Już nie można czekać

Autor: Piotr Wróbel • • 15 maja 2008 12:35

Dolnośląskie ma najbardziej zadłużone szpitale w kraju, dlatego w tym województwie z restrukturyzacją placówek...

Województwo dolnośląskie jest regionem o największym w kraju zadłużeniu szpitali.
W marcu tego roku wynosiło ono 1 miliard 336 milionów złotych.
Samorządowe budżety trzeszczą pod naporem złotówek, które trzeba przeznaczać na ratowanie lecznic.
- Dzisiejsze, tak duże zobowiązania szpitali w województwie dolnośląskim mają swoje historyczne uwarunkowania - uważa Maria Borzyszka, dyrektor wydziału restrukturyzacji ochrony zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego. Za czasów Kas Chorych tylko na Dolnym Śląsku nie wprowadzono limitu świadczeń. W efekcie walczące o kontrakty szpitale przyjmowały wszystkich pacjentów i sprzedawały świadczenia medyczne za cenę nawet trzy razy niższą niż w innych regionach kraju.
W 2002 roku marszałkowskie ZOZ-y poniosły stratę wynoszącą 154 mln zł.
Jednak idzie ku lepszemu. W 2006 roku strata spadła do prawie 6 mln, a do końca września tego roku wyniosła 3 miliony złotówek. Nie ma się jeszcze z czego cieszyć, ale dobry trend już jest widoczny.
- Udało się nam mocno zdyscyplinować naszych dyrektorów i przekonać, że to oni ponoszą odpowiedzialność za finanse szpitali - mówi Marek Moszczyński, wicemarszałek województwa dolnośląskiego.
Zdrowotne długi województwa dolnośląskiego w stosunku do innych regionów kraju są nadal duże, ale zarazem jest to też dzisiaj najszybciej oddłużające się pod tym względem województwo. Dynamika zobowiązań wymagalnych SP ZOZ (I kwartał 2007 r. do IV kw. 2006 roku) sytuowała niedawno region na bardzo dobrym, bo odległym w tej klasyfikacji 15. miejscu w kraju. Szybciej z zadłużeniem szpitali radziła sobie tylko Wielkopolska.

W Wałbrzychu sukces

W województwie wszyscy mówią dziś o konsolidacji placówek ochrony zdrowia jako dobrym pomyśle na ograniczenie kosztów. Przykład idzie z Wałbrzycha.
Tam za kilka tygodni zostanie zakończona konsolidacja trzech dużych szpitali. Sukces tego przedsięwzięcia, rozpoczętego jeszcze w 2003 roku, w dużej części wynika z odwagi i woli zmian, jaką wykazali się ówcześni marszałkowie, potem ich następcy oraz kierownictwa i personel trzech łączonych szpitali. Z przekształceniami trafili w dobry czas. - Zaangażowanie wszystkich trzech wymienionych stron w porę uruchomiło proces, który dzisiaj ze względu na narosłe zobowiązania szpitali trudno powtórzyć z takim sukcesem w innych regionach kraju - uważa doktor Roman Szełemej, dyrektor konsolidowanych szpitali w Wałbrzychu i jednocześnie jeden z autorów programu restrukturyzacji wałbrzyskiego lecznictwa.
W 2003 roku łączny bilans operacyjny trzech szpitali wałbrzyskich zamykał się kwotą 14 mln strat. Dzisiaj tak liczony bilans oscyluje wokół zera. - Uważamy, że wcześniejsza zła tendencja do zadłużania się tych szpitali została odwrócona. Taka opinia ma zdrowe podstawy ekonomiczne - zapewnia dyrektor Szełemej.
Nie tylko oszczędzano, także rozwijano nowe procedury medyczne.
W ciągu ostatnich 4 lat przychody trzech wałbrzyskich lecznic zwiększyły się o ponad 50%. Głównie dzięki wprowadzeniu najnowocześniejszych procedur kardiologicznych, neurochirurgicznych, ortopedycznych i pediatrycznych.
W przeliczeniu przychodu na jedno statystyczne łóżko skonsolidowany szpital uzyskał trzeci wynik w województwie.
Trzy skonsolidowane szpitale dysponujące 750 łóżkami posiadają jeden dział rozliczeń zatrudniający 4 osoby, jeden dział zamówień i zakupów, jeden magazyn medyczny, jedną aptekę.
Działa jedno laboratorium z wynikami dostępnymi online, jeden jest system ewidencjonowania pacjentów. Szpitalem zarządza jeden dyrektor posiadający jednego zastępcę...
W Wałbrzychu dla restrukturyzacji zadłużenia szpitali powołano spółkę specjalnego przeznaczenia. Jej analitycy i kierownictwo do maksimum wykorzystało wszystkie możliwości zawarte w ustawie z 2005 roku o restrukturyzacji i pomocy publicznej. - W grudniu tego roku otrzymamy ostatnie raty pożyczki, które przekażemy wierzycielom, co umożliwia nam starania o uzyskanie decyzji wojewody o zakończeniu restrukturyzacji w trzech szpitalach - dodaje Roman Szełemej.

Uwaga, falstart

Tam gdzie zabrakło takiej determinacji, dzisiaj doprowadzenie do przekształceń jest dużo trudniejsze. Powiatowe samorządy poddane społecznej presji z trudem znajdują drogę ku przeprowadzonej od "a" do "z" restrukturyzacji. Jedną z metod zwiększania nadzoru nad szpitalem jest powoływanie spółek prawa handlowego.
Z reguły takie rozwiązania sprawdzają się zupełnie nieźle, czego dowodem jest działalność szpitali w Kamiennej Górze czy Środzie Śląskiej.
Działanie lokalnego szpitala pod szyldem niepublicznego ZOZ-u nie zawsze jednak staje się remedium na kłopoty. Dowodzi tego historia takiego pomysłu w Kowarach - Bukowcu.
Tam, poprzez utworzenie spółki ze 100% udziałem samorządu, próbowano ratować zadłużony szpital powiatowy, który w 2003 roku utracił płynność finansową.
Jak uważa obecny wicestarosta jeleniogórski Piotr Kwiatkowski, poprzedni zarząd, zarówno nowo utworzonej spółki, jak i powiatu, już na starcie restrukturyzacji popełnił błąd, przyjmując, że możliwe jest dalsze prowadzenie szpitala o takim samym profilu działalności. - Nie zweryfikowano rzetelnie zakładanych przychodów, jakie miały uzyskiwać niektóre oddziały w warunkach silnej konkurencji z dość nowocześnie wyposażonym szpitalem w Jeleniej Górze - tłumaczy wicestarosta.
Już w pierwszym roku działalności niepubliczny ZOZ poniósł stratę wynoszącą 1 mln 600 tys. zł. W ocenie dzisiejszych włodarzy powiatu, taka strata to w dużej mierze także efekt ustępliwości zarządu spółki wobec związków zawodowych, które już na starcie zafundowały załodze podwyżki płac. W trzecim roku funkcjonowania spółki jej strata sięgnęła bez mała 800 tys. zł. W ciągu kilku miesięcy wierzyciele wyegzekwowali zobowiązania sięgające 40% kontraktu.
Właściciel spółki, czyli powiat, musiał dokapitalizować ją kwotą 1 mln 150 tys.
zł. Powiat spłacił jak dotąd 11 mln zł zobowiązań szpitala, a na uregulowanie czeka jeszcze 19 mln zł.
W samorządzie przyznają, że teraz jednym z możliwych scenariuszy, jaki biorą pod uwagę władze powiatu, jest znalezienie inwestora strategicznego.
- Pracujemy nad zbyciem udziałów firmie, która ma w kraju już sieć szpitali - mówi wicestarosta Piotr Kwiatkowski.
Nie ukrywa: - Szpital zarządzany byłby przez prywatną firmę.
Niedawno wicestarosta na sesji nie wytrzymał i wygarnął personelowi szpitala: - Ta spółka nabrała charakteru spółdzielni socjalnej.

Dwa w jednym

Wśród powiatowych SPZOZ-ów w województwie dolnośląskim na początku tego roku w najtrudniejszej sytuacji znajdowały się szpitale m.in. w Głogowie, Lwówku, Górze, Wołowie. Tam już nie ma mowy o uniknięciu trudnych rozwiązań.
- Każdy mieszkaniec powiatu chciałby mieć szpital i to pełnozakresowy, w zasięgu 15-20 km, ale to już nie jest niemożliwe. Jesteśmy w trakcie procesu restrukturyzacji i przekształceń - mówi Małgorzata Barańska, dyrektor SPZOZ w Lwówku Śląskim.
I tutaj szansę dostrzeżono w zmianach organizacyjnych polegających na konsolidacji. SPZOZ Lwówek Śląski zarządza jednym szpitalem powiatowym usytuowanym w dwóch miastach - Lwówku i Gryfowie. Wcześniej było tak: zdublowane izby przyjęć, dwa laboratoria, podwójne oddziały jednoimienne - dwa oddziały chirurgiczne, dwa wewnętrzne.
Teraz ma być inaczej: zlikwidowano jeden oddział chirurgiczny, zmieniany jest profil działalności na jednym oddziale wewnętrznym przekształcanym w oddział dla przewlekle chorych. - Trzeba było zmienić przeznaczenie łóżek, ale nie ich ilość, bo na oddziałach wewnętrznych leżą pacjenci kwalifikowani do pobytu w szpitalu w ramach procedur przewlekłych - tłumaczy dyrektor Barańska.
- W regionie mamy za dużo łóżek ostrych, natomiast za mało jest łóżek długoterminowych - potwierdza dyrektor Maria Borzyszka z Urzędu Marszałkowskiego. Tego rodzaju łóżka są najpotrzebniejsze, tymczasem brakuje motywacji do tworzenia takich oddziałów, bo stawki proponowane przez NFZ są bardzo niskie.

Pieniądze marszałka

Jeszcze w 1999 roku Dolny Śląsk w opinii analityków ochrony zdrowia uchodził za region ze zbyt dużą liczbą szpitali i łóżek. Ta sytuacja się zmienia. O ile w 1999 roku region był klasyfikowany na 2. miejscu w Polsce pod względem liczby łóżek na 10 tys. mieszkańców (wskaźnik 58,1), to w 2006 roku ten sam wskaźnik sytuuje region na miejscu piątym (47,0). Więcej łóżek szpitalnych w stosunku do potencjału ludności znajduje się województwach: śląskim, łódzkim, lubelskim, podlaskim.
W szpitalach marszałkowskich jest dzisiaj o 1/4 mniej łóżek niż przed ośmioma laty. Są natomiast lepiej wykorzystane.
W 1999 roku na Dolnym Śląsku na jednym statystycznym łóżku leczono w ciągu roku prawie 32 pacjentów, a obecnie - 40 i jest to wynik nawet nieco lepszy od średniej krajowej.
Na stopniową poprawę wyników szpitali ma wpływ ustawa o pomocy publicznej i restrukturyzacji, która - choć nie w pełnym zakresie - pozwoliła na restrukturyzację długów. Samorząd wojewódzki najbardziej zadłużonym szpitalom poręczał kredyty i przeznaczył pomoc gotówkową - ponad 200 mln zł.
- Tu dylemat jest taki, że musieliśmy przeznaczyć pieniądze na długi, żeby nie zapętlać kosztów finansowych, np.
komorniczych, ale dzieje się to kosztem braku środków na inwestycje - dodaje Maria Borzyszka.
Restrukturyzacją zostały objęte wszystkie uprawnione zakłady. Proces nie powiódł się w 3 z 30 zakładów: w Szpitalu Kolejowym we Wrocławiu, Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym we Wrocławiu i w Szpitalu Wojewódzkim w Jeleniej Górze. Ten ostatni szpital wszedł jednak w indywidualny program restrukturyzacyjny i powoli powinien wykaraskać się z długów.
Znany z wysokiego zadłużenia szpital w Legnicy rozpoczął procedurę przewidzianą przez ustawę restrukturyzacyjną, dzięki znaczącej pomoc finansowej ze środków wojewódzkich. Na koniec września na szpitalu ciążyły zobowiązania wymagalne w kwocie 56 mln zł. - Szpital sam z długami by sobie nie poradził, dlatego sejmik wsparł restrukturyzację kwotą około 60 mln. A ten szpital musi istnieć - argumentują w sejmiku powód, dla którego zdecydowano się z budżetu województwa wyasygnować kwotę, którą można by obdzielić prawie dwa szpitale powiatowe.

Inwestorów zapraszamy

Metodą na ograniczenie kosztów pozostaje łączenie szpitali. Połączono szpital ortopedyczno-rehabilitacyjny w Trzebnicy ze szpitalem powiatowym w tym mieście. Niedawno sejmik podjął uchwałę o fuzji marszałkowskiego szpitala psychiatrycznego w Krośnicach z powiatowym szpitalem ogólnym w Miliczu. W ten sposób znaleziono pomysł na wykorzystanie zbyt dużego i niedokończonego szpitala powiatowego.
W zamian, szpital w Miliczu w ramach kontraktu wojewódzkiego otrzymał pieniądze na dostosowanie części obiektów do potrzeb oddziału psychiatrii, który ma tam powstać w połowie przyszłego roku.
We Wrocławiu rozważany jest pomysł wybudowania nowego szpitala w oparciu o projekt partnerstwa publiczno-prywatnego.
Nowy szpital jest potrzebny, bo wiele wrocławskich lecznic mieści się w starych murach. Pod budowę szpitala zarezerwowano teren w północno-zachodniej części miasta. Trwają prace studialne takiego przedsięwzięcia. Potencjalni inwestorzy wykazują zainteresowanie tym pomysłem.
- W przyszłym roku ogłosimy konkurs albo na doradcę inwestycyjnego, albo już na poszukiwanie inwestora. Chcemy, żeby Wrocław stał się pierwszym polskim miastem, które wybuduje duży, wielospecjalistyczny szpital w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego - mówi z nadzieją Maria Borzyszka.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum