nie wiedzą - i bynajmniej nie jest to ich zła wola. Dlatego powinniśmy rozmawiać, by potem móc uwzględnić racje różnych środowisk.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum