Kilka problemów do rozwiązania

Autor: Marzena Sygut • • 28 kwietnia 2016 13:23

Przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP), obturacyjny bezdech senny, samoistne włóknienie płuc (IPF) oraz gruźlica i mukowiscydoza, to choroby płuc, w których przed pulmonologami stanęło szereg wyzwań. Na szczęście eksperci wiedzą, w jakim kierunku powinny iść działania, aby z nimi się uporać.

Prof. Władysław Pierzchała, zastępca dyrektora ds. medycznych w Centralnym Szpitalu Klinicznym im. prof. Kornela Gibińskiego w Katowicach, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, wyjaśnia, że w przypadku np. POChP, choroby, która ściśle powiązana jest ze starzejącymi się płucami, niezwykle istotnym wyzwaniem stającym przed lekarzami jest świadomość starzenia się społeczeństwa.

Przybywa pacjentów

Fakt ten wpłynie na zwiększenie się liczby pacjentów z tym schorzeniem. Dlatego konieczne jest wdrożenie nowych terapii modyfikujących przebieg tej choroby. - To olbrzymie wyzwanie, które czeka nas w związku z POChP - zaznaczył prof. Pierzchała podczas sesji "Choroby płuc - kilka problemów do rozwiązania" w ramach Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 18-20 lutego 2016 r.).

Zwrócił też uwagę na obturacyjny bezdech we śnie, schorzenie, które przez długi czas było poza świadomością wielu lekarzy, zwłaszcza POZ. - Dziś już na szczęście wszyscy są świadomi tego, że choroba ta to bardzo ważny, modyfikowalny czynnik ryzyka chorób układu krążenia - podkreślił prof. Pierzchała.

Dodał, że lekarze muszą z całą mocą pochylić się nad chorobą IPF, ponieważ pacjenci, którzy na nią cierpią, są w Polsce pozbawieni leczenia. - Musimy się wspólnie zastanowić, jak poprawić efektywność postępowania w tej śmiertelnej chorobie, dla której dziś na świecie pojawiają się nowe możliwości terapeutyczne - tłumaczył prof. Pierzchała.

Zwracał uwagę, że pulmonolodzy nie mogą zapominać o takich schorzeniach jak gruźlica, która na nowo "ożywa" za sprawą migracji ludności z terenów zakażonych antybiotykoopornymi szczepami prątka, a także mukowiscydoza, która dzięki osiągnięciom pediatrii wydłużyła życie ciężko chorych dzieci, wprowadzając ich w wiek dorosły. - Pulmonolodzy leczący dorosłych muszą zacząć zauważać pacjentów z mukowiscydozą - podkreślał prof. Pierzchała.

POChP - jak zatrzymać postęp choroby

Prof. Ryszarda Chazan z Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zaznacza, że POChP to choroba przewlekła, która rozwija się latami. Jest trudna do wykrycia w początkowym okresie choroby, ponieważ jej skutki pacjent zaczyna odczuwać dopiero wtedy, gdy straci 40% powierzchni płuc. Tymczasem jest to choroba ogólnoustrojowa, która wpływa też na funkcjonowanie szeregu innych organów, nie tylko płuc.

- Dziś w Polsce na to schorzenie cierpi 1,5 mln ludzi. Jeśli weźmiemy populację w wieku 40 lat, to na POChP cierpi 10% z tej grupy wiekowej. Jednak w grupie powyżej 70. roku życia schorzenie to dotyka już 20% mężczyzn i 15% kobiet. Trzeba też pamiętać, że rocznie przybywa nam 50 tys. nowych zachorowań, z czego połowa dotyczy osób powyżej 65. roku życia - zaznaczyła prof. Chazan.

Dodała, że dziś nie ma takich leków, które by wyleczyły pacjenta, ale są specyfiki, które stwarzają szansę na spowolnienie przebiegu choroby. Niestety, w Polsce dostęp do nich jest mocno ograniczony.

Z kolei prof. Halina Batura-Gabryel, kierownik Katedry i Kliniki Pulmonologii, Alergologii i Onkologii Pulmonologicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, konsultant krajowy w dziedzinie chorób płuc, zwróciła uwagę na niefarmakologiczne metody leczenia tej choroby. Jak podkreśliła ekspertka, nie są one aż tak drogie jak leki, jednak bardzo skuteczne. Tymczasem często o nich zapominamy.

- Mamy zbyt mało oddziałów rehabilitacji pulmonologicznej. Tylko w dwóch województwach są cztery takie jednostki, a aż w czterech województwach - łódzkim, podlaskim, świętokrzyskim i zachodniopomorskim - nie ma ani jednego takiego oddziału - zaznaczyła prof. Batura-Gabryel.

Wskazała, że podobnie sytuacja wygląda, jeśli chodzi o dostęp do nieinwazyjnej wentylacji mechanicznej na oddziałach szpitalnych. Oddziałów, które prowadzą tę terapię, jest wciąż za mało.

Kolejny problem stanowi dostęp do domowego leczenia tlenem. W Polsce w ten sposób leczonych jest 20 pacjentów na 100 tys. mieszkańców. Wskaźnik ten powinien wynosić co najmniej 50 na 100 tys. W Hiszpanii sięga 100 osób na 100 tys. mieszkańców. - Nie powinniśmy zapominać o tym, że leczenie tlenem zwiększa przeżywalność chorych na POChP. Jest to metoda relatywnie tania, ale wciąż za mało rozpowszechniona - podkreśliła prof. Batura-Gabryel.

OBS wymaga skutecznego leczenia

Dr Maciej Tażbirek z Katedry i Kliniki Pneumonologii Wydziału Lekarskiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach zaakcentował konieczność skutecznego rozpoznawania i leczenia Obturacyjnego Bezdechu we śnie (OBS).

- Chorzy z bezdechem sennym nieleczonym żyją krócej. Ta nadumieralność przede wszystkim związana jest z chorobami sercowo-naczyniowymi. Dlatego powstają polskie zalecenia jak postępować z tymi chorymi - zaznaczył dr Tażbirek. Podkreślił również, że na co dzień eksperci spotykają się z konsekwencjami niedostatecznej wykrywalności tej choroby i w tym rozumieniu również niedostatecznego leczenia zaburzeń oddychania podczas snu.

- Możemy powiedzieć, że co prawda z biegiem czasu wykonujemy więcej badań polisomnograficznych, jednak jest to wielokrotnie mniej niż w innych krajach europejskich. Rośnie co prawda użycie protezy powietrznej, jednak jest ono stosunkowo małe w kontekście zarówno wykonywanych badań, jak i rozpoznawania tego zespołu - wyjaśnił dr Tażbirek.

Dodał, że niedorozpoznanie tego schorzenia oraz zbyt małe użycie protez oddechowych związane jest z trudnościami wynikającymi ze źle skonstruowanego kontraktu diagnostycznego oraz braku konkretnej procedury.

Z kolei dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, koordynator z Oddziału Chorób Płuc i Niewydolności Oddychania Kujawsko-Pomorskiego Centrum Pulmonologii w Bydgoszczy, podkreśliła, że zasypianie za kierownicą jest trzecią przyczyną wypadków drogowych, po nadmiernej prędkości i alkoholu.

- Pod pojęciem "zasypianie za kierownicą" w zdecydowanej większości kryje się schorzenie OBS. Bezdech senny jest bowiem chorobą, która zaburza architekturę snu, przez co znosi sen głęboki, przynoszący wypoczynek. Konsekwencją tego nieprawidłowego snu jest uczucie zmęczenia, zasypianie wbrew swojej woli, także za kierownicą - podkreśliła dr Czajkowska-Malinowska.

Dlatego, w jej ocenie, niezwykle ważne jest leczenie tych chorych. Z badań wynika bowiem, że u osób, które rozpoczynają leczenie aparatem, w krótkim czasie poprawia się zdolność do prowadzenia pojazdów i zmniejsza się ryzyko wypadków drogowych.

- Ten aspekt wzięło już pod uwagę Ministerstwo Zdrowia, które 23 grudnia 2015 r. wprowadziło nowe rozporządzenie dotyczące badań kierowców, dostosowując w ten sposób nasze prawo do nowych przepisów unijnych. Zgodnie z rozporządzeniem, osoby, u których wykryto OBS, aby otrzymać prawo jazdy lub móc prowadzić pojazd muszą podlegać leczeniu i okresowej kontroli - zaznaczyła dr Czajkowska-Malinowska.

IPF - jak zwiększyć efektywność terapii?

Doc. Adam Barczyk, kierownik Katedry i Kliniki Pneumonologii Wydziału Lekarskiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, podkreślił, że idiopatyczne włóknienie płuc (IPF) to choroba, w której od momentu rozpoznania do zgonu pacjenta upływają 2-3 lata. Niestety, pacjent umiera w wielkich cierpieniach - dusząc się. Tymczasem, mimo że na świecie są dostępne leki na to schorzenie, polscy pacjenci są ich pozbawieni.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat naukowcy przeprowadzili wiele badań dotyczących skuteczności leczenia w IPF. Dzięki nim okazało się, że dotychczasowe metody terapii nie tylko, że nie są skuteczne, ale również pogarszają stan zdrowia chorych. Z tego też powodu na całym świecie przestano tak leczyć.

- Tymczasem w Polsce mamy dostęp jedynie do tych starych terapii. Z tego powodu w momencie rozpoznania choroby informujemy pacjenta, że nic nie możemy zrobić - podkreślił doc. Barczyk. - Lekarze wiedzą, że są skuteczne leki w UE, jednak dla Polaka miesięczny koszt terapii Pirfenidonem lub Nintedanibem wynosi ok. 8-10 tys. zł. A terapię trzeba stosować przynajmniej przez 12 miesięcy. Bez dostępu do tych leków nie uda nam się pomóc chorym - dodał.

Gruźlica - współczesne zagrożenia

W ocenie prof. Jerzego Kozielskiego z Katedry i Kliniki Chorób Płuc i Gruźlicy, Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 1 im. prof. Stanisława Szyszko w Katowicach, zapadalność na gruźlicą w Europie kształtuje się bardzo różnie.

- W Polsce w roku 2013 współczynnik zapadalności był na poziomie 18,8 na 100 tysięcy mieszkańców. W krajach sąsiadujących z nami od zachodu i południowego-zachodu wskaźnik ten w stosunku do Polski był trzy razy mniejszy. W krajach graniczących od wschodu - na Ukrainie, Białorusi czy w Rosji - osiąga poziom 100 zachorowań na sto tysięcy. Gruźlica występuje też powszechnie w Chinach - wymieniał prof. Kozielski.

Dodał, że dużym utrudnieniem w walce z tą chorobą jest brak nowych leków przeciwprątkowych. To sprawia, że udaje nam się wyleczyć jedynie ok. 50% chorych. Niepokoi także fakt występowania prątków lekoopornych.

- W Polsce, na szczęście, odsetek zakażenia lekoopornymi prątkami jest niewielki. Istnieje jednak ryzyko zawleczenia tych patogenów od naszych sąsiadów z krajów bałtyckich, gdzie bardzo duży procent zakażeń dotyczy prątków wielolekoopornych. Aby temu zapobiec, konieczne jest opracowania algorytmów postępowania w rozpoznaniu choroby wśród imigrantów, szczególnie pochodzących z krajów o wysokiej zapadalności na gruźlicę - podkreślił prof. Kozielski.

Mukowiscydoza - nowe potrzeby lecznicze

Prof. Dorota Sands, prezes Polskiego Towarzystwa Mukowiscydozy i kierownik Zakładu Mukowiscydozy Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, podkreśliła, że główny problem przy terapii tej choroby dotyczy infrastruktury szpitalnej i ambulatoryjnej.

- Obecne warunki leczenia chorych na mukowiscydozę nie dają możliwości izolowania chorych. Tymczasem w przypadku tego schorzenia niezwykle ważne jest, aby osoby chore były izolowane od innych chorych na mukowiscydozę, by nie doszło do przekazywania między sobą szczepów lekoopornych, jak też od pacjentów ze świeżymi infekcjami - podkreśliła prof. Sands.

Wskazała, że jedynym sposobem rozwiązania tego problemu jest wprowadzenie rozwiązań systemowych, w postaci stworzenia infrastruktury oraz formalne powołanie zespołów wielospecjalistycznych złożonych z pulmonologa, diabetologa, laryngologa, psychologa, psychiatry, fizjoterapeuty, dietetyka i pielęgniarki.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum