Bo życie kabaretem jest...

Autor: Jacek Janik • • 13 lipca 2009 11:17

Grzegorz Góral: - Gram na gitarze i śpiewam. Choć sam układam muzykę, to aranżacje pozostawiam już zawodowcom.

Bo życie kabaretem jest...

Grzegorz Góral mógłby się przedstawić nam jako doktor nauk medycznych i ordynator, ale woli inaczej, mniej oficjalnie: - Byłem kabareciarzem, grywam na gitarze, występując publicznie - mówi o sobie.

Zresztą nie o zainteresowaniach zawodowych doktora mamy rozmawiać, ale o jego hobby. Jako młody chłopak chciał być dziennikarzem. Marzyła mu się też estrada. W końcu został lekarzem, bo tak doradzili mu rodzice, ale ze swoją pasją grania i śpiewania nie zerwał nigdy. Od osiemnastu lat organizuje koncerty charytatywne dla dzieci.

Był samoukiem. Grał w zespole, który tworzył ze swoimi szkolnymi kolegami z LO im.Kopernika w Częstochowie. Pisał teksty piosenek. Dobrze zapowiadający się i nieźle brzmiący zespół rozpadł się po ukończeniu szkoły. Rozeszły się drogi tworzących go młodych ludzi, których los rozrzucił po świecie. Pianista z zespołu wyjechał do USA, gitarzysta do Niemiec. Niemal jak z piosenki Jacka Kaczmarskiego "Nasza klasa".

Rodzicom młodego i zdolnego Grzegorza nie mieściło się w głowie, że ich syn mógłby zawodowo "za kokotę w kabarecie robić". Ich rozsądek i ambicje spowodowały, że marzenia o dziennikarstwie i estradzie młody Grzegorz porzucił dla medycyny.

Z muzyczną pasją nie rozstał się jednak nigdy. Niemal w każdej wolnej chwili w czasie studiów w Śląskiej Akademii Medycznej chwytał za gitarę.I tak już zostało. Do dzisiaj występuje przed publicznością, śpiewając swoje teksty.

Sceniczne "ekscesy"

Na studiach razem z kolegami założyliśmy kabaret "Bez nazwy" - wspomina Grzegorz Góral. - Był to szczególny czas, a studenckie kluby były swoistą enklawą, gdzie można było mówić i śpiewać o tym, czego oficjalnie nie było. Staraliśmy się w naszych programach nawiązywać do wydarzeń aktualnych. Na swój sposób walczyliśmy z cenzurą, starając się ją oszukać, stosując różne przenośnie, alegorie. Bo choć występy w studenckich klubach były imprezami zamkniętymi, to i tam ona sięgała.

- Czasem co innego przedstawiało się cenzorowi do akceptacji, a co innego mówiliśmy i śpiewaliśmy na scenie. Śmialiśmy się z "wielkiego brata", z "przyjaźni i współpracy" polsko-radzieckiej. Zresztą tematów znajdowaliśmy bez liku. Czasem była to niebezpieczna zabawa, ale generalnie się nam udawało. Raz tylko rektor zawiesił nas za "nieprawomyślne ekscesy".

Takie było to studenckie życie - mówi, uśmiechając się, Góral. Kabaret "Bez nazwy" przekształcił się z czasem w kabaret "Medyk" od nazwy klubu mieszczącego się w akademikach Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach Ligocie. Ze swoimi programami jeździł po klubach studenckich w całej Polsce. Nie bez sukcesów. Na jednym z festiwali kabaretów w Krakowie otrzymał nawet nagrodę dziennikarzy. Po zakończonych studiach kabaretowych prześmiewców ich sceniczna kariera poddała się prozie życia. Każdy z nich poszedł własną drogą.

Grzegorz Góral, doktor nauk medycznych, specjalista z ponadtrzydziestoletnim stażem, pełniący od dwudziestu lat funkcję ordynatora, pracuje teraz w oddziale dziecięcym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku.

Choć obowiązków ma multum, zawsze stara się łączyć swoje dwie pasje - medycynę i sztukę. Od osiemnastu lat organizuje koncerty charytatywne dla dzieci. Z tymi koncertami zaczynał niemal równo z Jurkiem Owsiakiem.

Dzięki swoim kontaktom w środowisku artystów wzięli w nich udział między innymi Kabaret Elita, Czerwone Gitary, Zbigniew Wodecki, Łzy. Sam też występuje - gra i śpiewa swoje teksty.

Kulturalnie w Izbie

- Dzisiaj to, co gram i śpiewam, jest odmienne od tego, co robiliśmy w kabarecie w czasach studenckich. Można powiedzieć, że moje teksty dzisiaj są bardziej dojrzałe, wręcz filozoficzne. Wspomagam się też zawodowymi muzykami, bo mam świadomość tego, że jestem w tej materii tylko amatorem. Często też występuję z zespołem Lothar Band, który tworzy jazzman-puzonista Lothar Dziwoki z dwoma synami.

Mamy opracowanych ponad pięćdziesiąt utworów, ja gram tam trochę na gitarze i głównie śpiewam. Choć sam układam muzykę, to aranżacje pozostawiam już zawodowcom - mówi Grzegorz Góral.

Współpraca Górala z zespołem Lothar Band dzisiaj wynika nie tylko ze wspólnej muzycznej pasji. To coś znacznie więcej. Jak mówi śpiewający lekarz - to jest prawdziwa przyjaźń, sięgająca ponad muzykę.

Okazją do występów dla doktora są nie tylko koncerty charytatywne, ale i wszelkie wydarzenia w światku medycznym - sympozja naukowe, szczególne wydarzenia w Śląskiej Izbie Lekarskiej.

Ostatnio taką okazją do estradowych występów lekarzy było w maju otwarcie wystawy fotograficznej oraz ogłoszenie wyników i wręczenie nagród w Ogólnopolskim Konkursie Fotograficznym "Okiem Eskulapa". Mowa o lekarzach, bo śpiewających i grających śląskich doktorów jest znacznie więcej. Spotykają się razem w ramach prac Komisji ds. Kultury działającej przy Śląskiej Izbie Lekarskiej, której animatorem i przewodniczącym jest właśnie doktor Grzegorz Góral.

A że duszę ma artysty, był głównym pomysłodawcą i tym, który czuwał nad projektem ogólnopolskiego konkursu fotograficznego dla lekarzy.

- Nie ukrywam, że wystawa przerosła nasze oczekiwania. Zaskoczyła nas liczba nadesłanych na nią prac. Zapowiadało się, że lekarze, zapracowani, "goniący" ze szpitala do przychodni, do gabinetów, nie znajdą w natłoku swoich zajęć czasu na udział w takiej wystawie. A tymczasem aż 166 lekarzy z całej Polski przysłało na konkurs prawie tysiąc prac. Na uroczystość wręczenia nagród przyjechali lekarze fotograficy z Gdańska, Szczecina, Kielc, Lublina...- wylicza nie bez satysfakcji Góral.

Uroczystość wręczenia nagród uświetnili swoimi występami Elżbieta Janowska- Drong, Lidia Netczuk-Piech, Urszula Płazak, Bogumiła Żołędziowska-Galas.

Oraz oczywiście doktor Góral, wspomagany przez zawodowych muzyków.

Muzykujących lekarzy jest podobno znacznie więcej. Niestety, nie wszystkich udaje się doktorowi przekonać, aby publicznie prezentowali swoją twórczość.

- Widoczni są tylko ci, którzy mają w sobie odwagę, jakiś wewnętrzny napęd, który pozwala im wyjść na scenę. Mam nadzieję, że dołączą do nas także inni. Chętnie przyjmiemy ich do swojego grona - opowiada.

Marzenia doktora

- Skąd moje zamiłowanie do różnych dziedzin kultury? - zastanawia się Grzegorz Góral. Jego dziadek grał podobno na skrzypcach, ale sam doktor nie może powiedzieć o sobie, że należy do muzykującej rodziny. Zresztą do lekarskiej także nie. Uważa, że jego życiem w dużej mierze rządzi przypadek.

Dzięki niemu kiedyś trafił do Domu Kultury, gdzie zaraził się muzyką.

Trochę dzięki przypadkowi i namowom rodziców zostałem też lekarzem. - I tak mi już zostało. Obie te dziedziny są moimi pasjami, a już jestem za stary, żeby coś w życiu zmieniać - mówi, śmiejąc się, Góral.

W rodzinie Grzegorza Górala jednak nie wszystko chyba jest "przypadkiem". Jej związki ze sztuką są wszechobecne. Chociaż bardziej ze sztuką filmową niż z muzyką. Brat Grzegorza jest operatorem w serialu "Złotopolscy". Syn Jacek był realizatorem dźwięku i nagłaśniał różne zespoły muzyczne. Później skończył Wydział Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego i pracuje teraz w Warszawie jako kierownik produkcji.

Być może to właśnie kiedyś syn będzie realizatorem dźwięku na płycie doktora? Bo o nagraniu takiej marzy doktor Góral, jak każdy muzyk: - Może kiedyś znajdzie się jakiś sponsor, który pomoże taką płytę nagrać i wydać.

Zostanie coś dla potomnych. Może też dzięki niej uda się kilka złotych zdobyć dla dzieci, żeby wspomóc te najbardziej potrzebujące - snuje plany.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum