Ile jest szpitali w Polsce? „Dokładnej liczby nie zna dziś ani Ministerstwo Zdrowia, ani NFZ”

Autor: Monika Chruścińska- Dragan • Źródło: 2022 6 (178)16 listopada 2022 10:19

– Aby stawiać tezę – dość często powtarzaną w debacie publicznej – według której w Polsce mamy zbyt dużo szpitali, trzeba byłoby najpierw określić, ile ich w ogóle jest w naszym kraju. Podejrzewam, że nie ma dzisiaj człowieka, który gotów byłby się założyć, że wie to na pewno – mówi Marcin Kuta, dyrektor Specjalistycznego Szpitalaim. E. Szczeklika w Tarnowie.

Ile jest szpitali w Polsce? „Dokładnej liczby nie zna dziś  ani Ministerstwo Zdrowia, ani NFZ”

Szpitalnictwo wymaga przeglądu pod kątem efektywności, bo dzisiaj placówki nierzadko dublują usługi medyczne w skali regionu i utrzymują oddziały bez ekonomicznego uzasadnienia. Jak to zrobić, czy liczba szpitali w Polsce wymaga redukcji, czy lepszym rozwiązaniem byłaby reorganizacja podmiotów i jakie są szanse na to, że dumnie zapowiadana od kilku lat reforma szpitalnictwa usprawni obecny system, zastanawiali się eksperci XVIII Forum Rynku Zdrowia. 

Jak zwrócił uwagę jeden z prelegentów, Marcin Kuta, dyrektor Specjalistycznego Szpitala im. E. Szczeklika w Tarnowie, aktualnie nie tylko nie wiemy, ile dokładnie jest placówek szpitalnych, ale też według jakich kryteriów i do jakiej ich liczby mielibyśmy dążyć. Nie dysponujemy bowiem precyzyjną definicją „szpitala”. 

– Takiej dokładnej liczby szpitali nie zna dziś ani Ministerstwo Zdrowia, ani Narodowy Fundusz Zdrowia, ani parlamentarzyści, ani eksperci – dodaje.

Bolesław Piecha, poseł Prawa i Sprawiedliwości i zastępca przewodniczącego sejmowej komisji zdrowia, przypomniał, że wprawdzie w ustawie o zakładach opieki zdrowotnej jest zawarta definicja szpitala, jednak nie przystaje ona do dzisiejszych czasów i należałoby ją uaktualnić. Na liczbę szpitali w regionie wpływ mają natomiast samorządy i lokalne ambicje.

– Szpital tego podstawowego szczebla podlega różnym naciskom. Właścicielem jest samorząd, a rady powiatów, gmin czy sejmiki wojewódzkie nie kierują się wyłącznie wiedzą ekspercką, ale oczekiwaniami mieszkańców i lokalnymi ambicjami – tłumaczył Piecha.

Bernard Waśko: Wytrych w postaci definicji szpitala nie jest nam potrzebny 

Parlamentarzysta jest przeciwnikiem oferowania przez szpitale świadczeń, które wykonują dla pojedynczych pacjentów, bo ich jakość zawsze będzie niższa w porównaniu do wyspecjalizowanych, dysponujących bardziej doświadczoną kadrą jednostek. 

– Dla mnie takim wyzwaniem na dzisiaj jest określanie jakości. Musimy określić, co jest jakością w POZ-ecie, co w ambulatoryjnej opiece zdrowotnej, a co w przypadku szpitali. Dopiero później, uwzględniając mapę świadczeń zdrowotnych oraz możliwości kadrowe i finansowe, należałoby mapę szpitali przebudowywać – wskazał poseł. 

Zdaniem Bernarda Waśki, wiceprezesa ds. medycznych Narodowego Funduszu Zdrowia, aby transformować system, nie potrzeba wcale redefiniować terminu ‘szpital’.

– Jeśli wiadomo, co trzeba zrobić w systemie, w jaki sposób go transformować, to wytrych w postaci definicji szpitala nie będzie nam potrzebny – uważa.

Przypomniał również, że zarówno samorządy, jak i menedżerowie lecznic skutecznie podejmowali w przeszłości wiele działań zmieniających strukturę szpitalnictwa na szczeblu lokalnym. – Bez odwagi politycznej i zaangażowania samorządu lokalnego jest to oczywiście bardzo trudne – przyznał.

Krzysztof Zaczek, prezes Szpitala Murcki w Katowicach oraz wiceszef Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, zwrócił uwagę, że obok czynników politycznych i społecznych istotną rolę odgrywa ekonomia. 

– Szpitale przekształcają się, otwierają oddziały czy profilują się nie dlatego, że takie ambicje ma starosta czy dyrektor szpitala, ale dlatego, że jeśli dotychczasowa działalność ewidentnie jest deficytowa, to zarządzający ukierunkowują się na lepiej wyceniane procedury czy specjalizacje – podkreślił.

Argumentów przemawiających za tym, że siecią szpitali rządzą ambicje lokalne, nie podziela do końca zaproszona do dyskusji Bernadeta Skóbel, radca prawny Związku Powiatów Polskich. 

– Były i cały czas są podejmowane działania na poziomie lokalnym, które mają na celu racjonalizację zakresów świadczeń poszczególnych szpitali, natomiast rzeczywiście budzi to czasami opór lokalny, jak również opór polityków wyższego szczebla – zwróciła uwagę. 

Przypomniała także, że w pakiecie zmian legislacyjnych, które przewidywał pierwotny projekt ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa, znalazły się również zapisy nowelizujące ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej, w myśl których minister zdrowia mógłby w drodze rozporządzenia określać pewne standardy, jakie musiałby spełniać szpital, żeby mógł w nim funkcjonować dany oddział. – Jako Związek Powiatów Polskich nie oprotestowaliśmy tego. Starostowie na posiedzeniach zarządu Związku wielokrotnie wypowiadali się, że tego typu zapisy potencjalnie byłyby dobre. Wskazywałyby bowiem, do jakiego poziomu dążymy – podkreśliła. 

Zwróciła także uwagę, że Wojewódzkie Plany Transformacji, za których przygotowanie odpowiadają wojewodowie, nie są dobrą podstawą do jakiegokolwiek planowania lecznictwa szpitalnego w poszczególnych województwach. Powstawały bowiem bardzo szybko, nie uwzględniając oddolnych głosów, nie są też jednolite w skali całego kraju. – Ponadto, nawet po przyjęciu ich przez ministra zdrowia, nadal nie mają żadnego sprawczego charakteru – podsumowała. 

Reforma szpitalnictwa. „Im bardziej miękka, tym bardziej będzie fasadowa”

Odpowiedzią na problemy gnębiące lecznice, eliminującą zwłaszcza dublowanie się lokalnie usług medycznych i konkurowanie o personel, miała być ustawa o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa. Obecnie Ministerstwo Zdrowia opracowuje już kolejną nowelizację projektu. 

Zgodnie z nowymi założeniami, zamiast Agencji Restrukturyzacji Szpitali ma powstać Fundusz Modernizacji i Poprawy Efektywności Szpitalnictwa, a zakładaną wcześniej kategoryzację A, B, C i D zastąpić klasyfikacja I-IV.

Marcin Kuta zwrócił uwagę, że oparcie poprzedniego projektu reformy na wskaźnikach finansowych, kosztem rezygnacji z jakościowych mierników, bardzo zawężyłoby i uprościło ocenę placówek.

– Obawiam się, że nowa wersja projektu, która nie wiadomo jeszcze do końca jaka będzie, nie posunie naszego systemu ochrony zdrowia we właściwym kierunku. Im bardziej będzie miękka, im bardziej oparta na kompromisach, tym bardziej będzie fasadowa. Dlatego że wprowadzanie prawdziwych zmian rodzi opór – tłumaczył.

Jak podkreślił, jest zwolennikiem takiego projektu, który umożliwiłby spojrzenie na polskie szpitalnictwo z szerszej perspektywy. – Bezwzględnie połączył kwestie jakościowe z kwestią finansową – zaznaczył.

Bernadeta Skóbel wskazała natomiast, że w poprzedniej wersji projektu zabrakło instrumentów, które zachęciłyby podmioty lecznicze do współpracy oraz wsparłyby je w zakresie podejmowania działań inwestycyjnych.

– Jeśli zarządzający planują na przykład likwidację niektórych oddziałów, ale widzą, że jest w regionie problem z opieką długoterminową i chcieliby zmienić trochę profil swojej działalności, to byłoby dobrze, gdyby był instrument, który rzeczywiście wsparłby ich w tym zakresie – proponowała.

„Potrzebujemy funduszu, który będzie wspierać”

Zdaniem Marcina Kuty należy także więcej wymagać od kadry zarządzającej. – Jeżeli oczekujemy lepszego poziomu zarządzania szpitalami, to nie bójmy się powiedzieć tego, że kompetencje kadry zarządzającej powinny być większe – podkreślił. – Nie twórzmy kryteriów, że trzeba zrobić MBA, ale dlaczego nie powiedzieć, że „jeżeli chcesz prowadzić szpital, to zarządzaj wcześniej choć 5 lat jakąś komórką organizacyjną w szpitalu” – dodał. 

Prezes Polskiej Federacji Szpitali prof. Jarosław J. Fedorowski przyznał, iż liczy na to, że resort tworząc nowy projekt ustawy o modernizacji, położy większy nacisk na wsparcie placówek.

– Potrzebujemy funduszu, który byłby nakierowany na wspieranie. Wspierajmy tam, gdzie jest to potrzebne. Wspierajmy najpierw tych, którzy są w najtrudniejszej sytuacji, bo nie możemy dopuścić do tego, aby zawaliła się opieka szpitalna w danym regionie. Dopiero później wypracujmy reformę – zasugerował. 

Jak przypomniał, większość organizacji zrzeszających zarządzających szpitalami stoi na stanowisku, że w Polsce jest zbyt wiele specjalizacji lekarskich i determinują one to, jak wyglądają rodzime placówki.

Senator Wojciech Konieczny, dyrektor Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie, obawia się z kolei, że reforma będzie cichą próbą redukcji liczby lecznic i ich oddziałów. – Z tym że nie nazywa się tego wprost – mówił. 

Podobnie jak poseł Piecha nie sądzi, aby nowy projekt był jeszcze w tym roku procedowany.

– System mamy w tej chwili rozchwiany i dotknięty nieszczęśliwą w realizacji ustawą (o podwyżkach w ochronie zdrowia – przyp. red.). Przeprowadzenie w tych warunkach reformy, która ma stwarzać pozory porządkowania systemu, raczej się nie uda. Zapewne zostanie odroczona. Rządzący będą mieli obawy, czy taką reformę wprowadzać. Cokolwiek by mówić, zakończy się ona pogorszeniem dostępu do świadczeń zdrowotnych – stwierdził senator.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum