Czym dysponujemy

Autor: Anna Lenar • • 18 maja 2008 18:43

Po identyfikacji mutacji genów "rozwijających" raka trzustki rozpoczęto badania nad zastosowaniem technik molekularnych w leczeniu tego nowotworu

Rak trzustki nie występuje zbyt często, to zaledwie 3% wszystkich nowotworów złośliwych u człowieka. U mężczyzn zajmuje 11 miejsce pod względem częstości zachorowania na nowotwory, u kobiet - miejsce 13-14. Jest jednak trzecim co do częstości i najgorzej rokującym nowotworem przewodu pokarmowego.
A co najgorsze - jest jednym z najszybciej rozwijających się - średnia przeżycia od chwili rozpoznania w stanach zaawansowanych wynosi ok. 6 miesięcy.
- Dramatyzmu dodaje fakt, że rak trzustki ma przebieg podstępny i bardzo trudno w porę go wykryć. Dlatego lekarze rozważają każdą nową możliwość walki z tym nowotworem - mówi dr Emila Filipczyk-Cisarż, specjalista onkologii klinicznej, ordynator Oddziału Chemioterapii Dolnośląskiego Centrum Onkologii.

Punkt wyjścia

Chorzy bagatelizują często objawy, które mogą sygnalizować rozwój choroby i nie idą do lekarza. We wczesnych stadiach rozwoju tego raka mogą występować biegunka, nudności, wymioty, wzdęcia, uczucie dyskomfortu charakterystyczne przecież dla wielu innych, niegroźnych chorób. Kiedy jednak pojawiają się objawy, których nie można już bagatelizować, bo zaburzają normalną egzystencję - ból, powiększenie obwodu brzucha, już jest za późno na radykalne wyleczenie.
Rak trzustki należy, niestety, do chorób z bardzo złym rokowaniem. Wprawdzie w pierwszym, drugim stopniu zaawansowania (15-20% wszystkich chorych na ten nowotwór zgłaszających się do lekarza), kiedy stosuje się radykalne leczenie operacyjne, chorzy w 70-75% przeżywają pięć lat, ale większość chorych trafia do lekarza w trzecim stopniu zaawansowania choroby, a jeszcze częściej w czwartym stopniu, kiedy występują przerzuty. W obu tych przypadkach nie można już zastosować radykalnego leczenia operacyjnego.
W związku z tym, w czwartym stopniu choroby pacjent nie przeżywa jednego roku po zdiagnozowaniu. Jeżeli jest to trzeci stopień zaawansowania i chorego można poddać resekcjom leczniczym, ma szansę na pięcioletnie przeżycie w ok. 15%.

Kiedy cytostatyki

Tak złe rokowania nie wynikają z kłopotów z rozpoznaniem choroby - bo lekarze dysponują bez ograniczeń całą gamą możliwości diagnostycznych, łącznie z potwierdzeniem mikroskopowym utkania nowotworu po dokonaniu biopsji cienkoigłowej - tylko z bardzo szybkiego rozwoju tego nowotworu. A w wyższych stadiach jego zaawansowania mamy już niewielkie możliwości leczenia. Choć trzeba przyznać, że jest już lepiej pod tym względem. Jak więc wygląda leczenie? Leczenie operacyjne jest metodą najbardziej skuteczną, ale tylko radykalnie może być zastosowane w I i II stopniu zaawansowania.
W sytuacji miejscowo zaawansowanego nowotworu, czyli trzeciego stopnia, można stosować metody przedoperacyjne, które, niestety, nie są jeszcze w Polsce rutynowe. Jest to chemio- i radioterapia przedoperacyjna, a także brachyterapia.
Taki schemat można także zaordynować pooperacyjnie w przypadku, gdy nie był to zabieg radykalny i lekarz obawia się, że nowotwór odnowi się w liniach cięcia chirurgicznego.
Stosuje się wówczas teleterapię, czyli napromienianie z pól zewnętrznych, połączone z brachyterapią i chemioterapią.
W przypadku, gdy nie można się podjąć leczenia operacyjnego, stosuje się leczenie paliatywne za pomocą leków cytostatycznych.
- Do niedawna onkolodzy kliniczni mieli do dyspozycji jedną tylko linię leczenia - 5-fluorouracyl z grupy antymetabolitów cytostatycznych. Jest to zresztą bazowy lek stosowany w leczeniu większości nowotworów przewodu pokarmowego. Niestety, w raku trzustki wrażliwość na ten lek oceniana jest w ok.
7-12% - tłumaczy - dr Emila Filipczyk- Cisarż. - W tej chwili dysponujemy gemcytabiną. To lek cytostatyczny nowej generacji, z grupy antymetabolitów pirymidynowych, uznawany za złoty standard w leczeniu nieoperacyjnego raka trzustki.
To cytostatyk, który poprawia przede wszystkim komfort życia chorego. A w terapii paliatywnej głównie o to chodzi.
Gemcytabina przede wszystkim minimalizuje, a nawet likwiduje ból, towarzyszący chorobie. Często do gemcytabiny dodaje się cisplatynę (związek platyny o działaniu przeciwnowotworowym).
To połączenie daje lepszą odpowiedź.
Oczywiście trzeba kontrolować toksyczność terapii, bo trzeba pamiętać, że wszystkie cytostatyki niszczą nie tylko komórki nowotworowe, ale także uszkadzają komórki zdrowe i zdarzyć się może, że leki o dużej toksyczności nie tylko nie poprawią komfortu życia chorego, ale je skrócą.

Leki celowane

Mamy jeszcze jedną broń. Są nią leki celowane. Jest ich wiele, działających na konkretne receptory znajdujące się na komórce nowotworowej. Mogą także hamować, blokować przemiany biochemiczne powodujące dzielenie się komórek nowotworowych.
- W światowych badaniach klinicznych nad jednym z nich brał udział także nasz oddział. Sprawdzana była celowość podawania tarcevy w raku trzustki, który to lek w innych nowotworach ma już swoje zastosowanie - mówi dr Filipczyk-Cisarż. - Związek chemiczny erlotynib zawarty w leku ma wielokierunkowe działanie. Działa jako inhibitor receptorowych kinaz tyrozynowych, czyli jednego z enzymów odpowiedzialnych za podział komórki, a także działa na nabłonkowy naskórkowy receptor wzrostu - EGFR - w sposób hamujący wzrost komórki, pośrednio oddziaływuje również na waskularny czynnik wzrostu VGFR. Tym samym spowalnia czy uniemożliwia rozprzestrzenianie się przerzutów.

Terapia skojarzona

Zasadą leczenia onkologicznego, takiego, by uzyskać jak najlepszy efekt, jest kojarzenie leków celowanych z lekami cytostatycznymi. Tarceva jest już zarejestrowana w krajach UE jako lek, który w połączeniu z gemcytabiną stosuje się u chorych z nieoperacyjnym rakiem trzustki z przerzutami. Badania bowiem wykazały, że taka terapia jest najbardziej korzystna właśnie dla chorych z przerzutami.
- Polska jest krajem Unii, w związku z tym i nasi lekarze muszą stosować takie same standardy leczenia. Ponieważ jednak zdajemy sobie oczywiście sprawę, że erlotynib nie jest pozbawiony toksyczności, musimy za każdym razem przed podjęciem takiego leczenia zastanowić się, u którego z chorych przyniesie ono więcej korzyści niż szkód. Rozważając ten problem kierujemy się przede wszystkim stanem wydolności organizmu chorego - wyjaśnia nasza rozmówczyni.
Im mniej jest powikłań nowotworowych, im mniej wyniszczony jest organizm, tym sensowniej stosować takie toksyczne leczenie. Tarceva znalazła się nawet w Polsce w katalogu świadczeń chemioterapeutycznych, czyli jest refundowana, ale z innych niż rak trzustki wskazań, mianowicie w niedrobnokomórkowym raku płuca.
- Mamy nadzieję, że od nowego roku znajdzie się w katalogu świadczeń także ze wskazaniem dla raka trzustki - dodaje dr Filipczyk-Cisarż. - Do tego czasu możemy tylko występować z wnioskiem do NFZ o niestandardową chemioterapię, ale to długa procedura administracyjna i kiedy się z nią już uporamy może okazać się, że jest za późno na wdrożenie leczenia.
Najpierw wniosek musi podpisać dyrektor szpitala, potem konsultant wojewódzki, dopiero później kierowany jest do NFZ i od urzędników zależy, kiedy wróci do szpitala. Dopiero wtedy szpital ma prawo lek zamówić. Na szczęście nie są to przypadki częste, bo i choroba nie jest tak częsta, ale takie sytuacje w ogóle nie powinny mieć miejsca.
W leczeniu raka trzustki stosuje się także metodę radioterapii śródoperacyjnej, też zresztą w Polsce nie stosowaną rutynowo. A szkoda, bo daje dobre efekty.
Jednorazowe podanie dawki promieniowania podczas operacji jest wszak równoważne z dawką 5-tygodniową teleterapii. Te wszystkie metody to jednak tylko półśrodki o działaniu doraźnym - mogą przedłużyć życie, poprawić jego komfort, ale nie dają wyleczenia.

Skutek mutacji

- Musimy sobie powiedzieć, że nie ma jak walczyć skutecznie z chorobą, poza radykalnym usunięciem nowotworu - przyznaje dr Emila Filipczyk-Cisarż.
- Poszukuje się w związku z tym rozwiązań genetycznych. Po identyfikacji mutacji genów odpowiedzialnych za rozwój raka trzustki rozpoczęto badania nad zastosowaniem technik molekularnych w leczeniu tego nowotworu. W przypadku trzustki stwierdzono bowiem, że rak tego organu może być genetycznie uwarunkowany i do rozwoju nowotworu dochodzi na skutek mutacji, jakie zachodzą w trzech genach.
Wystarczy więc zapobiec takiej mutacji, by uniemożliwić rozwój choroby Pozostają jeszcze szczepienia, jako naturalna broń immunologiczna. Prace nad nimi ciągle są w fazie badań klinicznych. I na razie, jak wynika ze wstępnych danych, nie uzyskano obiecujących wyników. Medycyna rozwija się bardzo szybko; to, co dzisiaj niemożliwe, jutro jest już w zasięgu ręki. Ważne, aby i Polsce chorzy mogli korzystać z osiągnięć medycyny na równi z pacjentami innych europejskich krajów.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum