Inwestujemy i co dalej?

Autor: Iwona Bączek • • 22 lutego 2013 14:36

Wyzwania finansowe, organizacyjne i prawne dotyczące modernizacji obiektów ochrony zdrowia były głównym wątkiem sesji poświęconej szpitalnym inwestycjom podczas regionalnej konferencji Rynku Zdrowia w Łodzi (22 stycznia 2013 r.).

Dorota Łuczyńska, dyrektor departamentu polityki zdrowotnej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego, przypomniała, że w latach 2007-2012 samorząd wojewódzki przeznaczył na inwestycje w ochronie zdrowia 215 mln zł. Potrzeby lecznic marszałkowskich są jednak przeogromne. Wiążą się one głównie z rozporządzeniem ministra zdrowia ws. szczegółowych wymagań, jakim powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia - na dostosowanie się do nich potrzebna jest kwota blisko 200 mln zł. Na dostosowanie do 2014 r. oddziałów ratunkowych wraz z lądowiskami trzeba będzie wydać 17 mln zł, a na dostosowanie do wymogów przeciwpożarowych - 170 mln zł. - Pozostaje jeszcze najnowsze rozporządzenie ministra zdrowia dotyczące oddziałów anestezjologii i intensywnej terapii. Nie wiemy jeszcze, jakie wygeneruje ono koszty, ale w przypadku poprzedniego rozporządzenia (z 2011 r.) była to kwota około 20 mln zł - mówiła Dorota Łuczyńska.

Dodała, że w ostatnim okresie finansowania z UE samorząd województwa wzmocnił swoje placówki aparaturą, w kolejnym okresie priorytetem będą natomiast bloki operacyjne oraz OIT-y.

Długi proces pozyskiwania pieniędzy

- W budżecie samorządu województwa łódzkiego nie ma środków, które umożliwiłyby realizację wszystkich potrzeb naszych szpitali. Nie jesteśmy też w stanie nadążyć z zakupem sprzętu niezbędnego do zakontraktowania wszystkich oddziałów.

Lecznice także nie mają pieniędzy na inwestycje: na razie koncentrują się na zbilansowaniu swoich budżetów.

Pozostaje nam liczyć na nowy okres finansowania ze środków europejskich oraz na fundusze norweskie - wyjaśniała dyrektor Łuczyńska.

Małgorzata Majer, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. dr. Wł. Biegańskiego w Łodzi, prezes STOMOZ-u, poinformowała, że inwestycja związana z Centrum Diagnozowania i Leczenia Chorób Zakaźnych o wartości 34 mln zł jest już na ukończeniu, a oddziały funkcjonują w pełnym zakresie. Zwróciła także uwagę, że finansowanie ze środków unijnych to ogromny plus, ale minusy również warto wskazać. Chodzi głównie o bariery w zakresie świadczenia usług komercyjnych i pozyskiwania dodatkowych dochodów dla szpitala. Innym istotnym utrudnieniem w realizacji inwestycji okazuje się zmienność przepisów.

- Mamy obecnie problem z tomografem kupionym w ramach wspomnianej inwestycji. Od tego czasu zmieniły się warunki szczegółowe.

Kontrola NFZ wykazała, że aparat nie wykonał 5 tys. badań. Nie mógł ich wykonać, ponieważ był nowy, ale wykonała je pracownia, choć nie samo urządzenie - zaznaczyła dyrektor Majer.

- Kontrakt jednak straciliśmy i dotychczas nie udało się go odzyskać.

Problem w tym, że proces pozyskiwania środków jest w SPZOZ-ie długi i obwarowany przepisami.

Do tego dochodzi ustawa o zamówieniach publicznych i konieczność uzyskania akceptacji dla podejmowanych działań. Jeśli w trakcie zmieniają się warunki, nie ma już odwrotu.

Często zapominają o tym ci, którzy oskarżają potem dyrektorów szpitali o niegospodarność - stwierdziła prezes STOMOZ-u.

Nadzieja w środkach pomocowych

Elżbieta Błaszczyk, prezes zarządu Tomaszowskiego Centrum Zdrowia Sp. z o.o., nie ukrywała, że w br.

spółka ogranicza plany do modernizacji oddziału pediatrycznego ze środków własnych. - Niczego więcej nie udźwigniemy. Bardzo liczymy na środki pomocowe, ponieważ bez nich nie ma mowy o spełnieniu wymagań. Na szczęście udało się nam przekonać samorząd powiatowy do zainwestowania w spółkę i już w br. rozpoczną się prace przy budowie centrum diagnostyki obrazowej - wyjaśniała prezes Błaszczyk.

Dodała również, że do szczęśliwego końca dobiegła sprawa nowego oddziału geriatryczno-rehabilitacyjnego, którego nie zakontraktował NFZ.

- Przekonaliśmy w końcu Fundusz do wykorzystania powierzchni i sprzętu, w które zainwestowaliśmy. Obecnie funkcjonuje tam Zakład Pielęgnacyjno- Opiekuńczy, nakłady nie zostały zatem zaprzepaszczone - stwierdziła prezes zarządu Tomaszowskiego Centrum Zdrowia Sp. z o.o.

Bożena Woźniak, dyrektor III Szpitala Miejskiego im. dr. Karola Jonschera w Łodzi, przypomniała, że lecznica rozpoczyna potężną inwestycję związaną z budową bloku operacyjnego, centralnej sterylizatorni oraz oddziału anestezjologii i intensywnej terapii z większą liczbą stanowisk.

Realizacja tego przedsięwzięcia będzie kosztowała około 68 mln zł, licząc z odsetkami od kredytu bankowego (60% wartości inwestycji będzie finansowana właśnie z tego źródła).

- Od miasta otrzymamy 8 mln zł na rozpoczęcie działania. Nie mamy natomiast pieniędzy na dokończenie modernizacji SOR-u. Nie ma także i nie będzie lądowiska, ponieważ wokół szpitala nie ma odpowiedniego miejsca. Zostawiliśmy ten problem do rozstrzygnięcia wojewodzie. To on zdecyduje, czy mamy dalej prowadzić szpitalny oddział ratunkowy (jeden z dwóch na całą Łódź) - mówiła dyrektor Woźniak.

Grażyna Krulik, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Skierniewicach, oceniła, że brak środków jest jednak większym utrudnieniem w realizacji inwestycji niż zmienność przepisów.

- Przygotowaliśmy pięć wniosków na środki unijne, otrzymaliśmy pieniądze na realizację jednego.

Szukamy pieniędzy wszędzie: w wojewódzkim funduszu ochrony środowiska, u władz samorządowych województwa i miasta Skierniewice, u fundacji, korzystamy z darowizn firm, ze środków własnych i w końcu z kredytu, który mamy na kwotę 7,5 mln zł. Od 2009 r. zainwestowaliśmy 25 mln zł, przy czym 5 mln zł pochodziło z UE, ale zdecydowana większość pozostałej sumy - z dotacji samorządu wojewódzkiego - wyjaśniała dyrektor Krulik.

Dodała, że za wspomniane pieniądze udało się m.in. uruchomić nowoczesny kompleks diagnostyki obrazowej i wybudować nowoczesny pawilon stacji dializ (20 stanowisk) oraz nefrologii (20 łóżek).

- Rok przed realizacją tego ostatniego zadania wystąpiliśmy do NFZ z prośbą o zapewnienie większych środków. Mimo obietnic Funduszu okazało się, że finansowanie nowej stacji dializ i oddziału nefrologii pozostaje na dotychczasowym poziomie.

To jeden z wielu przykładów obrazujących, jak bardzo potrzebne są promesy wydawane przez płatnika na inwestycje - stwierdziła Grażyna Krulik.

13,7 mln zł, w tym blisko 10 mln zł z UE, kosztowała modernizacja bloku operacyjnego, oddziału chirurgii oraz stworzenie centralnej sterylizatorni w SPZOZ-ie w Wieluniu.

Kontrola Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego wykazała jednak uchybienia - szpital musiał zwrócić kwotę około 0,5 mln zł. - Ponieważ na realizację zadania mieliśmy zaledwie trzy miesiące (tylko na taki okres sanepid wydał zgodę na użytkowanie zastępczej sali operacyjnej), zależało nam na wyborze dobrego wykonawcy. W trzech przypadkach wprowadziliśmy zatem do specyfikacji zapisy, które organ kontrolujący zakwestionował, uznając, że zostały naruszone art. 22 oraz art. 25 ustawy o zamówieniach publicznych.

O co chodziło? W przypadku bloku operacyjnego o zapis, że w ciągu ostatnich trzech lat oferent powinien wykonać podobne zadania na kwotę co najmniej 3 mln zł, a w przypadku centralnej sterylizatorni - na kwotę 1 mln zł - wyjaśniała Bożena Łaz, dyrektor SPZOZ-u w Wieluniu.

- Decydując się na formułę "Zaprojektuj, wybuduj, wyposaż", mieliśmy też świadomość, że musi powstać konsorcjum firm i oczekiwaliśmy przedłożenia umowy konsorcjum już na bazie składania oferty. Chcieliśmy mieć pewność, że wykonawca zdąży z realizacją inwestycji w tak krótkim czasie. To także nam zakwestionowano.

Wykonawca zdążył, a my wyszliśmy z tego przedsięwzięcia bogatsi o doświadczenie, że dodatkowe obwarowania dla swoich oczekiwań mogą kolidować z przepisami i w bolesny sposób odbić się na naszej kieszeni - mówiła dyrektor Łaz.

W ocenie dyrektor Doroty Łuczyńskiej, sesja poświęcona inwestycjom daje obraz, jakie środki przeznaczają na te cele samorząd wojewódzki, powiaty i miasta, ale jednocześnie rodzi się pytanie, na ile są to wydatki kontrolowane.

- Brakuje oceny potrzeb i jednego organizatora rynku zdrowotnego na terenie województwa, a jest to warunek rozwoju szpitali powiązanego z odpowiednim finansowaniem z NFZ.

Dlatego resort zdrowia powinien jak najszybciej zakończyć prace nad ustawą o zdrowiu publicznym i wskazać takiego organizatora rynku zdrowotnego na terenie każdego z regionów - podsumowała Dorota Łuczyńska.

Outsourcing: kiedy się opłaca?

Dyrektor Małgorzata Majer podkreślała, że w WSS im. dr. Wł. Biegańskiego w Łodzi cała działalność logistyczna została przekazana firmom zewnętrznym. Jej zdaniem, szpital ma specjalizować się w diagnostyce i leczeniu, ale niekoniecznie w prowadzeniu kuchni i pralni. O wyborze firmy decyduje wprawdzie cena w przetargu, ale warunki progowe można tworzyć w sposób umożliwiający wskazanie właściwego partnera.

- Kiedy outsourcing się opłaca?

Z chwilą, gdy trzeba zacząć inwestować.

Kiedy sprzęt ulega dekapitalizacji i dyrektor staje przed wyborem: rozwijać bazę szpitalną czy pralnię, sprawa staje się oczywista. Dodatkowym plusem jest przekazanie oczekiwań pracowników i związków zawodowych partnerowi zewnętrznemu.

W większości przypadków zostają one zrealizowane - przekonywała dyrektor Majer.

Dodała, że lecznica ma w outsourcingu ochronę, sprzątanie, transport wewnętrzny, żywienie, sterylizację i pralnię - wszystkie te wybory dotychczas się sprawdzają. Szpital nie oddaje natomiast w outsourcing działalności medycznej.

- Mamy własną diagnostykę i to my jesteśmy podwykonawcą dla innych jednostek - zaznaczyła.

Sprawy pracownicze

Rafał Wójcik, prezes zarządu DGP Laundry Partner Sp. z o.o., przypomniał, że firma ma wieloletnie doświadczenie w zakresie outsourcingu w całej Polsce.

- Bardzo ważne jest budowanie właściwych relacji ze szpitalem. Zaczynamy od szczegółowego poznawania potrzeb i wspólnego ustawiania celów. Jednym z nich jest zapewnienie wysokiej jakości usług i stały kontakt: po stronie firmy zawsze wyznaczona jest osoba, która odpowiada za obszar komunikacji z konkretną placówką - podkreślał prezes Wójcik.

Odniósł się także do trudnych spraw pracowniczych. - Grupy pracownicze z jednostek ochrony zdrowia przejmowaliśmy wielokrotnie.

Część osób boi się otwartego rynku pracy, ponadto płace nie są takie, na jakie mogły liczyć w ochronie zdrowia.

Jednak przez pierwszy rok pracownicy mają zwykle takie warunki, jak w poprzednim zakładzie. Po okresie ochronnym przechodzą na nasze zapisy, mają świadczenia socjalne i poczucie stabilizacji, ponieważ nawet w przypadku braku kontraktu z daną placówką możemy im zaproponować pracę na innych kontraktach - wyjaśniał Rafał Wójcik.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum