Dlaczego tak późno?

Autor: DM, MAK • • 23 lutego 2012 12:01

Przy okazji zapowiadanego przez ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego stworzenia jeszcze w tym roku centralnego wykazu ubezpieczonych (CWU) nie sposób nie zadać pytania - dlaczego dopiero teraz?

Odpowiedź nie może ograniczać się do stwierdzenia, iż impulsem do wdrożenia takiego systemu był tzw. protest pieczątkowy.

Przedstawiciele rządu, z premierem Donaldem Tuskiem na czele, zapewniają, iż wprowadzenie elektronicznej weryfikacji ubezpieczenia pacjenta i zdjęcie z lekarzy obowiązku kontroli tegoż ubezpieczenia jest do zrobienia w ciągu kilku miesięcy.

Co stało więc na przeszkodzie, aby już dawno uruchomić taki system, tym bardziej że jest to postulat organizacji lekarskich podnoszony od lat?

RUM bez ważnego elementu

Minister Michał Boni z trudem odpowiadał na tak stawiane pytania. Jak mówił, trudne sytuacje rodzą potrzebę znalezienia najprostszego rozwiązania.

- Teraz osiągnęliśmy tę masę krytyczną, dlatego to robimy - tłumaczył.

Przypomnieć godzi się w tym miejscu, że od wielu lat nie udało się także przygotować, zapowiadanego przez kolejnych zdrowotnych decydentów, Rejestru Usług Medycznych, w ramach którego miała się znaleźć także możliwość weryfikacji ubezpieczenia pacjenta.

Wiceminister Jakub Szulc w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl podkreśla, że w gruncie rzeczy RUM istnieje. - Przecież NFZ ma rejestr wszystkich świadczeń, za które płaci - mówi nam wiceminister. - Problem w tym, że to jest rejestr off-line - zastrzega od razu Jakub Szulc.

Także Andrzej Strug, dyrektor departamentu informatyki NFZ, wyjaśnia, że RUM w rozumieniu informacji o wszystkich wykonanych w Polsce świadczeniach i o wszystkich receptach obecnie już istnieje. Te dane są w NFZ.

- To, czego nam brakuje, a co było planowane w ramach RUM, to uwierzytelnienie transakcji poprzez kartę elektroniczną. Karta potwierdzałaby fakt, że pacjent rzeczywiście był w miejscu udzielania świadczeń - wyjaśnia Andrzej Strug.

Prób było kilka

Podejść do wdrożenia w całym kraju wspomnianego uwierzytelnienia świadczeń zdrowotnych w ramach RUM było kilka. Przypomnijmy jedną z nich. W 2008 r. Rada Narodowego Funduszu Zdrowia uchwaliła "Strategię wykorzystania zasobów informacyjnych przez NFZ oraz kierunki rozwoju systemu NFZ na lata 2007-10".

W jej ramach miało powstać kilka projektów, w tym Elektroniczna Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego z e-podpisem oraz Rejestr Usług Medycznych drugiej generacji (RUM II) wraz z integralnym otoczeniem, czyli: elektroniczną receptą, nową hurtownią danych i systemem do wykrywania nadużyć przy realizacji świadczeń medycznych.

RUM - w ramach przywołanej strategii - miał być bazą istotnych danych o autoryzowanych zdarzeniach medycznych i szczegółach z nimi związanych (m.in. świadczenia i ich wykonawcy, przepisane leki, wystawione skierowania na badania). Fundusz zamierzał wydawać karty ubezpieczeniowe będące jednocześnie dowodami europejskiego ubezpieczenia zdrowotnego. Podobne rozwiązanie przyjęto w Czechach i na Słowacji.

- Ciąży na nas ustawowy obowiązek elektronicznego przesyłania danych dotyczących świadczeń zdrowotnych i mamy szczery zamiar jak najszybciej i jak najlepiej uporać się z tym zagadnieniem - deklarował w maju 2010 roku Andrzej Sośnierz, ówczesny prezes Narodowego Funduszu Zdrowia.

- Jeśli uda nam się szybko wprowadzić w życie Rejestr Usług Medycznych, wówczas można będzie powiedzieć o spełnieniu warunków niezbędnych do wdrożenia elektronicznego systemu informatycznego dla całego systemu ochrony zdrowia w Polsce - zaznaczał Andrzej Sośnierz.

Jak wiadomo, planu tego nie udało się zrealizować.

Karta nadal żyje

Znamienne są natomiast losy kart pacjentów wprowadzonych przez Śląską Kasę Chorych w 2001 r., kiedy kierował nią właśnie Andrzej Sośnierz (piszemy o tym szerzej na str. 42-43).

13 stycznia 2012 r. śląski oddział NFZ opublikował komunikat, zgodnie z którym recepta wygenerowana przy użyciu nadal obowiązującej w tym województwie karty elektronicznej nie spełnia wymogów rozporządzenia ministra zdrowia oraz zarządzenia prezesa NFZ. Komunikat z dnia następnego zdawał się podważać tę informację...

Zdaniem rzecznika śląskiego oddziału NFZ Jacka Kopocza, doszło do nieporozumienia: - Pierwszy komunikat był tylko sygnałem dla świadczeniodawców o rozpoczęciu całego procesu nadawania nowych, 22-cyfrowych numerów recept. Został mylnie zinterpretowany na zasadzie, że karta w ogóle przestaje funkcjonować.

- Tymczasem w tej chwili karty chipowe są aktualne i można drukować recepty, ale weszliśmy w okres przejściowy. Po jego zakończeniu do drukowania recept potrzebna będzie aktualizacja specjalnego oprogramowania, którą ZOZ-y przeprowadzą we własnym zakresie - wyjaśniał Jacek Kopocz.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum