Co takiego zrobiłem?

Autor: BE • • 13 maja 2008 11:35

Były minister zdrowia nie dopuszcza do siebie myśli, że któryś z jego współpracowników mógł wziąć łapówkę

Był jednym z najbliższych współpracowników prof. Religi. Ostatnio - wiceministrem zdrowia.
Wcześniej, w latach 2003-05, był zastępcą dyrektora ds. klinicznych i organizacyjnych Instytutu Kardiologii w Warszawie. Właśnie do tego okresu pracy b. wiceministra (obecnie jest dyrektorem Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego) poważne zastrzeżenia ma Biuro do spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej w Łodzi.
Na tyle poważne, że po zatrzymaniu Jarosława Pinkasa, łódzki Sąd Rejonowy 18 kwietnia postanowił wydać decyzję o jego aresztowaniu na trzy miesiące.
Sąd wyszedł z założenia, że podejrzany będąc na wolności, mógłby utrudniać śledztwo.
Oprócz Pinkasa, o korupcję podejrzani są: Danuta G. - kierownik pracowni chemii klinicznej Instytutu oraz Dariusz S. - kierownik zakładu biochemii klinicznej Instytutu. Wobec tych osób zastosowano poręczenie majątkowe.
Nie mogą one opuszczać Polski.
Zarzuty wobec tej trójki to efekt ogólnokrajowego śledztwa dotyczącego nieprawidłowości związanych z organizowaniem przetargów na dostawę sprzętu medycznego i odczynników oraz konkursów związanych z outsourcingiem dla ZOZ-ów w latach 2001-07. Śledztwo jest rozwojowe.
Prokuratura zarzuca Pinkasowi popełnienie korupcji, gdy był dyrektorem w Instytucie Kardiologii.
- Mamy dowody na to, że podejrzany przyjął co najmniej 55 tys. złotych. Gdybyśmy ich nie mieli, to nie stawialibyśmy zarzutu - podkreśla Bogumiła Tarkowska, szefowa łódzkiego Biura.
Były wiceminister nie przyznaje się do winy, zapowiadając, że złoży zażalenie na postanowienie łódzkiego sądu. Jego adwokat, Grzegorz Fertak, mówił dziennikarzom tuż po decyzji sądu: - Mój klient prosił, żeby przekazać, iż zrobiłby jeszcze raz wszystko, o co jest podejrzany. Nie przyznał się do przyjęcia łapówki i będzie się konsekwentnie bronił w procesie.
Adwokat Pinkasa powiadomił również media, że dysponuje poręczeniami 20 osób publicznych. Nie sprecyzował, kto konkretnie chce ręczyć za jego klienta, wyjaśniając, że nie dostał zgody od poręczających na ujawnienie opinii publicznej ich nazwisk.

Mają fakturę

Co zatem Jarosławowi Pinkasowi zarzuca prokuratura? Za przychylność podczas przetargu miał zażądać od spółki wyremontowania gabinetu swojego ówczesnego szefa prof.
Zbigniewa Religi. Koszt prac oszacowano na 55 tys. zł. Biuro do spraw Przestępczości Zorganizowanej twierdzi także, że Pinkas miał przyjąć od jednej z firm co najmniej 55 tys. zł (prokuratura dysponuje fakturą VAT na kwotę 54 995,98 zł za wykonane prace) i markowe wieczne pióro (wartości ok. 3 tys. zł), w zamian ułatwiając jej wygranie przetargu. Łapówki mieli płacić ówczesnemu zastępcy dyrektora Instytutu Kardiologii m.in. przedstawiciele krakowskiej firmy Diagnostyka.
Rzeczpospolita 18 kwietnia, w piątkowym wydaniu, podała, że prokuratorzy wiedzieli o łapówkach Pinkasa jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. Do zatrzymania jednak nie doszło, bo pomiędzy śledczymi a ABW dochodziło do "zadrażnień".
Śledczy chcieli poczekać na kolejne dowody, a ABW domagała się szybkiego zatrzymania Pinkasa. Według pierwszych planów, były minister miał usłyszeć zarzuty przed Bożym Narodzeniem.

Profesor wyjaśni

Zbigniew Religa nie wierzy, że jego współpracownik wziął łapówkę. B. minister zdrowia oświadczył także, że zamierza zgłosić się do ABW, by ustosunkować się do zarzutów stawianych jego dawnemu współpracownikowi.
- Lekarze to nie jest środowisko aniołów. To są ludzie, którzy popełniają błędy - mówił w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Konradem Piaseckim w lutym 2007 r. Jarosław Pinkas.
Proces wykaże, czy błąd popełnili prokuratorzy, czy też podejrzani. Jarosławowi Pinkasowi grozi do 10 lat więzienia.

Z oświadczenia Prezydium Zarządu Głównego Kolegium Lekarzy Rodzinnych:

"W naszym głębokim przekonaniu wielomiesięczny areszt zapobiegawczy może być uzasadniony wobec osób groźnych dla otoczenia, recydywistów, lub względem których istnieje uzasadnione podejrzenie, że będą ukrywać się przed wymiarem sprawiedliwości.
Żadna z tych przesłanek nie może mieć zastosowania w odniesieniu do lekarza kierującego dużym instytutem naukowym, pełniącego w przeszłości inne ważne funkcje publiczne, cieszącego się powszechnie nieposzlakowaną opinią. Nie uważamy, by prawo miało faworyzować osoby pełniące określone funkcje lub wykonujące pewne zawody. Uważamy jednak, że powszechnie szanowany lekarz, na etapie postępowania przygotowawczego, nie może być traktowany w ten sposób...".

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum