Ile rynku w ochronie zdrowia?

Autor: RR • • 28 września 2011 09:21

Czy, a jeśli tak, to w jakim zakresie, konkurencja oraz mechanizmy rynkowe powinny funkcjonować w ochronie zdrowia? Opinie dotyczące tej kwestii są w szeroko pojętym środowisku medycznym bardzo podzielone. Dyskusja na ten temat nie ominie zapewne trwającej już kampanii przed wyborami parlamentarnymi. Poniżej dwa spojrzenia na rynek i konkurencję w opiece zdrowotnej.

Ile rynku w ochronie zdrowia?
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022
prof. Stanisława Golinowska, Collegium Medicum UJ, ekspert w dziedzinie ekonomiki zdrowia i polityki społecznej

Pomyślmy, co robimy...


Jeśli przyjmiemy, że w ochronie zdrowia obowiązują zasady wolnego rynku, to wtedy musimy się zgodzić, że nie ma solidaryzmu i każdy płaci tyle, ile chce i może.

Konkurencja ma zasadnicze znaczenie w gospodarce, na dobrze działającym rynku.

Ale gdyby w sektorze zdrowotnym działał wyłącznie mechanizm rynkowy, dostęp byłby ograniczony do pacjentów posiadających odpowiednią zdolność do płacenia, a sektor rozwijałby tylko te usługi, na które zgłaszaliby popyt zamożniejsi.

Wprowadzenie na taki rynek pośrednika w postaci prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych przyniosłoby pewne korzyści dla grup o średnich dochodach (obrona przed katastrofalnymi wydatkami gospodarstw domowych, gdy ktoś zachoruje), ale dostęp świadczeń osób biedniejszych i o wyższym ryzyku chorobowym byłby nadal ograniczony.

Jeśli świadczeniodawcy chcą korzystać ze społecznych funduszy, to muszą przystać na to, że środki te sprzyjają tylko zdrowiu i leczeniu pacjentów, przestrzegają gospodarności, lecz nie pomnażają zysku właścicielom. Są więc głównie nonprofit a nie forprofit. Taki świadczeniodawca będzie się raczej posługiwał analizami HTA niż reklamą i marketingiem.

Zdarza się, że tę umowę społeczną chcą podważyć różne grupy interesów. Problem polega bowiem na tym, że gdy publiczny sektor zdrowotny jest tradycyjnie bardzo duży (w krajach UE jest to reguła), to obszar stricte rynkowy, dla ludzi, którzy mogą sami zapłacić, jest dla rozwoju znaczących prywatnych interesów zbyt wąski.

Słynny ekonomista zdrowia z harvardzkiej szkoły zdrowia publicznego prof. William Hsiao napisał kilka bardzo dobrych dydaktycznie tekstów o "nienormalnym rynku" w sektorze zdrowotnym, ostrzegając kraje postkomunistyczne przed rozciąganiem zasad rynkowych na sektor ochrony zdrowia.

Niebezpieczeństwo zachłyśnięcia się grą rynkową, nieujawniające się od razu, może przynieść poważne negatywne skutki nie tylko o charakterze społecznym, ale także zdrowotnym.

dr Wojciech Misiński, Katedra Ekonomiki i Organizacji Przedsiębiorstwa Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, ekspert ochrony zdrowia Centrum im. A. Smitha

Wolny wybór i regulacje


Rynek usług medycznych trzeba kontrolować, wypracowując uzgodnienia wynikające z negocjacji, a potem pilnując ich przestrzegania. Usługi medyczne mają swoją specyfikę wynikającą z tego, że ratują życie człowieka. Dlatego rynek zdrowia różni się od typowego wolnego rynku. Jednak konkurencja musi funkcjonować również w jego obrębie, na trzech płaszczyznach.

Po pierwsze musi być konkurencja pomiędzy ubezpieczycielami. Dlatego tak ważna jest możliwość zarządzania składką zdrowotną przez różnych ubezpieczycieli.

Chodzi o to, żeby konkurowali o ubezpieczonych. Tego nie ma i to największy mankament naszej ochrony zdrowia.

Druga płaszczyzna to relacje ubezpieczycieli ze świadczeniodawcami, czyli kwestia zabiegania placówek o pieniądze ubezpieczycieli, a także konkurowania ubezpieczycieli o usługi świadczone przez szpitale i inne podmioty. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na kształtowanie się cen w warunkach konkurencji. Nie mogą wynikać z czysto rynkowych mechanizmów.

Nawet w USA, także w Niemczech, ustalane są one centralnie, przez różne agencje.

Wreszcie trzeci poziom to relacje pacjentów ze świadczeniodawcami, które zapewniają pacjentom wolny wybór.

Obecnie ceny świadczeń kształtowane są u nas jednostronnie przez NFZ. Nie ma płaszczyzny negocjacji, w wyniku których ustalano by zasady wejścia nowych podmiotów do systemu.

W Niemczech ceny są negocjowane pomiędzy związkami skupiającymi kasy chorych a związkami szpitali, samorządami lekarskimi czy szerzej - świadczeniodawcami. Dzięki temu nie ma tam czegoś takiego, że świadczeniodawca zaniża cenę nawet do poziomu dumpingowego, a potem liczy, że poprzez aneksy osiągnie oczekiwany poziom finansowania.

Muszą więc powstać trzy rodzaje rynków oparte nie na wolnej amerykance, ale na wolnym wyborze kontrolowanym przez państwowe agencje.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze