Apteczna infolinia w służbie marketingu?

Autor: Milena Motyl • • 20 lipca 2017 11:11

- Podanie przez telefon absurdalnie niskiej ceny preparatu zachęca pacjenta do odwiedzenia apteki. Jest to mechanizm znany od wielu lat. Obecnie przenoszony jest na grunt aptek sieciowych - stwierdza TOMASZ LELENO, rzecznik Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Apteczna infolinia w służbie marketingu?

Coraz bardziej powszechnym zjawiskiem staje się telefonowanie do aptek z prośbą o informację dotyczącą ceny leku nierefundowanego. Faktem jest, że ceny preparatów w poszczególnych aptekach niekiedy różnią się diametralnie. Dlatego pacjenci zamiast "biegać" po kilku lub kilkunastu aptekach w poszukiwaniu tego najtańszego produktu, wolą dowiedzieć się o cenie, nie wychodząc z domu.

Problem ogólnopolski

"Kurier Szczeciński" napisał na swojej stronie, że skontaktował się z jedną z wybranych aptek: "Usłyszeliśmy, że nie otrzymamy informacji o cenie leku nierefundowanego przez telefon, bo taka jest polityka apteki. Telefonicznie informują tylko o cenach leków refundowanych. O pozostałe pacjent może pytać tylko na miejscu" - podaje gazeta.

Z czego więc wynika ta "polityka apteki"? Czy rzeczywiście pacjenci mogą zasadnie skarżyć się na nieudzielenie informacji?

Farmaceuta Mariusz Politowicz przyznaje, że jest to problem ogólnopolski. Wynika on z faktu, że różnice w cenach poszczególnych nierefundowanych leków bywają spore, wobec tego, co jest w pełni zrozumiałe, pacjenci szukają tańszych preparatów i pytają o ich cenę.

Zwraca jednak uwagę, że apteka nie ma obowiązku telefonicznego informowania pacjentów o cenach leków: - Apteka jest placówką ochrony zdrowia publicznego, a nie informacją telefoniczną - zaznacza.

Koszty refundacji po stronie płatnika

W ocenie farmaceuty, właściciela apteki, to, że pacjenci nierzadko traktują aptekę jak "sklep z lekami", jest pokłosiem wielu fatalnych regulacji, które obowiązywały przed wprowadzeniem ustawy potocznie zwanej "Apteka dla aptekarza".

- Nadal w aptekach dominuje prymat ceny, a nie jakości. Cena była i jest najważniejszym kryterium dla polskiego pacjenta, gdyż w taki sposób funkcjonuje system refundacji - wyjaśnia Mariusz Politowicz.

Leki refundowane mają identyczną cenę i odpłatność w każdej polskiej aptece. Jednak są leki, k tóre w konkretnej wielkości opakowania i dawce są refundowane, a w innych nie. Przykładowo recepta zniżkowa na dwa opakowania leku Y 20 mg x 14 tabletek oznacza wydatek rzędu 130 zł, ale częściej przepisywany jest pełnopłatnie, czyli pacjent zapłaci prawie 300 zł. Niekiedy zdarza się, że w aptekach jedno opakowanie tego samego, ale nierefundowanego leku w opakowaniu z 28 tabletkami kosztuje poniżej 100 zł.

Farmaceutę zastanawia więc fakt, dlaczego dochodzi do sytuacji, gdzie resort zdrowia wpisuje na wykazy refundacyjne opakowania znacząco droższe dla pacjenta i samego płatnika, zamiast tych tańszych.

Przekierowanie do aptek stosujących dumping

Jego zdaniem to m.in. wspomniana dotacja publiczna jest kluczem do występowania takich problemów. Czy w takim razie należy zrezygnować z refundacji i wspomagania przez państwo chorych Polaków? - Absolutnie nie - podkreśla farmaceuta. Stawia też kolejne pytanie: "Czy pacjenci wolą kilka dobrze zaopatrzonych aptek, które dostarczą każdy potrzebny lek, czy chcą odwiedzać po kolei kilkanaście aptek, w których i tak w każdej mogliby wykupić jedynie połowę przepisanych leków?".

Zgodnie z obowiązującą regulacją, na jednej recepcie może znaleźć się maksymalnie do pięciu leków przepisanych przez lekarza. Mariusz Politowicz tłumaczy, że jeśli cztery preparaty znajdujące się na recepcie będą pochodziły z listy leków refundowanych, a piąty lek będzie tym nierefundowanym ( jednocześnie posiadającym cenę dumpingową), to wiadomo, do której placówki uda się pacjent.

- Czy jest to forma skutecznych, choć bezprawnych działań reklamowych? Moim zdaniem jest. Powyższy sposób przekierowuje wydatki na refundację leków tylko do aptek dumpingujących - przekonuje farmaceuta.

Jak to postrzega NIA?

Jak wyjaśnia Tomasz Leleno, rzecznik Naczelnej Izby Aptekarskiej, obecnie często dochodzi do sytuacji, w której informacje dotyczące wysokości cen leków nie są zbierane jedynie przez pacjentów, lecz głównie przez konkurencyjne placówki, których koordynatorzy jedynie "udają" pacjentów - stąd też naturalna ostrożność farmaceutów do podawania tego typu informacji przez telefon.

Podkreśla, że informacje udzielane przez menedżerów o tzw. promocyjnej cenie danego leku nie do końca można uznać za stuprocentowo wiarygodne: - Podanie przez telefon absurdalnie niskiej ceny preparatu zachęca pacjenta do odwiedzenia apteki. Na miejscu okazuje się jednak, że leku nie ma na stanie i nie wiadomo, kiedy będzie. Bywa również, że lek jest dostępny, lecz aby nabyć go w dobrej cenie, konieczne jest wykupienie dodatkowych produktów z pozostałych recept - stwierdza Tomasz Leleno.

Rzecznik NIA zwraca uwagę, że mechanizm ten jest od wielu lat z powodzeniem stosowany w branży FMCG (ang. Fast Moving Consumer Goods - towary szybkozbywalne), któr y teraz przenoszony jest na grunt sieci aptecznych przez osoby, które jeszcze do niedawna odpowiadały za słupki sprzedażowe w hipermarketach.

Dla pacjentów często ta dysproporcja w cenach poszczególnych leków jest niezrozumiała. Tomasz Leleno zaznacza, że niekiedy zdarza się, iż różnice wynikają ze stosowania tzw. mechanizmu wagi cenowej, a więc obniżania ceny produktu najlepiej zapamiętywanego przez pacjenta. Następnie dochodzi do oferowania pozostałych preparatów z podniesioną marżą, która ma w pełni "zrekompensować" warunki promocji.

Brak ochrony przez dumpingiem

Mariusz Politowicz zwraca uwagę, że wolny rynek w farmacji nigdy się nie sprawdzał, a ceny dumpingowe nie są przejawem bycia "dobrym wujkiem" dla pacjentów, tylko bezwzględną kalkulacją, na którą stać nielicznych. Po zrujnowaniu uczciwych aptek konkurencyjnych, ceny w tych, które dziś stosują dumping, poszybują w górę.

W ocenie farmaceuty, państwo powinno chronić apteki przed zabronionym dumpingiem, jednak w praktyce okazuje się, że walka o ceny trwa, co może doprowadzić do likwidacji tych uczciwych aptek, które dumpingu cenowego nie stosują. Zauważa, że wprowadzenie wolnego rynku w odniesieniu do placówki ochrony zdrowia, jaką jest apteka, oznaczałoby de facto likwidację urzędowych cen, marż i odpłatności (zniżek).

- Niech psychotropy, narkotyki lub antybiotyki będą bez recepty dla każdego, w tym dla najmłodszych. Jak wolny rynek, to na całego! Po co apteki, a w nich farmaceuci, jeśli leki to taki sam towar jak każdy inny? - konstatuje z goryczą Mariusz Politowicz.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum