Piotr Wróbel | 05-12-2017 15:34

Dialogu jeszcze się uczymy

Protest rezydentów w październiku br. pokazał, że rządzący i interesariusze systemu, choć rozmawiają ze sobą, zbyt często kończą konsultacje bez konsensusu, co doprowadza do nieakceptowanych rozwiązań prawnych i kryzysowych sytuacji - zgodzili się goście XIII Forum Rynku Zdrowia (Warszawa, 23-24 października 2017 r.), uczestniczący w sesji "Dialog społeczny w ochronie zdrowia".

Łukasz Jankowski, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL, zwrócił uwagę, że protest głodowy lekarzy rezydentów nie nastąpił nagle, ale był poprzedzony próbami dotarcia do decydentów i przedstawianiem im sytuacji zarówno młodych lekarzy, jak i całej służby zdrowia. Jak mówił, młodzi lekarze o dialog i wysłuchanie argumentów zabiegali od dawna.

Zdaniem rezydentów

Przywołał m.in. organizowaną przez Porozumienie Rezydentów w minionym roku akcję "Adoptuj posła": - Przedstawiciele Porozumienia Rezydentów odwiedzili 180 posłów, głównie z partii rządzącej, zapoznając ich z sytuacją rezydentów i zbyt niskimi w stosunku do PKB wydatkami na zdrowie. 99% posłów zgadzało się z nami, że nasza diagnoza sytuacji jest słuszna, ale słyszeliśmy nierzadko "jestem tylko szeregowym posłem, ja nic nie zmienię, musicie Państwo iść wyżej" lub "wasze argumenty merytoryczne są słuszne, ale cóż my możemy".

- To była pierwsza akcja, która pokazała, że wszyscy widzimy potrzebę dialogu, wszyscy diagnozujemy problem, natomiast nikt z nas, młodych lekarzy, ale nawet i posłów, nie wie, jak przebić się do świadomości osób decyzyjnych w państwie - tłumaczył Jankowski.

Przypominał też, że młodzi lekarze organizowali manifestacje rezydentów, uczestniczyli w manifestacji Porozumienia Zawodów Medycznych. Rozpoczęli rozmowy z ministrem zdrowia. - Doszliśmy do ściany i zrozumieliśmy, że kampaniami, które prowadziliśmy, manifestacjami nie doprowadzimy do zmian w ochronie zdrowia. W sierpniu br. wysłaliśmy listy z prośbą o spotkanie do pani premier, do pana premiera Morawieckiego, do pana ministra zdrowia - opisywał.

Wyjaśnił: - Otrzymaliśmy odpowiedź jedynie od pana premiera Morawieckiego, że obszar służby zdrowia leży w gestii ministra zdrowia i z nim powinniśmy się spotykać.

Jak mówił Jankowski, w proteście rezydentów niepokojące było to, że - jak uznał - "nie wywołał on zainteresowania ze strony osób rządzących". Pytany, jak rozwiązać trwający kryzys, dał do zrozumienia, że rezydenci oczekują jednoznacznej deklaracji, iż dojdzie do "przejścia na zarządzanie przez wartości".

- Zdrowie jest jedną z trzech wartości najważniejszych, na którą obok rodziny i bezpieczeństwa wskazują Polacy. Do postawienia na te wartości właśnie chcemy przekonać rządzących, ale do tej pory widzimy raczej obronę przed naszymi postulatami - uznał wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów.

Zdrowie - sprawa obywatelska

Jak natomiast powiedziała Ewa Borek, prezes Fundacji My Pacjenci, "problem niedofinansowania ochrony zdrowia skończy się nie wtedy, kiedy będą rozmawiali ze sobą pacjenci, administracja publiczna, lekarze i inne zawody medyczne, ale wtedy, kiedy tematem zajmą się obywatele".

- Może się zdarzyć u nas to, co wiosną w Wielkiej Brytanii, gdzie w odpowiedzi na informację, że NHS tnie koszty, na ulice wyszli nie lekarze, nie pacjenci, nie pracownicy zawodów medycznych, ale po prostu obywatele broniący finansowania ochrony zdrowia - powiedziała Borek.

Poseł Krzysztof Ostrowski (PiS), przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Praw Pacjentów, potwierdził, że w finansowaniu ochrony zdrowia zaległości są wieloletnie. Jak mówił, obywatele obiecywali sobie "nie tylko 500+ w obszarze społecznym, ale także w obszarze służby zdrowia".

Poseł powiedział, że rząd wiele robi dla służby zdrowia, ale brakuje w budżecie oczekiwanych pieniędzy na wynagrodzenia. - Zwiększyliśmy wydatkowanie środków na rezydentury o 40%, ale tego nie widać, bo nie są to środki przekazane na wzrost wynagrodzeń rezydentów, a na rosnącą liczbę miejsc rezydenckich - mówił Krzysztof Ostrowski, zaznaczając, że pensja, którą odbierają rezydenci, jest "poniżej przyzwoitości społecznej".

"Nic się nie działo"

Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców RP, przez lata reprezentujący tę organizację w Komisji Trójstronnej przy ministrze zdrowia, sięgał pamięcią do licznych spotkań na Miodowej, odbywających się jeszcze za czasów poprzedniego ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza. - Była dobra kawa i ciasteczka, a spotkania przebiegały w miłej i serdecznej atmosferze. Tyle tylko, że z tego siedzenia i gadania wyniknęło dokładnie nic - mówił krytycznie o jakości dialogu rządzących z przedstawicielami pracodawców i związkowców w ochronie zdrowia.

Ocena dialogu z obecnym rządem - zdaniem wiceprezydenta Pracodawców RP - nie wypada lepiej. Od lutego 2016 r. odbyły się 22 spotkania z udziałem wiceministrów zdrowia. Przypomniał, że w sytuacji, gdy po spotkaniach Komisji Trójstronnej "nic się działo i nie przychodziły osoby zapraszane", zaprotestowała "Solidarność" ochrony zdrowia.

- Najbardziej oczekiwaliśmy, aż przyjdzie ktoś z Ministerstwa Finansów. Pisaliśmy do pani premier, żeby łaskawie zwróciła uwagę ministrom, iż obecność przedstawiciela danego ministerstwa jest tutaj konieczna. To dlatego, że minister zdrowia tak, a nie inaczej umocowany politycznie, nie jest w stanie przeforsować postulowanych przez stronę społeczną rozwiązań - wspominał sytuację, która stopniowo doprowadzała do kryzysu w dialogu społecznym.

Zdaniem Andrzeja Mądrali dzisiaj, gdy sytuacja ekonomiczna kraju jest dobra, pozostaje pole do rozmów, by szybciej, niż proponuje to rząd, zwiększać nakłady na ochronę zdrowia. - Mimo wszystko pozostaję optymistą - zakończył.

Co z tymi konsultacjami?

- Mamy rządową ustawę o ustalaniu minimalnego wynagrodzenia, z której nikt nie jest zadowolony. Po co uchwalać akt prawny wzbudzający tak negatywne oceny, czy nie należało jeszcze rozmawiać? - rozważała Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, pytana o jakość dialogu społecznego w ochronie zdrowia. Dodała: - Nadal nie widzimy poprawy w jakości prowadzonego dialogu. Trzeba się po prostu wzajemnie słuchać, a jeśli strony się nie słuchają, to mamy kryzys.

Przypomniała, że już przed laty padały propozycje stworzenia ponadzakładowego układu zbiorowego dla pracowników medycznych. - Pewnie bylibyśmy teraz w innym miejscu, gdyby taki układ powstał - mówiła. Wspominała też rok 2008 i okrągły stół w ochronie zdrowia: - Zostały wypracowane dobre rozwiązania, niestety trafiły do za mrażarki, podobnie jak teraz ustawa obywatelska o płacy minimalnej.

Prezes NRPiP przypomniała i inne, istotne z punktu środowiska pielęgniarek działania rządzących, które nadal są krytycznie oceniane, np. rozporządzenie dotyczące obsad pielęgniarskich. - Przecież spoglądając na inne kraje, wiadomo, że jedna pielęgniarka nie może mieć pod opieką więcej niż 5-7 pacjentów, w niektórych obszarach 10, ale nie 30-40 - mówiła, zaznaczając, że "przy prawidłowej negocjacji taki akt prawny w ogóle nie powinien powstać".

Część dyskusji podczas sesji poświęcona była rosnącej roli pacjentów w organizacji systemu ochrony zdrowia.

Pacjenci w parlamencie

Poseł Krzysztof Ostrowski był inicjatorem powołania w tej kadencji Sejmu Parlamentarnego Zespołu ds. Praw Pacjentów. Zespół, któremu poseł przewodniczy, stał się ważnym forum debat i spotkań stowarzyszeń pacjenckich z decydentami.

- Ta formuła, jak sądzę, w dużej mierze się sprawdza. Na spotkaniach są obecni przedstawiciele ministerstwa, często w randze wiceministra, przedstawiciele NFZ, AOTMiT - mówił Krzysztof Ostrowski, dodając, że dobrze się stało, iż pacjenci mogą przedstawiać swoje racje w bezpośredniej wymianie myśli z decydentami, a nie tylko drogą korespondencji.

Jako jeden z kilku przykładów skuteczności działań Zespołu podał zapisanie od marca tego roku w ustawie "przy dużej życzliwości ministerstwa" obowiązku leczenia bólu nie tylko u pacjenta w stanie terminalnym, jak było dotąd, ale również w innych przypadkach. - Przepis zobowiązuje zakład opieki zdrowotnej do monitorowania natężania bólu u pacjenta i skutecznego jego uśmierzania. O potrzebie takiej zmiany dyskutowano od 2008 roku - zaznaczył poseł.

Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego, podkreśliła, że rola organizacji pacjenckich w systemie ochrony zdrowia zmienia się i nabiera znaczenia. Z organizacji wolontarystycznych, nastawionych na wzajemną pomoc (ten zakres nadal jest rozwijany) przekształcają się w korzystającego z własnych opinii eksperckich, merytorycznego partnera dla decydentów w dyskusji na temat tworzonego prawa.

- Głos tych organizacji wyraża bezpośrednie doświadczenia dotyczące korzystania z systemu, a one są dla regulatora istotne przy budowaniu rozwiązań, gdyż trzeba nie tylko rozpoznawać potrzeby pacjenta, ale trzeba je też rozumieć, by tworzyć system i efektywny, i przyjazny - zaznaczyła.

Jak pacjent z regulatorem

Stanisław Maćkowiak, prezes zarządu Federacji Pacjentów Polskich, uważa, że regulator dostrzegł potrzebę pytania pacjentów o zdanie i zapraszania do udziału w różnych gremiach z prawem głosu doradczego. - Na szczęście odeszliśmy już od praktyki, gdy o tym, jakie rozwiązania są dobre dla pacjentów, decydowano bez pacjentów - powiedział. Jak dodał, na forum wielu zespołów, do udziału w których zapraszana jest Federacja, krzyżują się różne interesy. W związku tym przypominanie o tym, że system ma ostatecznie służyć pacjentom, jest bardzo ważne.

Zdaniem Ewy Borek, prezes Fundacji My Pacjenci, rzeczywiście można dostrzec zmianę postrzegania przez decydentów roli, jaką organizacje pacjenckie pełnią w systemie ochrony zdrowia. - Kilka lat temu jedynym miejscem, gdzie w dyskusjach uwzględniano głos pacjentów, była Rada Przejrzystości, w której pacjentów reprezentowali jednak urzędnicy Biura Praw Pacjenta. Obecnie tych miejsc dialogu jest więcej. Pacjenci znaleźli się w radach wojewódzkich, jak i w radzie w centrali NFZ, w Radzie ds. Zdrowia Publicznego, ale moim zdaniem nie ma ich tam, gdzie ich obecność pomogłaby urzędnikom podejmować wrażliwe decyzje, czyli w Radzie Taryfikacji czy Komisji Ekonomicznej - powiedziała prezes Borek.

Wojciech Wiśniewski, rzecznik Fundacji Onkologicznej Osób Młodych Alivia, uznał, że w debacie publicznej z pacjentami można dostrzec dzisiaj otwartość ze strony decydentów. Zaznaczył, że organizacje pacjenckie nie oczekują, iż ich wszystkie opinie będą wzięte pod uwagę. - Ale jeśli druga strona powie, dlaczego się z nami nie zgadza, to łatwiej jest zaakceptować taki stan rzeczy - mówił, odnosząc się do pewnego mankamentu konsultacji społecznych, jakim jest brak informacji zwrotnej na ich końcowym etapie.

Zwrócił też uwagę na ważną kwestię, jaką jest brak lub niedostatek twardych danych o systemie ochrony zdrowia, co bardzo utrudnia dialog społeczny: - Dopóki nie będziemy rozmawiać w oparciu o takie dane, jesteśmy skazani często na politykowanie nieprzynoszące rozwiązania problemu - stwierdził rzecznik fundacji Alivia.