Czy wygramy tę walkę o życie?

Autor: Piotr Stefaniak • • 25 maja 2008 10:00

Przy lepszej organizacji badań przesiewowych, rocznie umierałoby na raka kilkanaście tysięcy mniej Polek i Polaków

Niektóre wojny można wygrać w błyskotliwej kampanii. Ale niektóre zwycięstwa osiąga się pracą organiczną. Ten sposób proponuje się w walce, jaką ludzkość wytoczyła różnym postaciom raka złośliwego. W odwodzie powinny stać natomiast lepsze metody chirurgii klinicznej, radioterapii oraz doskonalsze, celowane leki - cytostatyki.
Należy wierzyć w przeznaczenie, Bożą interwencję, w kismet. U co trzeciej osoby rak jest zakodowany, przenoszony dziedzicznie i niewiele na to poradzimy, oprócz zdania się na szybką interwencję analityków i lekarzy. Według najnowszych danych dotyczących badań nad nowotworami piersi i jelita grubego (Johns Hopkins Kimmel Cancer Center), w komórkach raka zmutowanych jest nie kilka, ale nawet 200 genów. Średnio 20 zmutowanych genów wystarczy do powstania raka.
Z tej wiedzy płynie jedyna optymistyczna informacja, że będzie możliwe opracowanie testów do szybszego wykrycia nowotworu. Jak wiadomo, im wcześniej się to ustali, tym większa jest szansa jego wyleczenia.

Cena sukcesu

Obecnie rak dotyka każdą rodzinę w Europie.
Co roku umiera na niego 1,1 mln osób na naszym kontynencie, a u 2 mln odkrywa się nowe zachorowania (dane z 2004 r., za Federacją Europejskich Towarzystw Chorób Nowotworowych).
Z powodu raka każdego dnia umiera 3000 Europejczyków, 1500 Amerykanów.
To druga główna przyczyna śmierci po chorobach kardiologicznych.
Niestety, pomimo postępu w leczeniu, prawie połowa pacjentów z rozpoznaną postacią raka nie przeżyje dłużej niż 5 lat. Rośnie zarazem zasięg występowania tej choroby. Liczba nowych przypadków zachorowań w Europie zwiększy się do 2015 roku o 11%, wynika z pracy zbiorowej publikowanej w "Annals of Oncology" (nr 14 z 2003 r.). Profesor Międzynarodowego Zarządzania Opieką Medyczną w Imperial College w Londynie, Rifat Atun, prognozuje, że do 2020 roku liczba nowych przypadków raka wzrośnie o 25%, a choroba ta dotknie 3,4 mln osób.
To cena, jaką płacą społeczeństwa bogatych krajów za... sukces - systematyczne wydłużanie się życia ich obywateli.
Wraz z wiekiem, szczególnie "po czterdziestce", ryzyko zachorowania na raka rośnie niemal w postępie geometrycznym.
Ale nie u wszystkich. Rak jest przekleństwem krajów bogatych. Poza luksusem dożywania tam zaawansowanego wieku, do jego powstawania przyczyniają się niekorzystne warunki pracy i środowiska, dieta ubogoresztkowa (dużo białka zwierzęcego i protein, mało błonnika), dobrowolne narażanie się na czynniki powodujące raka (palenie tytoniu, nadmierne picie alkoholu), brak aktywności fizycznej.

Powiedz, gdzie mieszkasz...

Ponieważ w biednych krajach mało jest ludzi otyłych, do rzadkości należą tam zachorowania na raka jelita grubego, podobnie jak w Japonii i Korei Płd., czemu sprzyja odpowiednia dieta.
Z kolei mężczyźni i kobiety tych dwóch ostatnich krajów biją światowe rekordy zachorowań na raka żołądka z powodu stresu, jaki wywołują lokalne systemy pracy.
Ciemnoskórzy nie wystawiają się dla przyjemności na słońce, a więc i zachorowania na raka skóry jest wśród nich 40-krotnie mniejsze niż u bogatych, białych.
Rak stał się od dwóch-trzech pokoleń chorobą cywilizacji. Zarazem w samych krajach OECD występuje bardzo różny dostęp chorych na raka do opieki medycznej.
"Powiedz, gdzie mieszkasz, a odpowiem ci, czy przeżyjesz atak raka" - wynika z analiz B. Jönssona oraz N.
Wilkinga z Karolinska Institutet. Jeżeli we Francji - dowodzą autorzy analiz - masz dwukrotnie większą szansę przeżycia raka odbytnicy niż mieszkając w Polsce.
Korzystając z hiszpańskiej służby zdrowia masz większą szansę uzyskania najnowszych terapii niż w Wielkiej Brytanii.
Szwedzki instytut w ten sposób zwraca uwagę, że w krajach Europy Środkowej (ale także w Wielkiej Brytanii i np. Norwegii) pacjent musi dłużej czekać na rozpoczęcie leczenia lub nie otrzymuje go wcale. Znamienne, że w Szwajcarii na chemioterapię przeznacza się 190 euro na pacjenta, a najmniej - zaledwie 34 euro - w Polsce.

Przełomy w leczeniu

Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można powiedzieć, że nie żyje już ani jedna osoba, u której zdiagnozowano białaczkę przewleką w 1999 roku. Wtedy szansę dożycia co najwyżej 5 lat miało trzech spośród pięciu pacjentów. Dziś chory może przyjąć raz dziennie pigułkę dającą nadzieję, że nastąpi remisja raka. Sprawia to nowe "pokolenie" leków.
Pierwszym przełomem w terapii onkologicznej było wynalezienie cytostatyków - leków zakłócających zdolność podziału i mnożenia się komórek nowotworowych, czyli istoty tworzenia się raka. Przez wiele dziesiątków lat chemioterapia niszczyła również prawidłowe komórki oraz powodowała działania niepożądane (gorączkę, nudności, wypadanie włosów, owrzodzenia jamy ustnej itp.). Godzono się na to ryzyko, bo większość tych skutków znika po zakończeniu leczenia, a w dodatku zdrowe komórki przeważnie się szybko regenerują. Jednak niektóre terapie cytostatykami uszkadzały układ krwiotwórczy, odpornościowy, pokarmowy, moczowy, nerwowy, mięsień sercowy, płuca, wątrobę.
Pierwsze cytostatyki miały relatywnie niskie wskaźniki wyleczeń lub wydłużały życie pacjenta o kilkanaście tygodni.
Niektórych rodzajów nowotworów w ogóle nie leczono, a chemioterapię stosowano, aby zmniejszyć guz, przedłużyć życie lub złagodzić dolegliwości.
Kolejnym postępem w chemioterapii było np. pokonanie bariery krew-mózg (cytostatyki są przenoszone przez krew) i możliwość leczenia raka mózgu. Warto przypomnieć, że 20-30% nowotworów złośliwych innych narządów powoduje przerzuty do mózgu.

Nowy wymiar chemioterapii

Chemioterapia jest jedną z metod walki z rakiem, a najlepsze efekty przynosi w skojarzeniu z zabiegiem chirurgicznym i radioterapią. Postęp dokonuje się na każdym z tych trzech frontów walki, ale najbardziej efektywny jest w przypadku cytostatyków. Z jednej strony, powstało już całe pokolenie generyków, co radykalnie obniżyło koszty tej terapii i umożliwia jej powszechne stosowanie, a z drugiej strony - leki są "doskonalsze".
Obecna dekada stoi pod znakiem przełomu, jaki dokonały biologiczne terapie celowane. Było to możliwe dzięki poznaniu mechanizmów rozwoju guza na poziomie komórki i jej genotypu. W przeciwieństwie do terapii tradycyjnych, terapie biologiczne niszczą jedynie chore komórki, czyli uderzają bezpośrednio w raka. Niczym "inteligentne" pociski typu Patriot, tak trafnie wybierające wskazany cel w operacji Pustynna Burza, przeciwciała monoklonalne działają w dokładnie wyznaczonym obszarze. Nie wywołują zatem "rozległych" skutków ubocznych i są lepiej tolerowane przez pacjentów. Grono celowanych leków onkologicznych nie jest duże. Należy do nich np. przeciwciało monoklonalne Herceptyna (trastuzumab), blokująca receptor HER2. Herceptyna nie tylko przedłuża i poprawia standard życia chorym na raka piersi, ale także skutecznie walczy z nawrotem choroby.
Innym lekiem celowanym jest Gleevec.
Terapia z jego użyciem zapewnia nawet w 90% wyleczenie pacjentów będących we wczesnym stadium przewlekłej białaczki szpikowej.
Postęp w chemioterapii onkologicznej doprowadził też do tego, że dzięki niej pacjenci prowadzą normalny tryb życia przez 10-20 lat. - Można już wtedy mówić o przewlekłej chorobie - uważa prof. Witold Zatoński, kierownik Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów w Centrum Onkologii w Warszawie.

Inteligentna szczepionka

Zupełnie inny wymiar walki z rakiem sprowadza się do szczepień ochronnych.
Upowszechniło się szczepienie profilaktyczne przeciwko zapaleniu wątroby typu B. Od stycznia 2007 roku stan New Hampshire w USA, jako pierwszy, wprowadza w życie powszechny program szczepień przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego (HPV-Human Papilloma Virus). Zakażenie szczepami HPV nr 16 i 18 jest odpowiedzialne za ponad 80% wszystkich zachorowań na raka szyjki macicy. W przypadku Polski, co roku rak ten wykrywany jest u ok. 4 tys. Polek, spośród których niemal co druga umiera.
Tymczasem szczepionki wkraczają już także do terapii onkologicznej. Np.
amerykańscy lekarze z Brain Tumor Research Center Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco poinformowali o dobrych rokowaniach w leczeniu sześciu chorych na glejaki o wysokim stopniu złośliwości. Podaje się im szczepionki (Oncophage), uzyskiwane z własnych komórek rakowych pacjentów. O reemisji czerniaka złośliwego, po 3 latach stosowania szczepionki, poinformowali we wrześniu naukowcy międzynarodowego Instytutu Badań Nowotworów Ludwiga.
Opracowali oni inteligentną szczepionkę, która uczy układ odpornościowy chorego rozpoznawania komórek nowotworowych jako wrogich organizmowi.
Bez względu na przełomy medyczne i farmaceutyczne, onkolodzy podkreślają, że kluczowe znaczenie w leczeniu raka ma prewencja: pierwotna i wtórna. Rozwinięciu tej idei służy też "Europejski Kodeks Walki z Chorobami Nowotworowymi" .

Sytuacja w Polsce

Także w naszym kraju nowotwory złośliwe są drugą przyczyną zgonów (a pierwszą wśród mężczyzn). Z ich powodu umiera każdego roku ponad 25% mężczyzn i 23% kobiet - czyli łącznie już blisko 90 tys. osób spośród 121 tys., które zapadają na nie.
Jednak od krajów zachodnich odróżniają nas m.in.: wyższy wskaźnik zgonów w stosunku do nowych zachorowań (sięga u nas 70%, przy średniej europejskiej 55%) oraz nieco inny rozkład głównych postaci raka. Szczególnie niepokojąca jest rosnąca dynamika zachorowań i śmierci na raka płuc i oskrzeli. Zdaniem prof. Zatońskiego, to swoiste echo tego, że do przełomu lat 70. i 80. ubiegłego stulecia mieliśmy prawie 60% palących mężczyzn i ponad 30% kobiet w wieku powyżej 18 lat. Teraz znaczna część wówczas palących płaci swoisty rachunek za ten nałóg.
Niepokojąca jest też wysoka śmiertelność na raka sutka oraz szyjki macicy, utrzymujące się w zasadzie na niezmienionym poziomie od ćwierć wieku. W tym czasie kraje rozwinięte dokonały postępu i w efekcie mają kilka razy mniejszy współczynnik umieralności kobiet (np. w Finlandii 1,8 na 100 tys.
kobiet), u których zdiagnozowano jeden z opisywanych nowotworów, niż w Polsce (7/100 tys.).
- Gdybyśmy mieli skuteczny system wczesnych badań, podobnie jak Finlandia, z powodu raka szyjki macicy umierałoby najwyżej 300 Polek rocznie, a nie 1800 - uważa prof. Witold Zatoński.
To jeden z koronnych dowodów na potrzebę zmiany w Polsce metody walki z rakiem. Dane światowe dowodzą, że 1/3 nowotworów można zapobiegać przez profilaktykę pierwotną, 1/3 można wyleczyć dzięki profilaktyce wtórnej, czyli wczesnej diagnozie, a w 1/3 przypadków można poprawić komfort życia i ograniczyć dolegliwości. Ten sposób myślenia został w dużej mierze uwzględniony w przyjętym w lipcu 2005 roku przez Sejm wieloletnim "Narodowym programie zwalczania chorób nowotworowych".
- Program nie gwarantuje bieżących kosztów polskiej onkologii, dzięki czemu np. rozwiązany byłby problem dostępności do leczenia skojarzonego i skrócenia czasu oczekiwania - uważa prof. Jan Steffen, przewodniczący Rady Naukowej Centrum Onkologii w Warszawie. - Ale istotne jest, że co roku przez 10 lat wydawanych będzie dodatkowo co najmniej 200-250 mln zł, bez względu na sytuację budżetu i rządzącą koalicję.

Przed nami sporo pracy

Przez kilka pierwszych lat realizowanego programu, prawie połowę jego środków przeznacza się na uzupełnienie braku urządzeń radioterapii. Istotą programu jest natomiast położenie nacisku na profilaktykę: pierwotną i wtórną.
- Zapobieganie chorobom nie kojarzy się Polakom ze zmianą stylu życia, a raczej z profilaktyką wtórną, czyli badaniami przesiewowymi - mówi, w oparciu o badania ankietowe, dr Jolanta Lissowska z warszawskiego Centrum Onkologii. - Ten sposób myślenia nie zależy od wieku, wykształcenia i pozycji zawodowej.
Prof. Witold Zatoński podkreśla, że czeka nas praca organiczna. Występuje ogromne rozwarstwienie w dostępie do ochrony zdrowia i w wiedzy o profilaktyce.
Jakże charakterystyczne jest to, że częstotliwość zachorowania na raka macicy u kobiet z wyższym wykształceniem jest 12 razy mniejsza niż u kobiet niewykształconych.
- Program edukacyjny należy realizować krok po kroku, ale konsekwentnie - mówi prof. Zatoński. Najpierw należy dotrzeć do lekarzy specjalistów, później lekarzy POZ, upowszechniając m.in. "Europejski Kodeks...". Dopiero później ruszą programy edukacji różnych środowisk. Będzie to możliwe przez stworzenie regionalnych centrów nowotworowych, jakie powstaną w każdym województwie oraz dzięki włączeniu się do programu profilaktyki Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

Tak ryzykujemy

  • Co trzeci Polak waży zbyt dużo, a co ósmy jest otyły - wynika z danych GUS ("Stan zdrowia ludności Polski w 2004 r.").
  • Większość Polaków spędza wolny czas w sposób bierny.
  • Na szczęście zmniejsza się liczba palących papierosy. Tylko w latach 1996-2004 zmalała o 5 pkt.
    procentowych, a w porównaniu z połową lat 70. - o połowę.
    Jednak to nadal zbyt wysokie wskaźniki, plasujące nas w czołówce światowej. Ok.
    60% palących mężczyzn wypala dziennie ponad 20 papierosów, a 2/3 w nałogu tkwi co najmniej 10 lat.
  • Od lat przyjmuje się za Brytyjskim Królewskim Towarzystwem Psychiatrycznym, że roczna konsumpcja co najmniej 10 litrów alkoholu dla mężczyzn i 7,5 l dla kobiet niesie za sobą podwyższone ryzyko zachorowań.
    Z tego powodu narażonych jest 14% Polaków i 3% Polek.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum