Jest diagnoza, czas na terapię

Autor: Wojciech Kuta, Ryszard Rotaub • • 14 listopada 2012 15:10

Dwa dni obrad, 16 sesji, 100 prelegentów, ponad 1200 gości. VIII Forum Rynku Zdrowia (Warszawa, 24-25 października 2012 r.) - organizowane przez wydawcę oraz redakcję miesięcznika i portalu Rynek Zdrowia, Grupę PTWP - już za nami.

Jest diagnoza, czas na terapię

Tegoroczną edycję jesiennego spotkania polityków, parlamentarzystów, przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia, autorytetów medycznych, menedżerów placówek medycznych, rozpoczęła debata plenarna pt. "Strategia i priorytety 2020". Goście dyskutowali o przyszłości ochrony zdrowia w Polsce.

Dyskusja o przyszłości

- To jedno z najważniejszych w Polsce spotkań osób zajmujących się ochroną zdrowia - powiedziała prezes NFZ Agnieszka Pachciarz w wystąpieniu rozpoczynającym debatę.

W swojej wypowiedzi skoncentrowała się na demograficznych uwarunkowaniach, które określą wyzwania dla ochrony zdrowia w nadchodzących latach. - Stale wzrasta liczba osób hospitalizowanych, które przekroczyły 65. rok życia - dodała - W kolejnych latach proces ten będzie się nasilał...

Oprócz determinantów demograficznych, polski system ochrony zdrowia musi się zmierzyć również z problemami bieżącymi. Należą do nich m.in. brak miarodajnego systemu oceny jakości leczenia i wskaźników jakościowych, a także brak koordynacji na rynku świadczeniodawców.

Nadmiar, a nawet deficyt

- Jako płatnik nie jesteśmy w stanie wpłynąć na racjonalny rozwój tego rynku - przyznała Agnieszka Pachciarz i dodała, że efektem barier prawnych, na jakie napotyka w tym zakresie płatnik, jest to, że niekiedy mamy do czynienia z nadmiarem świadczeniodawców, zaś kiedy indziej z deficytem.

Według prezes Pachciarz, brakuje ponadto powiązania funkcjonalnego między podstawową opieką zdrowotną i opieką ambulatoryjną, a także diagnostyką.

- Podkreślamy rolę kompleksowości, ponieważ mamy poczucie, że pacjent jest w tym systemie zagubiony - mówiła i zapowiedziała promowanie podmiotów, które zapewniają taką kompleksowość pacjentowi. - Mamy nadzieję, że znajdzie to odzwierciedlenie w randze ustawowej - dodała prezes NFZ.

Przewodniczący Senackiej Komisji Zdrowia dr Rafał Muchacki (PO) przekonywał natomiast, że obecnie priorytetem w systemie ochrony zdrowia jest onkologia.

- Onkologia to dziedzina, która wymaga leczenia interdyscyplinarnego, leczenie musi być zaplanowane, a obecnie wiele ośrodków leczy bez planu, robi to, co może zrobić u siebie, a potem wysyła do ośrodków specjalistycznych - mówił. Pozytywnie ocenił zapowiedź resortu zdrowia o planowanej budowie sieci leczenia raka.

Senator Muchacki odniósł się także do zapowiedzi o decentralizacji NFZ oraz zwiększeniu kompetencji oddziałów regionalnych Funduszu oraz roli wojewodów.

- Wojewodowie powinni określać potrzebną liczbę łóżek w danym województwie. Nie może być tak, że tworzą się kolejne placówki zdrowia i każda z nich może podpisywać kontrakt z NFZ - ocenił. Jednak zastrzegł, że uregulowanie tego rynku to trudne wyzwanie.

Jako dyrektor Beskidzkiego Centrum Onkologii Rafał Muchacki wskazał także na inne problemy dotyczące lecznictwa szpitalnego: - Wiele szpitali ma kłopoty m.in. z powodu słabości swoich organów tworzących.

Jeżeli lecznice muszą remontować dachy, drogi, sieci wodociągowe itp., to w pewnym sensie postępują wbrew prawu, gdyż koszty tych przedsięwzięć pokrywają ze środków, które powinny być przeznaczone na leczenie pacjentów.

- Zdarza się, że w jednym mieście jest kilka organów założycielskich, a świadczenia szpitalne są nadmiernie rozdrobnione w poszczególnych jednostkach. Samorządy czy inni właściciele placówek nie mogą się w tej kwestii porozumieć - ubolewał senator Muchacki. - Bywa, że budżet jednego szpitala jest większy niż organu tworzącego.

Biurokracja i paraliż

- Wzrastają nakłady finansowe, ale głównie na biurokrację, która stale się rozrasta - zauważył z Bolesław Piecha z PiS-u, przewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia. Nawiązując do idei sieci szpitali, poseł Piecha przyznał, że rząd deklaruje odzyskanie kontroli nad systemem; na razie jednak poprzez zapowiedzi zwiększenia roli i uprawnień wojewodów w obszarze ochrony zdrowia.

Odniósł się również do pomysłu decentralizacji Narodowego Funduszu Zdrowia i likwidacji centrali NFZ. Zaznaczył, że projekt nie jest doprecyzowany, ale przypomina mu kasy chorych bis. - A nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki - przypomniał poseł PiS-u.

Dla Bolesława Piechy głównym problemem w dłuższej perspektywie pozostanie olbrzymie zadłużenie placówek ochrony zdrowia. Jednakże - jak podkreślił poseł - w każdej sytuacji nadrzędnym zadaniem władz administracyjnych pozostaje zapewnienie pacjentom dostępu do świadczeń.

Przewodniczący komisji podkreślał także swoisty "paraliż" Sejmu, który przyjmuje głównie projekty koalicji PO-PSL, nie uwzględnia natomiast rozwiązań proponowanych przez inne ugrupowania.

- Parlament zamienił się w klakę poczynań rządu lub totalnie wszystko krytykuje. Zamarła dyskusja, a opozycja nie jest w stanie przeforsować żadnej poprawki - dodał poseł Piecha.

Równie krytyczny wobec działań resortu zdrowia był poseł Tomasz Latos (PiS), zastępca przewodniczącego Sejmowej Komisji Zdrowia. - Aż rok czekaliśmy na zapowiedzi zmian, które planuje Ministerstwo Zdrowia kierowane przez ministra Bartosza Arłukowicza. Po upływie takiego czasu można było oczekiwać konkretnych projektów.

Tymczasem nadal mamy pewien bałagan, z którym trzeba jakoś sobie poradzić - stwierdził Tomasz Latos.

- Jeżeli mamy więc cokolwiek zmieniać, to najpierw trzeba wiele spraw uporządkować, choćby dlatego, że wkrótce zaczną obowiązywać wszelkie konsekwencje wynikające z ustawy o działalności leczniczej - przypominał poseł.

Zasugerował też, że w obecnej sytuacji warto zastanowić się nad przełożeniem terminu wejścia w życie niektórych skutków tej ustawy.

- Przyznaję natomiast, że część propozycji ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza jest interesująca, m.in. dlatego, że o pewnych sprawach my już od dawna mówimy, postulując np. stworzenie sieci szpitali. Nad odpowiednią ustawą pracowaliśmy, kiedy PiS był w rządzie - przypominał poseł Latos. - Być może ówczesny projekt wymagał poprawek, ale nie zdążyliśmy już ich wprowadzić.

Projekt został złożony u progu kolejnej kadencji i, niestety, z przyczyn politycznych - odrzucony.

Poseł dodał, że nawet przy porozumieniu koalicji z opozycją, sytuacja w polskiej ochronie zdrowia nie ulegnie poprawie bez zwiększenia publicznych nakładów na lecznictwo.

Obyśmy zdrowi byli

W czasie dyskusji poruszano jeszcze takie tematy jak: obecne i prognozowane wskaźniki stanu zdrowia społeczeństwa na tle innych krajów Europy i świata, model i zasady finansowania świadczeń oraz optymalnej struktury i profilu placówek medycznych.

Dane o zdrowiu Polaków przedstawił prof. Witold Zatoński, kierownik Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii w Warszawie.

- Mamy powody do optymizmu. Pod koniec lat 80.

ubiegłego wieku byliśmy rekordzistami świata pod względem liczby wypalanych papierosów. Liczba zachorowań na raka płuca wzrastała dramatycznie. W ostatnich latach ten trend został powstrzymany - stwierdził prof. Zatoński.

Dodał, że, niestety, wciąż jesteśmy w niechlubnej czołówce państw jeżeli chodzi o spożycie alkoholu.

Profesor przypomniał, iż w 1990 roku szansa dożycia przez ówczesnego polskiego 15-latka do 65. roku życia, była dwukrotnie mniejsza niż jego rówieśnika w Zachodniej Europie. Dziś taka dysproporcja już nie występuje.

- Niestety, w Polsce aż jedna trzecia mężczyzn nie dożywa 65. roku życia. Trudno im więc będzie pracować do 67. roku życia... - prof. Zatoński ze swadą wskazywał na obszary, w których mamy jeszcze wiele do poprawienia w zakresie polityki zdrowotnej.

Do wyzwań wynikających ze starzenia się społeczeństwa, w tym także polskich lekarzy, nawiązał dr Maciej Hamankiewcz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Uznał, że w sytuacji niedoboru lekarzy niedopuszczalne jest biurokratyzowanie tego zawodu, które powoduje, że na realne leczenie pacjentów mają oni coraz mniej czasu.

- Z naszych rejestrów wynik, że średnia wieku lekarza wynosi 68,3 lat - poinformował.

Maciej Hamankiewicz, komentując wystąpienie prezes NFZ Agnieszki Pachciarz, przypomniał, że już kilka lat temu samorząd lekarski na Krajowym Zjeździe Lekarzy podjął uchwałę, postulującą podział Narodowego Funduszu Zdrowia.

- Niepokoi nas natomiast, że po zapowiedzi zmian, nie rozmawia się z tymi, których mają one dotyczyć.

Tymczasem decentralizacja Funduszu jest bardzo istotna i może być przełomem prowadzącym do utworzenia w naszym kraju rzeczywistego systemu ubezpieczeniowego - dodał prezes Hamankiewicz.

Prof. Marian Zembala, krajowy konsultant w dziedzinie kardiochirurgii, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, odnosząc się do problemów finansowych polskich instytutów, zaapelował do polityków, by byli ostrożni w definiowaniu równego dostępu do świadczeń i środków.

Profesor stwierdził, że w dojrzałych demokracjach (opierał się na przykładach z Holandii, Niemiec i Francji) równy dostęp polega również na tym, że dyrektor placówki, podejmując decyzję inwestycyjną (np. rozpisując przetarg), jest w stanie przewidzieć jej skutki.

Prof. Zembala mówił także o przyszłości szpitali klinicznych: - Podczas jednego z pierwszych spotkań przedstawicieli środowiska akademickiego z prezes NFZ zaprezentowaliśmy konkretne rozwiązania dotyczące placówek uniwersyteckich w innych krajach. Wychodzimy z założenia, że zanim po raz kolejny odkryjemy Amerykę, zobaczmy, jak to zrobili inni - powiedział prof. Marian Zembala.

Zaapelował także do polityków o zmianę algorytmu podziału publicznych środków pomiędzy województwa, gdyż obecny powoduje, że niektóre regiony otrzymują zdecydowanie mniej pieniędzy w stosunku do rzeczywistych potrzeb niż kilka lat temu.

- Jestem obrońcą szpitali publicznych, ponieważ przy jednym płatniku rynek świadczeń zdrowotnych w Polsce jest nadal rozregulowany i nieprzygotowany do działania w warunkach konkurencji - zaznaczył profesor.

Problem z nierównością społeczną...

Paweł Sztwiertnia, dyrektor Generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma, nawiązał m.in. do kwestii nierówności w dostępie do świadczeń zdrowotnych.

- Polska należy do krajów o stosunkowo dużym rozwarstwieniu społecznym wśród członków OECD pod względem różnic w dochodach poszczególnych grup obywateli. Ten wskaźnik nierówności jest u nas znacznie wyższy niż w Skandynawii czy nawet sąsiednich Czechach i na Słowacji - przytaczał dane Paweł Sztwiertnia.

Zauważył, że przy wspomnianej nierówności społecznej, mamy niskie wydatki na ochronę zdrowia, w których bardzo dużym, bo aż 30-procentowym składnikiem, są wydatki prywatne. - Te wskaźniki są niezwykle istotne dla przyszłości ochrony zdrowia w Polsce. Dlatego tak ważne są zapowiedzi dotyczące wprowadzenia ustawy o zdrowiu publicznym, zakładającej m.in. współpracę kilku ministerstw w zakresie szeroko rozumianej profilaktyki, a także opieki nad osobami starszymi.

Konkurencja, ale regulowana

Czy ochrona zdrowia jest obszarem, w którym mogą być stosowane klasyczne instrumenty konkurencji? Na to pytanie odpowiadał dr Andrzej Balicki, szef zespołu regulacyjnego w kancelarii DLA Piper.

- Pytanie jest nieco prowokacyjne... Oczywiście tzw. niewidzialna ręka rynku nie rozwiąże najważniejszych problemów systemu ochrony zdrowia. To specyficzna dziedzina, w której brak pewnych usług czy produktów może stwarzać realne zagrożenie dla zdrowia i życia - stwierdził Andrzej Balicki.

Podkreślał, iż w przypadku opieki zdrowotnej możemy mówić o rynku regulowanym. W jaki sposób? - To najtrudniejsze pytanie - przyznał prawnik. - Z jednej strony należy mówić o zasadach konkurowania płatników.

Z drugiej strony - nie zapominajmy o świadczeniodawcach prywatnych.

Zdaniem Andrzeja Balickiego, regulacje prawne powinny sprzyjać inwestowaniu w prywatny sektor medyczny, który może odciążyć segment publiczny. Natomiast w zakresie ubezpieczeń, państwo ma możliwość - wzorem modelu holenderskiego - regulować konkurencję po stronie płatników świadczeń.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum