Daniel Kuropaś | 26-11-2014 12:41

Kiedy będziemy starsi

Potrzebujemy zintegrowanej polityki socjalnej i zdrowotnej dotyczącej osób starszych. Ochrona zdrowia, w takiej postaci jak obecnie, nie poradzi sobie z rosnącą rzeszą seniorów - mówili eksperci podczas sesji dotyczącej polityki senioralnej podczas X Forum Rynku Zdrowia.

Trzeba mieć świadomość, że już w 2035 r. jedna czwarta polskiego społeczeństwa będzie składała się z osób powyżej 65. roku życia, a w roku 2060 połowa polskiej populacji będzie miała powyżej 54 lat (obecna mediana to 38 lat).

- Obecnie nie ma jednej definicji seniora: demograf powie, że seniorzy to ludzie w wieku 65+, w Norwegii za seniora uznaje się osobę powyżej 60. roku życia, inną definicję przedstawi biolog, inną lekarz, który podkreśli znaczenie wielochorobowości i problemów z jakością życia - mówił prof. Bolesław Samoliński, przewodniczący Rady ds. Polityki Senioralnej MPiPS.

Z kolei ponad 5 tysięcy uczestników programu PolSenior podało inną definicję. - Dla nich starość zaczyna się wtedy, kiedy potrzebują pomocy osób drugich - przypomniał profesor.

Ważnym aspektem procesu starzenia się są też takie obszary, jak aktywna starość, bezpieczeństwo dotarcia do lekarza i dostępu do systemu opieki społecznej. - Obecnie zdumiewająco szybko rośnie oczekiwana długość życia, ale występują też ogromne różnice w tym zakresie. Na przykład mężczyzna z warszawskiego Wilanowa żyje o 17 lat dłużej niż mieszkaniec stołecznej Pragi. O tych różnicach nie decydują elementy zdrowotne, ale status materialny - mówił prof. Samoliński.

Jak podkreślał Michał Szczerba, przewodniczący sejmowej komisji polityki senioralnej, Polska długo dojrzewała do koncepcji stworzenia polityki senioralnej. W jej zakresie obowiązuje obecnie horyzont czasowy 2020. - Mamy założenia, przed nami rozpisanie "mapy drogowej" - mówił poseł.

- Wycofujemy się z postulatu stworzenia odrębnego działu administracji rządowej na czele z ministrem koordynującym politykę senioralną. Ma ona tak interdyscyplinarny charakter, że warto, aby czuwał nad nią premier i corocznie przedstawiał raport o sytuacji osób starszych - oceniał poseł.

Druga bardzo ważna kwestia to stałe monitorowanie sytuacji osób starszych. - Premier Ewa Kopacz w swoim exposé mówiła o potrzebie powołania instytutu geriatrii, co jest absolutnie słuszne, ponieważ liczba tych specjalistów jest zatrważająco niska. Ale my chcemy iść dalej - zaproponować rewizję tego pomysłu i utworzyć instytut gerontologii, żeby uwzględnić kwestie zdrowotne i społeczne w jednej instytucji.

Jak podkreślał poseł, starość ma różne oblicza - aktywną, ale też zależną, która włącza w ten proces członków rodziny, opiekunów itd.

W tym zakresie jednym z kluczowych rozwiązań jest stworzenie domów dziennego pobytu. - Chcemy stworzyć montaż finansowy tak, by domy opieki nad seniorami były w jednej trzeciej finansowane z budżetu, jednej trzeciej przez samorządy, resztę powinni pokrywać beneficjenci, czyli osoby starsze lub ich rodziny i opiekunowie - mówił Michał Szczerba.

Aktywne i zdrowe starzenie

Oczywiście pewne programy dotyczące polityki senioralnej są już realizowane. - Bardzo ważne dla nas jest wykonanie przyjętych w ubiegłym roku przez rząd założeń długofalowej polityki senioralnej na lata 2014-2020 - przypominała Marzena Breza, dyrektor departamentu polityki senioralnej w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

- W 2012 roku postawiliśmy na aktywne i zdrowe starzenie, działając przez finansowanie projektów oddolnych, które włączają osoby starsze do życia w społecznościach lokalnych. W ramach tych inicjatyw jedną z najważniejszych jest kwestia profilaktyki zdrowotnej czy promocji zdrowia. Co roku przeznaczamy na to 40 mln zł - mówiła dyrektor z MPiPS.

Druga ważna kwestia to problem deficytu instytucjonalnych i domowych usług opiekuńczych, na które zapotrzebowanie jest ogromne, a będzie jeszcze rosło.

- Planujemy w resorcie wypracować standardy usług opiekuńczych, ale raczej takich, które kojarzą się z usługami o charakterze bardziej asystenckim, pomocniczym, a nie pracą np. wysoko kwalifikowanych pielęgniarek. Zauważamy ogromny deficyt w tego rodzaju usługach, zresztą mamy świadomość istnienia ogromnej szarej strefy w tym sektorze - podkreślała Marzena Breza.

Mają zostać wypracowane także zasady kwalifikacji zawodowych dla osób, które mogą tę usługę świadczyć. - Z założenia realizujemy podejście europejskie, czyli aging in place, które prowadzi do tego, że chcemy maksymalnie daleko odsunąć potrzebę usług medycznych, lekarskich wśród seniorów, aby ich utrzymać w dobrym zdrowiu jak najdłużej - podsumowała dyrektor Breza.

Taniej i efektywniej

Ale gdy jest już konieczna interwencja lekarza, warto postawić sobie pytanie o skuteczność terapeutyczną i efektywność kosztową leczenia geriatrycznego w porównaniu do konwencjonalnego?

Inaczej mówiąc, czym różni się praca geriatry od internisty? - Różnica jest taka, że zapalenie płuc dobrze wyleczy internista, ale także geriatra, natomiast chorego z chorobami neurozwyrodnieniowymi i zespołem niewydolności mózgu, który ma parkinsonizm, otępienie, depresję, a także zapalenie płuc, lepiej wyleczy geriatra - podkreślał dr Jarosław Derejczyk, dyrektor Szpitala Geriatrycznego im. Jana Pawła II w Katowicach.

- To także źródło oszczędności. Potwierdziliśmy to przed sześciu laty, badając grupę 2 tys. osób po 60. r.ż., która przeszła przez oddział geriatryczny, i taką samą grupę, która przeszła przez oddział internistyczny - opisuje. - Okazało się, że pacjenci ze standardową procedurą diagnostyczną, czyli całościową oceną geriatryczną (geriatric comprehensive assessment), rzadziej wracali do systemu - wyjaśniał dyrektor.

W geriatrii tę całościową ocenę realizuje zespół składający się z geriatry, pielęgniarek przygotowanych do pracy z osobą z dużą niesprawnością, psychologa, rehabilitanta.

- W efekcie tego leczenia okazuje się, że często płacimy za leczenie osób, które mają "wyprodukowaną" chorobę na skutek zbyt dużej liczby zażywanych leków - zaznaczał Jarosław Derejczyk. - Dlatego często opłaca się zmodyfikować terapię, dzięki czemu na jednym pacjencie wychodzącym z oddziału geriatrycznego mamy zysk w wysokości 1700 zł. Pacjent unika przy tym błądzenia i odbijania się od specjalistów.

Postęp w leczeniu osób w wieku podeszłym widać wyraźnie np. w kardiochirurgii. - Na 27 tys. operacji serca rocznie wg danych rejestru jest już prawie 5 tys. chorych, którzy mają więcej niż 75 lat, a prawie 1600 - mających powyżej 85 lat - wyliczał prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, konsultant krajowy w dziedzinie kardiochirurgii.

Jak dodaje, śmiertelność jest stosunkowo nieduża, nie przekracza 7%, nawet u chorych powyżej 85. r.ż. - Predykcja ryzyka pozwala wybrać sposób leczenia i zredukować powikłania. To jest możliwe dzięki współpracy kardiologa z kardiochirurgiem, ale i internistą, lekarzem rodzinnym, geriatrą - przez wprowadzenie tzw. Heart Team - wskazał prof. Zembala.

Kwestia współpracy ma także kluczowe znaczenie w relacji lekarz-pacjent. Przemysław Ryś, wiceprezes HTA Consulting, przypominał badania, które pokazują, że po pół roku od rozpoczęcia terapii tylko połowa pacjentów kontynuuje leczenie.

Istotny jest jeszcze jeden czynnik: częstość terapii, liczba dawek dziennych. Dlatego na przestrzeganie zaleceń lekarskich ma wpływ także innowacyjność - pojawianie się doskonalszych leków, które można rzadziej stosować.

Konsekwencje starzenia się społeczeństwa będą bardzo poważne. - Po pierwsze będziemy mieli za mało pieniędzy na opiekę nad seniorami. Po drugie nie będziemy mieli wydolnego systemu opieki zdrowotnej - ocenił prof. Samoliński.

- Obecnie ok. 14,5 mln osób aktywnie płaci składki do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, samych emerytów jest ok. 5 mln. Nasze prognozy wskazują, że około roku 2060 te proporcje zasadniczo się zmienią. Liczba emerytów wzrośnie nawet o 3 mln osób, spadnie liczba osób płacących składki - informował Piotr Winciunas, wicedyrektor departamentu orzecznictwa lekarskiego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Jak podawał, w ubiegłym roku ze składek uzyskano około 120 mld zł, ale na emerytury i renty wypłacono 180 mld zł. Różnica była wpłacana do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych z budżetu państwa.

- Jeżeli wszystkie te prognozy się potwierdzą, to możemy mieć problem z wypłatą świadczeń, jeżeli nie znajdziemy jakiegoś innego rozwiązania - ocenił Piotr Winciunas.