Każdy szacuje jak mu wygodnie

Autor: Wojciech Kuta • • 24 czerwca 2008 12:45

Żonglowanie wskaźnikiem współpłacenia pacjentów za leki, czyli kto i co chce udowodnić politykom

Trudno nazwać to manipulacją.
Bardziej adekwatnym określeniem, odnoszącym się do szacowania odpłatności polskich pacjentów za leki, wydaje się "elastyczna interpretacja danych". Przy czym granice tej interpretacji są nad wyraz płynne, a rozbieżności w ocenie współpłacenia sięgają aż 30%.
Prezentujemy kilka opinii, pozwalających - do pewnego stopnia - zidentyfikować źródła wybujałego pluralizmu poglądów w kwestii sięgania do prywatnych kieszeni rodaków zaopatrujących się w farmaceutyki.
Innowacyjne koncerny dowodzą, że udział prywatnych wydatków Polaków sięga już grubo powyżej 60% i stale rośnie, a tym samym pogarsza się dostępność pacjentów do skutecznych (coraz droższych) farmakoterapii.
Analitycy rynku farmaceutycznego nie są już tak jednoznaczni w swoich opracowaniach i - w zależności od danych wyjściowych - szacują współpłacenie od ok.34% do...65%.
Pesymizmu zachodnich wytwórców nie podziela wiceminister zdrowia Bolesław Piecha. Wyznał niedawno dziennikarzom, że co 14. pacjent wychodzi z polskiej apteki nie wykupiwszy wszystkich przepisanych mu leków, a jeszcze dwa lata temu problem ten dotyczył aż co piątego pacjenta.
Prawdopodobnie każda z powyższych diagnoz, choć pozornie wykluczających się, może okazać się prawdziwa. Jak to możliwe?

IMS: co mierzymy

Stefan Bogusławski, szef regionu Europy Centralnej firmy analitycznej IMS Health, przyznaje, że różne źródła podają rozmaite poziomy współpłacenia za leki, w zależności od dostępnych danych lub też wygody w uzasadnieniu tezy, jaką chce się akurat postawić.
- Współpłacenie pacjentów za leki budzi emocje. Bez wątpienia słusznie uważa się, iż wysoki poziom dopłat do lekarstw kupowanych w aptekach ogranicza dostęp pacjentów do farmakoterapii.
Trudności zaczynają się, kiedy próbujemy uzgodnić, jak mierzyć współpłacenie - tłumaczy Stefan Bogusławski.
Istnieje kilka wskaźników opisujących to zjawisko. Można mówić o udziale procentowym pacjenta w cenie każdego (a więc również OTC) leku kupionego w aptece albo leku na receptę, albo, wreszcie, leku podlegającego refundacji.
Według obliczeń IMS Health, współpłacenie w Polsce za ostatnie 12 miesięcy wyniosło: r Dla wszystkich leków kupowanych w aptekach - 65% r Dla leków na receptę kupowanych w aptekach - 54% r Dla leków refundowanych w aptekach - 38%.
- Jak widać, wartość tego parametru w zależności od segmentu jest bardzo zmienna. Poziom dopłat, bez względu na to, który segment weźmiemy pod uwagę, jest wysoki lub bardzo wysoki. W porównaniach międzynarodowych najczęściej używa się wskaźnika dotyczącego leków wydawanych na receptę. W tym segmencie, w ogromnej większości krajów UE, poziom współpłacenia waha się pomiędzy 20 a 40% - mówi Stefan Bogusławski, zaznaczając, że dane te wskazują, iż w Polsce głównie pacjenci ponoszą wysiłek opłaty za leki, choć wydatki na farmakoterapię w Polsce należą do najniższych w Europie.
- Jest to zresztą, wbrew wielu medialnym opiniom, jeden z silniejszych mechanizmów ograniczających rozwój rynku leków, a co za tym idzie, hamujących wydatki NFZ na farmaceutyki - konkluduje dyrektor Bogusławski.

Bez kompleksów

Dr Tadeusz Szuba, przewodniczący Zespołu Ekonomiki, Organizacji i Zarządzania Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, nie wpada w nadmierne kompleksy wobec Zachodu; w wywiadzie dla "Rynku Zdrowia" przypominał, że w Polsce sprzedano w 2004 r. leki refundowane o wartości 8, 9 mld złotych, a pacjenci pokryli z tego 33, 7%. - Średnia cena leku w Polsce wynosiła wtedy 24, 59 zł, a więc 6 razy mniej niż w Niemczech, dzięki czemu ich dostępność nie była u nas taka zła, jak niektórym się wydaje - mówi Tadeusz Szuba. - Polak w ciągu roku miał dostęp do 9, 5 leków refundowanych, Niemiec - tylko do 6, 9. Nie pozwólmy jednak mówić, że tam były leki dobre, a u nas złe i dlatego tanie.
Zdaniem dr. Szuby, rozbieżności w ocenie współpłacenia wytłumaczyć jest bardzo łatwo: - Płatnik na refundację leków przeznacza ponad 6 mld złotych, a pacjenci dopłacają ok.3 mld zł.
Razem więc za leki refundowane płaci się w Polsce ponad 9 mld zł. Państwo refunduje zatem ok.66% wydatków na leki, stąd współpłatność ludności sięga mniej więcej 34% - tłumaczy nasz rozmówca.
I przypomina, że obok refundowanych preparatów funkcjonuje ogromny, szacowany na ok.9 mld zł, rynek różnego rodzaju produktów typu np. "maści na piegi czy krople wzmacniające" - które oczywiście nie są finansowane ze środków publicznych.
- Sęk w tym, że bogate zachodnie koncerny sumują obie te grupy wydatków, co daje rocznie ok.18 mld zł. Skoro więc NFZ płaci tylko 6 mld, to Fundusz pokrywa zaledwie ok.33% kosztów leków, a współpłacenie pacjentów sięga ok.67% - mówi Tadeusz Szuba. - Takie właśnie liczenie ma przekonać decydentów, że państwo zamiast 6 miliardów ma przekazywać na refundację 12 mld, dzięki czemu łatwiej będzie tym firmom sprzedawać wspomniane bardzo drogie leki.
Tymczasem nigdzie na świecie, również w tak zamożnych krajach jak Niemcy i USA, nie bierze się pod uwagę - przy poważnym szacowaniu współpłacenia za leki - wielu bzdetów dostępnych na rynku OTC.

Czego nie wiemy

Na jeszcze inne, niezwykle istotne czynniki wpływające na szacowanie współpłacenia za leki, zwraca uwagę Andrzej Tarasiewicz, prezes Związku Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych.
Podkreśla, że różnice dotyczą zarówno oceny rynku aptecznego, szpitalnego, jak i tzw. pozaaptecznego.
- IMS podaje dane w cenach producenta, Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych w cenach hurtowych, a Kamsoft bada rynek apteczny i posługuje się cenami detalicznymi/aptecznymi - wymienia Andrzej Tarasiewicz. - URPL szacując rynek pozaapteczny, bierze pod uwagę ceny hurtowe, ale nie znamy cen detalicznych, ponieważ na tym rynku nie obowiązują marże urzędowe maksymalne. Duże rozbieżności występują także w podawaniu wartości rynku szpitalnego, gdyż nie znamy średnich cen poszczególnych leków. Nie wiemy ponadto, w jakich cenach i jakie leki dostarczane są w ramach "programów terapeutycznych". NFZ nie publikuje tych informacji.

Na co nas stać

Prezes Tarasiewicz przypomina, że sprawa współpłatności za leki była przedmiotem troski "Konferencji Okrągłego Stołu w Ochronie Zdrowia" w 2003 r. W "Stanowisku Konferencji OSwOZ" zakładano podjęcie pilnych działań przez Ministerstwo Zdrowia, celem obniżenia tego bardzo wysokiego wskaźnika. - Należy jednak sądzić, że mimo wzrastających z roku na rok kwot refundacji, współpłatność polskiego pacjenta za leki refundowane nie maleje, ale rośnie - uważa Andrzej Tarasiewicz.
Jak więc interpretować wspomniany wcześniej optymizm resortu zdrowia? Może zwyczajnie: współpłacenie i zakres refundacji to bardzo ważne (i jakże nośne), ale nie jedyne parametry mierzące dostępność pacjenta do farmakoterapii.
Na ten wskaźnik spory wpływ mają także zarobki pacjentów oraz same ceny leków. Ale to już pole do osobnych rozważań.

Komu wierzyć?

  • Według OECD w 2004 r. w Polsce obywatel pokrywał 63% wydatków na leki (wszystkie, także bez recepty), a udział publicznych środków wyniósł 37%.
  • Z materiału Narodowego Funduszu Zdrowia pt. "Wydatki NFZ z tytułu refundacji leków w roku 2005" (analizą objęto 98% kwoty refundacji) wynika, że spełniamy ową normę WHO - udział polskiego pacjenta w dopłatach do leków wynosił w ub.r. 34,6%.
  • Zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), przekroczenie 40-procentowego udziału pacjentów w kosztach farmakoterapii powoduje ograniczenie w dostępie do leków.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum