Cena wysokiego ryzyka

Autor: Ryszar Rotaub • • 28 kwietnia 2011 10:19

Urzędnicy NFZ byli zaskoczeni liczbą nowych podmiotów zabiegających o umowy na świadczenia w czasie ostatniego kontraktowania. Nie mieli pojęcia, że powstało aż tyle placówek, a wszystkie wyciągały ręce po pieniądze. Mimo poniesionych nakładów, część musiała odejść z kwitkiem. Czy inwestorzy mogli przewidzieć, że podejmują zbyt ryzykowne decyzje?

Cena wysokiego ryzyka
NFZ trzyma się roli płatnika i nikomu nie podpowie, w co, ile i w jaki rodzaj usług warto zainwestować. - Popełnilibyśmy przestępstwo, sugerując, że coś kupimy u kogoś, a czegoś nie kupimy - Jacek Kopocz, rzecznik Śląskiego NFZ, w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl jasno postawił sprawę. Dodał, że nawet nikt o to nie wypytuje.

Jaka jest cena braku pytań i odpowiedzi?

- Tworzenie ZOZ-ów to nieuregulowany obszar. Jeśli ktoś ma pomysł na przykład na szpital, a do tego pieniądze, to go buduje i na własne ryzyko przystępuje do konkursu NFZ - odpowiada rzecznik.

Nikt nad tym nie panuje

Mówiono o tym 21 marca w Urzędzie Marszałkowskim w Katowicach. Odbyła się tam konferencja pt. "Proces kontraktowania z NFZ - ocena i propozycje zmian". Uczestniczyli w niej śląscy parlamentarzyści, prezydenci miast, przedstawiciele NFZ, samorządu lekarskiego i pielęgniarskiego, lokalnych stowarzyszeń związanych z ochroną zdrowia.

- Mam nadzieję, że uda się nam stworzyć dokument, który przekażemy prezesowi Narodowego Funduszu Zdrowia z nadzieją na uwzględnienie naszych potrzeb w oparciu o dotychczasowe doświadczenia - stwierdził wicemarszałek woj. śląskiego Mariusz Kleszczewski, podsumowując obrady.

Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że nie ma związku między inwestowaniem a kontraktowaniem.

Grzegorz Szpyrka, dyrektor Chorzowskiego Centrum Pediatrii i Onkologii, w dyskusji zwrócił uwagę, że nikt nie panuje nad zjawiskiem tworzenia nowych zakładów opieki zdrowotnej. Zaznaczył, że nie można w nieskończoność otwierać kolejnych jednostek i żądać pieniędzy od Funduszu.

Ruletka

Trudno się z tym nie zgodzić. Gdy odmowa kontraktowania dotknie prywatnego inwestora, pójdzie z torbami - jego ryzyko, jego strata. Ale gdy błędną decyzję inwestycyjną podejmie przedstawiciel administracji publicznej (marszałek, starosta, burmistrz, dyrektor placówki), to ze swojego uposażenia straty nie pokryje. Podatnik zapłaci.

Chorzowskie Centrum Pediatrii i Onkologii sporo ostatnio inwestowało.

28 lutego br. przekazano tu do użytku pracownię PET-CT (pozytonowa tomografia emisyjna umożliwiająca precyzyjną lokalizację zmiany chorobowej). Koszt przedsięwzięcia to 20 mln zł, z czego 2 mln zł pochodzą z budżetu placówki, pozostałą część stanowi kredyt, który ma być spłacony w ciągu 5 lat.

Placówka ma na ten rok bardzo skromny kontrakt. Pozwala na sfinansowanie zaledwie trzech badań dziennie, podczas gdy pracownia może ich wykonać ponad 20. Nikt nie da jednak głowy, że kontrakt dostanie.

Kto nie inwestuje,ten nie istnieje

Niepewność nie zmąciła radosnego nastroju uroczystości. Według relacji PAP, prezydent Chorzowa Andrzej Kotala cieszył się, że dzięki inwestycjom i fachowej kadrze chorzowskiego szpitala staje się on kolejną marką kojarzoną z Chorzowem - obok Stadionu Śląskiego, Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku oraz Ruchu Chorzów.

W huraoptymistycznym tonie wypowiedział się też dyrektor Szpyrka: - Inwestujemy, chociaż nie jest łatwo, ale zdaję sobie sprawę, że jeśli się nie będzie inwestowało, to się nie istnieje.

Chcieliśmy zapytać dyrektora, jak się ma ten inwestycyjny boom w szpitalu (w oddanym do użytku pawilonie ulokowano m.in. nowy oddział ortopedii i traumatologii narządu ruchu dla dzieci, który kosztował 5,5 mln zł; wybudowano blok operacyjny z czterema nowoczesnymi salami za 9 mln zł i szpitalny oddział ratunkowy za 6,5 mln zł) do tego, o czym mówił w Urzędzie Marszałkowskim.

Mimo wielu telefonów wykonywanych w ciągu kilku dni o różnych porach i wysłania e-maila z prośbą o kontakt, udało się nam dowiedzieć tylko tyle, że w ramach oszczędności telefon w sekretariacie dyrektora pełni rolę centrali dla całej placówki i trafiają tam wszystkie rozmowy. Nie sposób nawiązać kontaktu z dyrektorem Szpyrką.

Oblicza sukcesu

Wróćmy zatem do rozmowy z Jackiem Kopoczem i ponówmy pytanie, gdzie inwestor ma szukać informacji do biznesplanu, żeby się nie narazić na straty?

Rzecznik wskazuje na urzędy wojewódzkie, które dysponują rejestrami zakładów opieki zdrowotnej. - Sporo w nich danych statystycznych, ale do końca nie można na nich polegać - przestrzega Jacek Kopocz. Wykazują np. istnienie tzw. uśpionych oddziałów szpitalnych, które fizyczne są, jednak nie uczestniczą w konkursach ofert, choć mogą być zgłaszane. Są to choćby oddziały intensywnej terapii, pracujące tylko na rzecz danego szpitala.

Uwzględnianie tego rodzaju mylących informacji w biznesplanie zwiększa ryzyko niepowodzenia. Gdy bariera informacyjna uniemożliwia podjęcie trafnych decyzji inwestycyjnych, przedsiębiorcy szukają innej furtki. Jest nią niewielka grupa nielimitowanych przez NFZ świadczeń, m.in. w zakresie leczenia ostrych zespołów wieńcowych.

Fundusz płaci za wszystkie wykonane zabiegi, na dodatek płaci dobrze. Można więc śmiało inwestować. Nic dziwnego, że w ostatnich latach powstało wiele nowych ośrodków kardiologii inwazyjnej.

- Możemy mówić o fenomenie polskiej kardiologii interwencyjnej. Umieralność szpitalna pacjentów z zawałami drastycznie spadła i wynosi obecnie tylko ok. 4% - mówił w wywiadzie dla Rynku Zdrowia prof. Witold Rużyłło, dyrektor Instytutu Kardiologii w Aninie. - To jest ogromny sukces i stawia nas w europejskiej czołówce pod względem wyników w leczeniu zawałów.

Prof. Grzegorz Opolski, krajowy konsultant w dziedzinie kardiologii, poinformował niedawno, że w Polsce jest ok. 120 pracowni hemodynamiki. Pod względem nasycenia rynku jest już tak dobrze, że dalsze zwiększanie tej liczby może prowadzić do obniżenia standardów świadczonych procedur przez te oddziały.

- Krajowy Zespół Nadzoru Specjalistycznego w dziedzinie kardiologii informował już o tym zjawisku Ministerstwo Zdrowia - mówił nam prof. Opolski.

Oddział kardiologii inwazyjnej wraz z pracownią hemodynamiki powstaje właśnie w Busku-Zdroju. Stworzy go firma Inox z Ostrowa Wielkopolskiego, która specjalizuje się w produkcji balustrad i poręczy ze stali nierdzewnej. Lada dzień podpisze finalną umowę.

Są przejrzyste zasady,znajdzie się kapitał

Jak to się stało, że biznesmen z Ostrowca zainteresował się uchyloną furtką do świadczeń nielimitowanych i wolne środki z produkcji balustrad zainwestował w świętokrzyską kardiologię? Reguły gry były przejrzyste, przekalkulował szanse oraz zagrożenia i wyłożył pieniądze. Od kuchni wyglądało to tak: - Grupa doświadczonych specjalistów postanowiła pracować na własne konto, ale nie miała pieniędzy na stworzenie pracowni hemodynamiki. Jej wyposażenie kosztuje ok. 5 mln zł - opowiada nam Ryszard Skrzypek, dyrektor Szpitala Rejonowego w Busku-Zdroju.

- Lekarze wiedzieli natomiast, iż Świętokrzyski Oddział Wojewódzki NFZ złożył przyrzeczenie publiczne, że wyasygnuje ponad 8 mln zł na leczenie ostrych stanów zawałowych i przedzawałowych.

Lekarze poszukali więc sponsora, który w ogłoszonym przez nas konkursie uzyskał najwięcej punktów - tłumaczy Ryszard Skrzypek.

Jego szpital obsługuje mieszkańców kilku powiatów, którzy mają od 50 do 100 km do najbliższego specjalistycznego ośrodka w Kielcach. Tym sposobem zlikwidowana zostanie jedna z ostatnich białych plam na mapie świadczeń kardiologicznych w Polsce.

Unia się upomni

O szpitalnych inwestycjach w kontekście kontraktowania rozmawialiśmy także podczas regionalnej konferencji Rynku Zdrowia w Gdańsku (7 lutego 2011 r.). Szpital Morski w Gdyni realizuje dwa projekty unijne na kwotę 70 mln zł. - Jeden projekt jest na ukończeniu.

W czerwcu powinniśmy oddać zakład medycyny nuklearnej, tu nie ma zagrożenia kontraktu, bo zostanie on poprzez cesję przekazany ze Szpitala Miejskiego - informowała Irena Erecińska-Siwy, dyrektor Szpitala Morskiego. Przypomniała, że szpital za 61 mln złotych (z czego 41 mln zł to środki unijne, a pozostałe pochodzą z samorządu) buduje Gdyńskie Centrum Onkologii.

- Tak drogie inwestycje realizowane ze środków publicznych powinny być objęte gwarancją kontraktów przez NFZ - sugerowała dyrektor. - U nas, niestety, jest tak, że najpierw podejmowana jest decyzja o budowie, a dopiero potem rozmawiamy o zapewnieniu kontraktowania. Jeśli nie zrealizujemy celów jakiegoś programu, Unia upomni się o pieniądze.

Zdaniem dyrektor, koordynacja polityki inwestycyjnej i gwarancje kontraktowania powinny dotyczyć przynajmniej szpitali o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum