Wojciech Kuta | 15-04-2011 13:31

Będzie nowe otwarcie?

Trzecia debata w tegorocznej edycji cyklu "Regionalnych spotkań menedżerów ochrony zdrowia", organizowanych przez Grupę PTWP SA - wydawcę miesięcznika Rynek Zdrowia oraz portalu rynekzdrowia.pl, odbyła się 7 marca br. w Lublinie.

Konferencja w lubelskim hotelu Victoria zgromadziła ok. 200 osób, a wśród 20 prelegentów byli m.in.: przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego, Lubelskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie oraz dyrektorzy kilkunastu szpitali z terenu woj. lubelskiego.

Debata stała się znakomitą okazją m.in. do podsumowania przebiegu postępowań konkursowych obejmujących świadczenia zdrowotne finansowane przez NFZ, omówienia sytuacji ekonomicznej szpitali na Lubelszczyźnie, ich restrukturyzacji oraz ewentualnych przekształceń.

Przekształcenia:tak, ale...

Mówiąc m.in. o planowanych przekształceniach szpitali podległych samorządowi wojewódzkiemu, Zbigniew Orzeł, dyrektor departamentu zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubelskiego, stwierdził: - Najlepszym rozwiązaniem wydaje się napisanie strategii dotyczącej funkcjonowania szpitali w uzgodnieniu ze wszystkimi zainteresowanymi podmiotami.

Czy możliwe jest przekształcenie w spółki prawa handlowego publicznych lecznic na Lubelszczyźnie na zasadach przewidywanych w Ustawie o działalności leczniczej (zakłada m.in. przejęcie przez organ założycielski zobowiązań przekształcanych SPZOZ-ów)?

- Zadłużenie jednego z naszych szpitali sięga 50 mln zł i spłata takiej kwoty przekracza obecnie możliwości samorządu wojewódzkiego. Jednak z 22 jednostek "marszałkowskich" w woj.

lubelskim 19 potencjalnie moglibyśmy przekształcać - odpowiedział dyrektor Zbigniew Orzeł. - Pojawią się jednak pytania: dlaczego temu, a nie innemu zakładowi zostały spłacone zobowiązania, dlaczego u jednych były one pokryte w całości, zaś u innych częściowo?

Dyrektor Orzeł zaznaczył, iż szpitale powinny być restrukturyzowane i przekształcane, jednak ustawa nie daje samorządowi woj. lubelskiego odpowiedniego instrumentu: - Chodzi m.in. o zagwarantowanie wystarczającego czasu na oddłużenie oraz pomocy publicznej pozwalającej spłacić większą część cywilnoprawnych zobowiązań publicznych ZOZ-ów.

Pożegnanie z ZOZ-ami

Krzysztof Tuczapski, do niedawna prezes Zamojskiego Szpitala Niepublicznego Sp. z o.o., który 1 marca br. objął stanowisko dyrektora Lubelskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, stwierdził m.in., że Ustawa o działalności leczniczej jest kluczową w całym tzw. pakiecie zdrowotnym i do pewnego stopnia stanowi swoistą konstytucję systemu ochrony zdrowia w Polsce.

- Przecież nasze szpitale praktycznie nadal funkcjonują w oparciu o ustawę z 1991 r., która powstawała w zupełnie innych niż obecnie realiach społeczno gospodarczych i politycznych - przypomniał Krzysztof Tuczapski. Dodał, że mimo wielu nowelizacji Ustawy o ZOZ-ach, regulacja ta "wypaliła się" ze względów organizacyjnych oraz prawnych, m.in. za sprawą wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej.

- Ustawa o działalności leczniczej oczywiście nie jest doskonała - zaznaczył dyrektor Tuczapski. - Jako eksperci biorący udział w konsultacjach dotyczących tego projektu mieliśmy pewne zastrzeżenia co do zbyt szybkiego tempa prac legislacyjnych. Jedną z największych korzyści, jakie przynosi nowa ustawa, jest faktyczna likwidacja podziału na podmioty publiczne i niepubliczne.

- Zniknie sformułowanie "zakład opieki zdrowotnej", nieznane w innych krajach... - mówił Krzysztof Tuczapski. - Nazwa "podmiot prowadzący działalność leczniczą" jest zdecydowanie lepsza i obejmuje zarówno podmioty funkcjonujące w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, jak i działające głównie na rynku komercyjnym.

Jeśli nie spółka, to co?

Jacek Solarz, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Wojewódzkiego im. Jana Bożego w Lublinie, przewodniczący Konwentu Szpitali Miasta Lublin, przypomniał swoją wypowiedź podczas lubelskiej konferencji Rynku Zdrowia...

sprzed dwóch lat.

- Pytałem wówczas: jeśli nie spółki, to jaka inna forma prawna funkcjonowania szpitala jest bardziej właściwa?

W ciągu tych dwóch lat, poza spółką, a także ostatnio - jednostką budżetową - politycy nic nowego nie zaproponowali - stwierdził dyrektor Solarz. Wskazywał na zalety, ale także ograniczenia związane z działalnością szpitalnych spółek prawa handlowego.

- Zwolennicy tej formy mówią m.in. o możliwościach dokapitalizowania placówek i funkcjonowaniu w oparciu o racjonalne zasady ekonomii. Przeciwnicy szpitalnych spółek mogą natomiast powiedzieć, że Konstytucja przewiduje zapewnienie wszystkim obywatelom równego dostępu do świadczeń zdrowotnych - powiedział Jacek Solarz.

Dodał, że mimo różnych wątpliwości dotyczących Ustawy o działalności leczniczej, opowiada się za przekształceniem szpitali w spółki prawa handlowego: - Przesłałem stronie rządowej ok. 30 uwag do tej ustawy. Nie zapominajmy jednak, że to nie sama forma prawna decyduje o tym, jak postrzegany jest szpital.

Decyduje o tym jakość i dostępność świadczeń oraz ich poziom finansowania przez NFZ.

Dylematy edukacyjne

W części dyskusji poświęconej planowanemu modelowi kształcenia lekarzy i sytuacji kadrowej w ochronie zdrowia na Lubelszczyźnie dr Leszek Buk, zastępca prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie, odniósł się do niektórych zapisów znowelizowanej Ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty.

- Samorząd lekarski włączył się do tego ekspresowego tempa legislacyjnego i w pewnym momencie stał się wrogiem publicznym numer jeden pani minister Ewy Kopacz - mówił doktor Buk. - Nie zmieniliśmy jednak naszego zdania i nadal uważamy, że praktyczne skrócenie studiów medycznych jest błędem.

Leszek Buk podkreślał, że szybki rozwój medycyny powinien skłaniać decydentów do wydłużenia toku studiów.

- Ich skracanie spowoduje, że będzie trzeba pomijać jakiś etap kształcenia.

W założeniach resortu zdrowia, na ostatnim, V roku student, którego mamy nadal uczyć, będzie musiał także leczyć pacjentów, nie posiadając jeszcze ku temu żadnych uprawnień. Jaki więc będzie status takiej osoby - czy to już jest lekarz, czy jeszcze student? - pytał wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie.

Czekanie na decyzję

Zarządzający szpitalami na Lubelszczyźnie dzielili się m.in. swoimi doświadczeniami dotyczącymi restrukturyzacji placówek. Dwa lata temu samorząd wojewódzki umieścił na liście lecznic do przekształcenia w ramach planu B sześć SPZOZ-ów, w tym Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Chełmie. Podobnie jak inne szpitale w woj. lubelskim, chełmski WSzS - nie mając zobowiązań publicznoprawnych - ostatecznie z rządowego planu nie skorzystał.

W tej jednostce prowadzony jest program naprawczy, m.in. restrukturyzacja zatrudnienia. W grudniu 2009 r. szpital miał 12 mln zł strat. Jak sytuacja wygląda obecnie?

- Strata za 2010 rok wyniesie ok. 3,5 mln zł. Na początku procesu restrukturyzacji mieliśmy 1120 pracowników, obecnie jest 1008. Realizacja programu naprawczego trwa i przynosi efekty - informuje Mariusz Kowalczuk, dyrektor WSzS w Chełmie, dodając, że jest zwolennikiem przekształcenia chełmskiego szpitala w spółkę: - Decyzję w tej sprawie może podjąć Urząd Marszałkowski.

Oczywiście rozwiązanie takie wymaga odpowiednich środków finansowych, a tych na razie brakuje.

Samorząd otwarty na projekty

- Jesteśmy w momencie, w którym kilka szpitali już wymaga bardzo pilnych rozwiązań i decyzji, gdyż są w sytuacji, w której nie mogą już generować nowych zobowiązań - powiedział dyrektor Zbigniew Orzeł. - W Ustawie o ZOZ-ach oraz nowej Ustawie o działalności leczniczej nie zapisano, kto jest podmiotem inicjującym proces przekształceń. Dyrektorzy niektórych naszych szpitali wiedzą, że czekamy na projekty restrukturyzacyjne z ich strony.

Wystarczy je napisać i złożyć.

- Owszem, decyzja zapada mocą uchwały sejmiku, ale trudno sobie wyobrazić, że to urzędnik administracji samorządowej napisze projekt restrukturyzacji czy przekształcenia danego SPZOZ-u - dodaje dyrektor Orzeł.

- Oczywiście tak się stanie, jeśli nie będziemy mieli innego wyjścia. Samorząd województwa jest otwarty na wszelkie propozycje dotyczące strategii funkcjonowania placówek szpitalnych.

Stop zadłużonej lokomotywie

W październiku ubiegłego roku działalność medyczną likwidowanego SPZOZ-u w Biłgoraju przejęła prywatna firma Arion Szpitale Sp. z o.o. Jak prezes zarządu tej spółki Rafał Radwański ocenia dotychczasowe doświadczenia w prowadzeniu placówki będącej "następcą" publicznego szpitala?

- Pół roku temu, w momencie przejmowania tej jednostki, generowała ona stratę w wysokości ponad 1,2 mln zł miesięcznie.

W bardzo krótkim czasie musieliśmy podjąć wiele działań restrukturyzacyjnych, aby tę rozpędzoną lokomotywę zatrzymać i odwrócić jej bieg - obrazowo tłumaczy prezes Rafał Radwański.

Obecne zobowiązania szpitala wynoszą ponad 50 mln zł, przy kontrakcie z NFZ na 2010 r. w wysokości 28,5 mln zł. Model przekształcenia zaproponowany przez samorząd powiatowy w Biłgoraju i przyjęty przez spółkę Arion Szpitale to dzierżawa - zarówno majątku ruchomego, jak i nieruchomości. Prezes Radwański podkreśla, że jest to model najbardziej bezpieczny.

- Właścicielem majątku w 100% pozostaje powiat, a pełne ryzyko związane z realizacją świadczeń przerzucone zostało na naszą spółkę i NZOZ. Gdyby przedsięwzięcie się nie powiodło, samorząd pozostałby z pełnym majątkiem - mówi Rafał Radwański. - Zła aura wokół takiej formy przekształcenia jest, moim zdaniem, nieuzasadniona.

W chwili zakończenia likwidacji SPZOZ-u w Biłgoraju jego zadłużenie zostanie przejęte przez powiat. Znaczną część tych zaległości stanowią zobowiązania publicznoprawne, które mają być pokryte ze środków w ramach rządowego planu B.

Znaleźli niszę

W kwietniu br. miną dwa lata od zakończenia budowy Szpitala Powiatowego w Łęcznej, rozpoczętej jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku. - W opracowaniu strategii funkcjonowania placówki bardzo pomogło nam starostwo powiatowe - mówi Piotr Rybak, dyrektor szpitala w Łęcznej. - Szukaliśmy i znaleźliśmy niszę w zakresie świadczeń. Tak powstało nasze Wschodnie Centrum Leczenia Oparzeń.

Dobra współpraca z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym sprawiła, że obecnie szpital w Łęcznej leczy pacjentów z oparzeniami nie tylko ze wschodnich województw kraju, ale także z innych regionów. 80% pacjentów to osoby spoza woj. lubelskiego.

Dyrektor Rybak przyznaje, że pod względem finansowym stworzenie Centrum - działającego w strukturze Szpitala Powiatowego - nie było łatwym przedsięwzięciem.

- Starostwo powiatowe przekazało nam budynek, natomiast jako szpital musieliśmy poszukać środków na wyposażenie. Zaciągnęliśmy kredyt w wysokości 5 mln zł, który jeszcze spłacamy - przypomniał Piotr Rybak. - 2009 rok zakończyliśmy ze stratą 7,7 mln zł przy kontrakcie 14 mln zł. Obiekt jest nowy i amortyzacja w zeszłym roku wynosiła aż 6,2 mln zł, tak więc rzeczywista strata to 1,5 mln zł. W znacznie trudniejszej sytuacji jest SPZOZ Szpital w Kraśniku. Od 2009 r. realizowany jest tam program naprawczy.

Co się udało dotychczas zmienić? Czy możliwe i celowe byłoby przekształcenie tej lecznicy w spółkę - według zapisów Ustawy o działalności leczniczej?

Zamieńmy się z Mazowszem...

Piotr Krawiec, dyrektor szpitala w Kraśniku, odpowiadając na nasze pytania, przyznał, iż stan finansów lecznicy jest nadal zły. - Udało się nam zmniejszyć zatrudnienie o ok. 70 etatów bez zamykania oddziałów i ograniczania zakresu świadczeń.

Zaoszczędziliśmy dzięki temu w 2010 roku ok. 500 tys. zł, ale to wciąż za mało, by zbilansować działalność - stwierdza dyrektor Krawiec. - Nasze zobowiązania wymagalne wynoszą obecnie 4,5 mln zł. Kwota może nie przerażająca, ale problem w tym, że nie dysponujemy możliwościami pokrycia tego zadłużenia.

Dyrektor kraśnickiej placówki zaznaczył, że w tym kontekście jest zwolennikiem Ustawy o działalności leczniczej, której zapisy wzmacniają nadzór finansowy zarządzających nad funkcjonowaniem szpitala w formie spółki oraz pozycję w rozmowach np. ze związkami zawodowymi.

- Niestety, ustawa nic nie mówi o finansowaniu świadczeń. Tymczasem zarządzający spółką wolnorynkową musi planować przychody, a te - szczególnie w przypadku szpitali w woj. lubelskim - są nam narzucane - podkreślał Piotr Krawiec. - Chętnie zamieniłbym się z dyrektorem jakiegokolwiek szpitala na Mazowszu. Wtedy można byłoby sprawdzić, czy jesteśmy tak złymi menedżerami, jak się o nas mówi...

Andrzej Kowalik, zastępca dyrektora ds. ekonomicznych Lubelskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, podsumowując ostatnie kontraktowanie świadczeń, przypomniał m.in., że z końcem ubiegłego roku na Lubelszczyźnie wygasło praktycznie 100% umów z NFZ.

- Dlatego musieliśmy ogłaszać setki postępowań, a komisje konkursowe pracowały codziennie do późna. Oferty złożyło ponad 5,2 tys. podmiotów, z tego wybraliśmy ponad 3 tys. Jednak ok. 2 tys. kontraktu nie dostało. To spowodowało liczne protesty. Do NFZ wpłynęły petycje podpisane przez około 100 tysięcy osób - mówił Andrzej Kowalik, zastępca dyrektora ds. ekonomicznych Lubelskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.

Zapewnił, że kierownictwo oddziału nie dopuści już do takiego stanu, aby umowy na wszystkie rodzaje świadczeń wygasły w tym samym czasie. Zastępca dyrektora oddziału zaznaczył, że teraz umowy z placówkami podpisano na trzy lata. Wszystkie wygasną z końcem 2013 r. Jednak można przedłużyć je aneksem na rok lub dwa lata - za zgodą prezesa NFZ. W niektórych przypadkach lubelski oddział Funduszu skorzysta z takiej możliwości.

Ten zabieg pozwoli ogłosić w jednym roku np. konkursy na poradnie specjalistyczne, w kolejnym dla gabinetów stomatologicznych, a w jeszcze następnym dla oddziałów szpitalnych.

Po dodatkowych konkursach kontrakty zawarte zostały w tym roku także z wieloma poradniami specjalistycznymi, które za pierwszym podejściem umów z NFZ nie podpisały: - Wielu oferentów obniżało ceny nawet o 10%, co pozwoliło zwiększyć pulę pieniędzy na świadczenia. Właśnie w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej ten wzrost był najwyższy, wyniósł 8,5% - podkreślił Andrzej Kowalik.

Problemy nie są nowe

Oceniając sytuację finansową Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie, Dorota Chodowska - zastępca dyrektora ds. ekonomicznych tej placówki, powiedziała m.in.: - Rok 2010 zostanie zamknięty mniejszą stratą niż 2009. Jednak nadal mamy zobowiązania wymagalne, których nie jesteśmy w stanie pokryć ze środków NFZ. Dlatego przystąpimy do restrukturyzacji finansowej.

- Będziemy szukać nowych, zewnętrznych źródeł finansowania, aby spłacić zaległości wobec dostawców, którzy tracą już cierpliwość. Musimy więc podpisać ugody - zapowiada dyrektor Chodowska.

Dziecięcy Szpital Kliniczny dwukrotnie występował o kredyt bankowy. Bezskutecznie.

- Banki wymagały zabezpieczenia, którego nasz organ założycielski, czyli uczelnia, nie mógł udzielić ze względów formalnoprawnych. Będziemy szukali innych rozwiązań.

Także Jacek Ryński, prezes firmy Electus SA, zwrócił uwagę na to, że publiczne szpitale nie mają dostępu do bankowych kredytów: - I w tym właśnie tkwi problem, a nie w samym fakcie, że szpitale muszą pożyczać pieniądze, m.in. na swój rozwój czy restrukturyzację - zaznaczył prezes Ryński.

Przypomniał zarazem, że zapotrzebowanie na środki finansowe rośnie w całym sektorze publicznym: - Tylko zadłużenie samorządów sięga 48 mld zł i także wzrasta.

Z danych zawartych w raporcie Electusa wynika, iż największe zapotrzebowanie finansowe zgłaszają SPZOZ-y w województwach: mazowieckim, małopolskim, śląskim.

- Ze względu na sytuację gospodarczą w Polsce, pieniędzy w ramach kontraktów z NFZ nie będzie więcej. Może więc warto spojrzeć na ochronę zdrowia jak na segment sektora publicznego i pomyśleć o tym, aby - podobnie jak jednostki samorządu terytorialnego - ów segment korzystał z podatków.

Marian Przylepa, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie, podkreślał, że problemy z kontraktowaniem 2011 r. nie zaczęły się w 2010 roku, ale znacznie wcześniej...

- Wszelkie nieszczęścia, które powodują niezadowolenie świadczeniodawców, sięgają roku 2004, kiedy adresatem naszych uwag przestał być oddział wojewódzki, a stała się nim Centrala NFZ - mówił dyrektor SPSK nr 4 w Lublinie. - Krótko mówiąc - kilka lat temu, zamiast udoskonalać sprawdzony w innych krajach system kas chorych, wprowadzono instytucję centralną, która pozbawiła kasy regionalne wówczas jeszcze niewielkiej, ale jednak ważnej samodzielności - ubolewa Marian Przylepa.

Finansowanie

- Do dzisiaj także odczuwamy skutki wprowadzonego w środku roku okresu rozliczeniowego, w lipcu 2008 r. systemu JGP. Od tamtego czasu praktycznie nie zmienił się poziom finansowania procedur, mimo m.in. inflacji i niebagatelnego wzrostu kosztów eksploatacji, w tym mediów oraz wartości obowiązkowej polisy ubezpieczeniowej - wyliczał dyrektor Przylepa.

Punkt widzenia prywatnych świadczeniodawców przedstawił Sławomir Sawulski, wiceprezes i dyrektor naczelny Centrum Medycznego Sanitas Sp. z o.o.

w Lublinie: - Jako podmioty niepubliczne jesteśmy uzupełnieniem systemu. Jednak współtworzymy go, dlatego finansowanie usług medycznych powinno uwzględniać potrzeby świadczeniodawów o różnej formie własności.

Prezes Sawulski wskazał m.in. na hospitalizację jednodniową jako preferowaną przez pacjentów: - Stosowanie metod małoinwazyjnych pozwala pacjentom szybciej powrócić do zdrowia i aktywności zawodowej. Tymczasem w województwie lubelskim na hospitalizacje jednodniowe NFZ przeznaczył zaledwie 0,66% ogółu środków na leczenie szpitalne - dodał Sławomir Sawulski.

Nie mylmy"kartelu" z konwentem

Uczestnicy lubelskiej konferencji odnieśli się także do opinii organizacji Pracodawcy RP, która zarzuca szpitalom publicznym z Lublina tworzenie kartelu - zmowy mającej na celu eliminację konkurencji.

Przypomnijmy, że Konwent Szpitali Miasta Lublin zdecydował, że szpitale wypowiedzą umowy na diagnostykę niepublicznym ZOZ-om. W Lubelskiem większość konkursów na poradnie specjalistyczne wygrały prywatne placówki.

Blisko 90% NZOZ-ów wykonuje badania diagnostyczne w szpitalach. Tracąc tę możliwość, przestają automatycznie spełniać warunki otrzymanych kontraktów.

Jacek Solarz, przewodniczący Konwentu Szpitali Miasta Lublin, stanowczo odpiera zarzuty Pracodawców RP.

- Ktoś pomylił słowa kartel i konwent.

To pierwsze trochę kojarzy mi się z Medelin i handlem narkotykami.

Natomiast konwent to określenie zbliżone do stowarzyszenia koleżeńskiego, towarzyskiego - z uśmiechem tłumaczył Jacek Solarz. A już zupełnie poważnie stwierdził: - Nasze stowarzyszenie ma charakter czysto prywatny, powołane zostało w celu wymiany poglądów i analizy sytuacji w ochronie zdrowia.

Jeżeli ktokolwiek w sposób medialny określił nas jako kartel, mający narzucać warunki na rynku zdrowotnym, to jest w błędzie.

Jednym głosem

Dyrektor Solarz z naciskiem argumentował, iż każdy ze szpitali podejmuje decyzje według swojego odrębnego regulaminu, statutu: - Nie było w ramach konwentu żadnej zmowy ani przymusu podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Nikt nie miał zamiaru eliminowania podmiotów niepublicznych z rynku - stwierdził.

- Faktem natomiast jest, że poszczególne lubelskie szpitale zabiegały w Funduszu o ponowne kontraktowanie poradni specjalistycznych, bo domagali się tego nasi pacjenci - zakończył Jacek Solarz.

Co na to przedstawiciel prywatnych podmiotów? Sławomir Sawulski zaznaczył, że powodem zamieszania dotyczącego poradni specjalistycznych były m.in. kryteria konkursów ogłoszone we wrześniu 2010 roku. - Stały się one przyczyną ciągu późniejszych wydarzeń, w tym wspomnianego wypowiadania umów - przyznaje prezes Sawulski. - W tych kryteriach zapomniano o konieczności zapewnienia kompleksowości świadczeń, która nie była dodatkowo punktowana w rankingu. Straciły na tym przede wszystkim SPZOZ-y.

- Doszło do kuriozalnej sytuacji, kiedy szpitale publiczne, ale też niepubliczne, mające specjalistyczne oddziały, zostały bez możliwości dalszego leczenia pacjentów tych oddziałów w poradniach w ramach kontraktów z NFZ - stwierdził wiceprezes spółki Sanitas, dodając, że drugim powodem problemów było preferowanie w rankingu, przez Centralę Funduszu, oferentów, którzy proponowali niższą cenę.

- Dziękuję prezesowi Sawulskiemu za takie podejście. Myślę, że oznacza ono nowe otwarcie w naszych relacjach - komentował dyrektor Jacek Solarz.

Musimy być zadowoleni

- Jestem w tej grupie szpitali, która ma powody do zadowolenia z ostatniego kontraktowania, powiedzmy, w 80-90 procentach - powiedział Janusz Hordejuk, dyrektor SPZOZ-u w Parczewie.

Dodał, że niektórzy dyrektorzy szpitali w woj. lubelskim przez ostatnie trzy lata byli nieco "uśpieni" sytuacją, w której kontrakt był niejako automatycznie odnawiany.

- W tym roku nie wszyscy zakładali, że kontraktu mogą nie dostać, a tak właśnie się stało w wielu przypadkach. Poza tym pojawiła się naprawdę duża liczba niepublicznych podmiotów w zakresie specjalistyki. Zdarzało się, że w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, mimo że oferowaliśmy już obniżone ceny, przegrywałem z NZOZ-ami... właśnie ceną - opisywał dyrektor Hordejuk.

Mniej powodów do zadowolenia ma Zbigniew Widomski, dyrektor SPZOZ-u Szpital w Janowie Lubelskim, a od 4 marca także szef Konwentu Szpitali Zamojszczyzny (wcześniej funkcję tę pełnił Krzysztof Tuczapski): - Nasz kontrakt jest obecnie niższy od ubiegłorocznego. Jesteśmy już jednak przyzwyczajeni do tego, że... musimy być zadowoleni. Kiedy w ubiegłym roku minister Ewa Kopacz zapewniała, że Lubelszczyzna otrzyma o 500 mln zł więcej, nawet nie przypuszczałem, że będą musiał obniżać cenę w naszej ofercie.

- Wyceny świadczeń są niedoszacowane.

Kiedy porównywaliśmy nasze szpitale powiatowe, okazało się, iż cena punktu w lecznictwie szpitalnym powinna wynosić 57 zł, a od trzech lat niezmiennie wynosi 51 zł - przypomniał dyrektor Widomski.

Powstanie rada,będzie strategia

Krzysztof Tuczapski, dyrektor Lubelskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, zadeklarował, że jest otwarty na dyskusję ze wszystkimi podmiotami: - Nie będziemy dzielić świadczeniodawców na publicznych i niepublicznych. Najgorzej jest, kiedy po obu stronach brakuje wiedzy o oczekiwaniach i argumentach drugiej strony.

Dyrektor Tuczapski zapowiedział także przeznaczenie dodatkowych środków na medycynę szkolną w woj. lubelskim, co powinno nastąpić w kwietniu tego roku.

- W trudnych warunkach negocjacyjnych, przy ograniczonych środkach, zawarte zostały 3-letnie kontrakty z Funduszem. Jesteśmy więc w dobrym momencie, aby wspólnie uzgodnić strategię dla opieki zdrowotnej w naszym województwie na najbliższe lata. Dlatego, podobnie jak na Pomorzu, tworzymy radę ds. ochrony zdrowia, w skład której wejdą różne podmioty - mówił Tomasz Pękalski, wicemarszałek województwa lubelskiego odpowiadający za politykę zdrowotną w regionie, były dyrektor lubelskiego NFZ.

- Potrzebny jest dobrze przemyślany plan organizacji leczenia, w tym między innymi sieci szpitali wojewódzkich w regionie, konsolidacji wybranych oddziałów - zaznaczył marszałek Pękalski.

Wskazał także na niebezpieczną lukę pokoleniową wśród lekarzy wielu specjalności w woj. lubelskim, a także w całym kraju, m.in. radiologów, chirurgów i anestezjologów.

Uroki inwestowania

Trzecia część konferencji poświęcona była inwestycjom w placówkach ochrony zdrowia na Lubelszczyźnie.

Jerzy Szarecki, dyrektor Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie, mówiąc o niedoszacowaniu procedur pediatrycznych, zaznaczył, że jednym z ważniejszych źródeł zaopatrzenia oddziałów pediatrycznych w sprzęt już od 19 lat jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. - Ostatnie lata nie były dla nas złe pod względem zakupów. Udało się nam bowiem pozyskać i przeznaczyć na nowy sprzęt oraz inwestycje infrastrukturalne ponad 7,5 mln zł - mówił dyrektor Szarecki.

Przypomniał jednak, że największą dziecięcą lecznicę w woj. lubelskim dopiero czeka prawdziwe wyzwanie inwestycyjne. Chodzi o przebudowę szpitalnego obiektu, aby spełniał m.in. wymogi unijne oraz przepisy przeciwpożarowe.

- Potrzebujemy na całą inwestycję co najmniej 30 mln zł - powiedział Jerzy Szarecki, podkreślając, że obiekt Dziecięcego Szpitala Klinicznego jest...

najnowszym budynkiem szpitalnym w Lublinie.

W zgoła innych warunkach działa Szpital Kliniczny nr 1 w Lublinie. Marek Osuch, zastępca dyrektora ds. techniczno- eksploatacyjnych tej placówki, powiedział: - Mieścimy się w kompleksie pięciu budynków, w tym zabytkowych, co stwarza dodatkowe problemy i przysparza wielu formalności. Ze względów przeciwpożarowych musieliśmy np. podnieść o 5 centymetrów bramę, ponieważ nie mógł do nas wjechać wóz strażacki.

Oczywiście wymagało to uzgodnień z konserwatorem zabytków.

- Z unijnych środków wyremontowaliśmy oddziały: zakaźny, chemioterapii, endoskopii, a obecnie trwa modernizacja całego bloku operacyjnego - wylicza dyrektor Osuch.

Ze środków unijnych skorzystało także Centrum Medyczne Sanitas w Lublinie: - Dzięki tej inwestycji mamy m.in. nowoczesny blok operacyjny, spełniający wszelkie obecne wymagania - mówi Sławomir Sawulski, wiceprezes spółki Sanitas.

Podczas poprzedniej konferencji Rynku Zdrowia w Lublinie prof. Piotr Książek, kierownik Katedry i Zakładu Zdrowia Publicznego z Pracownią Oceny Technologii Medycznych, Audytu, Badań Klinicznych i Sieciowych Systemów Informatycznych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, wskazał m.in. na możliwości, jakie daje tworzenie klastrów zakupowych.

W 2010 roku miała się rozpocząć realizacja programu pilotażowego, który zakładał instalowanie na wsiach tzw. kardiofonów, umożliwiających stawianie na odległość wstępnej diagnozy u pacjentów z dolegliwościami układu krążenia.

Kupujmy razem

- Rzeczywiście, wspólnie z Telekomunikacją Polską podjęliśmy takie rozmowy.

Są bliskie sfinalizowania. Wierzę, że dzięki samorządowi wojewódzkiemu, który deklaruje pomoc w pozyskaniu środków unijnych na realizację tego projektu, w ciągu od 1 do 1,5 roku nastąpi jego wdrożenie - mówi prof. Piotr Książek.

- Co do klastrów medycznych, to kilka podmiotów dokonuje obecnie wspólnego zakupu mobilnych samochodów specjalistycznych, które docierać mają do małych wsi, będących białymi plamami na mapie NFZ, np. w zakresie schorzeń endokrynologicznych czy chorób układu krążenia - dodał prof. Książek. Podkreślił, że warto tworzyć grupy zakupowe, pozwalające nawet na 30-procentowe oszczędności w wydatkach inwestycyjnych.