Inwestujmy w kadry, a nie wymianę łóżek

Autor: Wojciech Kuta • Źródło: 2021 5 (171)15 września 2021 19:01

Polska ochrona zdrowia potrzebuje dziś przede wszystkim zmotywowanych pracowników, także od strony finansowej, a dopiero później kolejnych remontów, nowych sal i łazienek – uważaRobert Mołdach z Instytutu Zdrowia i Demokracji.

Rynek Zdrowia: – Czego ekspert ochrony zdrowia może się o niej dowiedzieć, samemu będąc pacjentem polskiego szpitala?

Robert Mołdach*, partner i prezes w Instytucie Zdrowia i Demokracji: – O tym opowiem za chwilę. Rzeczywiście, nie bez znaczenia w kontekście tego pytania jest moje wieloletnie, bardzo różnorodne zaangażowanie w naszą ochronę zdrowia (patrz nota biograficzna pod wywiadem – red.) – zarówno w małych, jak i dużych jednostkach, w organizacji pracodawców, a od ośmiu lat w Instytucie Zdrowia i Demokracji.

Byłem też w pierwszych dwóch składach Rady ds. Taryfikacji AOTMiT. Od ponad roku mam zaszczyt uczestniczyć w pracach Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta. Krótko mówiąc, poznałem i wciąż poznaję nasz system ochrony zdrowia naprawdę z różnych perspektyw.

– I nadszedł moment, kiedy ekspert z tak dużym bagażem doświadczeń stał się pacjentem szpitala. Miał Pan wpływ na jego wybór?

– Przede wszystkim operacja, której musiałem się poddać, spowodowała, że w ogóle nie interesowały mnie mury, czyli kwestie związane z komfortem samej hospitalizacji, na przykład to, czy sale są jedno– czy wieloosobowe, z łazienkami czy bez...

– ... czy szpital jest prywatny, czy publiczny?

– To również nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Co więcej, kiedy późnej, już po pierwszej wizycie w tej placówce, przyjrzałem się jej dokładniej, wywarła na mnie dość przygnębiające wrażenie. Stary budynek, zdecydowanie wymagający remontu. „Być może nie mieli szczęścia do pozyskania większych środków na inwestycje” – pomyślałem.

Jednak na samym początku, kiedy udałem się do wskazanego pomieszczenia na pierwszą konsultację przed operacją, tak bardzo koncentrowałem się na swojej chorobie, że w ogóle nie zwracałem uwagi na otoczenie, na stan tynków itp.

– Przepraszam, ale nie wierzę, żeby akurat Pan nie skorzystał z żadnego polecenia. Ktoś więc złośliwie zasugerował Panu taką ruinę?

– Nie, właśnie nie ruinę! Po pierwsze, mimo że znam wielu lekarzy, wiele ośrodków, ich potencjał i ograniczenia, poprosiłem o rekomendację prowadzącą mnie od 20 lat panią doktor. Taka decyzja wymagała ogromnej wiedzy, której ja nie posiadam. Pani doktor poradziła mi specjalistkę – jej zdaniem najlepszą w moim przypadku oraz w kontekście czekającej mnie operacji. A tak się złożyło, że ta specjalistka pracuje we wspomnianym szpitalu, jest ordynatorem oddziału, który niech pozostanie w naszej rozmowie anonimowy.

Polecono mi więc człowieka, zespół, który zbudował, a nie budynek. Po drugie nie korzystałem w tym szpitalu z żadnego specjalnego traktowania ani rekomendacji. Byłem w nim po prostu jednym z wielu pacjentów, a nie żadnym ekspertem.

Ja tylko zaufałem mojej wieloletniej lekarce, ponieważ wcześniej nigdy mnie nie zawiodła. Kiedy okazało się, że jedyną opcją jest dla mnie operacja, miałem obawy o jej przebieg, możliwe komplikacje. Dlatego poprosiłem panią doktor o wskazanie specjalisty – w jej opinii posiadającego najlepsze kwalifikacje dotyczące mojego przypadku. I tak właśnie znalazłem się we wspomnianym szpitalu.

– I nie zawiódł się Pan?

– Absolutnie nie! Okazało się, że kontrast pomiędzy stanem szpitalnego budynku a kompetencjami kadry medycznej jest ogromny. W pełni profesjonalnie, szczegółowo, a zarazem z empatią pani doktor w owym szpitalu (wskazana przez moją lekarkę) cierpliwie wyjaśniła mi wszelkie najważniejsze kwestie związane z czekającą mnie operacją.

Równie cierpliwie lekarze w tym ośrodku odpowiadali na moje liczne pytania dotyczące między innymi: przygotowania kadrowego, sprzętowego, w tym anestezjologicznego w zakresie całego procesu znieczulania. Szczególnie interesowało mnie, czy ta placówka posiada zaplecze intensywnej terapii z prawdziwego zdarzenia. Chciałem dokładnie wiedzieć, jak szpital jest przygotowany na wypadek innych scenariuszy przebiegu operacji, których w moim wypadku nie można było wykluczyć.

Uzyskałem wszystkie interesujące mnie odpowiedzi. Jeszcze tego samego dnia, w ciągu około dwóch godzin przeszedłem wszelkie niezbędne badania. Następnie wróciłem do gabinetu lekarskiego, gdzie w trakcie podsumowującej konsultacji określony został schemat dalszego postępowania, w tym termin przeprowadzenia operacji. Cały przebieg tego procesu był niezwykle sprawny i profesjonalny. Co bardzo ważne, jako baczny obserwator funkcjonowania całego systemu i placówek ochrony zdrowia zwróciłem uwagę, że taki standard działania dotyczy w tym szpitalu wszystkich pacjentów.

– Operacja przebiegła pomyślnie, a Pan postanowił podzielić się publicznie swoimi doświadczeniami ze swojej hospitalizacji w momencie, kiedy znowu dużo mówi się o planowanych zmianach w szpitalnictwie, jakości leczenia, zarządzaniu szpitalami. Dlaczego?

– Między innymi dlatego, by opowiedzieć o oddziale, w którym przebywałem. Warto, bo ma świetny zespół stworzony przez lidera, który z kolei ma wizję funkcjonowania tej jednostki. Dotyczy to również hierachii inwestycji – na jej szczycie są ludzie oraz ich kompetencje, a także zaplecze kliniczne, w tym sprzęt i aparatura.

Nie znam sytuacji finansowej tej placówki, ale być może właśnie takie preferencje inwestycyjne powodują, że brakuje tam już środków na wspomniane mury, remonty pomieszczeń itp. Jest jednak czysto, schludnie.

Wiekowy budynek. Meble pamiętające lata dobrze minione. 4-osobowa sala ze standardowymi łóżkami nie najnowszej generacji. Wspólna łazienka. Posiłki z cateringu. Gdybym wyłącznie te elementy brał pod uwagę w ankiecie satysfakcji pacjenta, szpital wypadłby kiepsko.

– Negatywna ocena tego szpitala byłaby dla niego krzywdząca?

– Tak, ponieważ jakość kliniczna i bezpieczeństwo pacjenta są tam w mojej ocenie na bardzo wysokim poziomie. Dotyczy to również takich obszarów, jak profilaktyka przeciwzakrzepowa, zapobieganie zakażeniom śródoperacyjnym czy opieka przeciwbólowa.

Obawiam się, że stosunkowo niewielka część pacjentów jest w stanie miarodajnie docenić takie właśnie aspekty pracy szpitala. Trudno je będzie także wyczytać z mierników jakości. Niestety, w projekcie ustawy o jakości w opiece zdrowotnej tego rodzaju kryteria oceny podmiotu leczniczego nie są na pierwszym planie. Powiedziałbym, że bledną w cieniu zadowolenia pacjenta, a to często opiera się na subiektywnym poczuciu komfortu pobytu w danej placówce, a nie na jej jakości klinicznej.

Tymczasem trzy główne mierniki jakości pracy placówki medycznej zaproponowane w projekcie tej ustawy, które mają być publikowane i dostępne dla pacjentów, to owszem, jakość kliniczna, ale także: ocena pacjenta i efektywność ekonomiczna. Nie jestem pewien, czy bez sugestii mojej lekarki, a tylko na bazie tych trzech mierników wybrałbym szpital, w którym byłem operowany. Osobiście w to wątpię.

– Rząd powołuje Fundusz Modernizacji Szpitali. To 7 mld złotych, które w najbliższych kilku latach mają być przeznaczone na odnowienie szpitalnej infrastruktury. Jak wydałby Pan te pieniądze jako ekspert, ale i niedawny pacjent szpitala?

– Razi mnie to, że pierwszą, najbardziej eksponowaną inwestycją planowaną w ramach Funduszu Modernizacji Szpitali jest wymiana łóżek. Oczywiście są one ważne, ale czy na pewno teraz, w obecnej sytuacji naszej ochrony zdrowia – najważniejsze?

Wracając do szpitala, o którym opowiadam – ostatnia rzecz jaka tam dzisiaj jest potrzebna, to wymiana łóżek. Pracownicy tego szpitala przede wszystkim potrzebują lepszych warunków pracy, promujących wynagrodzeń, stworzenia im warunków dla podnoszenia swoich kwalifikacji.

Nie twierdzę, że odnawianie murów czy wymiana łóżek nie są potrzebne. Rzecz jasna są, ale dzisiaj, chociażby z powodu deficytów kadrowych w polskiej medycynie, gradacja publicznych wydatków na ochronę zdrowia powinna przede wszystkim obejmować wynagrodzenia, edukację i rozwój zawodowy pracowników medycznych.

Rząd mówi natomiast o zadaniach, które są stosunkowo proste w realizacji. Zdecydowanie łatwiej jest bowiem kupić kilkadziesiąt tysięcy nowoczesnych łóżek niż na przykład wypracować i wdrożyć nowe standardy wspierania personelu medycznego.

Polska ochrona zdrowia potrzebuje dziś przede wszystkim zmotywowanych pracowników, także od strony finansowej, a dopiero później kolejnych remontów, nowych sal i łazienek. O tym również przekonałem się, będąc pacjentem jednego z polskich szpitali. 

 

* Dr inż. Robert Mołdach jest członkiem Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta, ekspertem Komisji Europejskiej ds. Europejskich Funduszy Strukturalnych i Inwestycyjnych w ochronie zdrowia oraz adiunktem w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, gdzie uczy zarządzania strategicznego w ochronie zdrowia.

Brał czynny udział w pracach Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia przy Ministrze Zdrowia. Jest współzałożycielem Instytutu Zdrowia i Demokracji, stanowiącego forum dialogu na temat wartości publicznej w ochronie zdrowia.

Robert Mołdach uzyskał dyplom Politechniki Warszawskiej na kierunku podstawowe problemy techniki (MEL), obronił rozprawę doktorską na Wydziale IV Nauk Technicznych Polskiej Akademii Nauk oraz ukończył szereg podyplomowych programów edukacyjnych, w tym Medical Group Management (ACMPE) i Creating Public Value (Harvard Kennedy School).

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum