Czapki z głów i do kolekcji!

Autor: Sabina Augustynowicz • • 03 lipca 2008 10:31

Poseł Ewa Kopacz, przewodnicząca Sejmowej Komisji Zdrowia, gromadzi nakrycia głowy z różnych zakątków świata

Ma Pani bardzo sympatyczne hobby. Jak zrodził się pomysł zbierania nakryć głowy?
- Ma to związek z moją córką, która jest subtelną blondynką z burzą kręconych blond loków. Zawsze się starałam, już wtedy gdy była małą dziewczynką, ubierać ją inaczej, a nie w obowiązujące w środowisku młodzieżowym dżinsy, adidasy, bluzy czy glany. Na początku bardzo się buntowała, ale gdy była w liceum zauważyła, że czymś pozytywnym jest oparcie się swoistej uniformizacji. Zaczęłam więc jej kupować różne fajne nakrycia na tę jej głowę. Były to czapeczki robione na szydełku, zdobione koralikami.
Pewnego dnia robiłyśmy porządek w szafie i stwierdziłyśmy, że jest tego całkiem sporo. Uznałyśmy więc, że warto takie ciekawe nakrycia głowy po prostu zacząć zbierać, poszerzać kolekcję, opatrując każdą czapeczkę etykietką z opisem jej pochodzenia czy historią, z którą się wiąże. To był zaczątek naszej kolekcji, później wzbogacanej o eksponaty przywożone przez nas czy też przyjaciół, znajomych z różnych zakątków świata.

- W swoich zbiorach ma Pani m.in. zwykły zielony, drelichowy beret...
- Ten beret nie jest zwykły i nie dotyczy mnie bezpośrednio, a osoby, która przywiozła go z Kuby. Ten człowiek wyjechał tam, by leczyć depresję, w którą popadł po stracie rodziny. Ja jedynie - bezradna już jako lekarz, ponieważ leki nie dawały oczekiwanych efektów, a chory opierał się przed wizytą w poradni zdrowia psychicznego - zasugerowałam podróż do kraju dla niego dziwnego, kontrowersyjnego. Chodziło o konfrontację z mieszkańcami takiego kraju, zderzenie z ich problemami. Ów pacjent zniknął mi z pola widzenia na dwa miesiące. Kiedy odezwał się, był innym człowiekiem. Na Kubie odnalazł sens życia, grupę ludzi, którym chce pomagać i... przyszłą żonę. Objawy depresji minęły bezpowrotnie.

- Co w Pani kolekcji robi arafatka?
- Przywiozłam ją z Iraku, ponieważ w tym kraju przeżyłam przygodę już czysto lekarską. Z grupą przyjaciół idę ulicą, na której dostrzegam człowieka, który ma atak padaczki. Co robi polski lekarz w takiej sytuacji? Udziela pomocy. Biegnę więc, zapominając o tym, że jestem w kraju arabskim i jestem kobietą, w dodatku ubrana jak na upały. Arabowie nie dopuszczają mnie. Robi się straszne zamieszanie. Jakiś chłopiec, który mówił świetnie po angielsku wyjaśnia w końcu, że nie mogę pomóc choremu, bo nie wolno mi go dotknąć. To było straszne przeżycie.

- Czapeczki, berety, a kapelusze? Nie ma Pani do nich sentymentu?
- Ależ mam. W mojej kolekcji jest taki kapelusz, który darzę szczególnym sentymentem. Niebieski, z granatową wstążką, należał kiedyś do pani Hanny Bielickiej.

- Spotkała się Pani kiedyś z Hanną Bielicką "w sprawie" tego kapelusza?
- Niestety, nie. Pani Hanna Bielicka oddała swój kapelusz na aukcję, a ja go kupiłam. Fajnie mieć nakrycia głowy znanych ludzi.

- Ostro Pani licytowała?
- Tak, bardzo chciałam go mieć. Przebiłam wszystkich.

- Ile kosztowało panią nakrycie głowy pani Hanki?
- 350 złotych.

- Sądziłam, że kapelusze w ogóle zajmują w Pani kolekcji miejsce szczególne, zwłaszcza te aksamitne...
- Moim marzeniem jest zdobycie do kolekcji kapelusza mojego szefa - Jana Rokity. Zająłby w niej miejsce szczególne. Kiedyś nawet mu o tym powiedziałam, ale popatrzył na mnie jakoś dziwnie. Jest oczywiście nieświadomy mojej pasji. Ale to nic, jak będzie trochę mniej zajęty, wyjaśnię mu, o co mi chodziło i dlaczego robię zakusy na jego kapelusz.

- Zbiera Pani berety?
- Tak, mam ich sporo, ale nie mam chyba żadnego moherowego...

- Co Pani sądzi na temat mody i tego co my - Polki nosimy na głowach?
- Nie wolno zapominać, że moda proponuje, a nie nakazuje. Niekiedy widuję panie bardzo ładne, ale przebrane, a nie ubrane. To, co nosimy również na głowie, ma być idealnie dobrane nie tylko do naszej figury, ale i charakteru.

- A jakie nakrycia głowy Pani preferuje?
- Chodzę zupełnie bez nakrycia głowy, nawet zimą. Podziwiam kobiety, które z gracją noszą kapelusze, toczki, ozdobne przepaski, ale wydaje mi się, że nie jest mi w tym najlepiej.

- Czy nie zastanawiała się Pani nad zorganizowaniem wystawy swoich zbiorów?
- Owszem, myślałam o tym, ale chciałabym ją połączyć z ekspozycją kolekcji moich koleżanek, które mają równie ciekawe zbiory. Może uda nam się zrealizować to marzenie, kiedy będzie już ciepło, gdzieś w plenerze i połączyć wystawę z pokazem mody praktycznej, dla przeciętnej kobiety, która nie ma za dużo pieniędzy, ale chciałaby wyglądać szykownie, elegancko.

- Pokaz mody?
- Nakrycia głowy to nie jedyna moja pasja. Drugą jest projektowanie strojów. Bardzo chciałabym kiedyś zrobić taką kolekcję, którą ktoś by wyprodukował, i którą można by pokazać. Na razie - jako posłanka poprzedniej kadencji - brałam udział w pokazie mody. Duże firmy odzieżowe, producenci biżuterii, domy handlowe zaproponowały, by parlamentarzystki na wybiegu prezentowały modę. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży biletów na ten pokaz, w którym uczestniczyło ok. 20 posłanek, zostały przeznaczone na badania mammograficzne. Zebrałyśmy niebagatelna kwotę ok. 60 tys. złotych.

Przychodnia, sejmik, sejm
EwaKopacz- pediatra i lekarz medycyny rodzinnej, przewodnicząca Sejmowej Komisji Zdrowia. W trakcie pracy w ośrodku zdrowia w Szydłowcu - jak sama mówi - przytrafiła się jej przygoda zarządzania zakładem opieki zdrowotnej.
W czasie owego dyrektorowania w 1997 roku, pani poseł wystartowała w wyborach do sejmiku wojewódzkiego (z Unii Wolności) i została przewodniczącą komisji zdrowia na Mazowszu. Po rozłamie w UW przeszła do klubu Platformy Obywatelskiej. W ten sposób zaczęła się jej przygoda z polityką. Była także posłem w poprzedniej kadencji.
Medyczna pasja pani Ewy, to medycyna sądowa. Hobby? Z upodobaniem zbiera nakrycia głowy. Miłość jej życia? 21-letnia córka, oczywiście studentka medycyny.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum