Gdy zawodzi koordynacja

Autor: Ryszard Rotaub • • 25 czerwca 2014 12:00

Na brak właściwej koordynacji polityki zdrowotnej w regionach narzekali wszyscy uczestnicy sesji dotyczącej problemów i strategii polityki zdrowotnej w wybranych województwach - od dyrektorów szpitali po wicemarszałków odpowiedzialnych za ochronę zdrowia. Wzięli oni udział w dyskusji zorganizowanej w ramach VI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (7-9 maja 2014 r.).

Dyskusja panelowa była poświęcona głównie koordynacji działań różnych organów założycielskich na poziomie regionu. Lepszemu planowaniu usług zdrowotnych w regionach mają służyć mapy potrzeb zdrowotnych - pomysł lansowany przez Ministerstwo Zdrowia. Ale map jeszcze nie ma. Co jest?

- Mamy do czynienia z nieustannymi nowelizacjami ustaw, rozporządzeń i zarządzeń. Trudno jest cokolwiek planować i koordynować, gdy nie wiemy, w jakim okresie, w jakim zakresie i w jakich wartościach finansowych możemy rozwijać firmy medyczne - skarżył się Mariusz Wójtowicz, prezes Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia Województwa Śląskiego, który jest jednocześnie prezesem spółki Szpital Miejski w Zabrzu.

Nowi też chcą kawałek tortu

Zwrócił uwagę, że woj. śląskie jest regionem, w którym powstaje dużo nowych placówek. - Należałoby ich rozwój skorelować, żeby system prawidłowo zadziałał. Tymczasem - jak stwierdził - mamy do czynienia z brakiem kontroli nad tym, co się w systemie ochrony zdrowia dzieje.

- Myślę o takiej koordynacji, żeby była zapewniona dostępność świadczeń medycznych, a ci, którzy je oferują i inwestują pieniądze, żeby mieli przekonanie, że za 10-15 lat będą mogli na tym rynku funkcjonować bezpiecznie - apelował Mariusz Wójtowicz.

Jego zdaniem, warto się zastanowić nad tym, czy budowanie nowych szpitali wysokospecjalistycznych jest teraz najważniejsze. - Należałoby raczej postawić na rozwój POZ i AOS oraz możliwość szerszego korzystania przez pacjentów ze szpitali powiatowych, które zajmują się leczeniem podstawowych schorzeń - sugerował.

Stanowisko Wójtowicza współbrzmi z oceną przedstawioną przez Barbarę Bulanowską, dyrektor Małopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. Wskazała ona na potrzebę przesuwania środków ze szpitali do AOS. W jej ocenie małopolskie lecznice dostrzegają potrzebę rozwoju ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. - Ze szczegółowej analizy NFZ wynika, że w ubiegłym roku wzrosła liczba porad udzielanych w poradniach przyszpitalnych - poinformowała.

Wicemarszałek jak strażak

Jerzy Michalak, wicemarszałek woj. dolnośląskiego, przyznał, że jego działalność nie wpisuje się w rolę koordynatora. Omawiając problemy polityki zdrowotnej w regionie i koordynacji w dziedzinie lecznictwa, stwierdził, że jego zadanie jako wicemarszałka odpowiedzialnego za ochronę zdrowia polega obecnie na gaszeniu pożarów i reagowaniu na bieżące problemy.

- Natomiast reguły gry w ochronie zdrowia zmieniają się zbyt często, a właściwie nie zostały nakreślone, więc trudno jest mówić o długofalowym planowaniu - dodał.

Do roli marszałków województw, jako organów koordynujących politykę zdrowotną, nawiązał również Roman Kolek, wicemarszałek woj. opolskiego. On także przyznał, że w większym stopniu czuje się strażakiem gaszącym pożary niż planistą.

- Oczekujemy stabilności przepisów, w oparciu o które można planować rozwój ochrony zdrowia w województwie - stwierdził, odnosząc się do propozycji MZ dotyczących tworzenia map potrzeb zdrowotnych. Mają one zmienić rolę i zadania województw w kwestii rozpoznania potrzeb zdrowotnych i ich zaspokajania.

Jeśli chodzi o koordynację działań i planowanie, sytuację dodatkowo komplikuje szybki rozwój nowych lecznic. - Środki finansowe przeznaczane na zdrowie są od lat na podobnym poziomie. Ale pojawiają się nowe podmioty, które także chcą z nich skorzystać - zauważyła Aleksandra Skowronek, wicemarszałek woj. śląskiego, i podkreśliła, że mapy potrzeb zdrowotnych ustabilizowałyby sytuację placówek i zdefiniowały ich przyszłość.

Przedstawiając propozycję zarządu województwa śląskiego dotyczącą przekazania czterech szpitali marszałkowskich Śląskiemu Uniwersytetowi Medycznemu, Aleksandra Skowronek zaznaczyła, że konieczna jest jeszcze zgoda radnych sejmiku.

Wyjaśniła, że w samym pomyśle chodzi o rozwój kadry medycznej potrzebnej regionowi. Zaznaczyła, że sytuacja finansowa i infrastruktura wspomnianych szpitali nie jest zła, więc celem władz samorządowych nie jest pozbycie się przynoszących straty jednostek.

Na potrzebę kształcenia kadr medycznych zwrócił też uwagę Roman Kolek, wicemarszałek woj. opolskiego. Powiedział, że samorządy wojewódzkie powinny być odpowiedzialne za funkcjonowanie całego systemu ochrony zdrowia w regionach, w tym także za alokację miejsc rezydenckich.

- W regionie brakuje specjalistów, powinno się zwiększyć możliwości ich kształcenia - postulował Roman Kolek.

Spełnienie postulatów, o których mówili uczestnicy dyskusji poświęconej problemom i strategii polityki zdrowotnej, możliwe jest pod kilkoma warunkami. Jeden z najważniejszych to zapewnienie ochronie zdrowia odpowiedniego poziomu finansowania.

Gdy brakuje pieniędzy

Tymczasem według Dariusza Strojewskiego, członka zarządu M.W. Trade SA, firmy specjalizującej się w usługach finansowych dla podmiotów działających na rynku medycznym, przychody NFZ za ubiegły rok będą niższe o 2 mld zł od planowanych, a ponadto przewidywane przychody rosną obecnie wolnej niż zakładano.

- W nadchodzących latach nie można liczyć na wzrost składki zdrowotnej - przyznała Barbara Bulanowska i wskazała, że jedną z przyczyn makroekonomicznych może być sytuacja międzynarodowa (np. ograniczenie eksportu do Rosji).

Izabela Tatulińska, dyrektor biura ubezpieczeń klientów medycznych w EIB SA, skoncentrowała się na kwestii wniosków kierowanych przez pacjentów do wojewódzkich komisji do spraw zdarzeń medycznych. Mają one wpływ na wysokość składek ubezpieczeniowych szpitali.

Jej zdaniem prowadzone statystyki nie ujawniają problemu, gdyż jedynym wiarygodnym kryterium byłoby porównanie liczby wniosków z liczbą mieszkańców danego województwa.

- Najwięcej wniosków w latach 2012 i 2013 było w woj. mazowieckim, śląskim i małopolskim. Najmniej w woj. podlaskim, lubuskim, warmińsko-mazurskim. Inaczej by to wyglądało, gdyby porównać liczbę wniosków przypadającą na 100 tys. mieszkańców - stwierdziła.

W dyskusji głos zabrali także dyrektorzy szpitali: Dariusz Jorg

z Uniwersyteckiego Centrum Okulistyki i Onkologii w Katowicach, Jarosław Madowicz z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie, Piotr Nowicki ze Szpitala Klinicznego nr 1 we Wrocławiu, a także Mariola Bartusek, przewodnicząca Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Katowicach.

Dyrektorzy koncentrowali się głównie na problemach finansowych. Dariusz Jorg zwrócił uwagę, że szpitale, przy rosnących kosztach, pracują bez zmian stawek za procedury. Nie przeprowadzono kontraktowania na ten rok, tylko aneksowano umowy. - Jeśli dojdzie do kolejnego przedłużenia aneksowania umów, może się okazać, że szpitale przez kolejny rok będą dysponować takimi samymi środkami - powiedział.

Zaznaczył, że placówki starają się sprostać sytuacji na rynku. Na przykład w Centrum skrócono czas leczenia pacjentów na okulistyce z 4,6 dnia do 1,67 dnia, ale odbyło się to przy zmniejszonej rentowności procedur.

Jednym z działań redukujących koszty było skrócenie czasu hospitalizacji. - Na przykład w oddziale okulistycznym pacjenci przebywają średnio 2-3 dni, podczas gdy wcześniej ten czas dochodził nawet do 10 dni - poinformował Jarosław Madowicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie.

Jego zdaniem niepokojącym zjawiskiem w szpitalach przeżywających trudną sytuację finansową jest obserwowany brak identyfikowania się załogi z celami stawianymi przez dyrekcję. W tym kontekście dyrektor Madowicz wspominał, że przed laty w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie na skutek płacowego protestu doszło do ewakuacji pacjentów.

Przypomniał też sytuację w Szpitalu Wojewódzkim w Tychach, gdzie m.in. w wyniku zgłaszanych przez załogę roszczeń płacowych, szpital stracił płynność finansową i konieczne stało się jego przekształcenie w spółkę.

Nawiązując do wypowiedzi dyrektora Madowicza o roszczeniach płacowych załóg, dr Mariola Bartusek powiedziała, że postulaty płacowe pielęgniarek wynikają stąd, że ta grupa zawodowa nie chce już dłużej czekać na obiecywane podwyżki. Mówiąc o niedawnym rozporządzeniu ministra zdrowia dotyczącym norm zatrudnienia pielęgniarek, Bartusek przyznała, że życie nieco zweryfikowało obawy związane z ograniczaniem liczby pielęgniarek na oddziałach. Ostrzegła jednak, że przy zastosowaniu zapisów rozporządzenia problemem może być zapewnienie właściwej opieki pielęgniarskiej nad pacjentami w niewielkich oddziałach.

Kliniczny przypadek restrukturyzacji

O tym, w jaki sposób możliwe jest - bez udziału środków publicznych lub samorządowych - ratowanie poważnie zadłużonej jednostki, mówił z kolei Piotr Nowicki, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 we Wrocławiu, który ponad dwa lata temu podjął się misji uzdrowienia finansów placówki.

Poinformował, że rok 2013 zakończył się z zyskiem na poziomie 3,5 mln zł (wynik netto). Struktura szpitala i zakres usług pozostał taki sam, ale wiele obszarów zostało zracjonalizowanych. Niestety, 1/4 załogi musiała odejść w trybie grupowego zwolnienia (w tym pielęgniarki, praktycznie 380 osób). Ponadto szpital, który zajmował 23 budynki ograniczył swoje zasoby nieruchomości do 16 obiektów.

Jak przekonywał, szpital jest w miarę stabilny finansowo (zaznaczył, że zdaje sobie sprawę z pewnej umowności takiego określenia). Na koniec kwietnia jego zadłużenie wynosiło ok. 130 mln zł, wymagalne spadło do poziomu 64 mln. Gdyby utrzymała się dotychczasowa tendencja, szpital powinien zostać oddłużony do 2038 roku. Tłumaczył, że nie było szans na przekształcenie lecznicy, by skorzystać z pomocy publicznej, bo organ założycielski (uczelnia) musiałaby wydać - jak wyliczono - 45 mln zł. - Ale lepsza perspektywa 24 lat niż żadna - podsumował dyrektor Nowicki.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum