Inwestycje, czyli spółka celuje

Autor: Piotr Wróbel, Wojciech Kuta • • 13 kwietnia 2010 19:35

Zadłużenie SPZOZ-ów w woj. kujawsko-pomorskim jest - w porównaniu z innymi regionami kraju - stosunkowo niewielkie

Konferencja w Bydgoszczy była szóstą w tegorocznej - trzeciej już edycji - cyklu debat organizowanych przez redakcję i wydawcę miesięcznika Rynek Zdrowia pt. "System opieki zdrowotnej. Ogólnopolskie problemy - regionalna perspektywa".
Wcześniej gościliśmy w Poznaniu, Wrocławiu, Lublinie, Gdańsku i Krakowie.
Podobnie jak podczas dyskusji w tych stolicach województw, także w Bydgoszczy wiele wystąpień dotyczyło warunków kontraktowania świadczeń w 2010 r. oraz tzw. nadwykonań.

Konsolidacja w Toruniu

Obecną sytuację i plany rozwoju szpitali "marszałkowskich" w regionie omówił Piotr Kryn, dyrektor departamentu zdrowia i nadzoru właścicielskiego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Kujawsko-Pomorskiego.
Zadłużenie SPZOZ-ów w woj.
kujawsko-pomorskim jest - w porównaniu z innymi regionami kraju - stosunkowo niewielkie - o czym za chwilę.
Jak podano podczas konferencji, w woj. kujawsko-pomorskim akces do rządowego planu B przekształceń zgłosił tylko NZOZ Szpital Powiatowy w Lipnie.
Wynika to zapewne także stąd, że kilka szpitali powiatowych w regionie, m.in. w Chełmży, Tucholi i Żninie, już na początku dekady wybrało formułę spółek.
Dyrektor Piotr Kryn przypomniał, że "marszałkowską" lecznicą, braną pod uwagę podczas wstępnych analiz, był Szpital Wojewódzki we Włocławku, jednak ze względu na strukturę zobowiązań propozycje planu B nie okazały się atrakcyjne.
Samorząd wojewódzki zdecydował się natomiast na konsolidację trzech jednostek marszałkowskich w Toruniu: dwóch szpitali - Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego i Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego oraz Wojewódzkiego Centrum Stomatologii. Przyjęta już została uchwała sejmiku w tej sprawie.
- Chcielibyśmy, aby powstał jeden silny podmiot mogący znacznie efektywniej wykorzystać powierzchnię szpitala dziecięcego. To szpital budowany długo, nazbyt duży, jak na potrzeby pediatrii - tłumaczył dyrektor Kryn.

Samorządowy bilans

W regionie kujawsko-pomorskim sytuacja finansowa szpitali jest relatywnie lepsza niż w wielu innych województwach.
Zadłużenie szpitali wynosi około 400 mln zł. W miarę stabilnie kształtują się finanse szpitali zarówno marszałkowskich (około 10% zadłużenia w regionie), jak i szpitali miejskich. Na przykład Wielospecjalistyczny Szpital Miejski SPZOZ im. Warmińskiego w Bydgoszczy ma jeszcze 11 mln zł zaległości płatniczych, ale miniony rok zakończył zyskiem operacyjnym wynoszącym ok. 5 mln zł. Jednostka uzyskała też środki za nadwykonania za 2008 rok i wcześniejsze lata.
Miasto, które nie musi borykać się z wielkimi problemami zadłużonych szpitali, chętnie znajduje pieniądze na nowe programy profilaktyczne. - Na programy promocji zdrowia miasto przeznaczyło w 2009 roku 550 tys. zł, w tym roku nieco mniej - ze względu na spowolnienie gospodarcze - mówiła Aleksandra Lubińska, dyrektor wydziału zdrowia i polityki społecznej Urzędu Miasta w Bydgoszczy.
I dodała: - Staramy się finansować te zadania, których nie finansuje NFZ, były to m.in. badania przesiewowe w kierunku wykrywania raka prostaty; profilaktyka układu oddechowego, szkoła rodzenia, program dotyczący wcześniaka w domu. Badania w kierunku wykrywania podwyższonego ciśnienia śródgałkowego u dzieci pozwoliły potwierdzić jaskrę w około 20 przypadkach. W innym badaniu stwierdzono niedosłuch u niektórych osób, w grupie 16-latków, co tłumaczone jest jako efekt słuchania przez młodzież głośnej muzyki, w tym z mp3.

Problem kliniczny

Po raz kolejny - przy okazji dyskusji o placówkach prowadzonych przez uczelnie medyczne - padły argumenty przemawiające za koniecznością wejścia w życie ustawy, precyzyjnie określającej rolę i miejsce szpitali klinicznych w systemie opieki zdrowotnej. - Na razie dyskutujemy o przyszłym kształcie takich regulacji, a właściwie o kolejnym "projekcie projektu" ustawy dotyczącej jednostek klinicznych - mówiła prof. Małgorzata Tafil-Klawe, prorektor Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy.
Wyraźne kłopoty finansowe przeżywają właśnie dwa największe w regionie uniwersyteckie szpitale: Szpital Uniwersytecki nr 1 im. Antoniego Jurasza i Szpital Uniwersytecki nr 2 im. J. Biziela w Bydgoszczy. Ich zadłużenie oscyluje wokół 170 mln zł.
I tam władze uczelni medycznej oraz dyrektorzy czekają na ustawę, która - taką mają nadzieję - ureguluje sytuację szpitali klinicznych, wskazując ich miejsce i zadania w systemie ochrony zdrowia.
Jak zaznaczyła prof. Małgorzata Tafil- Klawe, uprzedzając przyszłą "ustawę kliniczną", władze CM i dyrekcje szpitali przygotowały projekt reorganizacji tych jednostek. Ma ona dostosować liczbę łóżek i wysokość świadczeń udzielanych przez szpitale do wysokości kontraktu oraz skierować działalność leczniczą głównie na zabiegi planowe.
- Dlatego, że znaczna część wykonywanych tam dzisiaj procedur to działania doraźne, które nie muszą być realizowane przez szpitale kliniczne.
Zamierzamy wykonywać przede wszystkim świadczenia specjalistyczne, które są dobrze finansowane i przypisane do szpitali na najwyższym poziomie referencyjności - tłumaczyła prof. Małgorzata Tafil-Klawe, zaznaczając, że powodzenie tych działań będzie wymagało koordynacji posunięć z władzami samorządowymi i współpracy z innymi szpitalami w regionie.
Odnosząc się do koniecznych regulacji w Ustawie o szpitalach klinicznych, prorektor przypomniała, że tego rodzaju placówki pełnią szczególne zadania w systemie ochrony zdrowia, które powinny być docenione. Ze względu na zakres działalności leczniczej i dydaktycznej wymagają należytego finansowania.

Interpelacja

- Nie da się nauczać przyszłych lekarzy bez ponoszenia wydatków na nieco inną organizację leczenia i wykonywania procedur niż ma to miejsce w innych szpitalach, które nie mają zadań dydaktycznych - zauważyła prorektor.
Dodała, że takich ograniczeń jest więcej.
Na przykład szpital kliniczny nie może likwidować oddziałów przynoszących straty, jeśli kształceni są na nich specjaliści w specjalizacjach deficytowych.
Na kłopoty z finansowaniem bieżącej działalności nakłada się też trudność z pozyskaniem środków na inwestycje.
Zdaniem prorektor CM UMK w Toruniu, szpitale uniwersyteckie i akademickie są w o tyle trudniejszej sytuacji, że uczelnia jako organ założycielski otrzymuje pieniądze ściśle znaczone (te na działalność naukową i dydaktyczną) i nie można ich przeznaczać na inwestycje.
Niedawno CM upomniało się o pieniądze na inwestycję, prosząc o wsparcie posła z regionu. Poseł Tomasz Latos, lekarz zasiadający w sejmowej Komisji Zdrowia, wystąpił z taką interpelacją. - Jest wieloletni plan rozbudowy Szpitala im.
Jurasza, natomiast Szpital im. Biziela również wymaga takiego wsparcia ze strony Ministerstwa Zdrowia. Poza tym nasza uczelnia w przeszłości nie otrzymała większych środków z budżetu centralnego na cele inwestycyjne, stąd nasze dążenie, aby te zaległości z przeszłości nadrobić - tłumaczył cel sejmowego wystąpienia poseł Tomasz Latos.

Błędne koło

- Podobnie jak inne szpitale kliniczne, gnębią nas ogromne koszty, które nie znajdują odpowiedniego finansowania, a są generowane w SOR-ach. Limity przewidziane dla tych oddziałów przewidują pokrycie ok. 25% rzeczywistych kosztów - mówił Andrzej Motuk, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. J.
Biziela w Bydgoszczy.
Przypomniał też, iż był pomysł w ramach reorganizacji obu bydgoskich szpitali klinicznych, aby wydzielić jednostkę, która mogłaby realizować świadczenia w ramach SOR-ów. Byłby to publiczny uniwersytecki ZOZ skupiający zasoby materialne obu szpitali, ale funkcjonujący jako ZOZ z osobowością prawną ze własnym wpisem do KRS.
- Jednak zadłużenie takiej jednostki szybko stałoby się problemem nie tylko dla dyrektorów szpitali, ale także wojewody, gdyż udzielanie świadczeń dotyczących ostrych przypadków zostałoby poważnie zagrożone - powiedział Andrzej Motuk.
W sprawie przyszłej ustawy o szpitalach klinicznych dyrektor "Biziela" zaznaczył, iż potrzebna jest przejrzysta struktura rozdzielająca koszty dydaktyki, działań naukowych i sfery leczniczej oraz jasne określenie kompetencji i zakresu odpowiedzialności dyrektora szpitala uniwersyteckiego i szefów klinik.
Krystyna Zaleska, dyrektor Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu, zwróciła uwagę na swoiste błędne koło, będące skutkiem starań o zachowanie dyscypliny finansowej w lecznicy poprzez niedopuszczanie do nadmiernych nadwykonań: - To się może negatywnie odbić na wizerunku szpitala, gdyż pacjenci planowi będą czekać coraz dłużej, aż wreszcie pójdą do innej placówki - nie ma złudzeń dyrektor Zaleska. - Tak więc szpital, który pilnuje bezpiecznego poziomu liczby wykonywanych świadczeń, nie będzie dobrze oceniany przez chorych. Tymczasem resort zdrowia planuje uzależnienie ceny za punkt m.in. właśnie od oceny danej placówki przez pacjentów...

Zajmijmy się pacjentami

Eligiusz Patalas, dyrektor Szpitala Powiatowego w Inowrocławiu: - W naszym kraju nie mamy systemu opieki zdrowotnej, jest natomiast pewien sposób organizacji leczenia, w który na stałe wpisany jest niedobór środków finansowych.
Z góry więc przyjmujemy, że istnieje dramatyczna różnica pomiędzy oczekiwaniami pacjentów dotyczącymi dostępu do usług a pieniędzmi na te usługi przeznaczanymi. Nie oznacza to jednak, że nie ma możliwości zarządzania tym niedoborem.
- Problem natomiast pojawia się wtedy, gdy płatnik, który dostarcza nam 93% środków na finansowanie świadczeń, nagle przestaje dysponować odpowiednią pulą pieniędzy. Tak stało się w 2009 roku - stwierdził Eligiusz Patalas. - Pewnych nadwykonań nie da się uniknąć, w tym procedur ratujących życie. Myślę, że poziom 5% nadwykonań można spokojnie zaplanować.
Szef inowrocławskiej lecznicy podkreślał: - W dyskusjach o opiece zdrowotnej zapomina się o pacjentach, gdyż jesteśmy zbyt zajęci budowaniem relacji między placówkami a płatnikiem. Przestańmy więc aż tak bardzo zajmować się naszymi wewnętrznymi problemami - choć sprawy organizacji systemu są bardzo ważne - a skupmy się przede wszystkim na zaspokajaniu podstawowych potrzeb naszych pacjentów.

Kilka mitów o spółkach

- Mimo że od dziesięciu lat zarządzam szpitalem funkcjonującym jako spółka prawa handlowego, nie jestem entuzjastą tej formuły, ponieważ w polskich warunkach, aby taka forma w pełni się sprawdzała, należy zmienić wiele przepisów - powiedział Leszek Pluciński, prezes dwóch lecznic będących spółkami samorządowymi - Szpitala Tucholskiego i Szpitala Powiatowego w Chełmży.
- Jest np. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy, mówiący, że niezależnie od tego, czy NFZ nam zapłaci za nadwykonania czy nie, mamy obowiązek naliczyć od nich przychód i odprowadzić podatek CIT od osób prawnych. Poza tym od wszystkich niezapłaconych nadwykonań pomniejszamy koszt uzyskania przychodów, co znowu zwiększa nasze zobowiązania podatkowe - tłumaczył Leszek Pluciński.
Dodał, że skoro jest rządowy plan B, to warto przy tej okazji zmienić kilka regulacji dotyczących szpitalnych spółek.
Tym bardziej że wbrew powszechnej opinii, spółki prawa handlowego nie mają większych możliwości świadczenia odpłatnych usług niż SPZOZ-y: - Żadnych świadczeń, które są objęte kontraktem z NFZ, nie możemy realizować na zasadach komercyjnych - podkreślał prezes Pluciński.
Zastrzegł jednak, iż nie jest także entuzjastą SPZOZ-ów, m.in. z powodu ubezwłasnowolnienia zarządzających przez rady społeczne: - Uważam więc, że w obecnych realiach ważniejszy od formy prawnej jest sposób zarządzania jednostką.

Jak zarządzać?

- Obecnie nasz szpital odbierany jest jako największy dłużnik w regionie. Jesteśmy zdeterminowani, aby ten stan rzeczy zmienić. Chcemy być przede wszystkim traktowani jako nowoczesna, wykonująca wysokospecjalistyczne procedury placówka - deklarowała podczas panelu poświęconego m.in. kontraktowaniu świadczeń Wanda Korzycka-Wilińska, dyrektor naczelna Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. dr. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy.
Dyrektor Korzycka-Wilińska przypomniała, że plan restrukturyzacji szpitala został przyjęty przez Senat Collegium Medicum i jest już realizowany. Jednym z ważnych, ale i wciąż budzącym wiele kontrowersji, założeń tego planu jest powierzenie pielęgniarkom roli menedżerów klinik.
- Te osoby nie zastąpią kierowników klinik, ale będą ich wspierać m.in.
w zakresie zarządzania kontraktami na świadczenie usług medycznych - podkreślała Maria Budnik-Szymoniuk, dyrektor ds. pielęgniarstwa Szpitala im.
Jurasza, szczegółowo omawiając zmiany organizacyjne w zarządzaniu lecznicą.
Płk dr Krzysztof Kasprzak, komendant 10. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką w Bydgoszczy, życząc pomyślnego wdrożenia tego planu, nie ukrywał jednak swojego sceptycyzmu co do realizacji takiej koncepcji: - Może dojść do tego, że kierownicy będą właśnie na menedżerów zrzucać całą odpowiedzialność za funkcjonowanie kliniki.
To z kolei grozi utratą kontroli nad procesem zarządzania - przestrzegał Krzysztof Kasprzak.
- Z moich doświadczeń wynika, że dobrego menedżera łatwiej zrobić z lekarza niż z "nielekarza" - dodał Krzysztof Kasprzak. - Wprowadziłem z powodzeniem w naszym szpitalu nowy model zarządzania, m.in. zmieniając 11 ordynatorów. Dałem szansę młodym ludziom i oni się sprawdzili. Nie mamy problemów z długami.

Współczesny plan Marshalla

Podobnie jak prezes Pluciński, także Ewa Galas-Gąsior, zastępca dyrektora ds.
finansowo-administracyjnych w Pałuckim Centrum Zdrowia Sp. z o.o. w Żninie, ubolewała, że szpitalnym spółkom trudno walczyć o zysk przy obecnych przepisach: - Jesteśmy spółką od 2005 r. Przekształcenie SPZOZ-u stało się koniecznością, gdyż dług tak narastał, iż uniemożliwiał dalszą działalność szpitala. Jednak spółka w naszych realiach to twór dość koślawy - przyznała Ewa Galas-Gąsior.
Marek Bruzdowicz, dyrektor SPZOZ-u w Rypinie i przewodniczący Komisji Promocji i Ochrony Zdrowia Sejmiku Województwa Kujawsko-Pomorskiego, rozwiewał inny mit: - Nie jest prawdą, że w szpitalach powiatowych świadczenia są wyceniane bardziej adekwatnie do profilu tych jednostek w porównaniu ze szpitalami klinicznymi - mówił dyrektor Bruzdowicz, który szpitalem w Rypinie zarządza od 17 lat.
- Uważam, iż system JGP bardziej uwzględnia specyfikę właśnie jednostek klinicznych niż powiatowych, które także muszą spełniać określone wymogi i często już je spełniają, m.in. dzięki inwestycjom wspieranym przez środki unijne. Nazywam je współczesnym planem Marshalla - dodał Marek Bruzdowicz. - Za to plan B nie jest dla nas atrakcyjny. Mamy dobrą sytuację finansową, nie widzę obecnie wyższości formy spółki nad SPZOZ-em.

Kupować, a nie finansować

Marek Nowak, dyrektor Regionalnego Szpitala Specjalistycznego w Grudziądzu, apelował: - Trzeba wreszcie mówić o kupowaniu świadczeń, a nie finansowaniu przez płatnika! Wchodzimy w spółki na zasadach partnerstwa publiczno-prywatnego, a od pięciu lat nasz publiczny szpital świadczy w niewielkim zakresie komercyjne usługi, m.in. zatrudniając lekarzy jako firmy.
- Można więc wiele zrobić nawet w sytuacji, kiedy NFZ praktycznie nie kupuje, ale budżetuje działalność mezdyczną. Jednak pacjenci ruszą w końcu do sądów upomnieć się o swoje prawa, jeśli Fundusz będzie dla nich niebezpieczny, czyli nie będzie uwzględniał realnych kosztów świadczeń - przestrzega dyrektor Nowak.
O dostępności leczenia onkologicznego w Kujawsko-Pomorskiem mówiła dr Wiesława Windorbska, dyrektor ds.
medycznych Centrum Onkologii im. F.
Łukaszczyka w Bydgoszczy, konsultant wojewódzki w dziedzinie radioterapii onkologicznej: - Nie limitujemy świadczeń, mimo że ok. 20% pacjentów Centrum pochodzi spoza naszego regionu. Oczekiwanie na wizytę w poradni nie przekracza 3 miesięcy. Mamy 300 łóżek, nie chcemy jednak zwiększać liczby hospitalizacji.
Idziemy raczej w kierunku ambulatorium w zakresie chemioterapii. Obecnie rozbudowujemy też trzy bunkry do radioterapii.
Dr Windorbska przypomniała, iż zakwaterowanie pacjenta w szpitalnym hotelu jest znacznie tańsze niż 1-dniowa hospitalizacja: - W jej cenie moglibyśmy, dzięki hotelowi, przyjąć 4 pacjentów.

Śmiałe przedsięwzięcie

Podczas konferencji rozmawialiśmy też o inwestowaniu w ochronie zdrowia.
W trakcie tej sesji dyrektor Piotr Kryn przedstawił najważniejsze zadania stojące przed powołaną spółką celową Kujawsko-Pomorskie Inwestycje Medyczne Sp. z o.o., mającą m.in.
przygotować i realizować zadania inwestycyjne w szpitalach, dla których organem założycielskim jest samorząd województwa.
Jak poinformował Piotr Kryn, spółka zrealizuje m.in. budowę szpitala dziecięcego.
Wartość wszystkich inwestycji jest szacowana na kwotę 450 mln zł, a spora jej część będzie pochodziła z kredytów Europejskiego Banku Inwestycyjnego.
Jest to największy tego rodzaju projekt w rodzimej służbie zdrowia.
Myśląc o budowie nowego szpitala oraz modernizacji dziewięciu innych lecznic marszałkowskich, samorząd w woj. kujawsko-pomorskim przyjął jedno z ciekawszych w skali kraju rozwiązań dotyczących finansowania projektu. Sięgnięto tam po inne instrumenty finansowe niż budżetowanie. Kujawsko-Pomorskie Inwestycje Medyczne Sp. z o.o. jest spółką jednoosobową samorządu województwa z kapitałem założycielskim 50 tys. zł.
- Województwo nie przekracza bezpiecznego progu zadłużenia, ale alokowanie, jak zakładamy, środków w wysokości 150 mln zł w skali roku jest niewykonalne.
Chcemy, dzięki kredytom, ten proces rozciągnąć w czasie. 20-25 lat to perspektywa finansowania, które budżet regionalnego samorządu jest w stanie udźwignąć - dodał dyrektor Kryn.

Finansowy montaż

Jak wyposażać szpitale budowane ze środków centralnych, gdy tych środków brakuje? Przykład inwestycji budżetowanej ze środków Ministerstwa Zdrowia i zakończonej powodzeniem dzięki ciekawemu montażowi finansowemu podał Piotr Jaskulski, zastępca dyrektora Regionalnego Szpitala Specjalistycznego im. W. Biegańskiego w Grudziądzu. Tam szpital przejął budowę jako zadanie własne, stając się inwestorem zastępczym i nie zatrudniając żadnej firmy pośredniczącej.
Wcześniej między resortem zdrowia a samorządem lokalnym zawarta została umowa, że z centrali przyjdą środki na roboty budowlano-montażowe, ale pierwsze wyposażenie nowo budowanego szpitala zapewnią miasto i szpital we własnym zakresie. - Sukces zawdzięczamy przede wszystkim menedżerom, którzy w mieście w odpowiednim czasie podjęli stosowne decyzje umożliwiające skorzystanie z różnych źródeł finansowania. Prosząc o pieniądze z centrali, trzeba też coś dać od siebie - spuentował ten finansowy montaż dyrektor Jaskulski.
Szpital zakupując aparaturę, zastosował też nietypowy model finansowania tej "operacji", zapraszając do bezpośredniej współpracy firmy dostarczające sprzęt.
- Postanowiliśmy zaciągnąć kredyt u samych dostawców, czyli rozpisać przetarg na dostawę wyposażenia wraz z kredytowaniem, w okresie 6-letnim.
Nadeszły dwie oferty. W odpowiedzi na naszą propozycję zawiązało się konsorcjum międzynarodowe, nawet z udziałem firm, które na co dzień konkurują ze sobą - tłumaczył dyrektor Jaskulski. - To pozwoliło w ciągu trzech miesięcy zrealizować dostawę wyposażenia. Koszty są znaczące, ale jak wyliczyliśmy, w naszym przypadku pozyskany w ten sposób kredyt jest o wiele tańszy od tradycyjnego, poza tym nie wymagał takich zabezpieczeń, jak zwykły kredyt.

Bezpieczniejsza medycyna

W regionie kujawsko-pomorskim praktycznie nie ma szpitala, który nie prowadziłby inwestycji. Ich zakres wynika z wymogów rozporządzenia ministra zdrowia dotyczących kryteriów, jakim pod względem fachowym i sanitarnym powinny odpowiadać pomieszczenia w ochronie zdrowia.
Jak zauważył dr Krzysztof Motyl, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Wielospecjalistycznym Szpitalu Miejskim w Bydgoszczy, dyrektorzy szpitali oczekują, że rozporządzenie, nim zacznie obowiązywać, w pewnym stopniu określi też "co to znaczy uprawiać bezpieczną medycynę".
Wyposażenie sprzętowe szpitali ma bowiem istotne znaczenie w sytuacji rosnących roszczeń pacjentów, którzy są coraz bardziej świadomi swoich praw.
Jak zwykle rozmawialiśmy szeroko także o serwisowaniu aparatury medycznej.
W opinii komendanta Krzysztofa Kasprzaka, jakość serwisowania aparatury medycznej jest uzależniona m.in. od wymagań, jakie postawi szpital w chwili zakupu urządzenia.
- Dzięki rygorystycznemu sprecyzowaniu wymagań serwisowych w opisie przedmiotu zamawianego uzyskaliśmy 48- i 60-miesięczny okres gwarancyjny.
Jest to możliwe. Natomiast w przypadku serwisu pogwarancyjnego odpowiednie zapisy w umowie są trudne do osiągnięcia, ale też możliwe. Jedna taka umowa daje u nas o 20% niższe koszty serwisu pogwarancyjnego - stwierdził Krzysztof Kasprzak.
Podkreślał, jak ważne jest skrupulatne i terminowe, potwierdzone dokumentacją, prowadzenie przeglądów sprzętu. Przypomniał pożar respiratora, do jakiego doszło w jego szpitalu w 2008 roku, w wyniku którego poparzeniu uległ pacjent i dwie pielęgniarki. Po tym zdarzeniu biegli badali, czy szpital dołożył należytej staranności dla zapewnienia fachowych procedur serwisowych.

Jak w umowie

Jak tłumaczył Krzysztof Kasprzak, czas reagowania serwisów firmowych na zgłaszane awarie można uznać za poprawny, ale często czas naprawy wydłuża się, gdy serwisant nagle uznaje, że "jeszcze musi zamówić część w Genewie lub Paryżu", a to prowadzi do przestojów drogiej aparatury diagnostycznej.
Zdaniem komendanta 10. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką w Bydgoszczy, takich sytuacji można się starać uniknąć, wprowadzając do umów z dostawcą zapisy o utraconych możliwościach przychodu bądź o refinansowaniu usług diagnostycznych zakupionych na zewnątrz.
Leszek Kowalik, dyrektor ds. administracyjno- technicznych w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. J. Biziela w Bydgoszczy, przypomniał, iż serwisowanie sprzętu wiąże się ze sporymi kosztami. Szpital Uniwersytecki wydaje rocznie na ten cel ponad 1 mln zł.
Stąd konieczność zadbania o należycie spisaną umowę: - Dzięki starannie zredagowanej umowie firma musiała w formie gwarancyjnej pokryć koszt naprawy podzespołu, za którego wymianę żądała wcześniej zapłaty 100 tys. zł - wspominał dyrektor Kowalik.
Grzegorz Postawka, dyrektor Biura Regionalnego, Siemens Sp. z o.o., mówiąc o relacjach z partnerami handlowymi, zwrócił uwagę, że reprezentowana przez niego firma prowadząc negocjacje ze szpitalami dotyczące zakupu aparatów, często pełni też rolę doradcy. Jak powiedział, przedstawiciele firmy czasami odradzają mniejszym szpitalom zakup nadmiernie rozbudowanych urządzeń: - Zamiar zakupu 64-rzędowego tomografu w sytuacji, gdy do tej pory placówka przekazywała do badań zewnętrznych kilkoro pacjentów dziennie, to nie jest dobry wybór - przekonywał. - W zupełności wystarczy mniej zaawansowane urządzenie. Podobnie jest z dodatkowymi opcjami, które najpierw są wykorzystywane tylko sporadycznie, z ciekawości, a potem ich użycie jest zarzucane, bo szpital odsyła poważniejsze przypadki diagnostyczne do innych placówek.
Nadmierne rozbudowana aparatura to niepotrzebne koszty.

Negocjować trzeba

Jak przyznał dyrektor Grzegorz Postawka, żądanie ujęcia w umowie zapisu o refinansowaniu kosztów badań realizowanych na zewnątrz z powodu przedłużającej się awarii aparatury jest trudnym zagadnieniem, bo często trudno jest takie koszty określić: - Ich liczeniem zajmują się w naszej firmie grupy ludzi oceniające ryzyko z tym związane. Jeżeli nie potrafią go określić, odstępujemy od takich postępowań, bo nie jesteśmy w stanie tych kosztów zdefiniować.
Dyrektor Postawka dodał jednak, że intencją firmy jest tworzenie w szerokim zakresie różnych umów kredytowych i serwisowych, bo skoro jest zapotrzebowanie na tego typu produkt, to znaczy, że rynek ich potrzebuje: - Negocjujmy zatem, aby w swoich oczekiwaniach spotkać się gdzieś pośrodku - mówił, przypominając jednocześnie, że nie można unikać okresowych przeglądów urządzeń czy zaniedbywać usuwanie drobnych z pozoru awarii, bo grozi to poniesieniem znacznych kosztów w przyszłości, także związanych z ewentualnymi odszkodowaniami wypłacanymi pacjentom.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum