Ryszard Rotaub | 12-10-2017 17:13

Daleka droga do szpitala

Ministerstwo Zdrowia zapowiada wprowadzenie zmian w nowelizacji ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, które pozwolą, pod pewnymi warunkami, na skorzystanie z pomocy zespołów ratownictwa medycznego na terenie szpitala. Obecnie ustawa mówi, że mogą one działać jedynie "w warunkach pozaszpitalnych".

Obszar szpitala jest dla zespołów ratownictwa medycznego strefą zakazaną. "Dyspozytor medyczny nie może wysłać zespołu ratownictwa medycznego do pacjenta szpitala - bez względu na profil tej placówki i status świadczeniobiorcy" - przyznaje MZ i precyzuje, że dotyczy to pacjentów szpitala, ale nie osób odwiedzających czy personelu.

Takie rozwiązanie ma sens. Pacjentami w szpitalach powinien zajmować się szpitalny personel, a nie ratownicy medyczni, którzy mają co robić w innych miejscach. Życie przynosi jednak wiele sytuacji, które nie dają się ująć w modelowe ramy.

Nie doczekał transportu

Na przykład w połowie września 72-letni mężczyzna z postępującym zawałem czekał 4 godziny na transport między szpitalami. Zmarł. Nie doczekał się przewiezienia ze Szpitala Specjalistycznego w Brzezinach do Zgierskiego Centrum Kardiologii Med-Pro.

Lekarz pełniący dyżur w Brzezinach telefonicznie uzgodnił jego przyjęcie na oddział kardiologii interwencyjnej w Zgierzu. W firmie, z którą brzeziński szpital m a p odpisaną umowę na usługi transportowe, nie było wolnych karetek specjalistycznych. W innych firmach świadczących podobne usługi też nie było karetki z lekarzem.

Wszczęto śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania podkreślił, że kluczowe będzie wyjaśnienie prawidłowości działania służb medycznych i ustalenie, czy ewentualne niedociągnięcia pozostają w związku przyczynowym ze śmiercią lub co najmniej nie stwarzały realnego zagrożenia dla życia i zdrowia pacjenta. Przypominał, że za nieumyślne spowodowanie śmierci grozi kara do 5 lat więzienia.

Podobnych zdarzeń było w ostatnich latach więcej. Odniósł się do nich Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, w piśmie do Ministerstwa Zdrowia. Zaapelował o podjęcie działań mających na celu taką zmianę przepisów regulujących funkcjonowanie transportu sanitarnego, która spowoduje, że nie będzie dochodziło do sytuacji, które mają miejsce obecnie i stwarzają niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia pacjentów szpitalnych.

Gdy lecznica nie dysponuje transportem

Jak p odkreślił Krzysztof Bukiel, zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami, lekarz koordynator ratownictwa medycznego ani żadna inna osoba nie mają prawa skierowania karetki pogotowia ratunkowego do przewozu pacjenta szpitalnego (niezależnie od jego stanu zdrowia i innych okoliczności) do innego szpitala ani żadnego innego miejsca, gdzie jest możliwość udzielenia mu koniecznej pomocy medycznej. Transport taki powinien zapewnić szpital.

W jego o cenie wiele szpitali nie ma własnego transportu sanitarnego i korzysta z firm zewnętrznych, które nierzadko nie są w stanie zapewnić transportu natychmiastowego, co stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia chorego. Natychmiastowy transport mogłoby zapewnić pogotowie ratunkowe, ale - zgodnie z przepisami - nie wolno mu tego zrobić.

- Szpitale podpisywały umowy na transport sanitarny z firmami zewnętrznymi oddalonymi o kilkadziesiąt kilometrów. W pilnych przypadkach nie miał kto zawieść pacjenta albo trwało to tak długo, że zagrażało jego życiu i zdrowiu - zauważa Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego (KZZPRM).

Na marginesie dodajmy, że NFZ przy podpisywaniu kontraktów wymaga od szpitali posiadania umowy z podwykonawcą na transport medyczny w przypadku, gdy sam szpital tego nie zapewnia. Nie uregulowano jednak odgórnie kwestii warunków, jakie powinna spełniać strona świadcząca usługę, czyli w jakim czasie karetka powinna być w dyspozycji szpitala, jaką ma mieć obsadę i wyposażenie.

Karetka przewiezie z SOR-u

Na pismo Bukiela zareagował wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz. Przyznał, że są liczne sygnały dotyczące braku faktycznych możliwości udzielenia właściwej pomocy medycznej osobom w stanie zagrożenia życia. Stąd propozycja MZ, żeby w ramach procedowanej obecnie tzw. dużej nowelizacji ustawy o PRM wprowadzić przepis następującej treści:

"Art. 32b. 1. Podstawowy zespół ratownictwa medycznego transportuje osobę w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego ze szpitalnego oddziału ratunkowego lub szpitala, o którym mowa w art. 3 pkt 2 ustawy z dnia 19 sierpnia 1994 r. o ochronie zdrowia psychicznego (chodzi o psychiatryczne szpitale, kliniki i oddziały, a także sanatoria dla osób z zaburzeniami psychicznymi i inne placówki sprawujące całodobową opiekę psychiatryczną lub odwykową - red.) do innego szpitala właściwego ze względu na stan zdrowia pacjenta, jeżeli nie jest dostępny inny, odpowiedni środek transportu sanitarnego, a stan zdrowia pacjenta wymaga niezwłocznego transportu sanitarnego".

Krzysztof Bukiel w rozmowie z nami wyraża zadowolenie ze stanowiska MZ i podkreśla, że przepis dotyczy przewożenia pacjentów ze wszystkich SOR-ów, a także z placówek psychiatrycznych.

Warto zauważyć, że szpitale psychiatryczne należą do grupy jednostek jednoprofilowych, czyli takich, które udzielają świadczeń zdrowotnych w jednej dziedzinie medycyny. Takie placówki nie posiadają w swoich strukturach oddziałów, np. intensywnej terapii medycznej, kardiologicznego czy neurologicznego. Ale na szpitalach psychiatrycznych nie kończy się lista lecznic jednoprofilowych. Są jeszcze szpitale pulmonologiczne, reumatologiczne, zakaźne itd. Jednak one pogotowia nie mogłyby wzywać.

"Powyższy projekt znajduje się na etapie uzgodnień, konsultacji publicznych i opiniowania (przed konferencją uzgodnieniową). Przytoczona propozycja została oceniona krytyczne przez opiniujące podmioty, głównie ze względu na obawy związane z przerzucaniem kosztów przewozów międzyszpitalnych na zespoły ratownictwa medycznego" - przyznaje MZ.

Oby nie nagminnie i bezpłatnie

Do krytyków należy Roman Badach-Rogowski. - Boję się nagminnego wykorzystywania zespołów ratownictwa medycznego do przewozów pacjentów ze szpitali - mówi w rozmowie z Rynkiem Zdrowia i zwraca uwagę na aspekty finansowe. - Ratownictwo finansowane jest przez wojewodów z budżetu państwa. Obawiam się, że zostanie zmuszone do wykonywania zadań, które powinny opłacać szpitale. Jak znam życie, nikt nie będzie zwracał pieniędzy za dodatkowe przewozy.

W projekcie nie wspomina się o kosztach. Jest natomiast mowa o karach nakładanych przez NFZ w przypadku bezzasadnego skorzystania z zespołu ratownictwa medycznego (kary finansowe stanowić mają przychód państwa).

O tym, czy transport jest uzasadniony, decydować ma dyspozytor medyczny po akceptacji wojewódzkiego koordynatora ratownictwa medycznego, a po wykonaniu zlecenia jego zasadność zweryfikuje wojewoda wspólnie z dyrektorem oddziału wojewódzkiego NFZ.

- Medycyna jest nieprzewidywalna, zawsze można umotywować stan zagrożenia życia. Wojewoda nie podważy dokumentacji medycznej ze szpitala - przypuszcza przewodniczący KZZPRM. Obawia się, że przewozy chorych między szpitalami karetkami systemu PRM mogą stać się w przyszłości powszechną praktyką.