Ani kredytu, ani zaufania

Autor: Marcin Grudzień, WOK • • 28 sierpnia 2008 12:43

Instytucje finansowe, zamiast inwestować w sektor medyczny, głowią się nad jego oddłużeniem

W październiku ub.r. rząd zaproponował oddłużenie ZOZ-ów poprzez pożyczki z budżetu państwa, udzielane za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego. Banki komercyjne dość ciepło przyjęły tę poprawkę do ustawy restrukturyzacyjnej. Inadal zachowują chłodny stosunek do kredytowania publicznych szpitali.
Trudno uwierzyć w to, że w najbliższym czasie banki komercyjne na szeroką skalę będą inwestowały w naszą służbę zdrowia. Rolą banków jest kredytowanie instytucji, które posiadają zdolność kredytowania, a liczba szpitali, która tę zdolność ma, jest naprawdę niewielka - twierdzi Sławomir Żygowski, wiceprezes Nordea Bank Polska S.A.

Skąd ten dystans

Co mają powiedzieć przedstawiciele banków, jeśli z rozmów z dyrektorami ZOZ-ów wynika, że każde ich zobowiązanie, a tym jest m.in. kredyt (bez względu na czyjekolwiek gwarancje), będzie trudne do wypełnienia.
- Przy obecnym finansowaniu z Narodowego Funduszu Zdrowia szansa na wypracowanie jakichkolwiek nadwyżek jest niewielka. Z kolei w obrót obligacjami, w jakie miałby być kredyt przekształcony, także trudno uwierzyć - ze względu na małą atrakcyjność tego rodzaju papierów - twierdzi pragnący zachować anonimowość dyrektor jednego ze szpitali. - Może się to udać w przypadku placówek typu Centrum Zdrowia Dziecka, których sama nazwa może przyciągnąć inwestorów, ale nie w przypadku czterooddziałowego szpitala w małej miejscowości.
Według dyrektora Mariusza Zygierewicza ze Związku Banków Polskich, może być trudno znaleźć chętnych na kupno obligacji zadłużonych jednostek.
- Jednym z powodów (rezerwy wobec szpitalnych obligacji - red.) jest na przykład to, że poręczenie BGK jest mniej atrakcyjne od poręczenia Skarbu Państwa - twierdzi Sławomir Żygowski.

Szpital- przypadek biznesowy

Mimo że banki jak ognia boją się inwestowania w służbę zdrowia, są przykłady kredytowania programów restrukturyzacyjnych i inwestycji. Jednak, jeśli chodzi o konkrety - zasłaniają się tajemnicą bankową. Wiadomo jednak, że bankowe wsparcie dotyczy przede wszystkim finansowania zakupu sprzętu i "procesy operowania wierzytelności".
- Ponieważ nie uciekniemy albo od prywatyzacji służby zdrowia, albo od częściowej odpłatności za świadczenia medyczne, banki po latach nie zauważania tego, co dzieje się w sektorze medycznym, zaczynają dostrzegać, że szpital to również przypadek biznesowy - twierdzi Krzysztof Rybiński, ekonomista banku BPH SA.
Jednak według Juliana Kinkela z Agencji Obrotu Wierzytelnościami Kinkel i Masłowski, ogrom zadłużenia służby zdrowia i tendencja do jego wzrostu powoduje, że banki nie są już tak zainteresowane wykupywaniem wierzytelności w sektorze medycznym. W dodatku nadmiar wierzytelności spowodował sytuację, w której zamiast inwestorów zaczynają dominować na rynku firmy typowo windykacyjne.
Nie angażują one swojego kapitału, a oferują zdesperowanym wierzycielom pośrednictwo w ściągnięciu od dłużnika zaległych płatności.
- Nie trzeba być zbytnio przewidującym, aby dostrzec, że zwiększenie liczby wierzytelności windykowanych w taki sposób, przy zmniejszeniu liczby wierzytelności podlegających rozliczeniu przez restrukturyzację, pogarsza i tak trudną sytuację w sektorze - twierdzi Kinkel.

Nadzieja w sekurytyzacji?

W takiej sytuacji lekarstwem dla szpitali może być coraz modniejsza sekurytyzacja długów, czyli ich zamiana na obligacje. Dzięki takiemu zabiegowi, szpitale zyskują czas na spłatę zobowiązań.
W skrócie mechanizm tej skomplikowanej metody, dzięki której dług staje się kredytem, można przedstawić jako łańcuch transakcji. Wierzyciel szpitala nie mogącego uregulować swojego zobowiązania, sprzedaje dług specjalnej firmie. Ta emituje obligacje, gwarantując nabywcom ich wykup po ustalonym czasie, dzięki zabezpieczeniu ich skupionymi wierzytelnościami. Dłużnicy spłacają firmie odroczone należności, a z wpłacanych przez nich rat papiery są wykupywane oraz wypłacane odsetki.
Takie programy prowadzą m.in. sopocka firma Greenhouse Capital Management, czy gdyński Pharmag.
- W tej chwili mamy podpisanych około 1100 porozumień z 440 szpitalami z całej Polski - oświadczył Tomasz Tokarski, prezes GCM. Klientów więc, jak widać, nie brakuje.
Pierwszy polski program sekurytyzacji w 1999 r. dotyczył szpitalnych wierzytelności, powstałych z tytułu dostaw środków farmaceutycznych i materiałów medycznych. Emitentem (spółką celową) była specjalnie powołana URTICA Finanse SA.
Funkcję organizatora, administratora programu, organizatora emisji, pełnomocnika ds. sprzedaży i płatności, depozytariusza, a zarazem podmiotu zapewniającego płynność, pełnił BRE Bank SA.
- Barierą jest ograniczony popyt na obligacje emitowane w tych programach, chociaż wierzytelności służby zdrowia są zaliczane do bezpiecznych. W razie pojawienia się instytucji zainteresowanej inwestowaniem w takie wierzytelności, firmy pośredniczące w obrocie są w stanie nawet w ciągu tygodnia dostarczyć wierzytelności o wartości przekraczającej 200 mln zł - mówi Tokarski.

Starosto, kup obligacje

Można jednak jeszcze inaczej stymulować obrót szpitalnymi obligacjami. Firma Inwest Consulting zaproponowała emisję obligacji dla szpitali, przez spółkę specjalnego przeznaczenia Inwest Bonds. W tej chwili około 40 jednostek samorządowych wyraziło chęć przystąpienia do spółki, aby ratować własne szpitale. Kilkanaście z nich już podjęło uchwały w sprawie wykupu jednego udziału w cenie 100 zł. Programem oddłużania zainteresowały się także cztery urzędy marszałkowskie.
- Projekt daje czas powiatom i ZOZ-om na restrukturyzację, przy odłożeniu spłaty kapitału kredytu, którego udzieli im Inwest Bonds - tłumaczy Jacek Mrowicki, prezes Inwest Consulting.
Projekt Mrowickiego zakłada, że obligacje będą spłacane po wielu latach, nawet kilkudziesięciu. Po upływie terminu zapadalności nastąpi rolowanie emisji. Szpitale, które podpiszą umowę o restrukturyzacji, będą pod kontrolą samorządów. Projektem jest zainteresowanych 14 instytucji finansowych, funduszy emerytalnych i towarzystw ubezpieczeniowych.
- Aby zobaczyć, czy wszystkie te propozycje oddłużania szpitali przyniosą skutek, potrzeba czasu - twierdzi Krzysztof Rybiński.
Branie kredytów, aby spłacić długi jest z finansowego punktu widzenia decyzją ryzykowną. Według opinii ekspertów, projekty takie jak firmy Inwest Bonds, mogą się sprawdzić, jeśli znajdą się dodatkowe zabezpieczenia w postaci umowy z bankiem, który w każdej chwili będzie chciał zdyskontować obligacje w gotówkę.
Do rozwiązania pozostaje sprawa weksla, który miałby przyjmować samorząd. W myśl polskiego prawa samorząd może wystawić weksel, ale nie może przyjąć zobowiązania wekslowego z tytułu poręczenia.

Wyścig z czasem

Kłopotem dla szpitali jest to, że kredyty restrukturyzacyjne zwykle są długoterminowe, zaś umowy z NFZ opiewają na rok. Zanim jednak nastąpi uzdrowienie" sytuacji w służbie zdrowia, należy rozważyć wprowadzenie faktoringu jako skutecznego sposobu na restrukturyzację zadłużenia ZOZ-ów.
Mechanizm polega na wykupie należności niewymagalnych, tzn. przed terminem płatności. Coraz częściej dostawcy towarów zmuszeni są do wystawiania faktur z odroczonym terminem płatności. W takiej sytuacji korzystne jest pojawienie się faktora, który wykupuje niewymagalne faktury, płacąc od ręki ich wystawcy, czym zapobiega utracie przez nich płynności finansowej, a jednocześnie pozwala szpitalowi skorzystać z dobrodziejstwa odroczonych terminów płatności.
Tajemnicą sukcesu niezadłużonych placówek lub tych, którym udają się plany restrukturyzacji, jest najczęściej dobry menedżer. Według przedstawicieli banków, aby łatwiej można było rozmawiać ze szpitalami o ewentualnych projektach finansowania sektora, dyrektorami szpitali powinni być profesjonalni menedżerowie, a nie lekarze.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum