Dziedziczna i lekceważona

Autor: Vanessa Nachabe-Grzybowska • • 03 lipca 2008 14:33

Zdaniem specjalistów, znaczna część osób cierpiących na PChŻ wymaga profilaktyki, a nie leczenia

Na przewlekłą chorobę żylną (PChŻ) cierpi w Polsce prawie 50% kobiet i 40% mężczyzn. Nieleczona PChŻ prowadzi do powstawania żylaków i owrzodzeń żylnych podudzi czy żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej, co znacznie upośledza jakość życia chorych. U większości pacjentów występują zaawansowane stadia choroby, natomiast aż 62% z nich nigdy nie leczyło się z powodu PChŻ.
- Przewlekła choroba żylna jest chorobą, o której Polacy właściwie nic nie wiedzą, którą powszechnie się lekceważy, a przecież jej rozwojowi jest w stanie zapobiec odpowiednia profilaktyka - informuje prof. Zbigniew Rybak z Katedry i Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Diagnozowanie przez pacjenta

Większość z nas kojarzy żylaki z defektem kosmetycznym, nie wiedząc, że to objaw choroby, która staje się coraz większym problemem w krajach uprzemysłowionych.
PChŻ częściej występuje u kobiet niż u mężczyzn. W krajach uprzemysłowionych dotyka ona nawet połowę społeczeństwa.
- W dobie internetu pacjenci sami mogą sobie zdiagnozować PChŻ - zachęca prof. Zbigniew Rybak. - Uczucie zmęczenia nóg nasilające się pod koniec dnia, tak zwane "niespokojne nogi", konieczność zmiany pozycji kończyn dolnych po dłuższym siedzeniu lub staniu, obrzęki - zwłaszcza w okolicach kostek, bóle goleni, widoczne poszerzone naczynia żylne - to główne symptomy choroby.
- Dostrzegając pewne niepokojące objawy, wcześniej można podejrzewać chorobę, lecz ostateczną diagnozę może postawić lekarz specjalizujący się w tej dziedzinie - podkreśla prof. Rybak.
Często także wymagane są dodatkowe badania z użyciem wysokospecjalistycznej aparatury. To sugeruje, że niepodjęcie w odpowiednim czasie leczenia może prowadzić do groźnych powikłań, a także znacznie pogorszyć jakość życia chorych.
- Nie radziłbym także leczyć choroby sposobami domowymi lub przy pomocy farmaceuty w aptece. Od tego są lekarze - angiolog, chirurg naczyniowy - gdyż oni są fachowcami w tej dziedzinie - zaznacza prof. Rybak.
- PChŻ jest chorobą dziedziczną, więc jeśli występowała u babci, dziadka, rodziców lub rodzeństwa, trzeba liczyć się z dużym prawdopodobieństwem jej rozwoju - mówi prof. Wojciech Noszczyk, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - Schorzenie staje się też udziałem osób, które godzinami pracują w pozycji stojącej lub siedzącej, a obecnie dotyczy to wszystkich tych, którzy wiele godzin pracują przy komputerach.
Zdaniem specjalistów, znaczna część tych osób nie wymaga jednak leczenia, lecz profilaktyki. Powinien być nią objęty każdy z zagrożonych pacjentów, każdy, u którego wystąpiły pierwsze objawy.
Natomiast jeśli chodzi o chorych, u których pojawiły się już żylaki, to niestety, większość z nich się nie leczy...
- Żylaki traktowane są przez większość pacjentów tylko jako pewien mankament kosmetyczny, podczas gdy wszyscy powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że jest to początek groźnej choroby - alarmuje prof. Noszczyk.
Tak więc, jak tłumaczy profesor Rybak, głównym czynnikiem PChŻ jest dziedziczony defekt genetyczny odpowiedzialny za tworzenie struktur anatomicznych ściany żylnej oraz aparatu zastawkowego w żyłach.
- Mikrourazy, spowodowane rozciąganiem genetycznie osłabionej ściany żylnej, prowadzą do powtarzających się stanów zapalnych przechodzących w przewlekły proces. To z kolei prowadzi do aktywacji systemu krzepnięcia i komplementu, pobudzenia komórek o właściwościach żernych, które trawią mikrozakrzepy wraz z fragmentami zastawek, powodując ich niewydolności - tłumaczy prof.
Rybak. - Dodatkowe czynniki ryzyka to ciężka, fizyczna praca, praca siedząca lub stojąca w pomieszczeniach o wysokiej temperaturze, ponadto - nadwaga, wielokrotne ciąże, mało aktywny tryb życia, dieta uboga błonnikowo.
Zdaniem prof. Rybaka, skutkiem zaniedbania schorzenia jest nadciśnienie żylne prowadzące do powstania stanu nadkrzepliwości krwi, żylaków, nawracających procesów zapalnych żył, niedrożności żylnej, zatorowości płucnej i owrzodzenia nóg.
Pocieszające jest to, że możemy powstrzymać atak choroby. Prof. Rybak: - Osoby aktywne, uprawiające sport, ale nie wyczynowo, lecz dla relaksu, szczupłe, noszące odpowiednie ubrania i profilaktyczne wyroby uciskowe mają mniejsze szanse zachorowania.

Jak sobie pomóc?

- Należy pamiętać, że zapobieganie chorobie jest najlepszym sposobem uniknięcia rozwoju schorzenia i jego następstw - tłumaczy prof. Rybak.
- Leczenie wieloskładnikowe jest najskuteczniejsze.
Takie kompleksowe leczenie PChŻ to m.in.: usunięcie przyczyny nadciśnienia żylnego, stosowanie profilaktycznej lub leczniczej kompresjoterapii oraz stosowanie leków skutecznych w zaburzeniach krążenia żylnego, które są zalecane przez specjalistów.
A najprostszym sposobem uniknięcia żylaków jest zapewnienie nogom ciągłego ruchu lub przynajmniej, o ile to możliwe, częste trzymanie ich w górze. Innym sposobem jest uruchomienie mięśni łydek, które pompują krew do serca.
Prostym sposobem wspomagającym pracę łydek jest ćwiczenie polegające na stawaniu na palcach. Najlepszym jednak sposobem na usprawnienie krążenia krwi jest regularne uprawianie sportu i aktywny wypoczynek, a także stosowanie naprzemiennie kąpieli w ciepłej i zimnej wodzie.

Leczenie

Najbardziej powszechną metodą diagnozującą przewlekłą chorobę żylną jest bezbolesne badanie dopplerowskie.
Kontroli układu żylnego służy tzw. ślepy (kieszonkowy) doppler, umożliwiający ocenę refluksu żylnego. W przypadku stwierdzenia jakichkolwiek nieprawidłowości korzysta się również z badań ultrasonograficznych, które pozwalają na obserwację naczyń krwionośnych oraz kierunku i prędkości przepływu krwi.
Zdaniem prof. Rybaka, powinno się przyjąć, że usunięcie przyczyny choroby to doprowadzenie do normalizacji ciśnienia żylnego lub przynajmniej jego obniżenia. - Obecnie akceptację zdobywają metody małoinwazyjne, takie jak skleroterapia - mówi profesor.
Skleroterapia polega na wstrzykiwaniu do żył substancji (płynu sklerotyzującego), która powoduje uszkodzenie wewnętrznej ściany żyły. Wywołuje to reakcję zapalną, a w konsekwencji zarośnięcie żyły i stopniowe zanikanie żylaka. W ten sposób leczy się pajączki i żyły siatkowate oraz żylaki.
- Bezpieczne dla pacjenta są techniki z użyciem lasera oraz urządzeń wykorzystujących fale radiowe wysokiej częstotliwości - informuje prof. Rybak.
- Jeżeli operacja, to jak najmniej traumatyzująca - tzw. miniflebektomia, polegająca na operacyjnym usunięciu części żyły przez nacięcie długości 1-2 mm.
Zdarza się, że mimo leczenia, choroba powraca. Dlaczego? - Usunięcie zasadniczej przyczyny, czyli predyspozycji genetycznej, na tym etapie rozwoju medycyny nie jest możliwe - tłumaczy prof. Rybak.

Edukacja interdyscyplinarna

Jak się okazuje, skuteczność leczenia wczesna (roczna) przekracza 90%, pięcioletnia osiąga wynik 85-90%, dziesięcioletnia jest w granicach 65% do 80%. Pytanie zatem brzmi: Czy lekarze pierwszego kontaktu są przygotowani, aby rozpoznawać przewlekłą chorobę żylną i kierować pacjenta do specjalistów? Profesor Walerian Staszkiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Flebologicznego zajmującego się chorobami układu żylnego: - Niestety, w tym względzie edukacja lekarzy pierwszego kontaktu jest na dość niskim poziomie. Z przykrością muszę stwierdzić, że zainteresowanie samych lekarzy tym problemem nie jest zbyt duże.
Polskie Towarzystwo Flebologiczne stara się jednak poszerzać wiedzę lekarzy.
Prowadzi różne konferencje i warsztaty.
Zdaniem profesora Staszkiewicza, działania edukacyjne w środowisku medycznym są szczególnie ważne, gdyż problem przewlekłej choroby żylnej wymaga interdyscyplinarnego podejścia.
W Polsce we flebologii najpierw działali głównie chirurdzy naczyniowi, ale na świecie zajmują się tym również interniści, lekarze pierwszego kontaktu i dermatolodzy. W naszym kraju udział m.in. dermatologów w leczeniu chorób żylnych nadal pozostaje niewielki.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum