Ciernista droga prekursorów

Autor: Iwona Bączek • • 04 marca 2009 13:47

Zazwyczaj teoria poprzedza praktykę, ale w przypadku przekształceń SPZOZ-ów w spółki stało się inaczej: najpierw była wymuszona koniecznością praktyka...Historia szpitali-spółek rozpoczyna się 1 sierpnia 2000 r., gdy po likwidacji SPZOZ-u w Ełku powstał nowy byt: "Pro-Medica" Sp. z o.o.

10 października 2000 r. zarejestrowane zostało Mazurskie Centrum Zdrowia ZOZ w Ełku - jednostka organizacyjna spółki, a SPZOZ postawiono w stan likwidacji.

Narodziny lecznicy w nieznanej w powojennej Polsce formule prawnej potwierdzają, że potrzeba jest matką wynalazku. Andrzej Bujnowski, prezes ełckiej spółki, nie ma żadnych wątpliwości, że gdyby samorząd nie zdecydował się na to nowatorskie wówczas posunięcie, szpital dawno przestałby istnieć.
- Sytuacja SPZOZ-u w Ełku była w 2000 r. tak dramatyczna, że istniało realne zagrożenie ciągłości udzielania świadczeń - wspomina prezes Bujnowski.
- Dług wynosił 11 mln zł i przyrastał w tempie 350 tys. zł miesięcznie, tj. około 4 mln zł rocznie. Komornik zajmował nam konta, a załoga od kilku miesięcy nie otrzymywała wynagrodzeń. Firmy konsultingowe, które na zlecenie resortu zdrowia przyglądały się SPZOZ-om, wystawiły nam druzgocącą ocenę.
Wynikało z tej oceny, że kontynuowanie pracy szpitala nie ma w zasadzie racji bytu. Działania podejmowane wcześniej przez powiat, w tym wydzielenie POZ, okazały się kroplą w morzu potrzeb.
Aby lecznica ocalała i bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców zostało zachowane, potrzebne były bardzo radykalne rozwiązania. - Wszyscy mieliśmy poczucie, że trzeba powołać zupełnie nowy zakład - dodaje Andrzej Bujnowski.
Powiat skupił się na pomyśle spółki opartej o Ustawę o gospodarce komunalnej i stworzeniu na jej bazie ZOZ-u nie obciążonego żadnymi zobowiązaniami.
Ze względu na trudną sytuację szpitala, wydarzenia potoczyły się błyskawicznie: uchwała rady powiatu, rejestracja spółki i złożenie dokumentów do rejestru ZOZów następowały niemal dzień po dniu.
W tym czasie część załogi utworzyła komitet obrony SPZOZ-u, którego petycje skłoniły wojewodę do zahamowania działań powiatu. Wojewoda zmienił jednak zdanie, gdy samorząd przekonał go, że projekt niesie ze sobą więcej szans niż zagrożeń.
Argumentacją, iż SPZOZ bezpowrotnie stracił możliwość udzielania świadczeń, udało się także przekonać Kasę Chorych, która, dzięki zastosowaniu postępowania w trybie uproszczonym, zakontraktowała świadczenia lecznicy-spółki na 2001 r.
na kwotę 16 mln zł.
Powiat, który proponował wejście do spółki okolicznym gminom, wszędzie spotkał się z odmową. Wszędzie, z wyjątkiem miasta i gminy Ełk. Rozmowy dwóch samorządów zakończyły się w grudniu 2000 r. podpisaniem porozumienia o przekazaniu zadania powiatowego, m.in. prowadzenia szpitala, do samorządu miasta i gminy. Miesiąc później zostały tam także przekazane udziały w spółce i majątek lecznicy. Współpraca obu samorządów została ustalona na prostych zasadach: powiat spłaca 11-milionowe zobowiązania SPZOZ-u, miasto i gmina inwestuje 14 mln zł w rozwój placówki, tzn. w zakończenie budowy nowego szpitala. "Pro-Medica" w Ełku rozpoczynała zatem działalność nie tylko w nowej formule prawnej, ale także zyskała w krótkim czasie nową infrastrukturę.
- Gdyby nie fatalne skutki tzw. ustawy 203, które ciągną się za nami od 2004 r., spółka byłaby cały czas na plusie - mówi Andrzej Bujnowski. - Decyzja Sądu Najwyższego, który nakazał nam wypłacenie 5,2 mln zł pracownikom, do czego nie byliśmy zobowiązani, jako że nie byliśmy SPZOZ-em i nie otrzymywaliśmy żadnej pomocy z budżetu państwa, zaważyła bardzo na kondycji finansowej placówki.
Szansę na nieznacznie dodatni wynik po spłacie zadłużenia z tego tytułu, mamy dopiero w tym roku.

Jak ewoluowała teoria

Projekt przekształcenia SPZOZ-ów w spółki, zrealizowany od 2000 r. przez około 70 samorządów, przewija się od lat w politycznych debatach. O plusach związanych z funkcjonowaniem szpitali w formule spółek wspominali nieśmiało ministrowie rządu Jerzego Buzka, a całkiem głośno przekonywał do nich w 2003 r. Jerzy Hausner, minister pracy i polityki społecznej, a następnie wicepremier w rządzie Leszka Millera.
Jego propozycja obejmowała pomoc dla szpitali ze strony rządu i samorządów terytorialnych w pozbyciu się części długów, pod warunkiem przekształcenia w spółki kapitałowe.
Przekształcenie kilkuset SPZOZ-ów miało potrwać dwa lata. Uzasadnienie do nowelizacji Ustawy o ZOZ-ach głosiło, iż celem zmian nie jest prywatyzacja zakładów opieki zdrowotnej, ale stworzenie lepszych mechanizmów zarządzania i kontroli. Szpitale miałyby zostać przekształcone w spółki użyteczności publicznej (SUP), przy czym do organu założycielskiego należałby gwarantowany pakiet większościowy udziałów lub akcji.
Pozostałe 49% udziałów mogłoby stać się własnością pracowników lub np.
obecnych wierzycieli szpitala.
Pomysł pozostał tam, gdzie był, tj.
w sferze teorii, podobnie jak późniejszy projekt ówczesnego ministra zdrowia Marka Balickiego, polegający na wprowadzeniu do Ustawy o restrukturyzacji ZOZ-ów zapisu o możliwości przekształcania szpitali w spółki użyteczności publicznej.
Marek Balicki widział przy tym SUP-y jako podmioty przyjmujące wszystkich pacjentów, gwarantujące prawa pracownicze i przejmujące do spłacenia długi SPZOZ-ów. Teoria pozostała teorią także i tym razem, podobnie zresztą jak ostatni projekt Ustawy o ZOZ-ach Platformy Obywatelskiej, skutecznie zawetowany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i zakładający m.in. obligatoryjne przekształcenie SPZOZ-ów w spółki Prawa handlowego.
Na zakurzonej sejmowej półce leży także ostatni, stworzony jesienią 2008 r., projekt posłów opozycji, m.in. Marka Balickiego, Marka Borowskiego i Ludwika Dorna, kładący nacisk na dobrowolność przekształceń, większościowy udział w spółkach samorządów oraz działalność szpitali-spółek na zasadzie non-profit.

Sceptycznie o planie B

Rządowy plan B, przedstawiony jako inna, ale - zdaniem rządu - wcale nie gorsza droga dojścia do pożądanego przekształcenia SPZOZ-ów w spółki Prawa handlowego, zakłada podział 2,7 mld zł na uwolnienie szpitali, mających dobry plan restrukturyzacji, od zobowiązań publicznoprawnych. Jednak ani szpitale, ani ich właściciele, tj. samorządy, nie są zachwycone roztaczaną przed nimi perspektywą.
Powiaty są zdania, że cały finansowy ciężar przedsięwzięcia spocznie, jak zwykle, na ich barkach: zobowiązania wobec państwa stanowią niewielką tylko część 10-miliardowych zobowiązań szpitali, podczas gdy zdecydowanie przeważa zadłużenie wobec dostawców. Samorządy powiatowe uważają również, że plan B nie pomoże najbardziej zadłużonym placówkom: ich organy założycielskie musiałyby dołożyć do programu tyle środków, że doprowadziłyby do utraty własnej płynności finansowej.
- Nie bardzo wierzę w plan B - przyznaje Wojciech Kowalczyk, prezes "Zdrowie" Sp. z o.o. NZOZ w Kwidzynie, drugiego po Ełku szpitala przekształconego z SPZOZ-u w spółkę w 2001 r.
- Już nie raz pojawiały się zbawienne rozwiązania, które okazywały się później mrzonkami. Jestem przeciwnikiem oddłużania kogokolwiek. Nam nikt nie dał ani grosza.
- Jesteśmy dorośli i pilnujemy się sami. Powiat wziął pożyczkę na spłacenie długów SPZOZ-u, które wynosiły 3 mln zł, oraz na pokrycie kosztów jego likwidacji i restrukturyzacji zatrudnienia, co dało łącznie kwotę około 6 mln zł. Od 2004 r. jesteśmy na plusie i nie zawracamy nikomu głowy swoimi problemami.

Przekształcony, znaczy prywatny?

Dlaczego w czasach rządów kolejnych ekip tak trudno było o odgórne przyzwolenie, nie wspominając o odpowiednich regulacjach prawnych, na przekształcenia niewydolnych, zadłużonych SPZOZ-ów w spółki, w ramach których nie mogłyby się zadłużać? Przyczyną był strach przed niekontrolowaną prywatyzacją szpitali, do której, jak w ciągu ostatnich miesięcy przekonywała opozycja, spółka otwiera drzwi na oścież. Podsycanie społecznych obaw przed "dziką" prywatyzacją lecznic stało się ostrym orężem w walce politycznej.
Posłowie lewicy i PiS argumentowali wielokrotnie, że wejście w życie Ustawy o ZOZ-ach w kształcie proponowanym przez PO oznacza, że nawet do 40% przekształconych placówek trafi w ręce prywatnych inwestorów, którzy będą z nich "wyciskać", ile się da. Spowoduje to odczuwalne pogorszenie w dostępie do świadczeń medycznych dla tych, których nie stać na leczenie w prywatnych lecznicach, tj. dla większości Polaków. Stanie się tak dlatego, że szpitale-spółki zaczną selekcjonować ryzyko, wybierając lżej chorych pacjentów, a ciężej chorych odsyłając do placówek publicznych. Będą się także koncentrowały na świadczeniach najlepiej opłacanych przez Fundusz, nie kierując się realnymi potrzebami zdrowotnymi mieszkańców. Zaczną także drastycznie redukować zatrudnienie i ciąć koszty związane z zakupami leków i aparatury medycznej, co negatywnie wpłynie na jakość leczenia.
- Dobrze znamy te argumenty, ale mają się one nijak do sposobu, w jaki działają niepubliczne szpitale samorządowe - uważa prezes Kowalczyk. - Od przekształcenia SPZOZ-u w Kwidzynie minęło wiele lat i na prywatyzację się jakoś nie zanosi. Szpital w formule spółki służy przede wszystkim zapewnieniu bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańcom powiatu.
- To obszar tak wrażliwy, że jakiekolwiek próby wycofania się z tego zadania dałyby spektakularną reakcję społeczną w najbliższych wyborach samorządowych - zaznacza nasz rozmówca.
- Dlatego nikt nie podetnie gałęzi, na której siedzi. Nic mi także nie wiadomo o tym, że samorządowe NZOZ-y mają zwyczaj odsyłania ciężej chorych pacjentów do SPZOZ-ów.
Praktyka, o której mowa, dotyczy raczej szpitali publicznych, które często zachowują się jak prywatne.

Wszystko zależy od samorządów

- Lecznica samorządowa nie ma nic wspólnego z prywatną, w której góra 20-30% przychodów pochodzi z NFZ - przekonuje Krzysztof Tuczapski, prezes spółki Zamojski Szpital Niepubliczny. - Nasi pacjenci nie ponoszą opłat, mimo iż mamy takie same problemy jak szpitale publiczne. Połowa z dziesięciu oddziałów ciągnie szpital w dół, co nie znaczy, że dla zysku zlikwidujemy np. internę lub opiekę długoterminową.
- Być może są środowiska liczące na to, że za małe pieniądze przejmą szpitale, ale przecież wszystko zależy od samorządów - komentuje Andrzej Bujnowski. - W Ełku nikt nie planuje prywatyzacji, konsekwentnie realizujemy za to plan rozwoju. Zamiast 8 oddziałów mamy dziś 11, łącznie z deficytową pediatrią, której - zgodnie z rozumowaniem niektórych - powinniśmy się natychmiast pozbyć. Nie wybieramy rodzynków - zaspokajamy potrzeby

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum