Cierpienie trzeba zmierzyć i leczyć

Autor: Piotr Wróbel • • 02 lipca 2008 12:51

Długotrwały ból powoduje niekorzystne skutki dla organizmu. Zwiększa lęk, doprowadza do bezsenności, nasila objawy depresyjne.

Boli? To dobrze. Musi. Ale tylko wtedy, kiedy ból spełnia rolę ostrzegawczo- obronną. Nasz organizm informuje w ten sposób o symptomach choroby, albo np. o zranieniu i ryzyku wykrwawienia. Gorzej, kiedy cierpienie dotyka ludzi - rzec można - zupełnie bezsensownie i przyczynia się do pogorszenia stanu już chorej osoby.
Szacuje się, że nawet do 70% chorych ma niedostatecznie uśmierzany ból po operacji. Tylko w nielicznych szpitalach zabiegowych istnieją specjalnie powołane zespoły, składające się z lekarzy anestezjologów, chirurgów i pielęgniarek anestezjologicznych, konsultujące takie przypadki.
- Uważam, że konieczne jest nieustanne kształcenie osób bezpośrednio prowadzących uśmierzanie bólu. Trzeba mierzyć jego poziom, tak jak się mierzy temperaturę, ciśnienie - mówi docent Jan Dobrogowski, kierownik Zakładu Badania i Leczenia Bólu Katedry Anestezjologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Wystarczy linijka...

Być może i taki zapis znajdzie się kiedyś w kartach choroby pacjenta, obok liczb podających wielkość gorączki czy ciśnienia. Ból jest oczywiście doznaniem subiektywnym, ale da się go zmierzyć. Jedną z możliwości takiego "subiektywnego" pomiaru daje skala oparta na zwykłej linijce z podziałką. Chory, któremu przed zabiegiem operacyjnym wytłumaczy się zasady: "0 - nie ma bólu", "10 - maksymalny ból, jaki można sobie wyobrazić", w dość jasny sposób jest w stanie pokazać, w jakim stopniu cierpi.
Długotrwały ból nie tylko nie spełnia roli ostrzegawczej, ale powoduje niekorzystne skutki dla organizmu. Może mieć ujemny wpływ na funkcjonowanie wielu narządów. Zwiększa lęk, doprowadza do bezsenności, nasila objawy depresyjne.
Publikowane wyniki badań dowodzą, że chorzy, u których prowadzono umiejętne uśmierzanie bólu, wcześniej wracają do zdrowia. Takie wnioski wynikają np. z doświadczeń angielskich. Dowiedziono, że korzystne jest pozostawienie cewnika w przestrzeni zewnątrzoponowej po wywołującym bardzo dużą stymulację bólową zabiegu endoprotezoplastyki kolana. Chorzy, którym przez pierwsze 3 doby po operacji podawano tą drogą leki znieczulające, pozostawali w szpitalu 7 dni. Zwykle taki zabieg wymaga co najmniej 14-dniowej hospitalizacji.

Proszę o znieczulenie

Znieczulenie zewnątrzoponowe jest również bardzo skutecznym postępowaniem przy uśmierzaniu bólu porodowego. W Szwecji u około 80% rodzących, ból porodowy jest zwalczany w ten sposób. Na życzenie przyszłej matki. W Polsce ten odsetek jest znacznie niższy. Jeszcze kilka lat temu wynosił zaledwie 3-4%.
- Sytuacja pod tym względem się poprawiła, ale teraz może się pogorszyć - tłumaczy docent Jan Dobrogowski. - W nowym katalogu świadczeń NFZ taka procedura jest przewidziana tylko ze wskazań lekarskich. Ja nie wiem, jak to rozumieć, podobnie specjaliści ginekolodzy i położnicy. Ten zapis już spowodował dezorientację i spadek ilości znieczuleń.

Mamo, boli Mnie!

Są pewne rodzaje bólu i przypadki, w których jego znaczne uśmierzanie... nie jest zalecane. Np. w niektórych urazach podanie silnego leku analgetycznego (przeciwbólowego) w nieodpowiednim momencie i dawce może sprawiać trudność w procesie diagnostycznym. Poprzedzające diagnostykę postępowanie musi być bardzo ostrożne, szczególnie przy urazach głowy czy brzucha.
Przed dylematem - co robić w takich przypadkach? - często stają lekarze mający do czynienia z wymagającymi pomocy małymi pacjentami. Przerażone dzieci i równie przerażeni rodzice pragną w takich sytuacjach najbardziej jednego: żeby nie bolało. Według obecnej wiedzy medycznej wiemy, że dzieci co prawda odczuwają natężenie bólu w takim samym stopniu jak dorośli, ale maluchy boli inaczej. Inaczej w tym sensie, że cierpienie jest dla nich większym doznaniem emocjonalnym. Czasami tak silnym, że pozostawia trwały uraz w psychice. Dziecka nie sposób przygotować na przeżycie bólu. Zawsze zareaguje lękiem potęgującym dolegliwości.

Przewlekłe jak neuropatia

Zdaniem docenta Jana Dobrogowskiego największym wyzwaniem dla medycyny jest uśmierzanie bólu przewlekłego, w tych przypadkach, gdy właściwie nie istnieje możliwość leczenia przyczynowego. Bardzo dotkliwe są cierpienia chorych, powstające w wyniku uszkodzenia lub dysfunkcji układu nerwowego. Np. neuralgia po przebytym półpaścu. Czy też neuralgia nerwu trójdzielnego, bóle fantomowe (po amputacji, postrzegane w nieistniejącej już części ciała). Także niezwykle silne tzw. bóle kauzalgiczne po uszkodzeniu nerwu w wyniku urazu. Ból niejako "sam z siebie" staje się wtedy chorobą.
Ten przewlekły ból jest przyczyną cierpienia około 20% populacji dorosłych. Najczęściej są to bóle głowy. Przynajmniej raz w roku odczuwa je 80% ludzi. Często dopadają nas też bóle kręgosłupa. Około 40% z nas ma takie bóle nawrotowe kilka razy w roku. Z tym cierpieniem potrafimy radzić sobie sięgając po tabletki.
Gorzej, kiedy musimy stawić czoła właśnie neuropatiom. Choć powodują one na szczęście tylko 1% przewlekłych bólów, sprawiają najwięcej kłopotów. I głównie tacy pacjenci są kierowani do poradni leczenia bólu.

Leki zdrabiny

W takich poradniach pomocy szukają też osoby dotknięte nowotworami. Stosując kolejne leki z tzw. drabiny analgetycznej (od najsłabszych do silnie działających) można uśmierzyć ból nowotworowy u 85% cierpiących chorych. U pozostałych wymagających takiej pomocy, leczenie farmakologiczne nie przynosi efektów. Wywołuje ogromne objawy niepożądane, albo po prostu jest nieskuteczne - jak w przypadku raka trzustki. W tym schorzeniu bóle przebijające są bardzo silne, wtedy konieczna jest neuroliza splotu trzewnego, czyli zniszczenie nerwów.
Medycyna radzi sobie z leczeniem bólu coraz lepiej. Od mniej więcej dekady stosuje się nowoczesne leki przeciwko migrenie - tryptany. Ich podanie przynosi wybawienie z często koszmarnego bólu głowy dla około 70% przyjmujących je osób. Wprowadzone zostały nowe formy niektórych opioidów (piszemy o tym poniżej). Odkryto nowe mechanizmy działania leków przeciwdepresyjnych - wiadomo, że zachowują się tak jak analgetyki, w szczególności w bólu neuropatycznym. Zwiększają skuteczność podawanych opioidów, co pozwala na stosowanie ich mniejszych dawek. Wiadomo i to, że lepszy efekt można uzyskać podając je miejscowo.
Będzie

Specjalizacja?

- Ponownie zwrócono uwagę na kanabinoidy, czyli substancje zawarte w konopiach indyjskich - mówi doc. Jan Dobrogowski. - W latach 70. uznano, że nie mają właściwości leczniczych, mogą uzależniać. Naukowcy stwierdzili jednak, że u człowieka występują receptory kanabinoidowe (podobnie jak i opioidowe odkryte w 1980 r.) oraz endogenne kanabinoidy. Czyli po coś nas natura w nie wyposażyła. Leki kanabinoidowe zarejestrowano w Kanadzie. Są stosowane w stwardnieniu rozsianym oraz innych uszkodzeniach układu nerwowego. Nie ma jeszcze wyników kontrolowanych badań, ale wiele wskazuje na to, że kanabinoidy mogą mieć także zastosowanie w przypadkach, bardzo trudnych do leczenia, zespołów bólu neuropatycznego.
Docent Jan Dobrogowski pytany, czy powstanie w Polsce nowa specjalizacja - medycyna bólu (istnieje m.in. w Niemczech, w Słowacji) - odpowiada, że najpierw muszą pojawić się szersze umiejętności w tym zakresie. W Collegim Medicum UJ w Krakowie trwają przygotowania do uruchomienia pierwszych w Polsce podyplomowych studiów z dziedziny medycyny bólu. Obecnie najszerszą wiedzę na temat leczenia bólu posiadają anestezjolodzy. 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum