Kiedy wyjeżdża ambulans

Autor: Marzena Sygut • • 12 kwietnia 2013 15:22

Polski system ratownictwa medycznego został implantowany z amerykańskiego rynku do rodzimych warunków. Założenia były bardzo dobre - ocenia prof. Jerzy Ładny, konsultant krajowy w dziedzinie ratownictwa medycznego. - To, co z czasem zaczęło "zgrzytać" i wymusiło na nas konieczność poprawy systemu i nowelizacji ustawy, to działanie innych elementów opieki zdrowotnej w Polsce - zaznacza.

Kiedy wyjeżdża ambulans
Obowiązująca w obecnym kształcie Ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym (PRM), powstała w 2006 roku.

Określiła ona w sposób kompleksowy planowanie, organizację i funkcjonowanie ratownictwa medycznego w Polsce. Ustaliła m.in. czym są jednostki systemu PRM, jednostki organizacyjne szpitali wyspecjalizowane w zakresie udzielania świadczeń medycznych dla ratownictwa medycznego, wskazała na sieć centrów urazowych.

W ocenie dr Małgorzaty Popławskiej, dyrektor Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego i prezes Związku Pracodawców Ratownictwa Medycznego, system PRM jest dobry, a jego jednostki wykonują rocznie miliony świadczeń zdrowotnych poprzez wyjazdy karetek, loty ratownicze czy świadczenia w SOR-ach. Ta ocena znalazła także potwierdzenie w ubiegłorocznym protokole Najwyższej Izby Kontroli.

Część złożonej całości

- System PRM nie działa jednak w próżni, ale jest częścią całego systemu ochrony zdrowia w Polsce. Nieprawidłowości, które są najczęściej omawiane na forum publicznym, powstają z reguły na styku ratownictwa medycznego i innych rodzajów świadczeń, np. wizyt domowych w przypadkach nie zagrażających życiu i zdrowiu, transportów sanitarnych, wykorzystywania potencjału SOR do wizyt ambulatoryjnych i różnych porad - podkreśla dr Popławska.

Podobnego zdania jest Bogusław Tyka, dyrektor naczelny Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi. Uważa, że nie ma żadnych mechanizmów, które zmniejszyłyby obciążenie systemu ratownictwa medycznego. - Niesprawna podstawowa opieka, ignorująca wszystko nocna i świąteczna pomoc, niewydolne SOR-y - to sprawia, że ratownictwo medyczne nadal traktowane jest jak bufor zdrowotny systemu, a tak nie może być - tłumaczy Tyka.

Przywołuje wyniki kontroli NIK: 80 proc. pacjentów przyjmowanych przez SOR-y w ogóle nie powinno tam się znaleźć. 70% wyjazdów pogotowia ratunkowych nie miało uzasadnienia medycznego. - W skali naszego pogotowia, które wykonuje ponad 200 tys. wyjazdów rocznie, 140 tys. spośród nich, zgodnie z oceną NIK, było niepotrzebnych.

- To wszystko stwarza chaos, bo system z założenia miał być dobry, ale jeśli wymaga się od niego pełnienia ról, do których nie jest dedykowany, to się po prostu rozpada - podsumowuje dyrektor Tyka.

Specjalistów długo nie będzie

Szef łódzkiego pogotowia przyznaje też, że pewnego rodzaju utopią jest oczekiwanie, że w roku 2020 wszyscy lekarze, którzy będą pracowali w zespole ratownictwa medycznego, będą posiadali specjalizację z medycyny ratunkowej.

- Mamy przykład z naszego województwa, gdzie w zeszłym roku tylko jeden specjalista zdał egzamin z tej specjalizacji. W takim tempie jest to po prostu nieosiągalne - podkreśla Tyka. Dlatego w jego ocenie, jeśli chodzi o personel, to vacatio legis nie powinno być przedłużone do 2020 roku, ale co najmniej o kolejne dziesięć lat od tej daty.

Jednocześnie dodaje, że wymóg, iż w PRM musi pracować specjalista ratownictwa medycznego, nie jest uzasadniony w żaden sposób.

Z obserwacji poczynionych przez dyrekcję łódzkiego WSRM wynika, że zarówno na SOR-ach, jak i w stacjach ratownictwa medycznego najlepiej sprawdza się anestezjolog z kilkuletnim stażem.

Barbara Król, dyrektor WSPR w Zielonej Górze, z kolei podkreśla, że nie ma możliwości prawnych, by zmusić lekarzy, którzy zgodnie z art. 57 ustęp 2 ustawy o PRM przepracowali 3000 godzin w szpitalnym oddziale ratunkowym, zespole ratownictwa medycznego, lotniczym zespole ratownictwa medycznego lub izbie przyjęć szpitala, do rozpoczęcia specjalizacji w dziedzinie medycyny ratunkowej do 1 stycznia 2015 roku.

- Lekarze ci są obecnie w trakcie innych specjalizacji i nie będą mogli jednocześnie rozpocząć kolejnej, tj. medycyny ratunkowej. W związku z tym przestaną pracować w systemie ratownictwa - tłumaczy dyrektor Król. Niezrozumiały, w jej ocenie, jest też, fakt, że ratownik medyczny po trzech lub dwóch latach nauki spełnia wymogi ustawy, a lekarz po drugim roku specjalizacji innej niż wymagana w ustawie oraz z 3000 godzin doświadczenia - nie...

Brakuje standardów

Z kolei Mirosław Tarasiuk, zastępca dyrektora ds. medycznych Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku, zwraca uwagę na fakt, że ratownictwo od czasów powstania ustawy o PRM czeka na opracowanie standardów postępowania.

- O konieczności ich wprowadzenia mówi art. 43 ustawy - przypomina Tarasiuk.

Konsultant krajowy rozwiewa jednak złudzenia: - Nadzór krajowy już jakiś czas temu opracował standardy.

Chyba jednak muszą one poczekać na zmiany w systemie ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce. Sprawa standardów postępowania rozbija się o obawy płatnika, że te bardzo szybko mogłyby się stać tożsame z procedurami, a stąd tylko krok od wymuszenia płacenia przez NFZ za wykonane procedury zgodnie z uznanymi standardami ratownictwa medycznego - podsumowuje prof. Ładny.

Tymczasem Barbara Król wskazuje, że wprowadzenie standardów ograniczyłoby dużą dowolność w postępowaniu, jaka panuje obecnie. Każdy pacjent, niezależnie - czy w Zielonej Górze, Warszawie czy Suwałkach - otrzymałby taką samą pomoc. - Z drugiej strony obecnie, w dobie bardzo roszczeniowego nastawienia społeczeństwa, postępowanie zgodnie z ustalonymi i zaakceptowanymi przez np. Polskie Towarzystwo Medycyny Ratunkowej standardami, chroniłoby zespoły ratownictwa przed procesami sądowymi i znacznie poprawiło komfort pracy - przyznaje dyrektor WSPR w Zielonej Górze.

Kontrakty i finanse

Bogusław Tyka podaje, że pilnego uregulowania wymaga kontraktowanie w ratownictwie medycznym.

W jego ocenie, nie może być absurdalnych konkursów i licytacji, kto da więcej. - Ratownictwo medyczne powinno być wszędzie tak samo wyceniane.

Finansowanie powinno też być rozbite na część stałą i zmienną - uzależnioną od tego, czy karetka wyjeżdża w trasy, czy tylko wyczekuje.

Należy też podzielić jakość zgłoszeń na pewne grupy, gdyż świadczenie świadczeniu nie jest równe - zaznacza dyrektor Tyka.

Dodaje, że ratownictwo musi być skorelowane - chodzi m.in. o to, by wprowadzono kontrole jednoczasowe - wizyt domowych świadczonych przez POZ i w ramach nocnej opieki.

Dr Małgorzata Popławska z kolei podkreśla, że w nowelizacji ustawy powinna się znaleźć odpowiedź na pytanie: czy ratownictwo medyczne, działające przecież w sferze bezpieczeństwa publicznego (podobnie jak policja czy straż pożarna), powinno podlegać wpływowi koniunktury gospodarczej poprzez zmienność podmiotów i krótkoterminowe umowy zawierane przez NFZ w trybie konkursów ofert? Czy też może to wojewoda, który otrzymuje przecież środki finansowe z budżetu państwa na ten cel, powinien zawierać umowy.

Prof. Ładny przypomina, że propozycja projektu nowelizacji ustawy jest gotowa od 15 stycznia br. Jest ona bardzo rozbudowana i wprowadza zmiany, bądź doprecyzowuje zapisy ustawy aż w 20 obszarach.

Zmiany obejmują m.in.: wprowadzenia ustawowego obowiązku udzielania przez świadków zdarzenia pierwszej pomocy osobom w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego; uregulowanie zasad doskonalenia zawodowego ratowników medycznych i ratowników; wprowadzenie zasady, iż specjalistyczne zespoły ratownictwa medycznego umieszczone w wojewódzkim planie działania systemu PRM powinny stanowić nie mniej niż 30% wszystkich ZRM w województwie.

Przewiduje się też zaostrzenie przepisów dotyczących doświadczenia zawodowego członków ZRM "P" (zespołu podstawowego, bez lekarza w składzie) poprzez zawarcie obowiązku posiadania przez jedną osobę (pielęgniarkę systemu lub ratownika medycznego) co najmniej rocznego doświadczenia zawodowego w zespole "S", lotniczym ZRM, SOR lub oddziale anestezjologii i intensywnej terapii.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum