MS | 16-01-2017 13:18

Gastroenterologia poza siecią szpitali?

Mnożą się obawy specjalistów tych dziedzin, które w pierwotnym projekcie ustawy o sieci szpitali nie weszły w zakres podstawowego zabezpieczenia zdrowotnego. Prof. GRAŻYNA RYDZEWSKA, prezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologicznego, podkreśla, że sieć szpitali "nie zauważa" żadnej dziedziny specjalistycznej wywodzącej się z chorób wewnętrznych.

Jak przekonuje ekspertka, brak kompleksowości leczenia i dostępności do terapii specjalistycznych to główne zagrożenia, z którymi musieliby zmierzyć się chorzy, gdyby gastroenterologia została wyprowadzona poza szpitale pierwszego i drugiego poziomu referencyjności.

- Wydaje się, że decydenci nie zauważają, że gastroenterologia jest specjalnością bardzo szeroką. Kiedy spojrzy się na nią z puntu widzenia epidemiologii, to jest drugą po kardiologii dziedziną pod względem częstości zachorowań - wyjaśnia prof. Grażyna Rydzewska.

Ile oddziałów pozostanie?

Prezes PTG tłumaczy, że jeśli resort nie zmieni kryteriów wejścia do sieci, to do dyspozycji pacjentów cierpiących na schorzenia gastroenterologiczne pozostanie jedynie dwadzieścia kilka oddziałów. To bardzo mało zważywszy choćby na fakt, że dziś np. leczenie biologiczne w ramach programów lekowych w schorzeniach gastroenterologicznych obsługują 64 szpitale.

- Jak sobie w takim razie z opieką tylko nad tymi chorymi poradzi dwadzieścia kilka szpitali? Jak długo na specjalistyczne leczenie będą czekali chorzy, skoro już dziś w szpitalu, który reprezentuję (mowa o Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie - red.), kolejki do przyjęcia na oddział sięgają grudnia 2017 roku? - pyta prof. Rydzewska.

Jak dodaje, projekt ustawy o sieci szpitali wraz z rozporządzeniem MZ na temat poziomu referencyjności szpitali uwzględnia finansowanie wszystkich zakresów tylko w tzw. szpitalach najwyższego poziomu, czyli w ministerialnych, instytutowych, uniwersyteckich, akademickich. Tylko tam pozostanie więc gastroenterologia, jeśli będzie finansowana zgodnie z dotychczasową propozycją resortu.

W szpitalach drugiego poziomu referencyjnego rozliczenie świadczeń będzie odbywać się na bazie chorób wewnętrznych. Resort zdrowia uważa bowiem, że w ten sposób można rozliczyć procedury. W ocenie prof. Grażyny Rydzewskiej nie jest to jednak takie oczywiste.

Rekomendacje resortu zdrowia

Dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Ochrony Zdrowia Uczelni Łazarskiego, wyjaśnia natomiast, że środowisko niepokoją nie tylko zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia, odnoszące się do sieci szpitali, ale również informacje zawarte w mapach potrzeb zdrowotnych.

Zapisy w mapach wskazują jednoznacznie na to, że opieka gastroenterologiczna w Polsce zostanie poprawiona, jeśli oddziały gastroenterologiczne zostaną zlikwidowane, a leczenie zostanie przeniesione na oddziały wewnętrzne czy internistyczne.

W ocenie dr Gałązki-Sobotki, to kierunek, k tór y trudno poprzeć i trudno promować, mając świadomość, że np. same tylko nieswoiste choroby zapalne jelit to schorzenia, które dotykają ludzi młodych, gdzie koszty pośrednie i wynikające z utraty wydajności pracy wynoszą średnio ponad 1 mln zł na jednego chorego rocznie.

- Zatem potrzebujemy raczej systemu, który w oparciu o oddziały gastroenterologiczne będzie gwarantował efektywną, kompleksową opiekę, a nie odwrotnego kierunku działania - stwierdza dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Dr Jerzy Gryglewicz, eksper t Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, też nie ma wątpliwości, że rekomendacje resortu zdrowia są jednoznaczne i zmierzają do tego, żeby oddziały gastroenterologiczne niekoniecznie funkcjonowały w szpitalach niższego poziomu referencyjnego.

- Prezentowane w projekcie sieci szpitali podejście może jednoznacznie świadczyć, że oddziały gastroenterologii znikną z sieci szpitali, zwłaszcza że szpitale będą budżetowane. Z kolei brak oddziałów gastroenterologii z perspektywy dyrektora może tworzyć chęć ograniczenia realizacji świadczeń dla tej grupy pacjentów i świadczeń w ogóle w tej dziedzinie medycyny - podsumowuje dr Gryglewicz.

Gdzie ta kompleksowość?

Tego samego zdania jest prof. Grażyna Rydzewska, która obawia się, że jeśli dyrektorzy szpitali, którzy mają oddziały gastroenterologiczne, nie będą musieli ich mieć, to właśnie ich w pierwszym rzędzie nie będą chcieli dofinansowywać.

- W efekcie za rok, dwa, trzy okaże się, że dostępność do badań endoskopowych, leczenia biologicznego, ogromnie spadnie, ponieważ te ośrodki, które pozostaną, nie zabezpieczą potrzeb rynkowych - prognozuje prezes PTG.