Informatyzujmy tak, aby nie szkodzić

Autor: Daniel Mieczkowski • • 03 stycznia 2013 12:12

Digitalizacja ochrony zdrowia powinna być przeprowadzona w sposób cywilizowany, z zachowaniem odwiecznej zasady leczniczej primum non nocere - mówi w rozmowie z Rynkiem Zdrowia prof. Andrzej Górski, wiceprezes Polskiej Akademii Nauk.

Informatyzujmy tak, aby nie szkodzić

Rynek Zdrowia: - PAN zorganizowała niedawno konferencję poświęconą e-Zdrowiu. Skąd zainteresowanie Akademii tym obszarem?

Prof. Andrzej Górski: - Tak się składa, że od blisko dwóch lat jestem członkiem European Group of Ethics in Science and New Technologies. To jest wyłoniona w drodze międzynarodowego konkursu grupa 15 osób, która została mianowana przez przewodniczącego Komisji Europejskiej do doradzania w sprawach etyki.

Działamy na zamówienie KE, która prosi nas o opinie w wyznaczonych przez siebie obszarach.

Jest charakterystyczne, że jednym z pierwszych obszarów, co do których poproszono nas o opinię, była tzw. ethics of information and communication technologies.

Ja nigdy nie byłem ekspertem od spraw komputeryzacji, specjalizuję się w dziedzinie etyki w nauce. Nie ukrywam, że przy tej okazji znacząco poszerzyłem swoją wiedzę na ten temat.

Jestem pod wrażeniem tego jak informatyzacja, digitalizacja w sposób dramatyczny zmienia wszystko, co dotyczy pracy lekarza: od diagnostyki do procesu leczenia.

- Czy szerokie wejście nowoczesnych technologii do medycyny uważa pan za nieuchronne także w Polsce?

- Oczywiście, że tak. Kończyłem renomowane Liceum Ogólnokształcące im. Rejtana w Warszawie, moim nauczycielem, polonistą, był słynny profesor Gugulski. Pamiętam jak nam mówił: "Pamiętajcie, w walce nowego ze starym, zwycięża zawsze nowe". Z pragmatycznego punktu widzenia jesteśmy na te rozwiązania skazani. Problem polega nie na tym, czy się digitalizować, ale jak się digitalizować w taki sposób, żeby to przynosiło więcej pożytku niż szkód.

Myślę, że w Polsce najbliższe lata doprowadzą do bardziej zaawansowanej digitalizacji ochrony zdrowia, niż obecnie. Jest to proces nieunikniony.

Problem polega na tym, żeby przeprowadzono to w sposób cywilizowany z zachowaniem odwiecznej zasady leczniczej - primum non nocere.

- Zwracał pan uwagę m.in. w swoim wykładzie inauguracyjnym na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, że internet, technologie informacyjne oferują pacjentom dużą liczbę źródeł wiedzy o medycynie. Czy mogą one zastąpić lekarza?

- W jakimś stopniu już go zastępują, jednak podkreślam, że "w jakimś stopniu". Przykładowo w udzielaniu podstawowej informacji. Są strony internetowe, mniej lub bardziej wiarygodne, gdzie takie podstawowe informacje można znaleźć. Jeżeli chodzi o zastępstwo lekarza, dzięki internetowi pacjent, który ma np. problemy z poruszaniem się, może wiele się dowiedzieć, zasięgnąć porady, a nawet, dzięki telemedycynie, jego zdrowie może być monitorowane.

Mamy także swego rodzaju internetowe źródła leczenia, np. apteki on-line. To jest jednak nierozwiązany problem cywilizacyjny, prawny i etyczny; polega na tym, że część aptek działających w internecie nie ma odpowiednich licencji, nie wymaga recept. Nie zawsze wiadomo tak do końca, co pacjent kupuje.

- Rozwiązanie tych problemów wymaga odpowiednich regulacji prawnych. Ich wprowadzenie wydaje się jednak trudne.

- Trudne, ale nie niemożliwe. Na przykład w Stanach Zjednoczonych jest specjalne prawo, które wymaga, żeby każda tego typu strona internetowa była licencjonowana. Podobnie jest ze stronami internetowymi zawierającymi źródła wiedzy na temat medycyny. Przydałby się jakiś system standaryzacji. Chodzi o wiarygodność takich informacji w sieci.

Niewątpliwie postęp w dziedzinie opieki nad pacjentami dzięki rozwiązaniom e-Health może być olbrzymi i już się dokonuje. Jednak każdemu nowemu wynalazkowi towarzyszy możliwość wykorzystania go dla dobra ludzkości lub wbrew temu dobru. To samo dotyczy e-Zdrowia.

- We wspomnianym już wykładzie wskazywał pan profesor także na zagrożenia związane z wpływem nowoczesnych rozwiązań na sferę relacji lekarz-pacjent.

- Uważam tę kwestię za jedno z najważniejszych wyzwań związanych z informatyzacją w ochronie zdrowia. Już Hipokrates mówił, że lekarz może uzdrowić chorego poprzez swoją dobroć. Należyty stosunek lekarza do pacjenta może bardzo pomóc w procesie leczenia.

W kontekście rozwiązań e-Health mam na myśli zagrożenie dla czegoś, co w angielskiej terminologii jest nazywane "medical attention". To jest trudno przetłumaczalne na język polski. Chodzi tu o zespół cech lekarza, na które składają się: szacunek dla chorego, poświęcenie mu odpowiedniej ilości czasu, wnikliwość, czyli to wszystko, czego obecnie coraz bardziej zaczyna brakować.

Tego komputer nie zastąpi, a to jest bardzo ważne w procesie diagnostyki i leczenia. Tutaj jest miejsce na refleksję.

- Zdarza się, że rozwiązania elektroniczne "odciągają" lekarza od pacjenta, ale z drugiej strony przynoszą m.in. oszczędności.

- Na pytanie, czy np. wprowadzenie elektronicznej dokumentacji medycznej - electronic health record (EHR) - daje wyraźnie oszczędności nie ma jasnej odpowiedzi. Teoretycznie wydaje się, że tak, bo nie ma papieru, ale przecież są serwery, komputery, które zużywają ogromną ilość energii.

Pracujemy obecnie w Brukseli nad etycznymi aspektami badań nad źródłami energii. Apetyt na energię rośnie, staje się to jednym z największych wyzwań cywilizacji. Źródeł energii jest natomiast coraz mniej.

- Na konferencji dotyczącej e-Health organizowanej przez PAN zwracano uwagę, że oszczędności związane z EHR powstają m.in. dzięki sprawniejszemu obiegowi informacji.

- Na pewno tak. Zastąpienie papierowej informacji mogłoby dać oszczędności.

Jednak digitalizacja ochrony zdrowia może przynieść oszczędności w przypadku, kiedy ten system jest dobrze zorganizowany. Natomiast chaotycznej służby zdrowia żadna digitalizacja nie wyprowadzi z kryzysu.

Z drugiej strony - czy mamy na świecie przykład systemu ochrony zdrowia, do którego nie byłoby pretensji?

Ja takiego nie znam. Wszędzie środki publiczne są niewystarczające.

Wszędzie też występuje dylemat, na jakie zabiegi i metody lecznicze przeznaczyć środki z budżetu, a na jakie nie. Te same leki są refundowane z budżetu w konkretnych krajach Unii Europejskiej, ale np. w Polsce nie - choćby leki inkretynowe, bardzo obiecujące w leczeniu cukrzycy typu 2.

Trzeba też pamiętać o konieczności zrozumienia postępu w digitalizacji, związanego z możliwością stosowania tzw. chmury komputerowej (cloud computing) zamiast kupowania drogich serwerów.

- Problemem etycznym jest także zakres dostępu do danych pacjentów, w tym tzw. informacji wrażliwych.

- Nie każdy chce, żeby ktoś miał dostęp do jego danych osobistych, nawet do adresu domowego, nie mówiąc już o danych medycznych.

Te informacje muszą być szczególnie chronione i nie mówię tu nawet o niepowołanych osobach, ale też instytucjach.

Przykładowo firmy ubezpieczeniowe chętnie uzyskałyby dostęp do takich informacji. Grozi nam handel tego rodzaju danymi i czerpanie korzyści z dostępu do nich.

Pytania o warunki dostępu do danych elektronicznych są kluczowe.

Chodzi np. także o dostęp do danych związanych z prowadzonymi badaniami naukowymi. Kto i pod jakimi warunkami może mieć dostęp do tych informacji? Przypomnę, że przecież jeszcze niedawno takich pytań nikt nie stawiał. Teraz zachodzi konieczność szybkiego rozwiązywania tych problemów. Ostatnio Komisja Europejska wydała w tej sprawie dyrektywę.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum