Gdyby nasz system był sprawny, nie byłoby wyjazdów na leczenie za granicą

Autor: Ryszard Rotaub • • 13 lipca 2018 10:05

Większość przypadków operacji usunięcia zaćmy w czeskich klinikach dotyczyła pacjentów, którzy nigdy nie zarejestrowali się w kolejkach do polskich ośrodków - wynika z danych NFZ, które przedstawiono podczas sesji dotyczącej dyrektywy transgranicznej zorganizowanej w ramach III Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 8-10 marca 2018).

Oznacza to, że mimo dużej skali zagranicznych wyjazdów na leczenie w ramach dyrektywy transgranicznej, w kraju kolejki oczekujących na operację usunięcia zaćmy z powodu wyjazdów do Czech wcale nie maleją.

NFZ nie utrudnia wyjazdów

- Prawdopodobnie zaraz po wizycie u polskiego okulisty te osoby wyjeżdżają na zabieg - analizowała to zjawisko Agnieszka Tyc, dyrektor Departamentu Współpracy Międzynarodowej NFZ. - Dodatkowo rozwinął się rynek usług w zakresie kompleksowej organizacji wyjazdów oraz pośrednictwa finansowego. Firmy biorą na siebie opłacenie świadczeń - wskazywała na powody, dla których aż tylu Polaków wyjeżdża do innych krajów, szczególne do Czech.

- Najwięcej wyjazdów jest z województwa śląskiego, dolnośląskiego, małopolskiego i opolskiego - dodała. Główny rodzaj świadczeń to operacja usunięcia zaćmy (ponad 92%), a ostatnio także stomatologia, najczęściej dla osób niepełnosprawnych. - W każdym razie ciężar dyrektywy opiera się na zaćmie - oceniła Agnieszka Tyc.

Wspominając początki obowiązywania w Polsce dyrektywy transgranicznej (2014 r.), dyr. Tyc podkreśliła, że były obawy, iż Fundusz będzie blokował wyjazdy ze względów finansowych. Tymczasem 95% wniosków uzyskuje refundację, czyli są pozytywnie rozpatrywane. Wypłacone zwroty stanowią ponad 75% wnioskowanych przez pacjentów kwot.

Na pytanie z sali o liczbę przyjazdów obcokrajowców korzystających ze świadczeń w Polsce w ramach dyrektywy transgranicznej, odpowiedziała, że nie ma takich danych, bo "kierują się oni bezpośrednio do świadczeniodawcy i rozliczają się z płatnikiem w swoim kraju, przez NFZ to nie jest rejestrowane".

Więcej pieniędzy, więcej operacji

Prof. Ewa Mrukawa-Kominek, kierownik Katedry Okulistyki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, zaznaczyła, że środowisko okulistów już w 2014 r. sygnalizowało, iż nie ma możliwości zoperowania wszystkich, których należałoby zoperować. - Wydolność naszych oddziałów, chirurgów była większa niż finansowanie, a sprzęt, którym dysponujemy w szpitalach, jest najwyższej klasy. Dopiero dzięki ubiegłorocznym zmianom finansowanie zostało zwiększone - stwierdziła i przedstawiła konkretne dane.

- W styczniu i lutym ub. roku kolejka oczekujących na usunięcie zaćmy wynosiła u nas 17,5 miesiąca. W tym roku jest to 12 miesięcy - powiedziała.

Jerzy Szafranowicz, dyrektor Śląskiego OW NFZ, wskazał, że w zeszłym roku Centrala NFZ przeznaczyła dodatkowo, poza kontraktowaniem, 17 mln zł na operacje zaćmy, co wystarczyło na 7 tysięcy zabiegów, dzięki czemu w Polsce zmniejszyły się kolejki.

Odnosząc się do tezy, że zagraniczne wyjazdy pacjentów nie skracają kolejek w kraju, prof. Ewa Mrukawa-Kominek potwierdziła, że pacjenci są zachęcani przez lekarzy do wyjazdu do Czech. Wskazała, że ponad 90% wyjeżdżających to nie są pacjenci oczekujący na operację zaćmy w Polsce.

- My podchodzimy do operacji bardzo serio, tzn. pacjent musi się kwalifikować - wyjaśniła. - Zdarza się natomiast, że mamy w kontroli pacjentów, którzy nie kwalifikowali się do operacji zaćmy w systemie refundacyjnym. Mieli zaćmę, która w niewielkim stopniu upośledzała widzenie albo w ogóle jej nie mieli. Jednakże przeszli operację za granicą - powiedziała.

- Dominują Czechy, ale pojawiają się nowe kierunki: Litwa (ponad 13 mln zł refundacji w ubiegłym roku w Podlaskim Oddziale NFZ) oraz Belgia, Niemcy i Francja - dodała.

Jerzy Szafranowicz wskazał, że ostatnio, oprócz operacji zaćmy, na liście świadczeń udzielanych w ramach dyrektywy transgranicznej pojawiła się także korekta opadających powiek (płatnik wydatkował na to 126 mln zł). - Kolejną nowością są świadczenia stomatologiczne dla osób niepełnosprawnych. W Polsce nie było chętnych, by realizować te usługi. Dlatego pół roku temu podjąłem decyzję o podniesieniu ceny i chętni się znaleźli - poinformował dyr. Szafranowicz.

Wypaczony sens dyrektywy

Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, nawiązał do słów przedstawicieli NFZ i przyznał, że "nie ma problemu z uzyskaniem zwrotu pieniędzy, jest problem z uzyskaniem zgody na leczenie za granicą, szczególnie jeśli chodzi o choroby rzadkie".

- Cała filozofia dyrektywy sprowadza się do tego, żeby wyrównać szanse leczenia pacjentów na obszarze całej UE. W Polsce całkowicie zostało to zaburzone poprzez ograniczenie praw pacjentów, ograniczenie środków na refundację, rozbudowaną biurokrację - wyliczał bariery w korzystaniu z dyrektywy przez Polaków.

Odnosząc się do problemu dużej skali wyjazdów na leczenie, Stanisław Maćkowiak powiedział: - Jeśli pacjent ma możliwość otrzymania świadczenia w kraju, to nie wyjedzie za granicę, bo to się wiąże z wieloma utrudnieniami, m.in. z możliwością powikłań. Gdyby nie było kolejek, nikt nie próbowałby wyjeżdżać. Zasadniczym problemem jest organizacja sytemu ochrony zdrowia w Polsce - podsumował.

Płk prof. Marek Rękas, kierownik Kliniki Okulistyki w Wojskowym Instytucie Medycznym, konsultant krajowy w dziedzinie okulistyki, zwrócił uwagę, że wbrew obiegowej opinii operacja zaćmy nie jest prostym zabiegiem, lecz poważną operacją okulistyczną. - 30% pacjentów po zaćmie ma powikłania w okresie krótkoterminowym, w długoterminowym są uszkodzenia skutkujące uszkodzeniem widzenia -zaznaczył. Dodał, że na 100 operacji 5% kończy się odwarstwieniami siatkówki.

- Wskazaniem nie jest chęć pacjenta, jak w operacjach plastycznych, lecz wskazania WHO. W usługach transgranicznych te zasady są łamane, gdyż pojawia się mechanizm napędzania pacjentów, pojawia się biznes - ocenił konsultant krajowy. Jak zauważył, firmy zajmujące się turystyką medyczną rozliczają się z lekarzami po polskiej stronie, a ci diagnozują zaćmę, którą lekarz jest w stanie rozpoznać bardzo wcześnie. - Jako chirurg miałem wielu pacjentów, którzy nie musieli się operować. Część tych ludzi została zwyczajnie nabrana - ocenił.

Z niepokojem o pacjentach i okulistach

Prof. Katarzyna Michalska-Małecka z Kliniki Okulistyki Szpitala Klinicznego Ceglana w Katowicach odniosła się do wypowiedzi konsultanta krajowego i powiedziała, że wspomniane zjawiska budzą troskę o pacjentów, którzy bez wskazań do chirurgii zaćmy są operowani i narażeni na powikłania. - Budzi to też troskę o przyszłość polskiej okulistyki - stwierdziła.

- Na ustawę transgraniczną przeznaczono rezerwę w wysokości 1 mld zł. W latach 2014-2017 wykorzystano zaledwie 25,8 mln zł, z czego na Śląsku 23 mln zł. Czy nie można przesunąć tej rezerwy na kontraktowanie oddziałów okulistycznych w Polsce? - zasugerowała i dodała, że w Polsce jest świetny sprzęt i wyszkoleni chirurdzy, którzy chcą operować.

Prof. Michalska-Małecka postawiła jeszcze jedno ważne pytanie: - Dlaczego pacjent operowany w Polsce nie może sobie wybrać soczewki i dopłacić do niej? Tymczasem, gdy jedzie za granicę, może wybrać soczewkę, która zapewni mu większy komfort widzenia.

W czasie dyskusji mówiono też o endoprotezoplastyce, która również jest na liście świadczeń wykonywanych poza krajem. - Mediana czasu oczekiwania (nie jest to średni czas oczekiwania) na endoprotezoplastykę wynosi w Polsce 3-4 miesiące - poinformował dr hab. Tomasz Bielecki, kierownik Klinicznego Oddziału Chirurgii Ortopedyczno-Urazowej i Rekonstrukcyjnej Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 im. św. Barbary w Sosnowcu. Przyznał, że po zmniejszeniu o 30-50% wycen, rentowność nadal jest wysoka, na poziomie kilku tysięcy zł.

- Procedury są dochodowe. Mając te same limity w złotówkach, jesteśmy w stanie wykonywać więcej operacji - powiedział.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum