Bije za pięć dwunasta?

Autor: Luiza Jakubiak • • 23 sierpnia 2010 11:39

Debata redakcyjna Rynku Zdrowia dotycząca profilaktyki i leczenia cukrzycy.

Nie opanujemy epidemii cukrzycy, jeśli nie zaczniemy realizować działań profilaktycznych, które pozwolą na wczesne wykrycie choroby i jeśli nie zapewnimy od początku odpowiedniego leczenia, edukacji i dostępu do nowoczesnych leków - mówił podczas debaty Rynku Zdrowia poświęconej leczeniu cukrzycy (8 czerwca 2010 r.) prof. Jacek Sieradzki, honorowy przewodniczący Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, długoletni kierownik Katedry Chorób Metabolicznych CM UJ.

- Problemem jest to, że na razie nie jest dobrze realizowany żaden z wymienionych warunków... - stwierdził prof. Jacek Sieradzki.

Niezakaźna, ale epidemiczna

Prognozowanie zachorowalności i umieralności z powodu cukrzycy ma długą tradycję. Kilka zespołów naukowców podejmowało badania prognostyczne: King z zespołem naukowców WHO, potem Amos, Zimmert i inni. Prognozowanie pokazywało dynamikę choroby w poszczególnych latach. Dane są prezentowane cyklicznie w Atlasie Międzynarodowej Federacji Diabetologicznej (IDF).

- Te dane w pełni usprawiedliwiają określenie "epidemia cukrzycy", bowiem w roku 2000 WHO podawało liczbę 200 mln chorych w stosunku do 6 mld ludności świata. W 2025 roku było to już 330 mln przy 6,5 mld populacji światowej. Trend tak szybkiego zwiększenia zachorowań na cukrzycę dotyczy wszystkich kontynentów, we wszystkich grupach wiekowych i wszystkich ras - mówił prof. Jan Tatoń z Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Diabetologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jeśli porównywać prognozy badaczy z każdym kolejnym wydaniem Atlasu IDF, to okazuje się, że wiele badań okresowych nie tylko potwierdza te prognozy, ale nawet przekracza przewidywania.

- ONZ uznało cukrzycę za niezakaźną chorobę epidemiczną - przypomniał prof. Jacek Sieradzki, zwracając także uwagę, iż cukrzyca i otyłość są generatorami daleko zaawansowanych powikłań kardiologicznych i śmiertelności sercowo-naczyniowej.

Na potwierdzenie tej tezy prof. Tatoń przytoczył wyniki programu Archimedes, wykonanego w USA: - Wyliczono, jak zmieniłaby się chorobowość ogólna, m.in. zachorowania na choroby kardiologiczne, gdybyśmy umieli wyleczyć cukrzycę albo jeśli leczylibyśmy ją w sposób bardzo dobry: liczba zawałów w USA zmniejszyłaby się o jedną trzecią.

Sytuacja w Polsce

Wielkość chorobowości w Polsce, według wydania trzeciego Atlasu IDF (2007 r.), to 9,1% dorosłej populacji (tzw. współczynnik surowy zachorowań dla cukrzycy). Wyniki są porównywalne z odnotowanymi w Czechach i na Węgrzech.

Wzrost odsetka zachorowań na cukrzycę potwierdzają wyniki badań populacyjnych. Dr Wiesława Fabian z Kolegium Lekarzy Rodzinnych, dyrektor NZOZ Przychodni Medycyny Rodzinnej w Szczecinie, prowadziła badanie epidemiologiczne na populacji szczecińskiej (27 tysięcy osób). W 2002 roku liczba chorych na cukrzycę typu 1 i 2 wynosiła 993 osoby, co oznaczało chorobowość na poziomie 3,6%. Badanie wykonane w 2008 roku pokazało wzrost chorobowości na podobnej populacji (31 tysięcy) do 4,2%.

- Dla lekarzy rodzinnych najważniejszym wnioskiem jest to, że w 2002 roku jeden lekarz rodzinny miał pod opieką 100-160 pacjentów, w 2008 roku 160-200.

Przeciętna liczba pacjentów przypadająca na jednego lekarza rodzinnego jest taka sama. To oznacza, że w ciągu sześciu lat wzrosła liczba chorych. Podejrzewamy, że jest tak dzięki większemu rozpoznaniu choroby - oceniła dr Wiesława Fabian.

Wzrost zachorowalności odnotował też doktor Włodzimierz Bołtruczuk, prezes Podlaskiego Związku Pracodawców Porozumienie Zielonogórskie. Kiedy w 2008 roku podniesiono nakłady na opiekę w ramach POZ, przeznaczając większe pieniądze na finansowanie m.in. programów opieki nad pacjentami chorymi na cukrzycę i lepszą opiekę nad pacjentami chorymi na choroby układu krążenia, lekarze rodzinni zaczęli chętniej wykonywać proste testy w kierunku wykrycia cukrzycy i nadciśnienia.

- O ile wcześniej na 2300 pacjentów miałem około 70 chorych na cukrzycę, po półtora roku działania programu już 163 osoby miały rozpoznaną cukrzycę.

Prawie drugie tyle ma nieprawidłową tolerancję glukozy. To oznacza chorobowość na poziomie 7% - powiedział Włodzimierz Bołtruczuk.

Pilotaż powstał, rejestru nie ma

W Polsce problemem jest rzeczywista ocena sytuacji epidemiologicznej. Dane NFZ odnoszą się do liczby osób leczonych.

Jaka jest prawdziwa skala problemu oraz jakie są wyniki efektów zdrowotnych - tych danych nie posiadamy.

- W Polsce nie ma systemowego podejścia do problemu rejestrów klinicznych - mówiła Bogusława Osińska, główny specjalista w Wydziale Oceny Technologii Medycznych AOTM. - Według różnych badań, z których korzysta AOTM przy okazji oceny technologii medycznych, populacja osób z cukrzycą typu 2 wynosi 1-2 mln osób. Według danych NFZ z 2009 roku, leczonych czynnie jest niecałe 500 tysięcy pacjentów.

Przed laty powstały podwaliny pod wykonanie rejestru chorych na cukrzycę.

- Minister zdrowia powołał zespół, który miał na celu stworzenie narodowego programu prewencji i leczenia cukrzycy.

Było tam pięć dużych tematów, wśród nich opracowanie rejestru chorych na cukrzycę - przypomniał prof. Sieradzki.

Na jego stworzenie i prowadzenie w pierwszym roku resort przeznaczył 500 tys. złotych. W dodatku decyzję o przekazaniu pieniędzy resort zdrowia podjął 1 listopada. Specjaliści byli zobowiązani wydać je do 15 grudnia. - Miarą absurdu jest, że roczna pula musiała być wydana w sześć tygodni - przypomniał profesor. - Za te pieniądze udało się zrobić pilotażowy rejestr, podzielony na część pediatryczną i dla dorosłych. Liczyliśmy, że w następnym roku dostaniemy racjonalną kwotę na rozwinięcie programu. Tymczasem dostaliśmy 350 tysięcy złotych.

Tajne za publiczne pieniądze

- Dobry rejestr wymaga zaplanowania i określenia, jakie dane powinny być zbierane, jak reprezentatywna powinna być próba, czy są grupy kontrolne, jak zachęcić lekarzy i pacjentów do udziału w tym rejestrze. Potem przed twórcami rejestru jest zadanie wykonania analizy statystycznej, komunikowania się, sprawozdawania... - wymieniała Bogusława Osińska.

Doc. Leszek Czupryniak z Kliniki Chorób Wewnętrznych i Diabetologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi i wiceprezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego przypomniał, że rejestry chorych na cukrzycę istnieją od ćwierć wieku w mniejszych państwach niż Polska. - Dlatego zdobycie wiedzy i know-how, jak wykonać rejestr, nie jest problemem - stwierdził, sugerując, że widocznie nie wszystkim podobałoby się funkcjonowanie w warunkach jasno określonych reguł.

Uczestnicy debaty zwrócili także uwagę na trudności w dostępie do informacji i wyników badań z istniejących rejestrów. - Ministerstwo Zdrowia finansuje wykonanie kilku rejestrów, ale otrzymanie z nich danych jest bardzo trudne - stwierdziła Bogusława Osińska.

Zdaniem doc. Czupryniaka, w USA rzeczą nie do pomyślenia jest, by podmiot, który otrzymał rządowe pieniądze na realizację projektu, nie opublikował jego wyników. To samo dotyczy projektów unijnych, które są rozliczane i publikowane.

Polityka w medycynie

- Polskie instytucje opieki zdrowotnej nie opierają się na dowodach, na faktach, wykazują ignorancję organizacyjną i merytoryczną. Nie korzystają z pomocy i wiedzy środowiska medycznego. To "wieża Babel" pojęć, zamiarów, programów widmowych, niekończonych, nieporządnie robionych - stwierdził prof. Jan Tatoń, opowiadając o jednym ze sposobów na rzetelne zebranie danych zdrowotnych, stosowanym przez centrum chorób niezakaźnych w Atlancie: - Z populacji 300 mln ludzi wybiera się naukowo reprezentatywną grupę 30 tys. rodzin, by co trzy lata oceniać ich stan zdrowia. Dlaczego u nas nie ma naukowej busoli tego rodzaju? - pytał prof. Tatoń. - Powinniśmy mieć reprezentatywną grupę, która jest pod stałą obserwacją, by w sposób naukowy wyciągać realne wnioski.

Prof. Sieradzki przypomniał, że problemem nie są tylko sprawy organizacyjne, ale i finansowe - na diabetologię przeznaczane są zbyt niskie nakłady, niewspółmiernie małe w stosunku do innych dziedzin medycznych: - Na tegorocznym zjeździe lekarzy medycyny rodzinnej w Wiśle prof. Andrzej Rynkiewicz, były prezes PTK, wystąpił z wykładem na temat kardiologii jako dziedziny integrującej wszystkie specjalności medyczne. Tym uzasadniał wysokie nakłady przeznaczane na kardiologię. Nie powiedział jednak, że są to pieniądze na walkę ze skutkami zaniedbań w innych dziedzinach medycyny, m.in w diabetologii. Kardiologia jest spektakularna, a jej efekty są natychmiastowe.

Każda zaś władza chce mieć natychmiastowy efekt. Tymczasem leczenie cukrzycy lub jej powikłań to wieloletni problem - zaznaczył prof. Jacek Sieradzki.

- Podobnie długo trzeba czekać na efekty działań profilaktycznych. Ich plony zbiera się po kilku latach, zazwyczaj po okresie dłuższym niż trwa kadencja zgodna z kalendarzem wyborczym.

Dlatego akcje profilaktyczne można robić w krajach, gdzie jest konsensus, które mają spójną politykę - dodał doc. Czupryniak.

Jego zdaniem, powinno zostać określone pojęcie "medyczna racja stanu", które oznacza, że bez względu na zmiany polityczne w opiece medycznej będzie kontynuacja prowadzenia prewencji, leczenia.

Inaczej będzie tak, jak przedstawił prof. Sieradzki. Na prośbę NFZ eksperci ustalili sposoby mierzenia efektów leczenia owrzodzenia stopy cukrzycowej, łącznie z rankingowaniem lekarzy, którzy uzyskują najlepsze wyniki terapii. Kiedy zainteresowany rozwiązaniem tego problemu urzędnik odszedł z Funduszu, projekt umarł śmiercią naturalną.

Opieka łączona

Uczestnicy debaty wskazywali na konieczność współpracy lekarzy rodzinnych ze specjalistami w rozpoznawaniu i leczeniu cukrzycy. Tym bardziej że nadal słabo działają programy prewencji. - W Polsce jest grupa osób, która się nie bada i nie zgłasza na badania przewidziane dla nich. NFZ finansuje program wykrywania czynników ryzyka chorób układu krążenia, w tym wykrywanie cukrzycy, na które zgłasza się jedynie 30-40% ludzi - ocenia Wiesława Fabian, mówiąc o programie z 2008 roku skierowanym do lekarzy POZ na zapobieganie dwóm schorzeniom: diabetologii i kardiologii.

W efekcie wprowadzenia tego programu wycena za poradę została podniesiona trzykrotnie (z wyjątkiem porad udzielanych chorym powyżej 65. roku życia - tu stawka wzrosła 1,6-krotnie). Celem tego działania było wyselekcjonowanie i zdiagnozowanie przez lekarzy rodzinnych chorych na cukrzycę.

- Moim zdaniem, to jedyne możliwe rozwiązanie. W Polsce mamy ok. 400 diabetologów, nie jest możliwe, by objęli oni opieką wszystkich pacjentów.

Po drugie dzięki temu lekarze rodzinni wyszukują chorych. Nagle okazało się, że chorobowość z powodu cukrzycy jest 1,5 raza większa niż prognozowano - stwierdził doktor Bołtruczuk.

Jak przyznał doc. Czupryniak, zwiększenie lekarzom rodzinnym stawki za poradę dla chorych diabetologicznych zostało w środowisku specjalistów przyjęte z mieszanymi odczuciami: - Na pewno rzeczą chwalebną jest to, że zwiększyła się diagnostyka i rozpoznanie chorych.

Natomiast mamy wrażenie, że te pieniądze nie miały być przeznaczone na diagnostykę, ale na leczenie.

Jego zdaniem, stawka zwiększyła się trzykrotnie, natomiast nie towarzyszyły temu konkretne wymagania związane chociażby z monitorowaniem jakości leczenia i wykonywaniem konkretnych badań.

- Przeznaczono pulę pieniędzy na konkretne choroby, ale bez wskazania konkretnych wymagań. Myślę, że nie wszyscy lekarze, którzy dostali pieniądze, dobrze je wykorzystali. Często praca takiego lekarza sprowadza się do przepisania leków, bez wykonywania badań. Moim zdaniem, pieniądze powinny iść na konkretnie określone działania - podkreślił doc. Leszek Czupryniak, przytaczając przykład z Wielkiej Brytanii: - Tam nie płacono za poradę diabetologiczną, tylko za udowodnioną skuteczność leczenia. Po dwóch latach działania programu okazało się, że lepiej wynagradzani są ci lekarze, którzy mają lepsze wyniki leczenia cukrzycy i nadciśnienia.

Jak rodzinny ze specjalistą

Włodzimierz Bołtruczuk bronił przyjętego w Polsce rozwiązania. - W pierwszym roku działania tego programu - 2009 - liczba wszystkich wykonanych badań w POZ wzrosła o 22% w stosunku do 2008 roku. Liczba wizyt w poradniach diabetologicznych w 2008 roku wynosiła 2 130 000, a w 2009 roku - 1 825 000, czyli o 305 tysięcy mniej.

Próbując pogodzić obie strony, prof. Sieradzki stwierdził, że poziom dyskusji jest charakterystyczny dla debat lekarzy rodzinnych i diabetologów sprzed 10 lat: - Wtedy diabetolog mówił, że lekarz rodzinny nie umie leczyć, a lekarz rodzinny, że diabetolodzy zabierają lekarzom pacjentów.

Przypomniał, że istnieją wytyczne europejskie dotyczące tzw. opieki łączonej.

Zdając sobie sprawę, że nie jest możliwe w warunkach epidemii cukrzycy leczenie pacjentów cukrzycowych tylko przez diabetologów, Polskie Towarzystwo Diabetologiczne zrobiło wiele ruchów w kierunku lekarzy rodzinnych, by realizować zasady opieki łączonej.

- Mija ledwie półtora roku od rozpoczęcia współpracy i nie jest możliwe, by lekarze rodzinni od razu leczyli perfekcyjnie chorych na cukrzycę. Diabetolodzy też nie czynią tego idealnie, choć z innych powodów, np. ograniczeń w dostępie do leków. Natomiast kierunek, by realizować opiekę łączoną, to dobry trend - mówił prof. Sieradzki. - Według tej zasady, diabetolog instruuje, a lekarz rodzinny realizuje te instrukcje i ewentualnie konsultuje się z diabetologiem.

Prof. Jacek Sieradzki wskazał jednak na inny problem - zbyt mały odsetek lekarzy rodzinnych jest zainteresowanych diabetologią. Dlatego idea współpracy powinna docierać nie tylko do lekarzy rodzinnych zainteresowanych leczeniem cukrzycy, ale przede wszystkim do tych, którzy widzą cukrzycę na dalszym planie i w ogóle nie uczestniczą w szkoleniach diabetologicznych.

Zachętą do zainteresowania diabetologią niech stanie się doskonała współpraca z PTD lekarzy rodzinnych.

- Nie wszystkie towarzystwa specjalistyczne chcą tak otwarcie współpracować z lekarzami rodzinnymi - podkreśliła doktor Fabian.

Edukatorzy diabetologiczni

Eksperci podkreślali rolę edukacji terapeutycznej chorych na cukrzycę.

Do lamusa odszedł tradycyjny model, w którym pacjent odgrywał bierną rolę. Ważnym elementem leczenia jest samokontrola. Edukacja została podniesiona do roli czynnika terapeutycznego, pomocnego w rozwiązywaniu problemów diabetologicznych pacjenta.

W leczeniu chorób przewlekłych to edukacja jest sprawą kluczową i wiąże się z ogólną koncepcją leczenia choroby, obok leków, diety, wysiłku fizycznego.

Alicja Szewczyk, przewodnicząca zarządu Polskiej Federacji Edukacji w Diabetologii, pracująca w poradni diabetologicznej Kliniki Chorób Metabolicznych, Endokrynologii i Diabetologii Centrum Zdrowia Dziecka, przypomniała, że idea edukacji zdrowotnej z elementami samokontroli u chorych na cukrzycę sięga pierwszego ćwierćwiecza XX wieku, na co wskazywał uwagę amerykański diabetolog Elliot Joslin (1869-1962). Już wówczas rozumiano, że ochrona chorego przed rozwojem hipoglikemii po podaniu insuliny związana jest z właściwym szkoleniem i merytorycznym przygotowaniem pacjenta. Pojawiło się określenie pielęgniarki edukacyjnej, której zadaniem miała być edukacja chorych na cukrzycę.

W Polsce nadal mamy problemy z ustanowieniem na oddziałach diabetologicznych stanowisk pielęgniarki diabetologicznej, wraz z opisaniem opisu jej stanowiska i określeniem kompetencji.

- W 1998 roku powstała Komisja ds. edukacji, która opracowała zasady kształcenia edukatorów cukrzycy. Obecnie istnieje kształcenie podyplomowe dla pielęgniarek i kursy specjalistyczne w zakresie diabetologii - mówiła Alicja Szewczyk. - Jednak, jak dotąd, dwuletnią specjalizację ukończyło w Polsce zaledwie 46 pielęgniarek. Kolejnych 27 przystąpi wkrótce do egzaminu państwowego.

Jednak zdaniem lekarzy rodzinnych, problem braku edukacji jest natury organizacyjnej, a nie wynika z braku edukatorów, bo te funkcje mogą pełnić przeszkolone pielęgniarki.

- W systemie ambulatoryjnym funkcjonują edukatorzy. Najczęściej są to pielęgniarki, które mają odpowiednie wykształcenie. Często współpracują z dietetykami. Problemem jest to, że ich praca nie jest oddzielnie finansowana.

Dobra wola i zainteresowanie dyrektora poradni decyduje, czy pacjenci mają dostęp do edukatorów diabetologicznych - wyjaśniła dr Fabian.

Określić ścisłe wskazania

- Nie może być tak, że barierą dostępności leku jest problem finansowy. Mogą co najwyżej istnieć bariery w postaci wskazań.

Ponieważ są niedobory finansowe, należy zaostrzyć te wskazania - mówił o problemach z dostępnością nowych leków prof. Jacek Sieradzki, wskazując na ostatnio dyskutowaną sprawę leków inkretynowych.

W kwietniu tego roku Rada Konsultacyjna AOTM rekomendowała pozytywnie zakwalifikowanie leków - saksagliptyna (onglyza), liraglutinum (victoza) i wildagliptyna (galvus) - w leczeniu cukrzycy typu 2 jako świadczeń gwarantowanych, w ramach wykazu leków refundowanych z 50% odpłatnością.

Zdaniem specjalistów, częściowa odpłatność nie likwiduje bariery finansowej dla części pacjentów. Nadal miarą dostępności leku będzie poziom zasobności portfela chorego.

- Powinniśmy określić ścisłe wskazania dla osób, które bezwzględnie wymagają dostępu do leku, zawęzić grupę tych osób i zapewnić im pełną refundację - dodał prof. Sieradzki.

Jednak Bogusława Osińska przypomniała, że to producent jednego z tych leków złożył wniosek o umieszczenie produktu na wykazie leków refundowanych z 50% odpłatnością. Tak też był oceniany. Również pod kątem takiego poziomu odpłatności producent przygotował analizy ekonomiczne.

Leki specjalistyczne

Powrócił temat leków specjalistycznych.

Ich wprowadzeniu przeciwni są sami lekarze, bo, ich zdaniem, taka kategoria leku ograniczyłaby dostęp dla pacjentów.

Doktor Fabian przypomniała, że środowisko lekarzy rodzinnych postulowało, by leki wprowadzał do terapii specjalista, zaś lekarz rodzinny mógł kontynuować leczenie: - Specjalista w danej dziedzinie powinien wyselekcjonować grupę chorych, zlecić badanie, dobrać odpowiednią terapię, natomiast nie powinno się ograniczać możliwości przedłużania terapii lekarzom rodzinnym, bo wtedy zmuszamy chorego do chodzenia co miesiąc-dwa do diabetologa - argumentowała dr Fabian.

Zgadzają się z tym specjaliści: - Ograniczenie pewnych czynności lekarskich do specjalisty z danej dziedziny nikomu nie uwłacza. Przepisywanie specjalistycznych leków dla wybranej, dobrze ocenionej grupy pacjentów powinno ograniczać się do diabetologów. Pomysł, by lekarz rodzinny mógł kontynuować leczenie, jest całkiem dobry - uważa prof. Sieradzki.

Przeciwnikiem ograniczania możliwości przepisywania leków tylko przez specjalistów jest również dr Czupryniak.

- Działamy w warunkach licznych ograniczeń. Diabetologów nie mamy zbyt wielu. W dodatku kierunek, by ze specjalistów robić jeszcze większych specjalistów, nie jest dość popularny...

Niedobrze, gdy zarzuca się strukturze społeczeństwa pewną korporacyjność.

Zamiast dzielić, co wolno danemu lekarzowi, a co nie, lepszym rozwiązaniem jest uściślenie wskazań. Lekarz specjalista mógłby inicjować leczenie, które może być kontynuowane przez innych lekarzy.

Dla kogo inkretyny, dla kogo analogi

- Diabetycy z typem 1 powinni mieć dostęp do insulin długodziałających - stwierdził doc. Czupryniak, przypominając, że analogi już raz zostały wpisane na listę leków refundowanych, ale nadal nie są finansowane ze środków publicznych, mimo pozytywnej (warunkowej finansowej) rekomendacji AOTM. - Skandalem jest, że nadal insulina glargine nie jest refundowana w leczeniu cukrzycy typu 1. Postęp medycyny nie dotyczy Polski, jest to decyzja polityczna.

