Dopieszczanie systemu

Autor: Anna Kaczmarek • • 15 marca 2011 11:27

Podniebne pogotowie to ważna, ale tylko część ratownictwa medycznego.

Dopieszczanie systemu
Mamy już świetne, nowe śmigłowce - Eurocoptery EC 135, stopniowo powstają lądowiska przyszpitalne, a tysiące strażaków szkoli się, aby ratownicze śmigłowce mogły bezpiecznie wylądować w nocy. Jednak dopinanie wszystkiego na ostatni guzik potrwa jeszcze kilka lat.

Pierwsza pomoc i strażacy

Lotnicze Pogotowie Ratunkowe to ważny element systemu ratownictwa medycznego; właśnie ta służba pomaga najbardziej poszkodowanym ofiarom wypadków komunikacyjnych, bierze również udział w akcjach ratowniczych po wypadkach masowych. Według założeń, śmigłowiec LPR-u powinien dotrzeć na miejsce zdarzenia w ciągu ok. 23 minut.

Jednak, jak podkreśla w rozmowie z Rynkiem Zdrowia dyrektor LPR-u dr Robert Gałązkowski, lotnicze pogotowie to tylko element systemu ratownictwa medycznego: - Nie może on opierać się jedynie na Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym. System to zbiór współpracujących ze sobą elementów. Żeby był skuteczny, poszkodowany powinien otrzymać pomoc w ciągu 4 minut - zaznacza dr Gałązkowski.

Dyrektor przekonuje, że tak naprawdę pierwszym ogniwem w systemie jest zwykły człowiek, który potrafi w odpowiedni sposób udzielić pierwszej pomocy osobie poszkodowanej.

- Następnie, jeżeli nie ma dostępnej karetki bądź śmigłowca, do wypadku przyjeżdżają strażacy, którzy udzielają pierwszej pomocy. Potem jest karetka, śmigłowiec... Ale te wszystkie elementy muszą ze sobą współdziałać - podkreśla dyrektor Gałązkowski.

Strażacy rzeczywiście stali się ważnym elementem systemu. Nie tylko udzielają pierwszej pomocy poszkodowanym. Dzięki nim lotnicze pogotowie będzie mogło - a w niektórych miejscach już może - bezpiecznie lądować i startować w godzinach nocnych.

- Cieszy mnie, że dobrze się nam układa współpraca z Państwową Strażą Pożarną, ponieważ cała koncepcja wykonywania nocnych lotów opiera się wyłącznie na koordynacji działań z PSP.

Od nich zależy nasze bezpieczeństwo; oni mają za zadanie zweryfikować lądowisko, oświetlić, przyjąć śmigłowiec, a później go odprawić. W sensie pozytywnym jesteśmy na siebie skazani... - mówi szef LPR-u.

Priorytetowe Euro 2012

Jednak aby przyjmować i odprawiać śmigłowce, strażacy muszą być przeszkoleni. W tej chwili, jak informuje dyrektor Gałązkowski, mamy w Polsce 5 tys. strażaków wyszkolonych zarówno teoretycznie, jak i praktycznie: - To bardzo dużo, a kolejnych 14-15 tys. jest po samym przeszkoleniu teoretycznym. To ogromny wysiłek. Mamy tylko 17 śmigłowców, więc codziennie kończymy dyżury pół godziny wcześniej, żeby szkolić się ze strażakami. Do końca przyszłego roku chcemy zakończyć szkolenia wszystkich strażaków zawodowych.

Cały proces szkolenia potrwa jeszcze 2-3 lata. Trzeba bowiem zdawać sobie sprawę z tego, że do przeszkolenia jest 40 tys. strażaków zawodowych i kilkadziesiąt tysięcy członków Ochotniczej Staży Pożarnej.

Najwięcej wyszkolonych strażaków jest na Mazowszu, a priorytetowymi regionami, jeżeli chodzi o przeprowadzenie tych szkoleń, są: Wielkopolska, Pomorze i Dolny Śląsk - co wynika z organizacji Euro 2012. W miastach, w których zostaną rozegrane mecze, śmigłowce LPR-u będą stacjonowały w ramach całodobowego dyżuru.

Gdy zapada noc

Organizacja nocnych lotów nie jest łatwa. Oprócz zaangażowania strażaków, trzeba jeszcze wyszkolić pilotów, aby bezpiecznie latali w nocy.

- Załogi śmigłowców przez lata nie wykonywały lotów nocnych, ponieważ poprzednie maszyny na to nie pozwalały. Tych ludzi trzeba wprowadzić w nowy obszar zadań i wyszkolić, aby nie doszło do tragedii - tłumaczy Robert Gałązkowski.

Dlatego też nie od razu nocą śmigłowce zaczną lądować w miejscach wypadków. Na początku będą latały do miejsca lądowania, które zostanie wyznaczone w każdej gminie. Poszkodowanego - z miejsca wypadku do śmigłowca - przewiezie karetka pogotowia. Obecnie LPR weryfikuje we wszystkich gminach miejsca (łącznie jest ich 2600) wyznaczone do lądowania śmigłowca.

- Dopiero z czasem, kiedy załogi nabiorą wprawy w nocnych lotach, zaczniemy latać bezpośrednio na miejsce wypadku. Jednak jeśli nie będzie możliwości lądowania, skorzystamy właśnie z tego miejsca wyznaczonego w danej gminie - wyjaśnia dyrektor.

Nie zawsze tam, gdzie trzeba

Żeby poszkodowany szybko znalazł się we właściwej lecznicy, potrzebne są odpowiednie przyszpitalne lądowiska.

Obecnie buduje się ich w Polsce wiele dzięki unijnemu wsparciu. Czy jednak powstają tam, gdzie rzeczywiście są niezbędne?

- Z naszego punktu widzenia kluczowe są centra urazowe. To właśnie do tych ośrodków mają trafiać poszkodowani i tam lądowiska obligatoryjnie mają powstać - tłumaczy dr Gałązkowski.

Lądowiska przy innych szpitalach nie zawsze są budowane w odpowiednich miejscach. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe chce mieć wpływ na wskazanie placówek, przy których powinny być lądowiska, ponieważ to ratownicy wiedzą, gdzie współpraca między LPR-em a szpitalem wygląda najlepiej, a jednocześnie opieka medyczna jest na bardzo wysokim poziomie.

- Część z tych szpitali nie dostała pieniędzy na budowę lądowiska, a jednocześnie jest w Polsce kilka szpitali, które będą miały niewykorzystane lądowiska - dodaje dyrektor Gałązkowski. Podkreśla, że dla LPR-u wystarczy, aby w danym województwie były dwa lądowiska przy szpitalach wieloprofilowych.

Obecnie mamy 24 lądowiska wpisane do ewidencji Urzędu Lotnictwa Cywilnego. W trakcie budowy jest 27 lądowisk. W różnym stadium projektowym znajduje się 48 takich obiektów, w tym 15 wyniesionych i 33 na powierzchni ziemi.

Mimo że lądowisk powstaje coraz więcej, to niektóre placówki nie kwapią się, aby przejmować pacjentów od LPR-u. Oczywiście chodzi o pieniądze...

- Czy ciężko chory pacjent jest dla szpitala opłacalny? To nie jest zjawisko powszechne, ale czasem słyszymy, że szpital informuje, iż nie zależy mu na tym, abyśmy do niego przywozili pacjentów. Rozumiem wszelkie realia, również te finansowe, ale każdy z nas ma do wykonania swoją pracę - stwierdza dyrektor LPR-u.

- My jesteśmy od tego, żeby lecieć do wypadku, pomóc choremu na etapie przedszpitalnym. Natomiast zadaniem szpitala jest przyjęcie pacjenta do diagnostyki i leczenia. Po prostu róbmy swoje. Dla nas, dla szpitala i dla karetek, kryterium powinny być wolne łóżka oraz dostępność specjalistów i diagnostyki, a nie sytuacja finansowa placówki - komentuje nasz rozmówca.

Więcej śmigłowców

Zdaniem prof. Juliusza Jakubaszko, konsultanta krajowego w dziedzinie medycyny ratunkowej, lotnicze pogotowie powinno mieć więcej śmigłowców, szczególnie tam, gdzie bazy swoim zasięgiem obejmują bardziej zaludniony obszar. - LPR działa bardzo dobrze. Powinny być jednak co najmniej po dwa zespoły ratownicze w bazach, które swoim zasięgiem obejmują większe regiony kraju - mówi nam prof. Jakubaszko. Podkreśla też, że mamy za mało lądowisk przyszpitalnych.

Praktycy wskazują, iż "podniebne karetki" są wykorzystywane zbyt rzadko. I chwalą LPR za fachowość.

Dr Czarosław Kijonka, ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Sosnowcu, tłumaczy, że w systemie ratownictwa medycznego najbardziej liczą się czas oraz profesjonalizm, a to w LPRze jest na najwyższym poziomie.

- Dyspozytorzy powinni częściej wzywać śmigłowiec na miejsce zdarzenia.

Karetka jedzie znacznie dłużej, a przecież szpitalne oddziały ratunkowe są zainteresowane tym, aby ciężko chory pacjent dotarł do nich szybko i był w tym okresie przedszpitalnym pod dobrą opieką - przypomina dr Kijonka.

Będzie jeszcze jedna baza

LPR rozwija się i inwestuje, co oczywiście nie oznacza, że dąży do sytuacji, w której liczba baz będzie się ciągle zwiększać. Być może powstanie jeszcze jedna - 18. baza w Koszalinie oraz bazy sezonowe, np. na okres wakacyjny.

Duży nacisk kładziony jest na budowę i modernizację baz w zatwierdzonych już lokalizacjach.

Lotnicze Pogotowie Ratunkowe w latach 2010-13 realizuje w dwóch etapach - objętych Działaniem 12.1 Rozwój systemu ratownictwa medycznego Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko - projekt indywidualny "Budowa i remont oraz doposażenie baz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego".

Będzie współfinansowany ze środków unijnych z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

W ramach etapu I wybudowanych lub wyremontowanych oraz doposażonych zostanie 6 baz HEMS: w Białymstoku, Łodzi, Poznaniu, Sanoku, Suwałkach i Zielonej Górze, a także Stacja Obsługi Technicznej w Szczecinie. W ramach etapu II wybudowane oraz doposażone zostaną 4 bazy: w Gdańsku, Kielcach, Krakowie i Wrocławiu. Całkowita war tość projektu to 68,28 mln zł, z czego 85% będą stanowić środki unijne, pozostałą część sfinansuje Ministerstwo Zdrowia.

- Mamy sześć śmigłowców rezerwowych, ale - podchodząc do sprawy odpowiedzialnie - nie możemy sobie pozwolić na rozdysponowanie tych maszyn pomiędzy kolejne, nowe bazy. Musimy mieć te maszyny, aby mimo awarii, przeglądów itp., nie było konieczności zawieszania działania baz - wyjaśnia dr Robert Gałązkowski, dyrektor LPR-u. - Musimy też mieć na czym szkolić ludzi. Nie możemy być poddawani presji tworzenia kolejnych baz w ramach tych rezerwowych śmigłowców.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum