Będzie strajkowała Polska cała?

Autor: Wojciech Kuta • • 01 lipca 2008 14:38

Rozmowa z Andrzejem Włodarczykiem, wiceprezesem Naczelnej Rady Lekarskiej, koordynatorem akcji protestacyjnej pracowników służby zdrowia

- Szykuje się strajk generalny w służbie zdrowia?
- Samorząd lekarski nie będzie wzywać do strajku, nie mamy takich uprawnień, nie jesteśmy związkiem zawodowym. Natomiast panujące nastroje nie pozwalają wykluczyć tego rodzaju formy protestu.

- Sygnały ze strony rządowej dotyczące podwyżek wynagrodzeń o 30% jesienią br. są sprzeczne. Minister Zbigniew Religa mówi - tak, ale już minister Zyta Gilowska ostrzega, że wprowadzenie zmian do budżetu w ciągu roku mogłoby być zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny.
Czy rozpoczynając protest, nie mieli Państwo obaw, że spełnienie żądań płacowych nie będzie na razie realne?

- Każdy, kto protestuje i stawia żądania, ma świadomość, że czasami trzeba się z czegoś wycofać, aby coś uzyskać.
Dla nas sukcesem byłoby uzyskanie ustawowej gwarancji jak najszybszego podniesienia nakładów na opiekę zdrowotną do minimum 6% PKB. I nie chodzi tylko o zwiększenie uposażeń pracowników placówek medycznych, ale przede wszystkim o poprawę sytuacji pacjentów. To oni są najważniejszym podmiotem systemu ochrony zdrowia, o czym wiele osób zapomina. Bo ani my nie możemy istnieć bez pacjenta, ani pacjent bez nas.
Drugim celem naszych działań jest również ustawowa gwarancja podwyżki wynagrodzeń w najbliższym czasie - że np. za 2-3 lata osiągniemy to minimum, o które teraz walczymy, czyli trzy średnie krajowe dla lekarza bez specjalizacji.

- Powiedział Pan o podwyżkach "w najbliższym czasie". Ale 1 stycznia 2007 r. to byłoby już zbyt późno?
- I w tę datę nie bardzo wierzymy. Dlaczego? Bo wciąż nie widzimy nic konkretnego na papierze.

- Jednak rząd zapewnia, że pracuje nad odpowiednią ustawą, aby jak najszybciej trafiła pod obrady Sejmu.
- Tak, ale, niestety, projekt tej ustawy pokazuje, jak dotąd, jedynie wirtualne źródła pieniędzy. Poza tym w opinii prawników przepisy w tym dokumencie są niekonstytucyjne.
Gdyby weszły w życie, wprowadziłyby wielki zamęt do ustawy o działaniu i finansowaniu świadczeń przez NFZ.

- Nie przewiduje np. wzrostu płac dla personelu niepublicznych ZOZ- -ów i lekarzy oraz pielęgniarek kontraktowych.
Czy faktycznie, jak twierdzi szef OZZL Krzysztof Bukiel, rząd świadomie gra w ten sposób na czas, "licząc" na nieuchwalenie ewidentnego prawnego gniota?

- Tak, oczywiście! Pozwolę sobie jednak przypomnieć, że pierwszą osobą, która napisała opinię w tej sprawie, byłem ja. Reprezentowałem NRL - jako obserwator - w pracach komisji trójstronnej przy ministrze zdrowia.
Do udziału w charakterze obserwatora zostaliśmy zaproszeni na polecenie premiera i na prośbę Naczelnej Rady Lekarskiej. Zgłaszałem uwagi i zastrzeżenia natury prawnej.
Nie zostały uwzględnione. Potem jednak próbowano napisać w uzasadnieniu projektu, iż był on konsultowany z NRL. Zażądałem skreślenia tego akapitu. W projekcie nie ma mowy o 30-procentowej podwyżce wynagrodzeń.
Zakłada się bowiem 30-procentowy wzrost funduszu wynagrodzeń liczonego na określony dzień.

- W drugiej połowie maja prace nad prawną regulacją wzrostu wynagrodzeń idą jakby żwawiej. Tyle że legislacja bywa czasochłonna. Czy akcja protestacyjna zostanie więc zawieszona w oczekiwaniu na dobrą, "podwyżkową" ustawę?
- Nie! Nie wstrzymamy akcji protestacyjnej, bo na razie nie mamy nic poza obietnicami bez pokrycia. Powtarzam, do tej pory nie otrzymaliśmy żadnych gwarancji, że nasze postulaty, nawet jeśli nie wszystkie to chociaż w dużej mierze, zostaną spełnione. Dlaczego mielibyśmy, ni z gruszki, ni z pietruszki, powiedzieć nagle rządzącym: "Tak, już wam wierzymy". A co powiedzieliby ci ludzie, którzy w tym czasie protestowali, manifestowali, jeździli do Warszawy, maszerowali?

- Protesty trwają w okresie zapowiadanych roszad personalnych na zdrowotnej "górze". Ewentualne zmiany kadrowe mogą wydłużyć okres prac nad wzrostem wynagrodzeń i naprawą całego systemu.
- To nie nasza sprawa. Rząd nie ma się zajmować wojenkami, tylko rządzeniem.
Wracając natomiast do pieniędzy; kiedy politycy naprawdę chcą je znaleźć, to znajdują.
Gdy na Warszawę ruszyli górnicy z kilofami i oskardami, to i środki na spełnienie ich żądań emerytalnych jakoś się pojawiły.

- Lekarze mają nie mniej skuteczny od kilofa oręż. Przestając na znak protestu leczyć, co już się zresztą zdarza, możecie postawić rząd pod murem. Z drugiej strony, takim postępowaniem narażacie się opinii publicznej.
- Pozostaje nam jeszcze zwolnić się z pracy albo wyjechać za granicę, co wielu z nas już uczyniło. I nie jesteśmy jakoś opluwani z tego powodu przez społeczeństwo.
Jako wolni ludzie, gdy nie odpowiadają nam warunki pracy i płacy, składamy wypowiedzenia.
Mam wyższe studia i myślę, że dałbym sobie radę wykonując inny zawód.
Przecież dzisiaj robotnik niewykwalifikowany zarabia w Polsce więcej niż lekarz.
Mnie się bardziej opłaca wziąć urlop i samemu pomalować dom niż zapłacić malarzowi, bo ja w tym czasie nie zarobię na tego fachowca.

- Właśnie, ile Pan zarabia?
- Pracując w publicznym ZOZ-ie na pełnym etacie mam pensję brutto w granicach 1500 zł. Gdybym nie był jedynym chirurgiem w tym szpitalu, pewnie zarabiałbym jeszcze mniej. No i na szczęście mój szpital nie ma długów.

- A z innymi źródłami przychodów to razem wychodzi...
- Proszę pana, mówimy o pracy na jednym etacie w publicznym zakładzie! Czy ja się pytam np. inżyniera, ile dorabia gdzieś na desce kreślarskiej w ramach różnych umów o dzieło? Poza tym potoczna opinia, że w Polsce każdy lekarz nieźle zarabia jest głupim gadaniem. Na całym świecie lekarze są elitą pod względem zarobków. Bo ponoszą ogromną odpowiedzialność, muszą cały czas się dokształcać i za to im się godziwie płaci. A zdarza się też, że lądują za kratkami albo płacą ciężkie pieniądze z tytułu odpowiedzialności cywilnej w przypadku popełnienia błędu w sztuce.
Dlaczego w Polsce nikogo nie dziwi, że adwokat w dobrej kancelarii może zarabiać ponad 200 euro za godzinę pracy, a lekarzowi każą harować za 8 zł za godzinę?

- Na koniec jeszcze o proteście.
Czego możemy się spodziewać w najbliższych tygodniach?

- Związki zawodowe zapowiadają rozszerzenie akcji strajkowej, natomiast samorząd lekarski poparł inną formę protestu.
Naczelna Rada Lekarska już w kwietniu zaapelowała do lekarzy i lekarzy dentystów o składanie do 15 czerwca br. rezygnacji z upoważnienia do wystawiania druków ZUS ZLA. Od 1 lipca br. nie będziemy więc wystawiać zwolnień lekarskich na tych drukach. Dajemy jednak państwu czas na przygotowanie innych rozwiązań, aby pacjent otrzymał należny mu zasiłek chorobowy.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum