Co włożyć do karetki?

Autor: Andrzej Bęben • • 24 czerwca 2010 10:43

Współczesne ambulanse ratunkowe w niewielkim stopniu przypominają te z lat 80. ubiegłego wieku, jeszcze niedawno jeżdżące po naszych drogach

Ambulans, zwany także karetką pogotowia ratunkowego, a ongiś także sanitarką, to nie tylko tzw. środek transportu przystosowany do przewozu chorych lub rannych.

To także mobilny punkt medyczny z kwalifikowaną załogą na pokładzie korzystającą ze sprzętu medycznego, który jeszcze kilkanaście lat temu był jedynie na wyposażeniu szpitali.

Współczesny ambulans doprowadzany do celu przez system GPS i wprzęgnięty w strefę telemedycyny pochodzi - przypomnijmy - w prostej linii od pierwszej sanitarki wprowadzonej przez osobistego chirurga Napoleona Bonaparte Jeana- Dominique Larrey’a. Było to w 1792 r.

Wówczas Larrey stworzył zespoły tzw. lotnych szpitali - zwrotne i lekkie powozy konne obsługiwane - to było nowością - nie przez żołnierzy, lecz wyszkolonych sanitariuszy.

Niemcy mają mniej karetek

Czołgów nie tak dawno mieliśmy bodaj 1,8 tys. Natomiast ambulansów:

  • S(pecjalnych) zwanych do końca 2010 r. karetkami R,
  • P(odstawowych) kwalifikowanych wcześniej jako W,
  • T(ransportowych), czyli P(rzewozowych) i
  • N(eonatologicznych) oraz
  • K(ardiologicznych) mamy w Polsce ok. 1,5 tys. sztuk.

Dr Arkadiusz Trzos z Zakład Medycyny Katastrof i Pomocy Doraźnej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego tłumaczy, że to więcej niż wynika ze średniej europejskiej. Prof. Andrzej Zawadzki z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, wybitny ekspert w dziedzinie medycyny ratunkowej, podkreśla, że lokalnie wskaźniki są jeszcze lepsze; w województwie śląskim tzw. wskaźnik nasycenia karetkami pogotowia jest czterokrotnie wyższy od średniej europejskiej.

Prof. Jerzy Karski, były konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej, przypomina, że liczba dyżurujących ambulansów jest nawet wyższa niż zakładają to normy obowiązujące w krajach "starej" Unii i nawet w bogatych Niemczech nie ma takiej liczby zespołów.

Prof. Juliusz Jakubaszko, obecny konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej, uważa, że tabor pogotowia ratunkowego w dużej mierze nie jest wykorzystywany dla realizacji celów wynikających z Ustawy o ratownictwie medycznym, ale "do łatania dziur w nieudolnym systemie podstawowej opieki zdrowotnej". Pacjenci traktują pogotowie jak mobilne przychodnie.

Były i obecny konsultant uważają, że w Polsce powinno się skoncentrować na tworzeniu kolejnych SOR-ów oraz dofinansowaniu istniejących niż na inwestowaniu w kolejne ambulanse.

W Polsce jeden ambulans przypada na 24 tys. ludzi. Średnia europejska to jedna karetka na 100 tys. osób.

Skąd takie wyniki? To - generalnie rzecz biorąc - wypadkowa decyzji z 2000 r. o wymianie starego taboru oraz napływu celowych środków unijnych.

Nie jest bowiem w Polsce tak, że każdą stację pogotowia stać na zakup ambulansów z tzw. własnych środków.

Zatem skoro jest tak, że Unia daje, to dlaczego nie brać?

Cztery lata w służbie

Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach jest jedną z największych tego rodzaju placówek w Polsce (7 stacji terenowych obejmujących zasięgiem 1/3 województwa, około 140 samochodów różnych typów i przeznaczenia, 1,4 tys. zatrudnionych).

- Mamy dziś 31 "esek", 30 ambulansów podstawowych i jedną "enkę" - wylicza Robert Haberko, zastępca dyrektora ds. administracji i eksploatacji WPR w Katowicach. - Najmłodsze wozy są z 2009 roku. Ogłosiliśmy przetarg na zakup 12 ambulansów. Z własnych środków kupimy 5 sztuk, z unijnych - resztę.

Najstarsza z karetek ma 6 lat i pół miliona kilometrów przebiegu. Średnia żywotność ambulansu to 4 lata i 300 tys. kilometrów na liczniku.

Średnio po czterech latach (wszystko zależy od tego, ile dokłada się do remontów pojazdu) ambulans przesuwany jest do kolumny transportowej. Żywot kończy jako dostarczyciel części do samochodów jeżdżących. Reszta ląduje na złomowisku.

Ambulans sprzedam

W Polsce karetki (nowe) można kupić, wynająć lub wyleasingować. Pamiętajmy, że kupują je nie tylko stacje pogotowia ratunkowego, ale i szpitale. Producenci szacują, że rocznie sprzedaje się w Polsce ok. ćwierci tysiąca nowych ambulansów.

Cztery firmy dostarczające w naszym kraju ambulanse (W.A.S. Wietmarscher Polska, AMZ-Kutno, Gruau Polska oraz Auto Form) oferują ambulanse ratunkowe na bazie takich marek, jak: Fiat Ducato, Ford Transit, Mercedes Sprinter S, Mercedes Sprinter, Opel Movano, Opel Vivaro, Peugeot Boxer, Volkswagen Crafter, Volkswagen T5.

Wymienione cztery firmy dostosowują wyposażenie pojazdów (m.in. inne akumulatory, rodzaje szyb) do nowych zadań.

Stworzenie wersji basic karetki ratunkowej wynosi ok. 60 tys. zł. Górna cena wyposażenia w sprzęt dodatkowy zasadniczo jest umowna i zależy wyłącznie od możliwości finansowych zamawiającego.

Kosztowne normy

O tym, czym musi dysponować ambulans ratunkowy, decydują normy:

  • PN-EN 1789-2008
  • PN-EN 1865-2002.

To one określają minima, jakie musi spełnić taki pojazd specjalny. To jednak za mało, by móc uzyskać kontrakt w Narodowym Funduszu Zdrowia. Te warunki precyzuje załącznik nr 1 do zarządzenia nr 18/2010/DSM prezesa NFZ z 7 kwietnia 2010 r.

- Pozycji jest kilkadziesiąt. Od "noszy głównych z podwoziem", przez kapnometr, po "wewnętrzną łączność między kierowcą i przedziałem dla pacjenta" - wylicza Wojciech Miciński, zastępca dyrektora WPR w Katowicach ds. lecznictwa. - Im więcej wyposażenia wymienionego w tym załączniku, tym lepsza pozycja w staraniach o kontrakt.

Nowoczesność jednak kosztuje.

"Nosze główne z podwoziem" - ok. 30 tys. zł. "Długa deska stabilizująca kręgosłup" - ok. 4 tys. zł. System łączności, defibrylator... Gdy się wszystko podsumuje, to wyjdzie, że do ambulansu w wersji podstawowej trzeba dołożyć jeszcze 150 tys. zł, by zasługiwał na miano nowoczesnego, ratunkowego.

Dość powiedzieć, że dziś za taki trudno uznać pojazd bez defibrylatora i oprzyrządowania do tegoż na pokładzie. A to niemały wydatek.

- Defibrylator, który ma możliwość wykonywania pełnego 12-odprowadzeniowego EKG z opcją teletransmisji EKG kosztuje ok. 40-45 tys. zł - informuje Marek Nowicki, specjalista ds. aparatury medycznej z firmy Paramedica Polska. - Do tego telefon komórkowy lub palmtop z opcją transmisji danych, co kosztuje około 2-3 tys. zł. To po stronie nadawcy sygnału. Wydatki po stronie odbiorcy sygnału to: zakup stacji bazowej (komputer, modem, drukarka, oprogramowanie), czyli 15-20 tys. zł.

Siła informatyki

W katowickim WPR mają 26 karetek pod kontrolą GPS. Urządzenia zafundowały samorządy Katowic i Gliwic.

Wkrótce - można powiedzieć, że prędzej niż później - w Pogotowiu dojdzie do informatycznej rewolucji.

- Jesteśmy po tzw. dialogu konkurencyjnym, po którym pojawiły się dwie duże firmy informatyczne gotowe do zrealizowania projektu według naszych wytycznych i oczekiwań. Może to zabrzmi nieskromnie, ale powiem, że z całą pewnością będzie to najnowocześniejsze rozwiązanie w Polsce - uważa Artur Borowicz, dyrektor WPR w Katowicach.

Teraz jest tak: dyspozytor przyjmuje zgłoszenie, określa się miejsce zdarzenia, jego typ medyczny, dyspozytor przez radio przekazuje namiary do wyjazdu i drukowana jest karta wyjazdowa.

Ma być tak: zamiast radiowego przekazu informacja o wyjeździe trafia na mobilny terminal kierowcy karetki.

Jednocześnie na tablet załogi medycznej ambulansu przekazane zostają - drogą bezprzewodową - informacje medyczne.

Jeśli w bazie WPR pacjent już figuruje, to na tablet trafiają informacje o tym, czego dotyczyły poprzednie interwencje pogotowia, jakie brał leki itp. Terminale medyczne będą wyposażone w kamery, by z miejsca wypadku innym służbom przekazać opis sytuacji.

- Ten system ERP będzie służył do kompletnego zarządzania informacją w firmie, w oparciu m.in. o elektroniczny obieg dokumentów, elektroniczną kartę wyjazdową, bazę wiedzy o pacjentach, komunikację on-line z ambulansami, innymi jednostkami ratowniczymi, szpitalami oraz nadzorem pojazdów - podkreśla Jerzy Wiśniewski, rzecznik WPR. - Baza wiedzy o pacjentach to priorytet tego systemu.

Mieszkańcy województwa śląskiego będą mieli możliwość przekazania informacji dla WPR np. o grupie krwi, uczuleniach na leki itp. Będzie to dobrowolna baza, czyli pacjent o ile zechce, to przekaże takie dane, jednak ze wstępnych informacji wynika, że zainteresowanie taką bazą będzie duże.

Po wprowadzeniu tego rozwiązania informatycznego możliwa będzie m.in. łączność on-line ze szpitalami. Natomiast dzięki wykorzystaniu modułu GPS i przesłaniu do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego dokładnego położenia zespołu ratunkowego i informacji o pacjencie drogą zwrotną zespół wyjazdowy dostanie namiary geograficzne lądowiska śmigłowca, więc czas obsługi zdarzenia ulegnie znacznemu skróceniu.

Przewidzieć przyszłość

Dzisiejsze ambulanse ratunkowe w niewielkim stopniu przypominają ich odpowiedniki z lat 80., które jeszcze nie tak dawno były "w służbie". Dziś technika wyposażenia nabiera zasadniczego znaczenia. Co przyniesie w tej mierze nieodległa przyszłość? - To będzie zależało od wymogów, określających minimalne wyposażenie ambulansów, wymienionych w unijnej normie lub bezpośrednio ustalonych przez NFZ jako płatnika świadczeń w zakresie "udzielania pomocy doraźnej" - podkreśla Andrzej Sokołowski, dyrektor działu wyposażania ambulansów w firmie Medline.

- Oczywiście pojawia się na rynku sprzęt, który w dużej mierze można by dedykować ratownictwu przedszpitalnemu, ale z różnych względów szansa na to, by pojawiły się w standardzie, jest znikoma. Za przykład można tutaj podać mini-tomografy czy mini-USG lub analizatory zatruć tlenkiem węgla do szybkiej diagnostyki na miejscu zdarzenia... - wylicza dyrektor Sokołowski.

Mamy pewien standard wyznaczany normą, wokół której się obracamy. Zmiany standardów w ratownictwie są oczywiście możliwe, jednak jest to bardzo długi proces.

Nie jest to tak idąca za nowościami dziedzina medycyny, jak np. kardiologia, transplantologia czy neurologia, ale od czasu do czasu (częściowo w związku z pewnym naśladownictwem standardów amerykańskich) pojawiają się pewne nowości do zastosowania w ambulansie.

Pytanie tylko, jak się daleko posunąć w tych rozważaniach o przyszłości wyposażenia ambulansów? Czy rozmawiamy o czymś, co już jest na rynku i mogłoby się znaleźć na pokładzie karetki - co być może zwiększyłoby szanse na przeżycie osób poszkodowanych, czy może podążamy już w kierunku pewnej futurologii niczym z filmu Star Trek?

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum