Wojciech Kuta/Rynek Zdrowia | 09-09-2020 15:25

Jeśli ochrona zdrowia przegra z wirusem, załamie się cała gospodarka

Od stycznia do lipca br. wpływy ze składki zdrowotnej okazały się o ponad 4,5 mld zł niższe od prognozowanych. Czy ekonomiczne skutki pandemii zagrożą polskiej ochronie zdrowia, która i bez COVID-19 boryka się z wieloma problemami? Eksperci wskazują, że odpowiednie finansowanie lecznictwa i skuteczna walka z koronawirusem są niezbędne dla zachowania gospodarczej równowagi kraju.

Podczas sesji "System ochrony zdrowia i gospodarka" w ramach XII Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EEC 2020)

W jakim stopniu spowolnienie gospodarcze związane z epidemią koronawirusa może wpłynąć na wartość odprowadzanych do NFZ kwot z tytułu składki zdrowotnej? Czy mamy mechanizmy chroniące system opieki zdrowotnej przed skutkami koronakryzysu gospodarczego – o ile do takiego w Polsce dojdzie?

Aby zdrowie nie przegrało ze spowolnieniem gospodarczym

– Wydaje się, że takim mechanizmem ochronnym jest tzw. ustawa 6 procent. Na tego rodzaju zabezpieczenie finansowe sektora ochrony zdrowia czekaliśmy wiele lat. Ta ustawa stanowi gwarancję dynamiki wzrostu nakładów na opiekę zdrowotną – podkreślała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego, wiceprzewodnicząca Rady NFZ podczas środowej (2 września) sesji „System ochrony zdrowia i gospodarka” w ramach XII Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EEC 2020).

Przypomnijmy, że nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej, przyjęta w 2018 r., zakłada m.in. wzrost nakładów na publiczny system ochrony zdrowia, aby nie mniej niż 6% PKB było przeznaczane na ten cel od 2024 roku. – Zapisy tej ustawy sprawiają, że dzisiaj system ochrony zdrowia ma swoistą prawno-finansową poduszkę obligującą rząd do tego, aby malejące wpływy ze składki zdrowotnej – ściąganej zarówno przez ZUS, jak i KRUS – były uzupełniane dotacją budżetową. Dzięki temu planowane na dany rok wydatki nie będą niższe od określonych właśnie w tzw. ustawie 6 procent – zaznaczyła ekspertka.

Zwróciła uwagę, że zgodnie z planem finansowym na rok 2020 wpływy ze składki zdrowotnej powinny osiągnąć wartość ponad 93,2 mld zł. – Wiemy już jednak, że od stycznia do lipca bieżącego roku spływ tej składki jest o ponad 4,5 mld zł mniejszy od prognozowanego. Na rok 2020 nie jest przewidywana żadna dodatkowa dotacja z budżetu państwa, która pozwoliłaby osiągnąć zakładany w ustawie poziom wydatków na zdrowie, gdyż wcześniejsze wpływy ze składki rosły systematycznie – co było wynikiem wzrostu gospodarczego – wypełniając tym samym zapisy ustawowe – wyjaśnia dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

I dodaje: – Pierwsza budżetowa dotacja ma się pojawić dopiero w roku 2021, ale stanie się to, niestety, w dobie radykalnego spowolnienia gospodarki, gdyż szacuje się, że przyszły rok zamkniemy ograniczeniem wielkości naszej gospodarki na poziomie 4,6%. Musimy się więc liczyć z tym, że rząd zostanie zobowiązany do wypełnienia luki w środkach – które nie wpłyną ze składki zdrowotnej – poprzez uzupełnienia dotacjami budżetowymi – konkludowała wiceprzewodnicząca Rady NFZ.

Uczestnicy kongresowej dyskusji byli zgodni co do tego, że chyba nigdy wcześniej związek ochrony zdrowia z gospodarką nie był tak silny jak dzisiaj. Bez efektywnej strategii walki z epidemią koronawirusa – w tym bez skutecznego otwierania systemu ochrony zdrowia na leczenie wszystkich (nie tylko „covidowych”) pacjentów – grozi nam kolejny lockdown, którego nasza gospodarka może już nie unieść.

Filary skutecznej walki z pandemią 

Jakie zatem powinny być kluczowe założenia nowej strategii walki z COVID-19, także w kontekście zachowania gospodarczej równowagi? W opinii gen. dyw. prof. Grzegorza Gieleraka, dyrektora Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, ta strategia powinna opierać się na 5 zasadniczych filarach. Pierwszym z nich jest efektywne zarządzanie zasobami kadr medycznych. – W polskiej rzeczywistości już dawno powinniśmy uelastycznić wymogi kadrowe niezbędne do zawierania umów z NFZ na realizację świadczeń zdrowotnych – podkreślał dyrektor WIM.

Wskazywał, że kolejnym ważnym elementem jest szczegółowe gromadzenie informacji oraz danych sytuacyjnych na temat epidemii. W oparciu o te dane powinny powstawać instrukcje i wytyczne dla służb państwowych i jednostek organizacyjnych uczestniczących w walce z epidemią.

– Trzeci filar to polityka informacyjna oraz komunikacja dotyczące pandemii koronawirusa. Tu naprawdę mamy bardzo dużo do zrobienia. Chodzi o jasne, proste i spójne przekazy dla społeczeństwa, rzetelnie informujące o rzeczywistych zagrożeniach i skutecznych sposobach uniknięcia ryzyka infekcji – podkreśla dyrektor Gielerak.

Czwarty filar strategii walki z COVID-19, który wymienił, to zarządzanie operacyjne i logistyka. – Chodzi o sprawną koordynację przedsięwzięć związanych z przygotowaniem i implementacją zaleceń sanitarnych oraz wytycznych dotyczących przeciwdziałania epidemii – zaznaczył.

– Piątym, bardzo ważnym filarem jest znacznie szersze niż dotychczas sięganie po technologie teleinformacyjne oraz urządzenia i aplikacje mobilne. Ten właśnie element strategii był jednym z decydujących o sukcesie walki z koronawirusem między innymi w Korei Południowej. Jeśli naprawdę chcemy osiągnąć efekt tzw. sztucznej odporności zbiorowej, niezbędne jest skuteczne identyfikowanie osób zakażonych oraz obejmowanie ich kwarantanną. Bez powszechnego stosowania rozwiązań teleinformacyjnych realizacja tego celu nie będzie możliwa –  podsumował gen. dyw. prof. Grzegorz Gielerak.

Powołajmy koordynatora

Z kolei dr hab. Grzegorz Juszczyk, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny, wskazywał na konieczność współpracy pomiędzy poszczególnymi służbami, instytucjami oraz placówkami w walce z pandemią. To kolejny warunek nie tylko skutecznego odmrażania ochrony zdrowia, ale i całej gospodarki. 

– Liczba podmiotów, które już w marcu zaangażowały się na rzecz zwalczania epidemii, była tak duża, że sprawne koordynowanie ich działań sprawiało wiele problemów. Miałem poczucie, jakbyśmy przez chwilę zapomnieli, iż jest kilka głównych instytucji, które należało jak najszybciej „dozbroić”, aby skutecznie realizowały swoje zadania w tej nowej, trudnej sytuacji epidemiologicznej – wskazywał dyrektor Juszczyk.

I dodał: – Zgłaszanie przypadków zakażeń SARS-CoV-2 i dochodzenia epidemiologiczne to zadania Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Jednak w momencie zdiagnozowania pacjenta, nadzór medyczny nad taką osobą przejmuje system opieki zdrowotnej. W pierwszym okresie były to szpitale, jednak już w kwietniu i maju wiedzieliśmy, że zdecydowana większość zakażonych nie rozwija objawów. 

Stąd – zdaniem ekspertów – konieczne jest rozróżnienie, także pod względem form opieki – osób zakażonych wirusem SARS-CoV-2 (bez objawów choroby) i chorujących na COVID-19.
–  Mam nadzieję, że w Polsce osobami zakażonymi koronawirusem zajmować się będzie przede wszystkim podstawowa opieka zdrowotna, gdyż objawy tej infekcji można i należy leczyć poza szpitalami, czyli w izolacji domowej. Tak dzieje się już w wielu innych krajach – powiedział dyrektor NIZP-PZH.

O konieczności powołania krajowego koordynatora działań związanych z walką z koronawirusem mówił także poseł Andrzej Sośnierz, były prezes NFZ. – Takie rozwiązanie proponowałem już na samym początku, ponad pół roku temu. Całość czy większość przedsięwzięć związanych ze zwalczaniem pandemii nie może spadać wyłącznie na barki ministra zdrowia, który ma przecież także wiele innych ważnych zadań. Dlatego już kilka miesięcy temu powinien zostać powołany pełnomocnik rządu ds. walki z epidemią – podkreślał parlamentarzysta.

Mamy chaos zamiast odmrażania ochrony zdrowia

Jego zdaniem w czasie epidemii dopuszczono w Polsce do „bardzo chaotycznego funkcjonowania placówek ochrony zdrowia”. – Jedne przychodnie się zamykały, inne były otwarte, jeszcze inne działają wyłącznie lub częściowo w zdalny sposób. NFZ nie wydał żadnych dyspozycji w tej materii, doprowadzając tym samym do tego, że działalność placówek medycznych, z którymi przecież Fundusz ma zawarte umowy, pozbawiona jest synchronizacji – mówił Sośnierz.

– Dlatego potrzebny jest pełnomocnik rządu z dużymi kompetencjami, którego zadaniem byłoby koordynowanie tłumienia epidemii, dzięki czemu minister zdrowia mógłby kontynuować działania dotyczące setek tysięcy Polaków chorujących na inne choroby niż COVID-19 – zaznaczył poseł Sośnierz.

Zwracał też uwagę, że w Polsce nadal nie mamy wydolnego modelu testowania w kierunku koronawirusa. – Chodzi o badania na taką skalę, która uspokoi społeczeństwo i zapobiegnie powszechnej panice. Dlatego bardzo ważny jest także sprawny system zbierania wywiadu epidemiologicznego. Tego również na razie w Polsce brakuje – podkreślał.

Możliwości laboratoriów nie są wykorzystywane

– Nie zgadzam się też z już ogłoszonym pomysłem, aby testować wyłącznie osoby z objawami choroby. Prawdziwym zagrożeniem epidemiologicznym są bowiem osoby bezobjawowe, rozsiewające wirusa – dodał Andrzej Sośnierz, który, podobnie jak dyr. Grzegorz Gielerak, opowiada się za wdrożeniem systemu – m.in. z zastosowaniem technologii teleinformacyjnych – typowania do masowego testowania grup osób o podwyższonym ryzyku infekcji.

– Obecny model testowania nie sprawdza się. Mamy już ponad 200 laboratoriów wykonujących testy na COVID-19, ale nie wykorzystują one swoich możliwości. Jedno laboratorium powinno robić kilka tysięcy badań w ciągu doby. Wtedy wystarczyłoby ok. 30 laboratoriów w kraju – uważa były szef NFZ.

– Sprawny system identyfikowania osób zakażonych, a nie chorych, oraz ich testowania wytłumi panikę i zapobiegnie ewentualnym kolejnym lockdownom niszczącym gospodarkę – podsumował Andrzej Sośnierz.

Trudny egzamin z zarządzania

Beata Drzazga, prezes zarządu BetaMed SA – podmiotu, w ramach którego działa 91 filii świadczących w 11 województwach opiekę długoterminową domową (w tym opiekę nad osobami pod respiratorem) – przyznała, że na początku epidemia koronawirusa była dla wszystkich nie tylko dużym zaskoczeniem, ale też wyzwaniem. 

– Musieliśmy pokazać, w jaki sposób zarządzać firmą w zupełnie wyjątkowych warunkach. Wspólnie z ok. 350 pracownikami administracyjnymi stworzyliśmy plan jak najszybszego zdobycia środków ochrony indywidualnej, aby nasi lekarze, pielęgniarki, rehabilitanci oraz opiekunowie mogli normalnie pracować i nie obawiali się wchodzić w środowiska domowe naszych pacjentów. Mamy bowiem pod opieką m.in. liczną grupę osób – w tym seniorów oraz dzieci – pod respiratorami właśnie w warunkach domowych – mówiła Beata Drzazga.

– Ważne było także to, aby rodziny pacjentów, w obawie przed zakażeniem koronawirusem, nie bały się wpuszczać do mieszkań naszych pracowników. Myślę, że podołaliśmy tym wyzwaniom, a w naszych placówkach nie było żadnych ognisk infekcji SARS-CoV-2 – zaznaczyła prezes BetaMed SA.

Dodała, że pandemia po raz kolejny dowiodła, że zarządzający podmiotami leczniczymi w Polsce muszą być zawsze przygotowani na zmiany. 

Analizujmy możliwe zagrożenia z wyprzedzeniem

Z kolei dyrektor Grzegorz Gielerak zwrócił uwagę, że wejście w życie tzw. ustawy antycovidowej umożliwiło elastyczne postępowania w obszarze prawa zamówień publicznych.

– Pamiętajmy jednak, że regulacje prawne są tylko jednym z narzędzi potrzebnych do skutecznej walki z epidemią. Kluczową kwestią, szczególnie na początku zagrożenia koronawirusem, była rzetelna analiza tego, z czym mamy do czynienia. Skorzystaliśmy w WIM z doświadczeń wojskowych i już na 3-4 tygodnie przed wprowadzeniem wytycznych wojewody, stworzyliśmy w naszym Instytucie punkty segregacji (przyjmowanych pacjentów – red.) – także poza szpitalnymi obiektami. Ograniczaliśmy w ten sposób do minimum ryzyko wchodzenia zakażonych osób do głównego budynku szpitala – tłumaczył dyrektor Gielerak.

Podkreślał także, iż na dwa tygodnie przed ogłoszeniem wytycznych ministra zdrowia, w Wojskowym Instytuciem Medycznym zapewniono wszystkim jego pracownikom nieograniczone warunki do testowania w kierunku COVID-19.

Zapewnić bezpieczeństwo lekowe kraju

Natomiast Barbara Misiewicz-Jagielak, dyrektor ds. relacji zewnętrznych Grupy Polpharma, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, wskazywała, jak ważne, a zarazem niezwykle trudne na początku epidemii koronawirusa, było zachowanie bezpieczeństwa lekowego kraju. – W Polsce udało się je zapewnić przede wszystkim dzięki ogromnej determinacji i zapobiegliwości przedsiębiorców branży farmaceutycznej – powiedziała dyrektor Misiewicz-Jagielak.

Przypomniała, że założenia dotyczące bezpieczeństwa lekowego kraju, zawarte m.in. w dokumencie „Polityka lekowa państwa”, tworzone były „w latach pokoju”, a więc na długo przed pandemią koronawirusa. Nie występowały wówczas na rynku większe problemy zarówno z dostępem do leków, jak i substancji czynnych niezbędnych do ich wytwarzania. 

– Sytuacja epidemiologiczna oraz gospodarcza związana z koronawirusem dowiodła natomiast, że takie obszary, jak zapewnienie bezpieczeństwa militarnego, energetycznego czy właśnie lekowego, trzeba programować z myślą o czasach kryzysu – zaznaczyła Barbara Misiewicz-Jagielak.

Zwróciła uwagę, że koronakryzys i spowodowane nim zamknięcie granic państw pokazało, iż w trudnych czasach, kiedy import wielu leków i ich substancji czynnych był niemożliwy, poszczególne kraje musiały liczyć przede wszystkim na własne możliwości. Dlatego tak istotne jest wspieranie przez państwo krajowego przemysłu farmaceutycznego, stymulujące inwestycje i wytwarzanie farmaceutyków na terenie Polski.

– To zasadniczy warunek zapewnienia naszemu państwu suwerenności lekowej. Dzięki determinacji pracowników Polpharmy udało się nam podczas pandemii zapewnić ciągłość produkcji leków. Gdybyśmy musieli zatrzymać ich wytwarzanie, w Polsce zabrakłoby co ósmego leku w aptekach oraz co trzeciego w szpitalach – podsumowała Barbara Misiewicz-Jagielak. 

Co dalej ze srebrną gospodarką?

Podczas panelu rozmawiano też o tym, czy w czasach pandemii koronawirusa sprawdza się dotychczasowy model opieki nad pacjentami przewlekle chorymi i osobami starszymi w Polsce. Czy w naszym kraju szeroko rozumiany sektor świadczeń dla osób starszych w ramach tzw. srebrnej gospodarki wymaga większego wsparcia ze strony państwa? 

– Trwająca epidemia wyraźnie dowodzi, jak bardzo ważna, wręcz niezbędna w systemie jest opieka długoterminowa, m.in. nad osobami starszymi, chorującymi przewlekle. Dzięki zapewnieniu tym osobom opieki w warunkach domowych, unikamy ich hospitalizacji i obciążania oddziałów szpitalnych – podkreślała prezes Beata Drzazga.

Przypominała, że ze względu na starzejące się społeczeństwo, publiczne nakłady na opiekę długoterminową – w tym w warunkach domowych – muszą rosnąć. – Tzw. srebrna gospodarka w Polsce rozwija się coraz lepiej pod względem organizacyjnym. Natomiast od lat czekamy na jej mocniejsze dofinansowanie oraz wsparcie ze strony państwa – podsumowała Beata Drzazga.