Zwrócono także uwagę na wspomniane leki z grupy inkretynowej. Zdaniem doc. Czupryniaka, w innych krajach te leki szybko wchodzą do refundacji. - To są leki, na które patrzymy z nadzieją, bo mają dwie zalety. Po pierwsze pozwalają walczyć z nadwagą pacjentów - nie powodują wzrostu wagi, a nawet pozwalają zmniejszyć masę ciała. Nie zwiększają także ryzyka niedocukrzeń.

Są też przesłanki, że mogą w ogóle odsuwać w czasie insulinozależność cukrzycy typu 2.

Potwierdza to prof. Sieradzki: - Powinni je otrzymywać pacjenci, u których po wyrównaniu cukrzycy narastającym problemem jest otyłość. Inkretyny, gliptyny nie powodują wzrostu masy ciała, a stymulatory receptorów GLP obniżają masę ciała. Jeśli zatem u pacjenta przy wyrównywaniu cukrzycy powstaje problem przyrostu masy ciała, to jest to absolutne wskazanie do stosowania leków z grupy inkretyn.

Podobnie sensowne jest ich podanie w przypadku osób leczonych kombinacją kilku leków.

Analogi insulin długodziałających są wskazane dla pacjentów, u których nie jest możliwe uzyskanie wyrównania cukrzycy, zwłaszcza metodą basal-bolus, czyli dawce podstawowej insuliny i bolusami. Stosować powinni je także pacjenci z hipoglikemiami, zwłaszcza nocnymi.

Mówiąc o zasadności finansowania terapii, Bogusława Osińska zauważyła, że jest różna w zależności od oceniającego: - Jedna perspektywa to perspektywa płatnika, druga pacjenta, trzecia - to perspektywa społeczna, która uwzględnia koszty utraconej produktywności. Jednak w naszych warunkach uzyskanie danych o tych kosztach jest obarczone takimi błędami, że nie można ich uwzględniać.

Prof. Jacek Sieradzki przekonywał, że refundacja nowoczesnych leków - zarówno insulin długodziałających, jak i leków inkretynowych - to realna oszczędność dla budżetu płatnika: - Błędem jest określanie poziomu refundacji, powinno się określić ścisłe wskazania.

Wtedy okaże się, że relatywnie nieduża grupa pacjentów wymaga stosowania tych leków.

Doc. Leszek Czupryniak zwrócił uwagę, że według analiz, którymi dysponują producenci leków, stosowanie analogów insulin powoduje oszczędności: - Analogi insulin zmniejszają wysokość hipoglikemii, co przekłada się na zmniejszenie częstości hospitalizacji.

Z kolei leki inkretynowe są w zasadzie w ogóle pozbawione ryzyka niedocukrzeń, nie wymagają więc tak ścisłego monitorowania glikemii jak insuliny.

Ministerstwo Zdrowia nie zauważa kosztów pośrednich. Zrefundowanie tych leków ograniczyłoby refundację pasków i glikometrów. Według mnie, refundowanie analogów w żaden sposób nie przyniesie wzrostu kosztów, bo chory, który będzie brał analog długodziałający, nie będzie brał innej insuliny.

Jednak analizy AOTM podają, że po wprowadzeniu nowoczesnych leków nastąpi wzrost wydatków. Prof. Sieradzki przyznał, że taki wzrost może doraźnie nastąpić. Przywołał jednak symulacje zrobione przez producenta insuliny glargine, z których wynika, że podanie leku pacjentom ze ścisłymi wskazaniami specjalistycznymi oznaczać będzie 10-krotnie mniejsze wydatki, niż gdyby lek był podawany wszystkim chorym na cukrzycę.

Specjaliści pytają, ministerstwo odpowiada Po zebraniu opinii specjalistów podczas debaty zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia: r Czy ministerstwo rozważa zatrudnianie w placówkach ochrony zdrowia pielęgniarek edukacyjnych i opłacanie edukacji chorych na cukrzycę jako odrębnej procedury?

r Jaki jest stan realizacji Programu Prewencji i Leczenia Cukrzycy w Polsce w 2010 roku?

r Jakie przesłanki przemawiają za spodziewaną 50% refundacją leków z grupy inkretynowej i czy Ministerstwo Zdrowia rozważa możliwość mniejszego współpłacenia pacjentów za te leki?

Poniżej odpowiedzi, jakich udzielił nam Piotr Olechno, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia: r Do Ministerstwa Zdrowia wpłynęło pismo Pani dr hab. n. med. Małgorzaty Myśliwiec w sprawie wpisu na listę zawodów medycznych zawodu edukator - specjalista w zakresie leczenia cukrzycy. Kwestie związane z powołaniem tego zawodu zostały poruszone 11 maja br. na spotkaniu w Ministerstwie Zdrowia. Postanowiono, że realizacją wniosku przedstawionego w piśmie Pani dr hab. n. med. Małgorzaty Myśliwiec byłby kurs kształcenia podyplomowego kierowany do pielęgniarek i położnych jako osób uprawnionych do wykonywania zawodu medycznego, a tym samym posiadających już niezbędną wiedzę i umiejętności w przedmiotowym zakresie. Ministerstwo Zdrowia wystąpi do Centrum Kształcenia Podyplomowego Pielęgniarek i Położnych z prośbą o podjęcie działań mających na celu opracowanie ramowego programu kursu przygotowującego pielęgniarki do pracy na tym stanowisku. Jednocześnie resort zdrowia wystąpi do uczelni medycznych z pismem informującym o planach powołania nowego stanowiska - edukator cukrzycy. Podczas spotkania ustalono również, iż zgłaszany przez środowisko diabetologów postulat konieczności dokonania zmian w rozporządzeniach w sprawie świadczeń gwarantowanych (zmiana warunków kontraktowania świadczeń, wpisanie odrębnego kontraktowanego świadczenia - porada edukacyjna w diabetologii) będzie rozważane po wprowadzeniu zmian w taryfikatorze kwalifikacyjnym i analizie liczby osób, które będą przygotowane do zajmowania stanowiska edukatora cukrzycy. Aktualnie łączna liczba pielęgniarek posiadających kwalifikacje zdobyte w ramach kursów w różnych dziedzinach pielęgniarstwa, zawierające w swych treściach wiadomości z zakresu profilaktyki i opieki nad chorymi na cukrzycę, wynosi 29 412. r Na posiedzeniu kierownictwa Ministerstwa Zdrowia 9.06.2010 r. przyjęto do realizacji program zdrowotny pn.: "Narodowy Program Przeciwdziałania Chorobom Cywilizacyjnym", obejmujący m.in. Moduł II - "Program Prewencji i Leczenia Cukrzycy w Polsce na lata 2010-2011". Na realizację tego modułu ww. programu w 2010 r. zagwarantowano w ustawie budżetowej (w części 46 - Zdrowie, dział 851 - Ochrona zdrowia, rozdział 85149 - Programy polityki zdrowotnej) środki finansowe do wysokości 3 135 000 zł (wydatki bieżące). Planowane do realizacji zadania na 2011 r. kształtują się na poziomie 4 000 000 zł (wydatki bieżące). 10.06.2010 r. zaakceptowany przez Ministra Zdrowia dokument programu został umieszczony na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia. W najbliższym czasie ukażą się ogłoszenia o konkursie ofert na wybór realizatorów ww. Modułu. r Odnosząc się do pytania dotyczącego refundacji leków przeciwcukrzycowych z grupy inkretynowej, informujemy, że dotychczas część z przedmiotowych produktów uzyskało rekomendację Rady Konsultacyjnej Agencji Oceny Technologii Medycznej. Następnie Minister Zdrowia, po uzyskaniu opinii Zespołu do Spraw Gospodarki Lekami, podejmie decyzje o refundacji (oraz jej wysokości) przedmiotowych produktów leczniczych, w oparciu o kryteria wskazane w art. 31a Ustawy z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz. U. Nr 164, poz. 1027, z późn. zm.) oraz art. 7 pkt. 3 Ustawy z 5 lipca 2001 r. o cenach (Dz. U. Nr 97, poz. 1050, z późn. zm).
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum