Co zatrzyma falę protestów? Rząd musiałby spełnić kilka warunków

Autorzy: Wojciech Kuta; Justyna Przybytek-Pawlik • Źródło: 2021 5 (171)15 września 2021 19:21

Przedstawiciele zawodów medycznych wypracowali między sobą kompromis płacowy, który nie obciążał znacząco budżetu państwa. Niestety, ten konsensus został przez rządzących odrzucony – mówi Rynkowi Zdrowia dr Artur Drobniak. Wiceprezes NRL komentuje też zapowiedziany na wrzesień wielki protest pracowników ochrony zdrowia.

Rynek Zdrowia: – Minister Adam Niedzielski musi odejść?

Dr Artur Drobniak, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej: – W czerwcu br. Naczelna Rada Lekarska wydała stanowisko, w którym przedstawiliśmy kilkanaście powodów, dla których minister Adam Niedzielski utracił zaufanie samorządu lekarskiego. Nasza opinia w tej kwestii nie uległa zmianie.

– Przypomnijmy, że we wspomnianym stanowisku samorząd lekarski zarzuca MZ m.in. chaotyczne decyzje finansowe, w tym dotyczące zasad przyznawania tzw. dodatków covidowych.

– Wskazujemy też, między innymi, że podejmowanie decyzji w ochronie zdrowia nie może opierać się jedynie na podstawie selektywnie dobieranych wskaźników ekonomicznych, z pominięciem opinii środowiska lekarzy.

Zwracamy ponadto uwagę na odrzucanie konkretnych proponowanych przez samorząd lekarski projektów regulacji ustawowych, m.in.: przygotowanej przez NRL ustawy ograniczającej odpowiedzialność cywilną, karną i zawodową lekarzy walczących z epidemią koronawirusa; projektu ustawy o biegłych sądowych; zmiany ustawy dotyczącej najniższych wynagrodzeń w podmiotach leczniczych.

– Co, w pana opinii, przelało czarę goryczy i doprowadziło do zawiązania 2 sierpnia Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego Pracowników Ochrony Zdrowia i zapowiedzi dużego protestu 11 września?

– Wydaje się, że takim ostatecznym bodźcem dla całego środowiska pracowników medycznych było to, że 7% PKB na zdrowie będzie przeznaczane nie w 2024, ale dopiero w 2027 roku.

Po drugie przyczyną, dla której połączyliśmy siły w ramach Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego, stała się próba dzielenia zawodów medycznych w kwestii wynagrodzeń minimalnych. Nie chcemy do tego dopuścić. Dlatego właśnie jesteśmy razem: pielęgniarki, lekarze, diagności laboratoryjni, fizjoterapeuci, farmaceuci, technicy i ratownicy medyczni.

To dzielenie naszego środowisko zaczęło się już podczas prac Trójstronnego Zespołu do Spraw Ochrony Zdrowia. Brak jakiejkolwiek dozy komunikacji i woli negocjowania po stronie rządowej powodował, że niezadowolenie pracowników opieki zdrowotnej wzbierało z tygodnia na tydzień.

Nie żądaliśmy niebotycznych kwot podwyżek wynagrodzeń minimalnych. Jako przedstawiciele różnych zawodów medycznych wypracowaliśmy między sobą kompromis płacowy, który nie obciążał znacząco budżetu państwa. Niestety, ten konsensus został przez rządzących odrzucony.

– Obecny rząd broni się, argumentując, że doprowadził do najwyższego wzrostu publicznych wydatków na ochronę zdrowia w historii.

– Porównując się z mniej zamożnymi państwami OECD, nawet na ich tle pod względem nakładów na ochronę zdrowia wypadamy słabo. W Czechach już w 2019 r. wydawano na ten cel z budżetu państwa ponad 7%, na Węgrzech – ponad 6%, a Polska w 2021 r. – tylko ok. 5,2%. Oczywiście w zestawieniu z krajami „starej Unii”, np. Niemcami czy Francją, wyglądamy jeszcze gorzej.

Jest jeszcze jeden bardzo niepokojący wskaźnik – odsetek społeczeństwa zatrudniony w sektorze ochrony zdrowia. Ten obiektywny miernik pokazuje, jak postrzegana jest ochrona zdrowia w poszczególnych państwach. Otóż w Polsce w opiece zdrowotnej zatrudnionych jest 6% społeczeństwa. Tymczasem w wielu krajach OECD ten wskaźnik sięga 10%, natomiast w Skandynawii wynosi ponad 15%.

Co ważne, w latach 2000-2017 ten odsetek w wszystkich krajach wzrastał. Tylko w Polsce i Słowacji w tym czasie pozostawał na tym samym poziomie.

– Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska, odnosząc się do zapowiedzianego na 11 września protestu pracowników ochrony zdrowia, powiedział: „Każdą kwestię możemy rozwiązać przy stole, nie musimy wychodzić na ulicę”. Co musiałby więc zrobić rząd, żeby nie doszło do wrześniowego protestu?

– O spotkanie z panem premierem Mateuszem Morawieckim zabiegamy od kilku miesięcy. Do tej pory albo nie otrzymywaliśmy żadnej odpowiedzi, albo kierowano nas do Ministerstwa Zdrowia. A, niestety, wiemy, jak minister Niedzielski podchodzi do naszych problemów, skoro o swoje musimy walczyć na ulicy.

Aby nie doszło do planowanego na 11 września protestu, rząd musiałby spełnić kilka warunków, w tym ustawowymi zapisami zapewnić przyspieszenie wzrostu nakładów na ochronę zdrowia, czyli 7% PKB do 2024 r., a 8% PKB w roku 2027 oraz doprowadzić do znacznie szybszego wzrostu wynagrodzeń w opiece zdrowotnej.

To są dwa zasadnicze warunki utrzymania pracowników ochrony zdrowia w publicznym systemie ochrony zdrowia w Polsce. Już dziś widzimy odpływ kadr za granicę oraz do sektora prywatnego. Musimy zatrzymać ten trend. Także dlatego 11 września wychodzimy na ulicę.

– Dziękujemy za rozmowę.

* * *

Protest, jakiego jeszcze nie było

„Żądamy lepszej ochrony zdrowia. Jakość w miejsce bylejakości” – to hasło przewodnie strajku pracowników ochrony zdrowia, który zaplanowano 11 września w Warszawie. Ma to być jedna z największych demonstracji medyków, w której – według wstępnych szacunków organizatorów – może wziąć udział nawet kilkanaście tysięcy osób. 

Na ulice wyjdą m.in. lekarze, pielęgniarki, ratownicy, anestezjolodzy, diagności, fizjoterapeuci, a także farmaceuci. Wielu z nich przyjedzie do stolicy z całej Polski. Wszyscy domagają się pilnego spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim oraz realizacji pięciu kluczowych postulatów. Poniżej ich lista:

Znacznie szybszy niż planowany wzrostu nakładów na system opieki zdrowotnej do wysokości nie 7%, ale 8% PKB (jak w krajach sąsiednich, średnia OECD na 2018 rok wynosi 8,8% PKB)

Zwiększenie wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowia do poziomów średnich w OECD i UE względem średniej krajowej, celem zahamowania emigracji zewnętrznej (zagranicznej) i wewnętrznej (do sektora prywatnego) pracowników opieki zdrowotnej

Zwiększenie liczby finansowanych świadczeń dla pacjentów oraz poprawa dostępności pacjenta do świadczeń

Podwyższenie jakości świadczeń dla pacjentów – jesteśmy krajem UE, a nie WNP, potrzebna jest opieka lekarska, pielęgniarska, ale też fizjoterapeutyczna, rehabilitacyjna i farmaceutyczna oraz dostęp do nowoczesnych form diagnostyki laboratoryjnej i obrazowej

Zwiększenie liczby pracowników pracujących w systemie ochrony zdrowia do poziomów średnich w krajach OECD i UE, szczególnie w sytuacji starzenia się społeczeństwa i zwiększania się zapotrzebowania na świadczenia opieki zdrowotnej.

Wielka manifestacja, potem „białe miasteczko”

Jak zapowiadają organizatorzy protestu, na demonstracji się nie zakończy. W planach jest również „białe miasteczko”. – Zaraz po demonstracji rozstawiamy namioty we wkrótce ujawnionej lokalizacji i zajmujemy ją, wzorem pielęgniarek z 2007 roku – zapowiada Porozumienie Rezydentów.

W „białym miasteczku” będą się odbywały m.in. codzienne konferencje prasowe, ale nie tylko. – Pozostałą część dnia wypełnią warsztaty i panele edukacyjne, a także szereg innych atrakcji dla sympatyków naszej sprawy. Poruszać będziemy problematyczne obszary obecnego systemu z podziałem na dziedziny – w kolejności od najbardziej powszechnych problemów. Do udziału w dyskusji zachęcamy przedstawicieli wszystkich osób tworzących ochronę zdrowia oraz samych pacjentów – Możemy naprawić to razem! – zapewniają lekarze.

Ogólnopolski Komitet Protestacyjno-Strajkowy

W organizację protestu pracowników ochrony zdrowia w Warszawie zaangażowała się rekordowa liczba związków i samorządów zawodowych działających w ochronie zdrowia. Ogólnopolski Komitet Protestacyjno-Strajkowy powołano już 2 sierpnia.

W skład Komitetu wchodzą między innymi: Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy oraz Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Diagnostyki Medycznej i Fizjoterapii. Ponadto są tu również przedstawiciele Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Techników Medycznych Radioterapii, Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Bloku Operacyjnego Anestezjologii i Intensywnej Terapii, Związku Zawodowego Pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Publicznej, Naczelnej Izby Lekarskiej, Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, Krajowej Izby Fizjoterapeutów, Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych oraz Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Później do Komitetu dołączyły również: Krajowy Związek Zawodowy Pracowników Ratownictwa Medycznego, Polskie Towarzystwo Ratowników Medycznych, a także Ogólnopolski Związek Zawodowy Techników Medycznych Elektroradiologii.

System coraz bardziej niebezpieczny dla pacjentów

Konflikt między związkami zawodowymi a resortem zdrowia narasta od kilku tygodni. Co ostatecznie zdecydowało, że przedstawiciele zawodów medycznych solidarnie zdecydowali, że wyjdą na ulice protestować?

– Zdecydował fakt ciągłego upominania się o spotkanie z szefem rządu. Widocznie nie jesteśmy godni spotkania z panem premierem i mało ważni w systemie ochrony zdrowia, stąd chyba lekceważenie z jego strony.

Ale to nie tylko to. Teraz mamy sytuację związaną z uchwaleniem ustawy o jakości w ochronie zdrowia. Z przekazu rządu płynie informacja do pacjentów, że będą mieli lepszy dostęp do świadczeń, a świadczenia będą udzielane na najwyższym poziomie. Pytam: kim? Kim to chcemy zrobić? I na to pytanie nie uzyskałam odpowiedzi ze strony Ministerstwa Zdrowia, a zadałam je w ministerstwie – powiedziała Rynkowi Zdrowia Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

– Jest raport OECD z 2019 roku, który pokazuje, że w Polsce od 20 lat mamy constans, jeśli chodzi o liczbę zatrudnionych w ochronie zdrowia osób na 1000 mieszkańców. Tu się nic nie zmienia. Tymczasem musielibyśmy zobaczyć, ile w 2000 roku było szpitali – około 780. W tej chwili ministerstwo pisze, że jest ich 1410. I robimy wszystko tą samą grupą ludzi, czyli kosztem bezpieczeństwa pacjentów, kosztem jakości udzielanych świadczeń, kosztem pracowników medycznych, którzy krążą po kilku szpitalach – zaznacza przewodnicząca OZZPiP.

– Nasz system ochrony zdrowia zaczyna być coraz bardziej niebezpieczny dla pacjentów. Nie boję się użyć tego określenia. W okresie covidu, jako personel pracujący na rzecz chorych, odczuwaliśmy to bardzo dotkliwie. W tej chwili ludzie leczą się z depresji, po okresie, kiedy brakowało rąk do pracy, po sytuacjach związanych ze śmiercią pacjentów i sytuacjach, w których musieli decydować, komu pierwszemu udzielą pomocy. Tak ma funkcjonować system ochrony zdrowia w Polsce? – pyta retorycznie Krystyna Ptok.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum