Katarzyna Rożko | 12-07-2013 09:14

Inwestycyjny wyścig zbrojeń

Polskie szpitale potrzebują 58 mld zł na modernizację infrastruktury do 2030 roku, w tym szpitale prowadzone przez jednostki samorządu terytorialnego - 20 mld zł. Czas jednak zapanować nad niekontrolowanymi inwestycjami szpitalnymi.

W opinii Marka Wójcika, eksperta ds. ochrony zdrowia Związku Powiatów Polskich, dzisiejsza rzeczywistość to ogromne nadzieje pokładane w środkach unijnych i spore oczekiwania w stosunku do podmiotów tworzących. Powinny je zastąpić merytoryczne mapy potrzeb zdrowotnych i premiowanie łączenia potencjału podmiotów leczniczych, co miałoby ograniczyć inwestowanie na wyrost.

Struktura potrzeb

Jak wynika z ankiety przeprowadzonej w szpitalach miejskich i powiatowych w I połowie 2013 roku przez Marka Wójcika, szacunkowe potrzeby finansowe na modernizację infrastruktury szpitalnej do 2030 roku to wspomniane na wstępie 58 mld zł. 23 mld zł będą potrzebować lecznice zarządzane przez samorządy województw i resorty, 7 mld zł uczelnie medyczne, 8 mld zł sektor prywatny.

Na potrzeby szpitali miejskich, powiatowych oraz spółek powstałych na bazie przekształconych SP ZOZ- -ów, potrzeba aż 20 mld zł. Struktura wydatków: 58% na budowę, przebudowę, rozbudowę lecznic; 42% to wydatki na wyposażenie, sprzęt, aparaturę medyczną. W 2013 r. średni wiek nieruchomości szpitali powiatowych wynosi 43 lata - co oznacza, że w 2030 r. będą to budynki 60-letnie. Znakomita większość obiektów placówek prowadzonych przed samorządy została zbudowana po 1950 roku, ale są wśród nich też trzy obiekty z XVIII w., 28 z I poł. XIX w., 102 z II poł. XIX w., 748 z I poł. XX w.

W całości wydatków majątkowych przewidywanych do roku 2030, kwota 13 mld zł (27%) dotyczy najbliższych czterech lat i związana jest z dostosowaniem szpitali do standardów informatycznych, sanitarnych i technicznych.

Pomnożyć wydatki

Andrzej Wiśniewski, dyrektor SP ZOZ w Janowie Lubelskim, szefuje 300-łóżkowej lecznicy w substancji lokalowej z lat 80. Szpital potrzebuje pieniędzy na kompleksową termomodernizację i na program dostosowawczy.

- Według naszych obliczeń potrzebna jest kwota 10-12 mln zł. To suma potrzebna na dziś, żeby szpital mógł funkcjonować. Jeśli mówimy o perspektywie do 2030 r., kwotę należałoby pomnożyć razy dwa. Obecnie mamy np. roczny tomograf i zakład RTG, ale w 2030 r. lat będzie to już sprzęt 20-letni - mówi dyrektor Wiśniewski.

Zapytany o pieniądze na inwestycje, dyrektor szpitala w Janowie Lubelskim wskazuje, że w rachubę nie wchodzą kredyty komercyjne, nie ma co też pokładać nadziei w inwestorach, a partnerstwo publiczno- -prywatne w Polsce wciąż rozwija się w ślimaczym tempie.

- Nadzieja w dotacjach unijnych, gdyż można liczyć na wsparcie w wysokości 80-85% wartości inwestycji.

Jeśli wziąć pod uwagę nasze potrzeby (10-12 mln zł), pozyskanie 2 mln zł na wkład własny jest w zasięgu szpitala czy organu założycielskiego, którym jest starostwo. Tutaj apel do władz wojewódzkich i szczebla krajowego, aby rozdanie 2014- 2020 jak najbardziej uwzględniało potrzeby ochrony zdrowia - podkreśla nasz rozmówca.

Korzystna konsolidacja

Marek Zawada, dyrektor SPZOZ w Radzyniu Podlaskim, podaje, że szpital na zakupy sprzętowe i modernizacje związane z dostosowaniem do ministerialnych wymogów będzie potrzebował 15 mln zł. Skąd wziąć pieniądze? Na pewno nie z kontraktów z NFZ. W przypadku Radzynia Podlaskiego nie ma mowy o dotacjach z budżetu czy poręczeniu kredytu lub pożyczki. W tej sytuacji jest wiele powiatowych szpitali.

- Korzystnym rozwiązaniem byłoby łączenie potencjałów podmiotów leczniczych. To jest słuszne i logiczne.

Widzą to już dyrektorzy szpitali, którzy współpracują ze sobą na co dzień. Trudniej porozumieć się na poziomie powiatów, by przekazać pewne świadczenia do jednego, a w drugim postawić na inne - mówi dyrektor Zawada.

W jego opinii, powiaty utrzymują obecnie wiele małych oddziałów z niewielkim obłożeniem, wobec których NFZ ma takie same wymagania dotyczące np. zatrudnienia, jak wobec dużych jednostek. W rezultacie placówki samorządowe muszą sporo dokładać do lecznic.

- Każda decyzja przychodzi jednak organom założycielskim z niemałym trudem, bo chodzi nie tylko o miejsca pracy, ale bardziej nawet o realizację świadczeń dla mieszkańców.

Niestety, nie jest im łatwo powiedzieć: nie zapewniamy takich świadczeń, ale to jest bardzo dobrze prowadzone w lecznicy w sąsiednim powiecie i proszę tam jechać - podaje szef szpitala w Radzyniu Podlaskim.

Jego zdaniem, trudno będzie oczekiwać od samorządów samodyscypliny.

- Tylko udokumentowanie potężnej straty przy funkcjonowaniu oddziału, która położy się cieniem na pracy całego szpitala, może spowodować, że samorządy dojdą do wniosku, że nie stać je na to - mówi dyrektor Zawada.

Piotr Krawiec, dyrektor Arion Szpitale Sp. z o.o. ZOZ w Biłgoraju i przewodniczący Konwentu Szpitali Powiatowych Województwa Lubelskiego, zwraca uwagę, że szpitale potrzebują od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów każdy, by spełnić wymagania do 2016 r. Piotr Krawiec wskazuje, że szpitalne nieruchomości to często stare budynki, niewentylowane, bez wind i udogodnień dla osób niepełnosprawnych.

W jego opinii, dużo udało się zrobić w perspektywie unijnego rozdania 2007-2013, ale to były działania doraźne, bez kompleksowego planu i rozeznania, co jest najpilniejsze w szpitalach.

Rozbudowane oczekiwania

- W rezultacie często mamy nowoczesne tomografy w bardzo starych budynkach albo pięknie odnowione budynki, ale bez zaplecza diagnostycznego, bo akurat udało się pozyskać na termomodernizację, a nie wyposażenie szpitala. Oczywiście te inwestycje były istotne, ale nie kompleksowe - stwierdza dyrektor Krawiec.

Zaznacza, że potrzeby wciąż są olbrzymie, a znaczna część szpitali ledwo wiąże koniec z końcem. Samorządy są zadłużone, nie mają możliwości kredytowania inwestycji w szpitalach, a pieniądze unijne będą mniejsze i niekoniecznie przeznaczone na szpitale akurat w takim zakresie jak w poprzedniej perspektywie.

- Można postawić na oszczędzanie, ale nie ukrywajmy, oznacza to przede wszystkim cięcie wynagrodzeń czy zatrudnienia, bo to największe koszty. Jednocześnie nie wydaje mi się, żeby znalazło się wiele szpitali chętnych łączyć swoje potencjały i je racjonalizować. Patriotyzmy lokalne są barierą, którą mało kto jest w stanie pokonać samodzielnie.

Samorządowcy nie są na to obecnie przygotowani - mówi przewodniczący konwentu szpitali powiatowych.

Jego zdaniem, zmiany wymusi ekonomia. Jeśli nie, pomogą dopiero odgórne decyzje marszałka czy wojewody, program racjonalizacji zasobów ochrony zdrowia w województwie i narzucenie go podmiotom leczniczym.

Punkt wyjścia

W podobnym tonie wypowiada się Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich. W jego opinii, jedyna ciekawa propozycja, która się pojawia, to mapa potrzeb zdrowotnych.

- 58 mld zł to suma potrzebna, ale która nie jest konieczna do wydania, jeśli wprowadzi się pewne zmiany.

Nie wierzę jednak, że ktoś zdecyduje, żeby samemu się ograniczyć. To się może samo stać w następnych dekadach, ale po drodze szpitale będą się "zarzynać", udowadniając, że są potrzebne - mówi Wójcik.

Zaznacza jednak, że mapa potrzeb jest jedynie punktem wyjścia.

Bez mechanizmów wdrażania nie zadziała. - To musi być jednoznaczne: nie ma cię na mapie, więc nie ma sensu, żebyś inwestował w to przedsięwzięcie, bo nie dostaniesz na nie kontraktu. Chyba że będziesz działał komercyjnie. Dodatkowo podmioty, które same podejmą takie działania, powinny być premiowane np. większym kontraktem dla oddziału powstałego na bazie dwóch oddziałów z sąsiednich powiatów przy likwidacji jednego z nich - wyjaśnia ekspert Związku Powiatów Polskich.

Wskazuje też na rozbudowane oczekiwania nieadekwatne do możliwości finansowych. Z jednej strony słychać utyskiwania na małą ilość pieniędzy w systemie, z drugiej w ochronie zdrowia mamy potężne inwestycje w kliniki.

Łączenie potencjałów

- W ostatnich latach dokonał się nieprawdopodobny skok jakościowy w infrastrukturze ochrony zdrowia.

Nie da się jednak utrzymać tempa w takim wymiarze. Czas nad tym zapanować. Spójrzmy np. na niektóre duże miasta, w których są szpitale wojewódzki i miejski. Często trwa tam swoisty wyścig zbrojeń - mówi Wójcik.

Podkreśla, że planowanie potrzeb zdrowotnych i łączenie potencjałów nie może dotyczyć tylko samorządów.

- Mamy dość takich sytuacji, kiedy krzyczy się "sprzątamy w systemie" - nie tylko w ochronie zdrowia.

Potem samorządy sprzątają, a strona rządowa nawet miotły nie wzięła do ręki. Tak było np. przy przekształceniach szpitali. Racjonalizacja powinna odbywać się również na poziomie rządowym - podsumowuje Marek Wójcik.