Kolos na glinianych nogach stoi coraz pewniej

Autor: Iwona Bączek • • 05 lutego 2010 13:46

W 2006 r. zadłużenie Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie wynosiło aż 312 mln zł, z czego 215 mln stanowiły zobowiązania wymagalne

Choć jeszcze niedawno wydawało się, że Szpital Wojewódzki w Gorzowie - symbol zadłużenia polskiej ochrony zdrowia - jest w beznadziejnej sytuacji, miniony rok pokazał, że czarne scenariusze niekoniecznie muszą się sprawdzić. Placówka, której wciąż daleko do dobrej kondycji finansowej, radzi sobie jednak coraz lepiej.

Zadłużenie, jakiego nie było jeszcze w historii polskich szpitali, ma swój początek w połączeniu trzech gorzowskich lecznic, dwóch somatycznych i jednej psychiatrycznej, do którego doszło w lutym 2002 r. Ponieważ każda z nich miała zobowiązania, najbardziej spektakularnym efektem tej konsolidacji była suma zadłużenia w wysokości 80 mln zł, obciążająca Szpital Wojewódzki od pierwszych dni jego istnienia.

- Pod koniec 2002 r. dług urósł już do wysokości 100 mln zł, podczas gdy przychody placówki nie przekraczały 60 mln zł. W 2003 r. wynosił już 151 mln zł przy przychodach w wysokości 94 mln. W 2004 r. zwiększył się do 200 mln zł, a w 2005 r. do 243 mln zł - mówi Andrzej Szmit, od listopada 2008 r. dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie. - Apogeum nastąpiło w roku 2006 r., gdy okazało się, że kwota zobowiązań opiewa na astronomiczną sumę 312 mln zł, z czego 215 mln stanowiły zobowiązania wymagalne. Roczne przychody szpitala wynosiły w tym czasie 117 mln zł. Wraz z długiem rosły także koszty jego obsługi: z 6 mln zł w roku 2002 do 17 mln zł w roku 2004. Zmianę proporcji przyniósł dopiero rok 2009, który lecznica zamknęła kwotą zadłużenia w wysokości 245 mln zł przy przychodach wynoszących około 160 mln zł. Zobowiązania wymagalne to obecnie 19 mln zł, a najtrudniejszy dług - zobowiązania cywilnoprawne niosące zagrożenie egzekucją komorniczą - 35 mln zł. W strukturze zadłużenia dominują głównie kredyty.

Elżbieta Polak, wicemarszałek województwa lubuskiego, także zwraca uwagę na fakt, że sytuacja Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie, choć wciąż daleka od pożądanej, zaczyna się w końcu poprawiać.

- Zadłużenie placówki wynosiło na koniec listopada ub.r. 227 mln zł, jest zatem znacząco niższe w porównaniu z okresem, gdy sięgało ponad 300 mln zł - podkreśla wicemarszałek. - 30 listopada 2009 r. lecznica miała 997 tys. zł na plusie, podczas gdy na koniec 2008 r. miała 17 mln zł "pod kreską". To jest ogromna różnica. Nareszcie widać, że idzie ku lepszemu.

BBN nie dostał ankiety

Czy kontrakt szpitala jest jednak wystarczająco wysoki, aby placówka nie zaczęła zadłużać się znowu?

- Dyrektor Szmit potrafi skutecznie walczyć o kontrakty - ocenia Elżbieta Polak. - Porównując styczeń ze styczniem, nastąpił tu wzrost od 123 mln zł w 2008 r., poprzez 139 mln zł w 2009 r., do 146 mln zł w roku 2010. To nie jest złe finansowanie.

- Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie o wystarczające finansowanie, dlatego też nie odesłałem ankiety do BBN - przyznaje Andrzej Szmit. - Przy tylu zmiennych nikt nie potrafi przewidzieć, jaka kwota okaże się wystarczająca. Załóżmy, że mam do dyspozycji 200 mln zł. Przy uwzględnieniu 17 mln zł na obsługę zadłużenia i 15 mln zł na niezbędne remonty oddziałów, szpital mógłby sobie poradzić. Jeśli jednak pojawią się roszczenia płacowe pracowników i wzrosną ceny mediów, cały plan nie zda się już na nic. Ponadto nie została w nim uwzględniona amortyzacja i wymiana sprzętu medycznego w ramach dostosowania do standardów.

A na zakup nowych urządzeń placówka musi obecnie wydać blisko 30 mln zł. Potrzebne są nowe respiratory (jeden średniej jakości kosztuje około 150 tys. zł), monitory, cztery aparaty USG, tomograf itd.

Płace w kosztach

Skalę wyzwań, jakim musi sprostać Szpital Wojewódzki w Gorzowie, ilustruje kilka liczb: r W szpitalu jest 1187 łóżek (w 2005r. było ich 1365) r W ub.r. największa w województwie lubuskim lecznica hospitalizowała 57,3 tys. pacjentów (w 2005 r. 45,7 tys. osób) r Szpital ma pod opieką około 400 tys. mieszkańców regionu, ale na niektórych oddziałach udział migracji z innych województw wynosi nawet do 10%. Pacjenci z Zachodniopomorskiego często stawiają na Gorzów. Do odle-głych o 30-45 km szpitali w Dębnie lub Barlinku jest dla nich za daleko. r Placówka zatrudnia obecnie 1625 pracowników, w tym 187 lekarzy i 712 pielęgniarek. Wynagrodzenia stanowią średnio około 60% kosztów szpitala. - To dolne minimum przyzwoitości - uważa Andrzej Szmit. - Optymalnie byłoby, gdyby udało nam się obniżyć ten udział do 53-55%.

Zdaniem dyrektora, pracownicy placówki, biorąc pod uwagę jej trudną sytuację finansową, nie zarabiają źle. I tak na przykład: średnie wynagrodzenie pielęgniarki przeciętnie za 159 przepracowanych godzin wynosi 3 tys. 57 zł brutto, ordynatora 16,3 tys. zł za średnio 210 godzin, starszego asystenta 11,3 tys. zł za 184,5 godziny, asystenta 8 tys. 54 zł za 174,5 godziny i młodszego asystenta 7,6 tys. zł za średnio 195,5 godziny.

- Znaczące podwyżki płac, które miały miejsce w 2008 r, objęły w zasadzie wyłącznie lekarzy - dodaje dyrektor Szmit. - Pielęgniarki otrzymały wówczas niewiele, w zasadzie symboliczne kwoty Obecnie upominają się o więcej. Rozumiem to. W pełni zasługują na wyższe zarobki i chętnie spełniłbym ich żądania. Ale taki ruch pogrążyłby szpital, który wciąż walczy o przetrwanie.

Jak naprawiano szpital

W 2007 r. na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego firma Doloitte Business Consulting opracowała dla Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie program naprawczy.

- To była mieszanka zdrowych, przyzwoitych propozycji i chciejstwa, wynikającego z niczym nieuzasadnionego optymizmu - ocenia dyrektor gorzowskiej lecznicy. - Do tej pierwszej kategorii zaliczyłbym np. zalecenie restrukturyzacji zatrudnienia, które zmniejszyło się w sumie o 200 osób, lub choćby wspólny zarząd dla kilku oddziałów chirurgicznych i internistycznych. Typowym chciejstwem było natomiast założenie, że w 2008 r. poziom zadłużenia zmniejszy się na skutek pozyskania 50-60 mln zł ze sprzedaży działek po zlikwidowanej działalności pozamedycznej. W roku 2009 miało być jeszcze lepiej, bo zysk ze sprzedaży działek miał urosnąć do 90-100 mln zł.

Ostatecznie przedsięwzięcie, które miało przynieść kokosy, zakończyło się totalną klapą. Zysk ze sprzedaży działek pozostał na poziomie 0 zł. Przyczyną był nie tylko kryzys, którego nikt nie był w stanie przewidzieć, ale przede wszystkim fakt, iż w Gorzowie niełatwo jest sprzedać tak duże powierzchnie jednemu inwestorowi.

Nie sprawdziło się także założenie firmy Doloitte, że szpital pozyska środki zewnętrzne. Również i ta próba spaliła na panewce.

Taki audyt był konieczny

Program naprawczy powędrował zatem na półkę, a Andrzej Szmit obejmujący jesienią 2008 r. stanowisko dyrektora szpitala nakłonił organ założycielski do zamówienia audytu zewnętrznego.

- Niezbędny był bilans otwarcia, dlatego bardzo mi zależało na audycie - podkreśla dyrektor. - W ciągu trzech miesięcy wykonał go znakomity menedżer, kierujący jednym z najlepiej zarządzanych szpitali w Polsce. Nie wymieniam jego nazwiska, ponieważ nie wiem, czy życzyłby sobie tego. Ale powiem jedno: jestem mu wdzięczny.

Andrzej Szmit nie ukrywa: realizacja wskazań określonych w audycie, naprawiających wieloletnie zaniedbania i zaniechania - począwszy od instrukcji obiegu dokumentów i instrukcji księgowych, poprzez czyszczenie formalnych struktur umów cywilnoprawnych, po zmniejszanie liczby pracowników zatrudnionych na etatach - jest żmudna i pracochłonna. Nie towarzyszą jej fajerwerki, ale bez mrówczej pracy w obszarach, gdzie od lat popełniano te same błędy, szpital nie ruszy z miejsca.

- Konieczne było również skompletowanie zespołu kompetentnych pracowników, np. w zakresie zamówień publicznych - dodaje dyrektor Szmit. - Praca tego działu przyniosła nam w ub.r. największe chyba oszczędności. Podam przykład: lek kupowany wcześniej z wolnej ręki za 2 tys. zł w zamówieniu publicznym kosztuje nas obecnie 130 zł. Zatrudniliśmy także specjalistów w dziedzinie rozliczeń, którzy pomagają m.in. kierownikom poszczególnych jednostek zrozumieć, co wpływa na ich wynik finansowy. To daje doskonałe rezultaty. O ile wcześniej tylko 5 oddziałów na 22 stało ekonomicznie powyżej zera, o tyle obecnie jest ich już 18. Bardzo zmienił się sposób myślenia ordynatorów i lekarzy i to jest wielka wartość.

Samorząd województwa lubuskiego, organ założycielski najbardziej zadłużonego szpitala w Polsce, także widzi symptomy poprawy.

- Placówka realizuje siedem projektów inwestycyjnych. Udało jej się wdrożyć niemal wszystkie zalecenia określone w ub.r. przez zewnętrznego audytora. Szpital wprowadza w życie program reorganizacji, restrukturyzacji zatrudnienia, obniżania kosztów, kontrolowania płac, porządkowania zarządzania i dostosowania oddziałów do potrzeb rynkowych. Co ważne, załoga dobrze współpracuje z dyrektorem, Andrzejem Szmitem - wylicza Elżbieta Polak.

Inwestycyjny krok do przodu

W 2007 r. samorząd województwa zdobył się na duży wysiłek finansowy i udzielił placówce pożyczki w wysokości około 90 mln zł. Nie ulega jednak wątpliwości, że województwo ma swój budżet, który musi wystarczyć na realizację wielu zadań, do których jest statutowo zobowiązane.

Szpital Wojewódzki w Gorzowie nie jest jedynym, ale jednym z wielu.

- Tym bardziej doceniamy fakt, iż w ub.r. otrzymaliśmy około 2 mln zł na inwestycje - zaznacza dyrektor Szmit. - UMWL ułatwia nam także pozyskiwanie cennych środków z UE, dotychczas w wysokości 16 mln zł przy 15-procentowym wkładzie własnym. Dzięki temu kupiliśmy za 2 mln zł najnowocześniejszą w kraju gamma-kamerę, rezonans magnetyczny za 4 mln zł i urządzanie do neuronawigacji za 2 mln zł. Obecnie będziemy aplikować o 10 mln zł ze środków unijnych na termomodernizację, która bardzo poprawi jakość funkcjonowania placówki.

W miarę możliwości szpitalowi pomaga także miasto Gorzów. W ub.r. lecznica otrzymała z tego źródła 500 tys. zł na wkład własny w programach UE. W roku 2010 w budżecie miasta zarezerwowano kwotę 1,6 mln zł na realizację projektu "Bocianie Gniazdo".

- Chcemy zachęcić kobiety z Gorzowa i nie tylko, aby rodziły w naszym szpitalu - wyjaśnia Andrzej Szmit. - Obecnie na III poziomie referencyjnym mamy neonatologię, a będziemy dążyć do III poziomu referencyjnego także dla ginekologii i położnictwa. Potrzebne są jednak znaczące inwestycje w infrastrukturę oddziału, w ramach którego planujemy oferowanie nowych produktów wysokiej jakości.

- To przedsięwzięcie może znacząco przyczynić się do poprawienia kondycji finansowej lecznicy - uważa dyrektor. - Tym bardziej że zaczyna się baby boom: w ub.r. odebraliśmy w Gorzowie 1,6 tys. porodów, najwięcej w województwie, a wszystko wskazuje na to, że ten wzrostowy trend będzie się nasilał.

Przyszłość

Co dalej z gorzowskim szpitalem? Samorząd województwa lubuskiego wie jedno: 30-oddziałowa placówka należąca do wiodących w regionie nie przestanie działać. Jej istnienie jest niezbędne.

- Jednocześnie ten szpital jest największym problemem województwa lubuskiego - nie ukrywa wicemarszałek Elżbieta Polak. - Gdybyśmy mieli odpowiednie zdolności finansowe, przekształcilibyśmy go już dawno. Szacowaliśmy, że w ramach planu B udałoby się może zmniejszyć zobowiązania o nawet 160 mln zł, ale już wiadomo, że nie poradzimy sobie z resztą zadłużenia. Obecnie rozważamy wyłączenie działalności pozamedycznej i analizujemy możliwości, jakie daje partnerstwo publiczno-prywatne.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum