Komentarze

Autor: RZ • • 29 lutego 2012 10:43

Możliwość wyboru STANISŁAW PIECHULA, wiceprezes Śląskiej Izby Aptekarskiej
Możliwość wyboru

Unikając zagrożenia odbierania refundacji za wypisywane leki, lekarze wreszcie zaczynają wypisywać recepty z nazwami międzynarodowymi.

Lekarze w wielu krajach, aby uniknąć posądzeń o współpracę z firmami farmaceutycznymi, najczęściej wypisują recepty, używając tylko międzynarodowych nazw produktów. W Polsce była to dotychczas rzadkość.

Wypisywanie recept z nazwami międzynarodowymi jest jednak - przy obecnym ustawowym ograniczeniu wydawania odpowiedników - wspaniałą szansą dla pacjentów, aby wybierali najtańsze odpowiedniki leków. Może rzeczywiście będziemy świadkami takiej dobrej przemiany w Polsce?

Trzeba przyznać, że ustawodawca, chociaż cały czas dopisywał do rozporządzenia w sprawie recept taką możliwość, wciąż wydaje się niezdecydowany i zdezorientowany. Jednak zarówno stosowanie w receptach nazw międzynarodowych, jak i wybieranie przez pacjentów najtańszych odpowiedników jest zgodne z prawem, gdyż co nie zostało zabronione, jest dopuszczalne, a w tym zakresie ustawodawca nie uszczegółowił przepisów.

Gdy lekarz wypisze receptę nazwą międzynarodową, apteka informuje ubezpieczonego pacjenta o możliwościach cenowych przy wyborze leku refundowanego spośród wszystkich figurujących na liście leków refundowanych, a pacjent może sobie wybrać dowolny z nich. Nie ma ku temu żadnych przeciwwskazań, gdyż żadne przepisy nie regulują realizacji tak wypisanych recept.

O nazwie międzynarodowej mówi jedynie rozporządzenie w sprawie recept lekarskich § 6.1. - dane dotyczące przepisanych leków obejmują: międzynarodową lub własną nazwę leku, środka spożywczego specjalnego przeznaczenia żywieniowego albo rodzajową lub handlową nazwę wyrobu medycznego. Lekarz może zatem tak wypisywać receptę i jest to działanie prawidłowe.

MACIEJ SONIK, starosta krapkowicki, wiceprzewodniczący Konwentu Starostów Województwa Opolskiego
Taniej i bezpiecznie

Spróbujemy przeanalizować możliwości powołania towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, aby składki na obowiązkowe ubezpieczenie z tytułu zdarzeń medycznych nie rujnowały szpitali. Ustawa o działalności ubezpieczeniowej dopuszcza możliwość tworzenia towarzystw ubezpieczeń wzajemnych.

W niektórych krajach europejskich 40-50% ubezpieczeń jest zawierana przez towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych.

Ta działalność polega w uproszczeniu na tym, że ludzie wzajemnie się ubezpieczają, tzn. umawiają się na pewną sumę gwarantującą ubezpieczenie i sami zarządzają tym funduszem. Jedną z zalet tego rozwiązania, ważną dla szpitali, mogą być korzyści finansowe.

Przykładowo nadwyżka stanowiąca różnicę pomiędzy zebraną składką na dany rok a sumą wypłat odszkodowawczych oraz kosztów prowadzenia towarzystwa może w kolejnych latach służyć do obniżenia składki.

Wydaje mi się, że szpitale, które w ostatnich latach nie miały żadnych roszczeń odszkodowawczych, nie są obciążone wysokim ryzykiem, mogą przyjąć takie reguły ubezpieczeń. W przypadku małej liczby roszczeń, kwota raz włożona do towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych później jest tylko uzupełniana. Z pewnością składka ubezpieczeniowa nie byłaby tak wygórowana, jak ta proponowana przez PZU.

Przecież np. z 20 czy choćby 10% nadwyżki, która powstawałaby w przypadku szpitali o niskim ryzyku odszkodowań, część kwoty można przeznaczyć na obniżenie składki w kolejnym roku, a część np. na program profilaktyczny, który ma w lecznicach wyeliminować przyczyny najczęściej występujących błędów lekarskich czy zakażeń szpitalnych. Towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, w których organizowałyby się szpitale, z jednej strony mogłyby odciążyć budżety lecznic, a z drugiej wpłynąć na bezpieczeństwo leczenia.

Ponadto szpitale miałyby dodatkową motywację do tego, żeby odszkodowań było jak najmniej. To leży w interesie tych szpitali, które zarządzałyby towarzystwem ubezpieczeń wzajemnych.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum