Fundusz(e) na stole

Autor: Justyna Wojteczek • • 15 maja 2008 17:29

Do tej pory jak refren powtarzano, że pieniędzy w systemie ochrony zdrowia jest za mało. A co zrobimy, jeśli będzie ich jeszcze mniej?

Ostatnie tygodnie upływają pod znakiem alarmistycznych wiadomości z giełdy i coraz bardziej pesymistycznych informacji zza oceanu. Groźba zwolnienia dynamiki wzrostu PKB jest w Polsce realna. Jeśli gospodarka przyhamuje, odczuje to negatywnie i ochrona zdrowia. Plan awaryjny? Wygląda, że go brak.W niedawnym wywiadzie dla Rynku Zdrowia prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Jacek Paszkiewicz podkreślił, że rok 2007 był rekordowy pod względem finansów. I dodał, że to się już nie powtórzy w 2008 roku.
Tymczasem ochrona zdrowia znajduje się w coraz większym kryzysie, m.in. ze względu na rosnące żądania płacowe. Ale nie tylko. Do tej pory zawsze jak refren powtarzano, że pieniędzy w systemie jest za mało. A co będzie, jeśli będzie ich jeszcze mniej?

Ekonomia zależności

- Jeżeli gospodarka USA wyraźnie spowolni lub - co gorsza - wejdzie w recesję i jeżeli ten stan z pewnym opóźnieniem przeniesie się na gospodarkę europejską, to echa tego spowolnienia za kilka kwartałów mogą dotrzeć także do nas - przyznał niedawno w Gazecie Wyborczej prof. Dariusz Filar, członek Rady Polityki Pieniężnej.
Analitycy na razie nie wierzą w recesję w Polsce.
- Nasza gospodarka rozwija się w dużej mierze dzięki temu, że Polacy więcej konsumują i inwestują. Popyt jest na tyle duży, że opłaca się produkować na polskie potrzeby - wyjaśnia główny ekonomista BPH Ryszard Petru. Dodaje, że oczywiście recesja w Stanach to spadek eksportu z Europy do Stanów i prawdopodobnie wolniejsza dynamika eksportu z Polski do Europy. Ale atutem polskiej gospodarki jest nasze członkostwo w Unii Europejskiej i dodatkowy napływ funduszy z tego tytułu. - To przekłada się na ok. 1 punkt procentowy wzrostu PKB - szacuje.
Jest jeszcze jeden atut: polskie produkty lądują w Europie na niższych półkach; w sytuacji kurczenia się budżetów domowych mieszkańcy Unii po nie właśnie częściej będą sięgać. - To wszystko oznacza, że jeśli dynamika wzrostu będzie mniejsza, to na poziomie 3 proc., a to bardzo przyzwoity poziom - podkreśla nasz romówca.
Media cytowały Macieja Relugę, głównego ekonomistę BZ WBK, który uważa, że jeśli kłopoty dotkną ważną dla nas gospodarkę niemiecką, scenariusz gospodarczy dla Polski na 2009 r. "zrobi się mniej wesoły". Jego zdaniem, wzrost PKB wyniesie wówczas około ponad 4 proc.

Tłuste lata

Tymczasem wpływy do Narodowego Funduszu Zdrowia bardzo zależą od koniunktury gospodarczej. Do tej pory gospodarka rozwijała się w szybkim tempie i - analogicznie - w kolejnych latach rosły wpływy do Funduszu oraz jego wydatki na świadczenia opieki zdrowotnej. Przez kilka lat rósł też procent składki na ubezpieczenie zdrowotne odprowadzanej od zarobków. W 2000 roku Fudnusz wydał na zdrowie 23 mld, a na 2008 rok przewiduje się wydatki wynoszące ponad 37 mld zł!
Ponieważ plan zwykle zakładał mniejsze wpływy, w ciągu roku był wielokrotnie zmieniany, w 2007 r. aż siedem razy. Placówki medyczne mogły więc liczyć na to, że pod koniec roku uda się im wyszarpać nawet spory grosz na podreperowanie budżetu.
- To, co jest ryzykiem u nas, z punktu widzenia ochrony zdrowia, to zbyt optymistyczne założenia co do przyszłych wpływów. Plan nie może być zbyt optymistyczny, bo jak gospodarka pójdzie w dół, to wpływy będą dużo mniejsze i tym większy problem. Zwykle spowolnienie przychodzi szybciej niż się spodziewamy - przestrzega Ryszard Petru.

Będzie trudniej

Funduszowi grozi nie tylko dekoniunktura. Narastają żądania płacowe personelu medycznego. Najsilniejszą pozycję mają lekarze, bo chronią ich przepisy dotyczące czasu pracy, a jeśli odmówią dyżurowania, niektórym oddziałom grozi zamknięcie. Dyrektorzy uginają się często pod tą presją i obiecują pieniądze, których nie mają. Według wiceministra zdrowia Marka Twardowskiego, w województwie łódzkim na 42 szpitale aż w 16 wydatki, w związku z podwyżkami płac, mają być wyższe niż przychody. Zadłużenie więc będzie rosło. Ale to nie wszystko.
Już za dwa lata z rynku pracy zaczną odchodzić na emeryturę osoby z roczników powojennego wyżu demograficznego. Jak mówi Ryszard Petru, reforma emerytalna była m.in. po to, by zapobiec klęsce demograficznej po 2010 roku, kiedy gwałtownie wzrośnie liczba osób na emeryturze. W 2012 roku na emeryturę ma przejść 1,5 mln osób.
A to właśnie emeryci są największymi beneficjentami systemu opieki zdrowotnej i najwięcej ją kosztują. Nie można też liczyć na to, że spadną ceny leków. Wprost przeciwnie - będą rosły.

Potrzebne... poduszki

Warto więc mieć "poduszkę", na której można miękko wylądować w razie niesprzyjających okoliczności. Taką poduszkę mają fundusze emerytalne: tzw. fundusz rezerwy demograficznej, który w latach tłustych rośnie, żeby można go było wydać w latach chudych.
Ubezpieczyciele działający na podstawie prawa ubezpieczeniowego muszą się asekurować. Narodowy Fundusz Zdrowia ma oczywiście pozycję w planie pt. "rezerwa". Ale w skali wpływów są to minimalne środki. Ekonomiści zwracają też uwagę na to, że nieustannie na Fundusz jest wywierana presja, by jak najszybciej wydawał to, co do niego wpłynie ponad plan. Tymczasem warto czasami coś "chomikować".
- Generalnie najlepszą asekuracją systemu jest pozyskiwanie środków finansowych z różnych źrodeł. I są to tak naprawdę jedyne zabezpieczenia. Zgadzam się, że system jednolitego poboru składki nie jest dobry. Dlatego powinniśmy rozwijać system dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych m.in. po to, by wrażliwość systemu na zmiany poziomów finansowania była mniejsza - mówi Jacek Paszkiewicz.
Jego zdaniem, tylko taka forma gwarantuje większą stabilność systemu, bo gwarancje z budżetu państwa nie wystarczą. - Budżet NFZ to 45 mld zł. To kwota, która może przewrócić każdy budżet. Jedynym wyjściem jest dywersyfikacja ryzyka finansowego na innych ubezpieczycieli. Tylko to może spowodować utrzymanie niemal takiego samego poziomu dostępności świadczeń w razie ewentualnego zmniejszenia finansowania - uważa Paszkiewicz.
Ekspert Banku Światowego Jan Rutkowski ubolewa, że polscy politycy nie myślą długookresowo, czemu dodatkowo sprzyjają roczne budżety. Łatwo jest zapominać, że po okresie koniunktury musi przyjść dekoniunktura. Zdaniem Rutkowskiego, pewną stabilizację wprowadziłoby przyjmowanie budżetów trzyletnich. Tymczasem od lat w działalności NFZ widać raczej tendencję odwrotną: w końcu co roku wiele placówek kontrakty zawiera na przykład na kwartał czy pół roku.
Instytucje finansowe określają długookresowe cele, a potem konstruują odpowiednie budżety. Zawsze mają plan awaryjny. W sytuacji dekoniunktury oczywiście tną koszty - najpierw najczęściej marketingu i reklamy.

Na wypadek cięć

Były wiceminister zdrowia Wiktor Masłowski nie lubi wskaźników typu PKB.
- To procenty. Osobiście wolałbym mieć kwotę odpowiadającą 2 procentom PKB Luksemburga niż nasze sześć - mówi.
Co ciąć, gdyby przyszły chude lata?
- Nie mam co ciąć - mówi Masłowski, dyrektor szpitala Attis w Warszawie. Jego zdaniem, błędem polskiej ochrony zdrowia jest to, że do tej pory koszty obcinano przede wszystkim w zatrudnieniu.
Zdaniem Masłowskiego, mamy chyba najbardziej niefunkcjonalną ochronę zdrowia. Sam nie znajduje odpowiedzi na wiele pytań: - Dlaczego mamy ten archaiczny podział na oddziały? Dlaczego wciąż rządzą ordynatorzy? Po co niemal w każdym szpitalu szpitalny oddział ratunkowy? Przecież powinno ich być dokładnie tyle, ile kiedyś było województw, za to wyposażonych we wszystko potrzebne i z odpowiednim zapleczem kadrowym! Dlaczego sprzedawaliśmy czy sprzedajemy sanatoria zamiast przekształcać je w placówki opiekuńcze dla osób starszych? Po co nam szpitale w kosztownych, starych budynkach? Po co szpital 36-łóżkowy w malutkiej miejscowości, podczas gdy 8 km dalej jest duży szpital kilkuprofilowy?
Masłowski podkreśla, że trzeba wprowadzać coraz więcej hospitalizacji jednodniowych, krótkotrwałą diagnostykę i rozwijać opiekę domową. Tylko w ten sposób uda się przygotować na "chude" lata.
Od połowy lat 90. w Polsce toczy się debata na temat tego, jak reformować system opieki zdrowotnej. Od tego czasu mamy nieustanną karuzelę haseł: koszyk, ubezpieczenia alternatywne, dobrowolne, restrukturyzacja. Być może wkrótce życie zmusi polityków do tego, by napełnili je treścią.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum