Już pora na korekty

Autor: Piotr Wróbel, Wojciech Kuta • • 29 maja 2015 12:13

Deklaruję, że żadne świadczenie onkologiczne nie pozostanie niezapłacone. Wszystkie oddziały wojewódzkie Funduszu na wniosek świadczeniodawcy na bieżąco realizują płatności za procedury w onkologii, nawet jeżeli przekraczają zakresy limitowe - przekazał Wojciech Zawalski, dyrektor departamentu świadczeń opieki zdrowotnej NFZ

Już pora na korekty

O tym, jak przebiega realizacja pakietu onkologicznego, dyskutowali 22 kwietnia br. uczestnicy przygotowanej przez redakcję Rynku Zdrowia sesji "Pakiet pytań - czy droga pacjentów do leczenia stała się krótsza?" w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach

Prof. Jacek Fijuth, przewodniczący zarządu Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, zaznaczył, że jedną z najbardziej oczekiwanych zmian w pakiecie jest ta związana z usprawnieniem systemu wypełniania kart diagnostyki i leczenia onkologicznego (karta DiLO).

Co trzeba zmienić

Przypomniał, że to nie jedyny system informatyczny, bo pracując z pacjentem onkologicznym, trzeba też korzystać z systemu rejestrującego czas oczekiwania oraz wprowadzić informację do Krajowego Rejestru Nowotworów. Ponadto funkcjonują systemy IT w poszczególnych szpitalach.

Problem wywołało też m.in. przeznaczenie przez NFZ aż 80-85% środków na procedury w ramach pakietu. - Trudności z rozliczeniami doprowadzały do tego, że szpitale realizowały część procedur poza pakietem, co powodowało w niektórych jednostkach 300-500% przekroczenia kontraktu w części limitowanej - dodał profesor.

- Tak więc brak możliwości rozliczania procedur, które nie są objęte limitem, powodował, że automatycznie finansowo obciążana była część świadczeń limitowanych - wyjaśniał.

Onkolodzy zwracali również uwagę m.in. na to, że duża część chorych nie korzysta z dobrodziejstw szybkiej diagnostyki. To byli chorzy np. kwalifikowani do paliatywnej radioterapii. Nie mogli być diagnozowani w ramach pakietu. Tymczasem - jak podkreślał prof. Fijuth - często chorzy po tym leczeniu uzyskują długie czasy przeżycia, nie jest to wyłącznie leczenie objawowe.

Pojawił się też problem dotyczący chorych po zakończonym leczeniu. Dla nich, w jednym z ośrodków onkologicznych, czas oczekiwania na tomografię komputerową wynosił pół roku, a na rezonans magnetyczny 9 miesięcy. - Zwracaliśmy uwagę na to, że nie można różnicować chorych onkologicznych na dwie kategorie - przypomniał profesor.

- Mamy pewną satysfakcję, że wiele postulatów dotyczących funkcjonowania pakietu, na które środowisko onkologów zwracało uwagę - m.in. podczas niedawnej konferencji z udziałem ministra Bartosza Arłukowicza - zostało uwzględnionych przez Ministerstwo Zdrowia - dodał przewodniczący zarządu Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

Podkreślał, że karta DiLO służyć powinna w praktyce przede wszystkim pacjentom - ich diagnostyce i leczeniu - a nie celom związanym głównie ze sprawozdawaniem procedur na potrzeby NFZ.

Problemy

były do uniknięcia?

Jak przekonywał poseł Tomasz Latos, przewodniczący sejmowej komisji zdrowia, wielu problemów organizacyjnych związanych z wprowadzaniem pakietu można było uniknąć. - Zdecydowano się na wprowadzenie pakietu, nie słuchając lekarzy. Jeśli chcemy mieć sukcesy w onkologii, niech zmiany będą wprowadzane wspólnie ze środowiskiem - argumentował.

Przypomniał, że ok. roku temu zapowiadało się, że resort zdrowia będzie prowadził efektywny dialog z onkologami, którzy przedstawili szczegółowe rozwiązania m.in. w zakresie organizacji diagnostyki i leczenie onkologicznego - tzw. polski Cancer Plan. - Niestety, jak wskazywał prof. Jacek Jassem, w pakiecie znalazło się zaledwie kilka procent propozycji przekazanych przez onkologów - mówił przewodniczący sejmowej komisji zdrowia.

Jako przykład pakietowych niedoróbek podawał m.in. wymóg organizacji konsyliów w każdym przypadku. Przypomniał też, że uprawnienia wydawania kart DiLO otrzymali lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, ale tych samych uprawnień nie dano specjalistom.

Posła nie przekonały niedawne zapowiedzi ministra Bartosza Arłukowicza dotyczące m.in. objęcia pakietem kolejnych rodzajów nowotworów, w tym o nieznanym charakterze, poszerzenie listy świadczeń szpitalnych rozlicznych bez limitu. - To niech to minister zrobi - podsumował Tomasz Latos, oceniając chwilę wcześniej, że niedopracowany pakiet był wprowadzany w pośpiechu po to, "żeby się ładnie sprzedał pijarowo".

Pakiet

jest dla pacjentów

Prof. Alicja Chybicka, senator, kierownik Katedry i Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, zastępca przewodniczącego senackiej komisji zdrowia, mówiła z przekonaniem, że pakiet ma szansę funkcjonować lepiej, o ile zostaną wdrożone proponowane zmiany. Dodała, że pakiet został stworzony dla pacjentów i to ich przede wszystkim trzeba pytać o zdanie.

- Pacjent, który siedział obok mnie na konferencji z premierem Donaldem Tuskiem, gdy zapowiadano wejście pakietu, czekał na chemioterapię aż 8 miesięcy i cudem przeżył. Większość z tych pacjentów, którzy musieli czekać taki długi czas, ten świat opuściła - mówiła profesor, dodając, że dowodem działania pakietu jest m.in. fakt, że jak pokazały statystyki 99% pacjentów, którzy zachorowali między 1 stycznia 2015 r., a 30 stycznia 2015 r., miało przeprowadzone konsylium.

Zdaniem prof. Chybickiej wprowadzenie pakietu w onkologii dziecięcej przyspieszy rozpoznawanie nowotworów u dzieci po podejrzeniu, jakie może powziąć lekarz POZ wystawiający kartę DiLO. - Dotąd było tak, że według wskaźników rozpoznajemy u dzieci około 10-15% więcej nowotworów zaawansowanych - w stadiach 3. i 4. - niż ma to miejsce w zachodnich krajach Unii Europejskiej - podała profesor.

Podkreślała, że wyniki leczenia osiągane w polskiej onkologii dziecięcej są na światowym poziomie i nie odbiegają m.in. od tych w krajach "starej" Unii Europejskiej czy Stanach Zjednoczonych.

- Może warto pomyśleć o tym, aby onkologia dorosłych poszła w Polsce śladem dokonań naszej onkohematologii dziecięcej. Od dawna 18 ośrodków w tej dziedzinie funkcjonuje w ramach jednego planu, według jasno określonych, sprawdzonych zasad postępowania z pacjentem - proponowała prof. Alicja Chybicka.

O kartach, nadwykonaniach

i konsyliach

Dr Aleksander Zajusz, zastępca dyrektora oddziału ds. lecznictwa otwartego i diagnostyki Centrum Onkologii - Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie Oddział w Gliwicach, potwierdził, że centra onkologii mają problemy z rozliczeniami procedur w ramach pakietu i z tego powodu notują nadwykonania w procedurach limitowanych.

Jak przypomniał, niewiele kart DiLO wydanych tym chorym, którzy diagnostykę i leczenie rozpoczęli przed 1 stycznia 2015 r., zostało rozliczonych przez NFZ w ramach pakietu. - Przez pierwsze dwa tygodnie nie można było wystawiać kart, bo system nie działał sprawnie i te osoby nie trafiają do rozliczeń w ramach pakietu - tłumaczył.

Nadwykonania wynikały też stąd, że początkowo w wielu zakresach na świadczenia nielimitowe płatnik zaproponował 1% kontraktu. - Do 15- 18% myśmy w Centrum dotarli po 3 turach renegocjacji i to jest nadal za mało - ocenił dyrektor Zajusz.

Mówiąc o koniecznych poprawkach w pakiecie, podkreślił, że konsylia nie są potrzebne w każdym przypadku onkologicznym. Są wymagane wtedy, gdy trzeba podjąć decyzję wykraczającą poza standardy.

- W Centrum Onkologii w Gliwicach w zeszłym roku dla 8 tys. chorych radioterapia była pierwszą i często jedyną metodą postępowania onkologicznego u nowych pacjentów. Podobna liczba takich pacjentów trafi do nas w tym roku. Jeśli mamy postępować zgodnie z wymaganiami pakietu, to - jak wyliczyliśmy - ośmiu lekarzy przez cały rok nie będzie nic innego robiło tylko prowadziło konsylia - alarmował.

Fundusz nie płaci gorzej

Odpowiadając onkologom, Wojciech Zawalski, dyrektor departamentu świadczeń opieki zdrowotnej Narodowego Funduszu Zdrowia, podkreślił, że NFZ nie zlikwidował możliwości leczenia pacjentów poza pakietem. - Płacenie szpitalom poza limitem w ramach pakietu onkologicznego jest formą premii za wykonanie procedur szybciej i lepiej. Nadal jednak istnieje możliwość płacenia tak, jak to było do tej pory - zapewniał.

Wyjaśnił, że proporcje świadczeń limitowanych do nielimitowych zostały obliczone i wprowadzone w szpitalach na podstawie sprawozdawczości, jaką podmioty przekazywały do NFZ.

- Nie jest to idealne rozwiązanie, ale Fundusz wiedząc o tym, płaci od początku roku w 100% za wszystkie rozliczone procedury onkologiczne. Te nie mieszczące się w karcie DiLO też zostały zapłacone i nie płacimy za nie gorzej - mówił, przyznając jednocześnie, że doszło do niedoszacowania procedur w centrach onkologii.

Dodał: - Wiadomo, że część sprawozdań jest nierozliczana z powodu walidacji, ale jest możliwość poprzesuwania procedur zgłoszonych do karty DiLO z części nielimitowanej kontraktu do limitowanej.

Mówiąc o niektórych przygotowywanych korektach w pakiecie, dyrektor Zawalski wspomniał m.in. o zmianie wyceny badania PET. - Zdajemy sobie sprawę, że jeżeli mały ośrodek musi wykonać procedury z diagnostyką PET, to trudno je udźwignąć finansowo. Pracujemy nad rozwiązaniem dla takich podmiotów i myślę, że wkrótce będzie je można przedstawić - poinformował.

Dysproporcje w wydatkach

Prof. Zbigniew Kalarus, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, podkreślał w trakcie dyskusji, że nikt z kardiologów nie kwestionuje roli i znaczenia onkologii w systemie opieki zdrowotnej. - Z drugiej strony należy pamiętać, że nadal do ponad 50% zgonów w Polsce dochodzi z przyczyn sercowo-naczyniowych - mówił.

Wskazywał, że warto zwrócić uwagę na pewną dysproporcję - na diagnostykę i leczenie w zakresie onkologii przeznaczanych jest z budżetu NFZ ok. 6 mld złotych, natomiast na kardiologię - ponad 3 mld zł rocznie. - W wielu innych krajach, nie tylko znacznie bogatszych niż Polska, ale też m.in. w Czechach oraz na Słowacji te proporcje wyglądają zupełnie inaczej i są znacznie bardziej korzystne dla kardiologii - mówił prezes PTK i kierownik Katedry Kardiologii, Wrodzonych Wad Serca i Elektroterapii Oddziału Klinicznego Kardiologii SUM.

Zastrzegał przy tym, iż nie chodzi o zabieranie pieniędzy onkologii, jednak równie niewłaściwe wydaje się planowane przesunięcie środków z kardiologii - o czym niedawno było głośno w mediach - aby sfinansować zadania wynikające z realizacji pakietu onkologicznego. W tej sprawie środowisko kardiologiczne wystosowało już pismo do Ministerstwa Zdrowia.

Zaznaczył jednak, że polska kardiologia interwencyjna odniosła wielki sukces w zakresie leczenia pacjentów z zawałem serca, a śmiertelność wewnątrzszpitalna jest niska. Podkreślał przy tym, że nie do końca prawdziwa jest opinia, że znacznie gorzej ten wskaźnik wygląda w okresie poszpitalnym.

Ułatwić drogę

do rehabilitacji

- Mamy bardzo dokładny raport, oparty na danych z Narodowego Funduszu Zdrowia. Z tych danych wynika, że średnia śmiertelność wewnątrzszpitalna osób z zawałem wynosi ok. 9%, natomiast ok. 10% pacjentów umiera w rok po wypisie ze szpitala - informował prof. Kalarus.

Dodał: - Łącznie jednak ten odsetek jest bardzo wysoki i dowodzi, że w ciągu roku w Polsce umiera ok. 20% chorych z zawałem serca, a więc co piąta osoba, która przeszła zawał. Oczywiście musimy dążyć do obniżenia tego wskaźnika.

Mówiąc o konieczności poprawy wyników leczenia pacjentów kardiologicznych w okresie poszpitalnym, prezes PTK wymienił podczas kongresowej debaty kilka najważniejszych wyzwań, w tym m.in.: skrócenie drogi do opieki specjalistycznej, lepszy dostęp do rehabilitacji kardiologicznej (szczególnie w trybie ambulatoryjnym) oraz do optymalnej farmakoterapii.

Problemem jest też często niewystarczająca wiedza oraz świadomość pacjenta dotycząca konieczności stosowania się do zaleceń lekarskich, np. po wypisaniu z oddziału kardiologii z rozpoznaniem zawału.

Czeka nas trudne

kontraktowanie

Prof. Kalarus wskazywał ponadto, że w trakcie postępowań konkursowych Fundusz powinien w większym stopniu brać pod uwagę kryteria związane z doświadczeniem i kompetencjami kadry medycznej, a nie tylko spełnienie wymagań sprzętowych. - Zakup odpowiedniej aparatury, m.in. za sprawą środków unijnych, nie jest dziś większym problemem - dodał.

Dyrektor Wojciech Zawalski przyznał, że najbliższe kontraktowanie świadczeń będzie bardzo trudne, m.in. dlatego, że obejmie praktycznie obszar całego kraju, a konkursy zostaną przeprowadzone we wszystkich zakresach świadczeń.

- Terminy są jasno określone, gdyż do połowy przyszłego roku wygasają aneksowane umowy i do tego czasu musimy zakończyć postępowania - tłumaczył dyrektor departamentu świadczeń opieki zdrowotnej NFZ.

Zwracał też uwagę - nawiązując do wypowiedzi prof. Kalarusa - że w Funduszu trwają obecnie m.in. prace nad kryteriami oceny ofert świadczeniodawców. Zaznaczył przy tym, że część tych kryteriów - w tym dotyczących sprzętu czy liczebności obsady lekarskiej na poszczególnych oddziałach szpitalnych - zawarta jest w tzw. koszykowych rozporządzeniach ministra zdrowia.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum